Drogie, perfekcyjne mamy! Dziecko to nie kolejny punkcik do odhaczenia w życiorysie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
11 stycznia 2017
Drogie, perfekcyjne mamy! Dziecko to nie kolejny punkcik do odhaczenia w życiorysie
Fot. iStock/IvanJekic
 

Zamarłam. Przeczytałam artykuł o matkach, które podają wieczorem swoim dzieciom leki na sen i zamarłam. Wiecie co nimi kieruje? Nie, nie problemy maluchów z zasypianiem, nie zalecenia lekarza, nie wskazania medyczne. To chęć pozbycia się problemu. Mieć dziecko szybciej z głowy, móc wcześniej zająć się sobą, odpocząć. Przespać 8 godzin. Nie słyszeć tego denerwującego „mamo”. Nie musieć zajmować się swoim dzieckiem. Pediatrzy biją na alarm. Moda na usypianie dzieci za pomocą środków nasennych rozprzestrzenia się w naszym kraju z zadziwiającą prędkością. Skutki? Przerażające: prawdziwe zaburzenia snu, uzależnienie od leków, uszkodzenie wewnętrznych narządów (wątroba, nerki). Ale co tam. W perfekcyjnym świeci perfekcyjnych mam, skutków ubocznych się nie przewiduje. Wszystko ma działać tak, jak w zegarku.

Zajrzyjcie na internetowe fora dla matek. To tylko kilka, losowych wpisów:

„Kochane mamusie, co podać roczniakowi, żeby szybciej zasnął, chcielibyśmy wreszcie z mężem mieć wieczorem czas dla siebie”;

„Drogie mamuśki, kiedy zaczęłyście zostawiać dziecko z kimś obcym, jestem miesiąc po porodzie i czuję, że dłużej nie wytrzymam  z nim w domu, czy coś jest ze mną nie tak?”;

„W jakim wieku wasze dzieci powiedziały „mama”? Denerwuje mnie już to ciągłe domyślanie się o co mu chodzi.”

Nie piętnuję tych matek. Z ich słów przebija samotność, bezradność, fizyczne i emocjonalne zmęczenie. I pewnie także rozczarowanie, że całe to piękne, różowe macierzyństwo tak właśnie wygląda. Chcę powiedzieć coś zupełnie innego. Chcę was zwolnić z obowiązku przeżywania perfekcyjnego macierzyństwa.

Niektórzy całymi latami walczą o ciążę. Przechodzą kosztowne i pochłaniające tony emocji, nadziei, wiary w to, że się w końcu uda leczenie, bez pozytywnego skutku. Rozpaczają, bo nie mogą zostać rodzicami, albo tracą swoje dzieci w wyniku nieszczęśliwych okoliczności losu, czy chorób. Inni mają dzieci, choć zupełnie nie rozumieją co to właściwie znaczy i dlaczego się na to zdecydowali. Mają, bo tak trzeba, bo najwyższa pora, bo wszyscy na to czekali. Mają, żeby wreszcie móc kimś sterować, mieć nad kimś kontrolę, realną władzę. Mają, bo nie wypada nie mieć. Mają, żeby wpisać je w grafik i odhaczyć kolejny punkcik w notesie. Taki sam grafik założą w chwilę po porodzie swoim dzieciom. I będą monitorować ich rozwój (najlepiej, żeby był szybszy niż przeciętny), postępy na nocniku (pochwalą się potem nimi na Facebooku) i sukcesy w szkole (obowiązkowe zajęcia dodatkowe, tak, by dziecko nie miało już siły ani ochoty „przeszkadzać’’ rodzicom w domu). Przejść przez to macierzyństwo szybko i bezboleśnie – to wasz cel. A gdzie w tym wszystkim DZIECKO?

Droga Perfekcyjna mamo,

która tak bardzo chcesz mieć wszystko pod kontrolą, w swoim idealnym, wymyślonym świecie:

Dziecko to nie kolejny punkt w twoim życiorysie. Dziecko to olbrzymia odpowiedzialność, którą nie każdy jest w stanie unieść. Nie każdy musi być rodzicem, są tacy, którzy zdecydowanie nie powinni nimi być.

Dziecko to człowiek, ktoś odrębny od ciebie, ktoś kto czuje, cierpi, śmieje się i płacze, ktoś, kto dopiero uczy się swoich emocji i tego jak sobie z nimi radzić. Ktoś, kto przez kilkanaście lat będzie od ciebie zależny. Nigdy nie wykorzystuj tego ostatniego faktu przeciw swojemu dziecku. To, co uszcześliwia ciebie, niekoniecznie uszczęśliwi twoje dziecko.

