JA / Hallo! Muszę się sKUPić…

Kreską Asi
Kreską Asi
15 lutego 2016
 

 

Zrobiłam się jakaś lokalna patriotka (proszę się nie doszukiwać konotacji

z obecnymi wydarzeniami , z przeproszeniem, politycznymi).

Ostatnio było o pobliskiej piekarni. Teraz będzie ciąg dalszy: ścieżkami mojej dzielnicy.

A to półprawda, bo dzielnica od dwóch lat dopiero moja. I tak ją powoli poznaję.

Dziś od dupy strony. Psiej – dla ścisłości.

 

Bo po raz enty już przemierzam utartą dróżkę z domu do parku. Ja i Zosia. Czy raczej wózek. Cel: plac zabaw. Przeszkoda: Pole minowe. Idę. Pcham wózek i się sKUPIAm. Slalom gigant zaczyna się na wysokości pobliskiego przedszkola (nie wiem czy dopatrywać się tu jakiejś zależności?). I przysięgam, że na tym odcinku czuję się jakbym przeniosła się w kadrze

z „Dnia Świra”; pamiętacie jak Adaś Miauczyński wywija swój slalom na osiedlowych okupowanych ścieżkach? I nie przesadzam. Kup jest kilkanaście na długości kilkunastu metrów – liczyłam! I to na samym chodniku. Idę tym odcinkiem z pokorą – głowa spuszczona

w celu kup ominięcia. I z lekkim lewoskrętem głowy – boję się, żeby mój wzrok nie objął trawnika po prawej, tam jest więcej niż trawy. Także tego – z przyrodą za Pan Brat.

Ile razy nie brat, a mąż mój klął na te naturalne aromaty przywiezione do domu.

Bo nie sposób asymetrycznymi kółkami wózka trafić na te wąskie szczeliny między odchodami.

I Arek odchodzi od zmysłów – jak tą gównianą sprawę rozwiązać? Ratunkiem jest balkon: odkręcasz kółka od wózka, wystawiasz tamże i czekasz aż gówno wyschnie i wtedy skrobiesz. Bo najgorzej świeżutkie wydłubywać patykiem – raz dłubałam – odór na całe mieszkanie.

Tyle, że możesz się nie doczekać na wyschnięcie przed kolejnym spacerem.

Najlepiej zimą, wtedy gówno szybko się zmrozi na balkonie i łatwiej odchodzi.

 

Odejść by mogli przede wszystkim od tego zwyczaju – obsrywania dupami psimi – właściciele psów. Przecież sami w te gówna potem wdeptują. Widać mała to nauczka. A straż miejska ewidentnie nie chce wdepnąć w tą sprawę. I się w te kąty nie zapuszcza.

I śmierdzi.Grunt, ze na końcu drogi jest park. Tam jest inny świat.

Pojemniki na psie odchody.

 

A więc zatkaj nos, głowa w dół i skup się.

Slalom level hard.

 

czytaj więcej na blogu Kreską Asi


Stacja Gówna. Z cyklu: Mamowe opowieści.

Kreską Asi
Kreską Asi
15 lutego 2016
 

Rzecz cała się działa lat temu niemal trzydzieści.

Uwaga poniżej opowieści gównianej treści.

Śmiech bierze rodziców mych drogich rodzonych,

gdy do nich bierzam z Zosią, jak wielbłąd, obłożona.

Auto pęka w szwach, niczym na dwutygodniową labę,

a tu raptem dwa dni u nich zapowiedziane.

I zaczyna się litanija, jak onegdaj bywało,

No właśnie droga mamo – jak się z dzieckiem przemieszczało?

Z dzieckiem, jak z dzieckiem, to pół biedy – to małe,

Wciśnie się wszędzie – nawet w plecak ze stelażem.

Ale cały rynsztunek pociągiem, za przeproszeniem, przewieźć?

I to na dwa tygodnie całe – toż to niemożliwe, to marzenie…

Kochanaś, rozpieszczona – w innych czasach Zofia urodzona,

Kiedyś przewijaków, termoforów, laktatorów, nie uraczysz.

Podstawa to nocnik, butla i dwa śpiochy na krzyż.

Rampersy, pampersy, wyparzacze? A co to?

Na dwutygodniowe wakacje jechałam z ochotą,

I z bagażem wątłym, jako i nasz portfel,

Pociągiem zatem tłukliśmy się – 12 godzin – to nie fortel.

Ale Mamusiu: butla w papę w przedziale, lecz co z nocnikiem?

Nic to, przedział pasażerami przytulny, kupę robiłaś z kwikiem.

Matko kochana – żartujesz?! Ale jak tego gówna się pozbywałaś?

Korytarzem pociągowym, nad głowami współpasażerów, twa kupa dryfowała.

Sama?! Nie sama – Córeczko. Ojciec Twój dzielny, tron transportował,

Co by opróżnić go w przytulnym kibelku, nim pociąg ostro zahamował.

Z papą mocno rozdziawioną słucham kolejnej opowieści.

Bo oto radzić sobie trzeba było z odzieżą wszelkiej maści.

Wspomniane śpiochy, nic więcej, do dyspozycji matek,

cóż zrobić, szyć musiały dla swych maleńkich dziatek.

A że materiał jakikolwiek na pniu wyprzedany,

Nadał się biustonosz, jego połowa, na głowę maleństwa nakładany.

Ot, ówczesne DIY w pewexowej odsłonie,

Sznureczki doszyte i czapeczka gotowa na skronie.

