„Drodzy nauczyciele. Obserwuję Was z boku ich oczami, oczami rodzica lub dziecka: ignorowanego, nie mającego nic złego na myśli”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 września 2017
Fot. iStock / mapodile
Fot. iStock / mapodile
 

Drodzy nauczyciele,

po przeczytaniu „Rodzicu, ja jestem po tej samej stronie co ty. Nie walcz ze mną w tym roku”. List nauczycielki miałam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem i podzielam poglądy autorki, z drugiej strony jako coach, psycholog i mama dwójki dzieci  mam okazję spotykać się i rozmawiać z dziećmi, rodzicami i nauczycielami. Wiem, z własnego doświadczenia, że wielu nauczycieli pracuje z pasją i kieruje się troską, zrozumieniem, empatią w stosunku do dzieci. Wiem, jakie dzieci przyprowadzają rodzice do placówek lub jaka młodzież uczęszcza do szkoły. Wiem, jak rodzice potrafią zachowywać się wobec nauczycieli. Wiem, ile wysiłku i pracy to wymaga, za jak małe pieniądze. Nie łatwo jest być nauczycielem. Oczekiwania są wielkie a możliwości czasami ograniczone. Braki sprzętowe, niskie wynagrodzenie, zły plan – zbyt dużo okienek, biurokracja. Aroganccy  roszczeniowi rodzice, rozpieszczone dzieci, brak autorytetu i wychowania – na to wszystko najczęściej narzekacie.

„Niektórzy nauczyciele są przekonani, że AUTORYTET jest im dany, niejako wpisany automatycznie w zawód. Co często słyszy się od nauczycieli – „On ma mnie słuchać ! ” „… jestem przecież nauczycielem”. A autorytet własny należy sobie samemu wypracować.  Każdy chce być traktowany z szacunkiem, sprawiedliwie, ale to działa w obie strony. Należy swoim zachowaniem, swoją osobą wzbudzać szacunek. Wymagasz – rób to sam czego wymagasz, swoją postawą daj przykład.

Rodzice skarżą się, że nauczyciele są nieuprzejmi, traktują ich jak wrogów, „z góry”. Często ignorują, a każdą uwagę traktują (interpretują) jako oskarżenie, pytanie jak atak. Przerzucają winę i odpowiedzialność na innych. Negując ich intencje.

Rozumiem zniecierpliwienie, kiedy non stop ktoś chce czegoś od Was, ale można zareagować z szacunkiem, kulturą i asertywnością. Wiem, że czasami jest to niemożliwe choćby ze zmęczenia. Ale jestem przekonana, że istnieje sposób na wypracowanie sobie zasad, które pozwolą na pogodzenie i zadowolenie wszystkich ze stron. W szkole moich dzieci jest elektroniczny dziennik i zeszyt do korespondencji.

Na przerwach, w czasie pełnienia dyżurów, nauczyciele potrafią pogodzić troskę o bezpieczeństwo dzieci z zaspokojeniem potrzeb fizjologicznych. Nie raz zdarzało mi się rozmawiać z nauczycielem, który akurat jadł lub pił herbatę. I nie przeszkadzało nam to w poprawnej i skutecznej komunikacji. Wszystko w granicach rozsądku i szacunku.

Rozumiem potrzebę spokoju, chwili dla siebie i jestem pewna, że kolejka rodziców ze sprawami pilnymi może doprowadzać do szału. I gdy przyjdzie kolejny petent – można stracić cierpliwość.

Dlatego z góry trzeba ustalić zasady wzajemnej współpracy. Można po ludzku powiedzieć, czego się chce i czego się oczekuje. Ustalić jasne zasady kontaktu , grubą kreską zaznaczyć granice.

Kolejna sprawa. Miałam kiedyś sesję z nauczycielem, który też chciał odpowiedzieć sobie na to pytanie – jak zainteresować tematem ucznia. Zadałam mu pytanie: Czy Ty będąc uczniem zainteresowałbyś się lekcją przez siebie prowadzoną, jeśli nie, to co mogło być tego powodem ? Co jeszcze mógłbyś zrobić ? Efekty go zaskoczyły, nie musiał wiele robić, aby efektywność jego pracy wzrosła.

Oczywiście pierwsze odpowiedzi mogą być: nic, już nic nie da się zrobić, już wszystko zrobiono, to ich wina – oni są za głupi, oni nie doceniają a ja się tak bardzo staram.  Dlaczego ja mam się bardziej starać i wymyślać „jak uatrakcyjnić lekcję”.

Ktoś może powiedzieć nawiedzona, nic nie wie. Ja obserwuję Was z boku ich oczami, nie stając po żadnej ze stron.

Oczami rodzica lub dziecka: ignorowanego, nie mającego nic złego na myśli. Który nie chęcią uprzykrzenia Wam życia, a troską, strachem: pyta, prosi. Który ma problemy, który stara się radzić sobie i czasami przetrwać.