Dziecko to nie jest modny gadżet, dopasowany do twojego stylu życia. To ty musisz na trochę zwolnić i zmienić ten styl życia, kiedy pojawia się twoje dziecko. Przykro mi, ale tak właśnie jest.

Dziecko bywa kłopotliwe, głośne, męczące, głodne, histeryczne. To nie jest jego wina. I nie jego winą również jest to, że sobie z tym nie radzisz.

Dziecko nie choruje tobie na złość, żeby pokrzyżować ci wszystkie plany, opóźnić wyjazd na upragniony urlop, żeby zepsuć ci nastrój i wyssać z ciebie całą energię.

Dziecko wymyka się twoim miarom i szablonom, myśli i czuje inaczej niż ty, ma własny pogląd na tę samą sytuację, bo nie jest tobą.

Dziecko oddaje ci to, co od ciebie dostaje. Im bardziej je od siebie odsuwasz, tym mniejsze masz szanse na porozumienie i sukces wychowawczy. Im mniej słuchasz, im więcej narzucasz, tym bardziej obcy stajecie się dla siebie nawzajem.

Rozumiem twoje zmęczenie, pot i łzy bezradności, kiedy jest naprawdę ciężko. Ale nie żyjesz sama. Zacznij wymagać od swojego partnera, ojca swojego dziecka wsparcia. Proś o pomoc rodzinę. Nie bądz Matką Polką – heroską z zegarkiem w ręku i wiecznie niezadowoloną miną.

Jeśli masz problem ze swoim dzieckiem, chciałabyś je wymienić na lepsze, oddać z powrotem, zostawić i wrócić, kiedy będzie już całkiem dorosłe i „ogarnięte”, pora przyhamować i zajrzeć w głąb siebie. To nie dziecko jest twoim problemem. To ono ma problem z tobą.


Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
12 stycznia 2017
Drogi Mężczyzno, wkurzasz mnie. Jesteś hipokrytą
Fot. iStock/_IB_
 

Drogi Mężczyzno. Mam dosyć twojej hipokryzji, twojego wygodnictwa i twojej krótkowzroczności. Wiem, co mówię, nie oszalałam. Przeżyłam z tobą 35 lat i niestety, muszę ci to powiedzieć głośno: zawiodłeś mnie w tak wielu sprawach, że nie wierzę już, że w sytuacjach ważnych i życiowych, można na ciebie liczyć. Już widzę, jak teraz stają w twojej obronie inne kobiety. „Bo tak, nie można, to stronniczość, czarne owce zdarzają się po obu stronach, chyba ktoś cię skrzywdził”… Powiem to jednak jeszcze bardziej dosadnie: to ty, mężczyzno, a nie inne kobiety, dałeś mi najwięcej powodów do smutku, łez, rozczarowania i złości. 

To nie jest kwestia uprzedzeń, braku szczęścia do ludzi, przypadku, to nasze polskie realia.

Drogi mężu mojej przyjaciółki, który w pracy brylujesz towarzysko i sypiesz żartami jak z rękawa, co się dzieje, że gdy przekraczasz próg swojego domu z miłego, zabawnego faceta, zamieniasz się w kata? Koleżankom z pracy ustępujesz pierwszeństwa w drzwiach, na własnej żonie zamykasz drzwi. Co jest z tobą nie tak?

Wspaniały celebryto z okładek kolorowych pism, który właśnie rozstałeś się z chorą żoną, by oficjalnie i z błogosławieństwem mediów związać się z kochanką, która urodzi się nowe, fajniejsze dziecko? Nie obchodzi mnie twoje życie prywatne, ale czy naprawdę jest się czym chwalić?

Mój pierwszy szefie, byłeś dla mnie ideałem przełożonego: mądry, sprawiedliwy, życzliwy. Dopóki nie zacząłeś wykorzystywać swojej pozycji by sypiać z dziewczynami, które zatrudniłeś. A kiedy zszokowana pytałam jak możesz tak postępować, miałeś wtedy żonę i dziecko, odpowiadałeś: „Nie robię jej krzywdy, przecież o niczym nie wie”. Mam nadzieję, że już dawno się dowiedziała, że nie żyje już w kłamstwie, którym ją osaczyłeś.

Drogi sąsiedzie, który dwa lata temu na urodziny kupiłeś żonie nowy samochód, ale w te święta odszedłeś od niej, bo nie byłeś w stanie znieść widoku waszego chorego dziecka i patrzeć na jej heroiczną, codzienną walkę o polepszenie stanu jego zdrowia, zabieraj swoje zabawki i znikaj z jej życia, nie krąż bezczynnie wokół, płacząc nad swoim nieszczęściem i żądając zrozumienia, wsparcia, oraz rozgrzeszenia dla twojego tchórzostwa.