I przy tak patologicznie zabarwionym dzieciństwie,

Boję się drążyć temat i zapytać: co jeszcze…


Kompot jabłkowy. Czyli teraz rozumiem moich Rodziców.

Kreską Asi
Kreską Asi
15 lutego 2016

 

Zbierało się TO właściwie odkąd Zoś pojawił się na świecie. Ale BYŁO mgliste i abstrakcyjne.

I trochę nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Wszak ja, taka buntowniczka w glanach. Niezależna, daleko miało paść jabłko od jabłoni. I przez chwilę było daleko.

Ale z górki się stoczyło chyba i wróciło. Poturlało się w same korzenie jabłoni, w jej cień.

Im Zosia tuptaniem i mówieniem staje się coraz bardziej niezależna, tym Matka jej coraz bliżej Matkę i Ojca swojego przypomina. Przynajmniej tak brzmi.

Aż pewnego dnia mnie olśniło: Odkryłam całą logikę wypowiedzi moich Rodziców,

które do mnie kierowali od trzydziestu lat.

A stało się to pewnego pięknego przedświątecznego popołudnia:

 

1.Zosia: nieustraszona, pełna energii – po żłobku.

 

2.Ja: ustraszona i z energii wypruta – po pracy.

 

3.Arek: patrz punkt 2.

 

I się dzieje: Zosia jest wszędzie. Biba (biega). Daliij (ciągle). Krzyczy. Nie daje ani ułamka sekundy przestrzeni na nasze pół słowa. Chcemy ustalić ze sobą przedświąteczne obowiązki. Kapitulujemy po godzinie (17.00). Piszę do Arka smsa w tej sprawie (wciąż nie możemy się przebić przez nieustanny monolog Zofii). Po 18-stej myślę sobie, że w sumie dziecko podobne, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że zostało w żłobku podmienione.

Przecież my mamy grzeczną poukładaną Zofiję, a nie Diabołka. Po 19stej mnie OLŚNIŁO. Poszła salwa moich tekstów. TYCH tekstów. Słyszanych naście i dwadzieścia lat temu. Uważanych za debilne, głupie, nielogiczne.

A teraz po latach jakże głęboki w nich tkwi przekaz.

I mamy od mamy:

 

Co Ty wymyślasz/kombinujesz? (nie doceniam kreatywności dziecka)

Zosia, albo-albo… (Zosia już sobie zapożyczyła ten tekst:
zanim zdąży mnie wyprowadzić z równowagi sama kwituje swoje zachowanie: Abdo-abdo!)

Czy Ty masz motorek w dupie?! (no niee, tego ostatniego słowa
nie wypowiadam przy ZOsi – przynajmniej się staram ;P )

 

Zosia, czy ty masz owsiki? (Znowu w tym słynnym miejscu,
znowu zdania nie wypowiadam do końca)

 

Nie kręć się przy jedzeniu. (i w różnych innych sytuacjach. Słynna Zosi TAJOTA / karuzela)

 

Jedz ładnie! (a jakże! a najfajniejsze jest bekanie, takie to śmieszne Mama!)

 

Nie wygłupiaj się! (czyt: nie bądź dzieckiem!)
 

Bo Mikołaj nie przyjdzie. (jeszcze mało działa, bo ZOsia nie wie za bardzo o co chodzi z tym panem w czerwonym kubraczku, przecież to Baba przyniosła prezent)

 

Bo nie będzie prezentów. (i tak były…)

 

Mikołaj wszystko widzi. (no to Zosia tym większe przedstawienie odgrywa)

 

Liczę do trzech i … (tu mi zawsze brakuje ciągu dalszego wypowiedzi)

 

Czy Ty się szaleju najadłaś? (nie wiem jak to smakuje, ale brzmi, jak większość, debilnie)

 

Stój w miejscu. (czyli znajdź u Zosi guzik OFF)

 

Nie ruszaj się. (patrz: powyżej)

Nie kręć się tak. (i tu nasuwa się pytanie: A jak?!)

Stój ładnie. (a stań brzydko rodzicu)

Stój spokojnie. (z cyklu: przycisk OFF)

Zobacz jak Ty siedzisz? (a Zosia powinna na to: to daj mi lustro)

Czy my możemy z Tatą porozmawiać? (pewnie, nie przeszkadzajcie sobie, tylko jednocześnie rozmawiajcie ze mną, czytajcie mi, tańczcie i bawcie się ze mną…)

 

Czy ty możesz się uspokoić? (pytanie retoryczne)

 

Bo nie dostaniesz kolacji. (brawo Mamo! szantaż jako metoda wychowawcza, pogratulować)

 

Oj Ty Gałganie. (Zawsze sobie wtedy wyobrażam zmechaconą Zosie po spaniu)

 

Ty Gadzie jeden. (Umówmy się. Moje dziecko jest ssakiem.)

 

Czyli mamy tu same książkowe błędy których tak gorąco obiecałam sobie nie popełniać.

I teksty, które wydawały mi się śmieszne. Teraz nabrały sensu. Na chwilę.

Bo po wypowiedzeniu każdego z nich już po chwili, w duchu, śmiałam się z siebie.

A przynajmniej po niektórych.

 

Czy to kolejny etap rodzicielstwa?

Upodobnienie się do swoich rodziców?

 

Czy to już starość?

 

I boję się pomyśleć jak brzmieć będę w okresie dorastania Zofii.

 

Będzie kompot.

  1. A tu postanowienie noworoczne: Oby tych kretyńskich, górnolotnych tekstów

w nadchodzącym roku nie przybyło… Obym nie musiała powiększać powyższej listy.