Kiedyś zapytałam znajomej: czy robiąc zakupy po pracy, osobie ze sklepu (która ją obsługuje) okazuje szacunek i traktuje tak, jak sama chciałaby być traktowana. A ty jak traktujesz innych ? No właśnie, często tłumaczymy swoje zachowania, ale od innych WYMAGAMY. Jesteśmy zmęczeni, mieliśmy powód, ktoś nas zdenerwował, źle się czujemy, jesteśmy chorzy, mamy problemy itd.

Przyjrzyjmy się samym sobie zanim zaczniemy krytykować i wymagać. Pamiętajmy, każdy ma swoje życie (praca, dom, problemy). Nasze światy krzyżują się i wpływają na siebie. Jeśli w pracy jest źle, dbajmy o inne elementy, co pozwoli nam lepiej radzić sobie z tymi związanymi z pracą.

Nie oczekujmy, że inni poprawią nasze życie. Nie wymagajmy od innych, żeby nasze życie się zmieniło. Że „gdyby on/ona coś zrobiła to żyło by mi się lepiej, moje życie było by piękniejsze.” Zacznijmy od siebie.

Każdemu z nas przydałaby się wiedza z zakresu psychologi. A nauczycielom przede wszystkim. Polecam rodzicom, nauczycielom książki Jane Nelsen PD. Specyfika pracy z dużą grupą dzieci, w której każde dziecko jest inne, ma inny temperament, doświadczenia, pochodzi z innego środowiska rodzinnego, wymaga od Was większej wiedzy, wyższego poziomu umiejętności z zakresu psychologii i komunikacji. Nie tylko po to, aby rzeczywiście nauczać i wspomagać wychowanie, ale też dla samego zdrowia psychicznego.

Nauczyciele nie są od wychowywania, raczej od wspierania. Braków w wychowaniu nie da się szybko naprawić. Nie łudźmy się, że jest to możliwe przy 26 osobach– poznać, wychować, reagować, naprawiać, wspierać, rozumieć, a przy tym realizować podstawę programową. Można jednak nauczyć się prawidłowego reagowania, przy odrobinie zrozumienia i ciekawości sprawić, że Wasza praca stanie się łatwiejsza.

I ostatnia sprawa. „Idealny, bezkrytyczny nauczyciel”. Koleżanka, mówiła mi, że wielokrotnie na zebraniach Pani podkreślała, że potrafi pracować z każdym z dzieci, bo wbrew pozorom jedyne czego im potrzeba to poświecić im trochę czasu, uwagi i być wrażliwym na indywidualne potrzeby. Dzięki temu osiąga porozumienie i współpracę. Sama podobne zapewnienia słyszałam z ust nauczycielki mojego syna. Kocham dzieci, swoja pracę. Wiem, co robię, chce ich dobra, staram się. Widzę ich potencjał, staram się wspierać. Po czym po pół roku nadała etykietkę mojemu synowi i uważała go za „kogoś gorszego”.

Przepraszam, ale zawsze wtedy pojawia mi się głowie taka myśl: Nie jestem rasistą, ale asfalt musi mieć swoje miejsce lub: Jestem za równouprawnieniem, DLATEGO POMAGAM mojej żonie.

Każdy z nas nie raz „ładnie” mówił o tym, co robi. A nauczyciele mówią o tym, jak z myślą o dobrze dzieci oraz z szacunkiem do nich wykonują swoją pracę. Ale jeśli za słowami nie idą czyny, (kiedy postępowanie tego nie potwierdza, a zaprzecza) to nie ma to większego znaczenia. Mamy tendencje to automatycznego przypisywania cech osobowościowych na podstawie pierwszego wrażenia (Efekt aureoli, efekt halo, Efekt Pigmaliona) szufladkujemy, nie doceniamy. Przypisujemy im cechy. Mówimy znam : mocne i słabe strony. Ale czasami to nie do końca prawda. Zwłaszcza jak dzieci wchodzą w rolę, grają np. przed rówieśnikami, starają się dostosować lub po prostu po to, aby sobie z czymś poradzić.

Warto czasami, jak pisze autorka, spojrzeć na siebie oczami drugiej osoby. Rodzica, nauczyciela, ucznia, dziecka. Lub stanąć obok i nabrać innej perspektywy (asocjacja, dysocjacja )

Miłej pracy w nowym roku szkolnym.

Anna

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Gwiazdy wyznają, czego podejmą się w imię miłości. A ty, co jesteś w stanie zrobić?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 września 2017
Fot. Screen z YouTube / Christian Dior
Fot. Screen z YouTube / Christian Dior
 

Miłość często wiąże się ze zmianami. Czasem musimy dla ukochanej osoby przenieść się do innego miasta czy zmienić pracę. Innym razem nieco przewartościować nasz system wartości, pójść na kompromis lub robić rzeczy, które wcześniej nas nie interesowały. O ile przyjmujemy te zmiany świadomie i bez przymusu, wszystko jest w porządku. Czy zastanawiałaś się kiedyś, jakie wyzwania jesteś w stanie podjąć w imię miłości? A może masz już za sobą wielkie zmiany, które przyniosły oczekiwane rezultaty? Jest okazja, by opowiedzieć o tym światu.