Kolego z pracy, który udajesz, że nie słyszysz jak twój szef upokarza twoje koleżanki opowiadając obrzydliwe, poniżające żarty, nie nazywaj się mężczyzną, jeśli dajesz mu na to przyzwolenie.

Chłopaku w metrze, który siedzisz zajęty swoim iPhonem i nie zauważasz, że obok ciebie stoi zmęczona kobieta w ciąży, albo trzymająca za rękę małe dziecko, ty nigdy nie staniesz się facetem.

Działaczu społeczny, który porywasz swoimi słowami tysiące ludzi, bo mówisz, że zależy ci na dobru obywatelek twojego kraju, że walczysz o ich los i prawo do wolności, ale nie jesteś w stanie płacić alimentów matce twoich dzieci, idź do diabła z takim społecznictwem, bo nie jest ono nic warte.

Kierowco, który lekceważąco wykrzykujesz, że jeżdżę jak typowa baba, a potem dodajesz jeszcze kilka wulgarnych epitetów, wyobraź sobie, że na moim miejscu jest twoja córka.

Polityku z pierwszych stron gazet i z ekranu telewizora, który grzmisz na trybunie sejmowej o poszanowaniu wartości, a potem ustanawiasz prawa, na skutek których kobiety w twoim kraju tracą godność, nie kłam, że działasz w ich imieniu i dla ich dobra.

Drogi starszy bracie, który od kilkunastu lat, nie potrafisz ułożyć sobie życia z ukochaną kobietą, bo jak sam o sobie mówisz „jesteś trudny”, przestań proszę marnować jej czas. Ona zasługuje na kogoś lepszego.

Kochany teściu, który przy matce mojego męża, mówisz o niej i do niej przykre i krzywdzące rzeczy, udając, że to żarty i twierdząc, że jej się to podoba, wstyd mi za ciebie. Nie wiem, dlaczego twoja żona się na to godzi.

Tato, który patrzysz na mamę, i naprawdę nie widzisz, że oddycha ciężej, że słabiej się czuje, że zbladła ostatnio, czy naprawdę trzeba powiedzieć ci wprost, kobieta, z którą przeżyłeś 40 lat potrzebuje teraz twojej pomocy? Przykro mi, tato.

Mężu, który zostawiasz mnie w weekend z dziećmi, choć nie miałeś dla nas czasu przez cały tydzień, czy jeszcze w ogóle pamiętasz, dlaczego jesteśmy rodziną?…

Drogi Mężczyzno, nigdy nie jest za późno, by przestać być hipokrytą.

 


Starość jest pięknem pomarszczonej twarzy, ale też niesprawnymi nogami i rękami, które nie mogą utrzymać kubka z herbatą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
3 stycznia 2017
Fot. iStock/Branimir76
Fot. iStock/Branimir76
 

Pożegnanie z człowiekiem, który był obecny w twoim życiu odkąd pamiętasz, z którym wiążą cię dobre emocje, wspomnienia – to, co dobre i piękne – jest bardzo trudnym doświadczeniem. „Trudne” jest tu wszystko: i ostateczność, i ta egoistyczna chęć zatrzymania go przy sobie „jeszcze na chwilę” i twoje zaprzeczanie prawdzie, że to się musi stać, że tak ten świat jest urządzony. A jednak. I mój i twój zaplanowano tak samo, by składał się z ciągłych powitań i pożegnań z tymi, których kochamy.

I nie wiem tylko co jest bardziej bolesne: świadomość, że tak bliska ci osoba, ktoś kogo nie tylko kochasz, ale uważasz za fundament twojego jestestwa, z kim masz tysiące najlepszych wspomnień z dzieciństwa i młodości, powoli zmienia się w obcą osobę, czy to że ją utracisz fizycznie. Starość nie udała się stwórcy – kimkolwiek on jest.

Zagadka człowieczeństwa, istota humanizmu. Jak w kimś, kto pod wpływem choroby, upływającego czasu i lęku przed nieuchronnością śmierci przeistacza się w rozgoryczoną i rozżaloną osobę targaną negatywnymi, złymi emocjami, ciągle jeszcze widzieć tego, kto kiedyś dał ci wszystko, co najlepsze? Jeśli opiekujecie się starszymi rodzicami, albo niedołężną babcią, czy dziadkiem, pewnie znacie to uczucie.

Bo starość bywa bardzo osobistym dramatem, mimo bliskości kochających dzieci i wnuków, mimo troski i najbardziej starannej opieki. Mimo całej miłości, którą w sobie macie.

Patrzę na bliską mi osobę i wiem, że jej już się na tym świecie nie podoba. Że wzbiera w niej żal i złość na swoje niesprawne nogi, na trzęsące się ręce, na odbicie w lustrze, które zamiast pięknej, roześmianej twarzy, pokazuje ciągle tę pomarszczoną, zapadłą i smutną. W jej głowie zapewne pytania: To już? Tak szybko to życie minęło? To wszystko i nic więcej? Dlaczego już?…

Kocham ją i rozumiem jej cierpienie. Jeszcze kilka lat temu, była panią swojego losu. Dziś brak jej sił, by odgrzać sobie obiad, by wyjść na spacer, do kina, ba, nawet na ławkę do pobliskiego parku. Ona znika, a wokół pulsuje życie. Rodzą się dzieci, wnuki, prawnuki. Młodzi zakochują się, są szczęśliwi, piękni. Zupełnie tak, jak ona kiedyś. I jej głos, teraz coraz słabszy, coraz mniej pewny, rozbrzmiewał kiedyś głośno, sprężyście, mocno. Tak jak jej życie. Wypełniało niewielką przestrzeń jej mieszkania przez kilkadziesiąt lat.

Dziś jest coraz mniejsza, zgarbiona, coraz lżejsza i bledsza. Coraz bardziej jest jej „wszystko jedno”. Dlatego cieszę się z każdego momentu, kiedy jeszcze chce „tu być”, kiedy odczuje ciekawość nowego smaku, radość z obecności prawnucząt…

Jak trudno mi patrzeć na nią, wiedząc, że powoli gaśnie. Jak źle mi z tym uczuciem, że gdy odejdzie, nie znajdę jej w jej fotelu bujanym, w pokoju pełnym zdjęć i pamiątek, w którym przeżyłam tak wiele szczęśliwych chwil, dzięki niej. Jak trudno zaakceptować fakt, że i ona już zaraz będzie wspomnieniem. I cieszę się, że jeszcze ciągle czasem bywa sobą, a nie tym kimś, kogo zabiera mi jej starość.

Znajoma opiekuje się swoją starszą, niedołężną mamą. Jest u kresu sił. Tych psychicznych i fizycznych. Fizycznych, bo opieka oznacza właściwie pełną obsługę: pranie, gotowanie, karmienie, mycie, zmianę pampersów…

Psychicznych, bo ciągle słyszy raniące, oskarżycielskie ostre słowa z ust swojej mamy, która pluje na nią jedzeniem, oskarża o to, że córka regularnie dolewa jej trucizny do zupy i że kradnie. Mama czasem kopie, często wykrzykuje słowa nienawiści. Rzadko kiedy wie na pewno gdzie jest, a kiedy już wie, cierpi i mówi o śmierci. O tym, że nikt jej tu nie chce, że jest przeszkodą. Ta starość boli jeszcze bardziej – i matkę i córkę.

–  Nie mogę oddać mamy do zakładu – mówi znajoma – nie wybaczyłabym tego sobie. Moim obowiązkiem jest o nią zadbać, jak najlepiej potrafię. Zadbać o to, by te ostatnie lata jej życia upłynęły godnie.

Więc moja znajoma opiekuje się mamą, zaciska zęby, czuje bezsilność. Cierpi. Bo nawet jeśli człowiek tłumaczy sobie, że ten „obcy bliski” nie jest przykry i złośliwy intencjonalnie, że jego mózg nie działa już sprawnie, że słowa, które padają  wypowiada pod wpływem żalu i emocji, jest ciężko, nie zawsze można oddzielić serce od rozumu.

Uczono nas szacunku do starszych, ale nie nauczono nas, że starość jest trudna. Dla obu stron – tych, którzy odchodzą i tych, którzy tu zostają. I to nie wszystko. Starość jest piękna i brzydka zarazem, nie można się tego wstydzić, ani przed tym uciekać. Starość jest doświadczeniem i wiedzą z jednej strony, ale jest też utratą pamięci i zacieraniem wspomnień, pomieszaniem zmysłów i nierozpoznawaniem bliskich. Starość jest pięknem pomarszczonej twarzy, ale też niesprawnymi nogami i rękami, które nie mogą utrzymać kubka z herbatą. Starość naszych najbliższych jest lekcją odchodzenia dla nas samych.

Nie osądzajcie tych, którzy oddają rodziców czy dziadków do domu seniorów, tam, gdzie opieka jest dobra, a warunki godne. Nie mówcie też, że wy nigdy nie postąpilibyście w ten sposób.