W najnowszej, interaktywnej akcji Diora #DIORLOVECHAIN wzięły już udział największe gwiazdy. Natalie Portman, Robert Pattinson, Johnny Depp i Jennifer Lawrence wyznali przed kamerą, co mogliby zrobić dla ukochanej osoby. Gwiazda „Czarnego łabędzia” powiedziała, że w imię miłości mogłaby uciec na koniec świata, a Jennifer Lawrence, odtwórczyni głównej roli w „Igrzyskach śmierci” przyznała, że zniosłaby wiele niedogodności – np. mogłaby udawać, że spanie w seksownej bieliźnie jest naprawdę wygodne.

W akcji może wziąć udział każdy, kto ma odwagę opowiedzieć o swoich uczuciach. Wystarczy zrobić zdjęcie lub nagrać wideo i opublikować je w mediach społecznościowych z hasztagiem #driorlovechain. Chodzi tu jednak nie tylko o wywołanie pozytywnych emocji. Departament Dior Parfums zobowiązał się do wpłacenia jednego dolara na fundusz charytatywny „We Organization” za każde, oznaczone zdjęcie lub nagranie. Zebrane pieniądze posłużą do ratowania najbiedniejszych obszarów Kenii. Najpopularniejsze materiały zostaną także opublikowane na stronie głównej Diora i zaprezentowane na specjalnej wystawie w Szanghaju w 2018 roku.

A ty na co jesteś gotowa w imię miłości?


 

Źródło: Dior

 


Jak stać się lepszą wersją siebie samego? I czy jest to nam w ogóle potrzebne?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 września 2017
Fot. iStock/filadendron
Fot. iStock/filadendron

Można się zjeżyć, bo wydawać by się mogło, że lepsza wersja siebie, to stawianie sobie wymagań, oczekiwań i zawieszania poprzeczki tak wysoko, że staje się ona piekielnie trudna do przeskoczenia. Ale to zupełnie nie o to chodzi.

Aby stać się lepszą wersję siebie, należy zacząć od zrozumienia, że to my sami jesteśmy dla siebie najważniejsi. Że dopiero budując dobrą relację z samym sobą, jesteśmy w stanie budować dobre relacje z innymi ludźmi. Wchodzić w zdrowe związki, umieć stawiać granice, nie pozwolić, by inni nami manipulowali, by wykorzystywali. Być lepszą wersją siebie, to być dla siebie lepszym człowiekiem, to traktować siebie z szacunkiem, z miłością. To zaprzyjaźnić się najpierw ze sobą, a zaraz potem z całym światem. To w końcu być szczerym wobec siebie, szczerym czasami do bólu, bo dopiero świadomość tego, kim jestem, pozwala nam bez strachu i obaw patrzeć na świat i spotykać innych ludzi.

Jak stać się lepszą wersją siebie? Trzeba by było odrobić kilka lekcji.

Naucz się słuchać siebie

To nie jest łatwe i jeśli ktoś twierdzi inaczej, to nigdy tak naprawdę siebie nie słuchał. Bo tu chodzi o zatrzymanie się, wyłączenie wtyczki do wszystkich zewnętrznych bodźców i przyjrzenie się sobie. Posłuchanie, co chce nam powiedzieć intuicja, nasze ciało, emocje. Spytać siebie: „ale o co tak naprawdę chodzi” i usiąść ze sobą, pogrzebać w środku i znaleźć prawdziwą przyczynę niepokoju, stresu, chęci zmiany. Tylko sami jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, co nam przeszkadza, co nas blokuje. Trzeba tylko (albo aż) się zatrzymać i zdobyć na szczerą rozmowę z samym sobą.

Naucz się być dobrym dla siebie

Wiesz, co lubisz robić? O czym marzysz? Może jest coś, co przez całe życie odkładałaś, a teraz być może przyszedł czas na realizację swoich marzeń. Na przykład nauka gry na gitarze, lepienie z gliny, nauka rysunku? Nigdy nie jest za późno na robienie tego, co robić lubimy, a co przynosi nam niesamowitą frajdę, co – mamy takie poczucie – wzbogaca nas samych, a przede wszystkim uszczęśliwia. Nie mówię, że masz rzucić pracę, zakończyć związek, ale może zamiast skupiać się na tym, co złe, spróbować czegoś, co wniesie w nasze życie jego pozytywne aspekty.

Pomyśl, na co masz ochotę – teraz, w tym momencie i zrób to, nawet jeśli miałaby to być kawa w łóżku w duecie z dobrą książką. Zrób dla siebie coś dobrego, bo na to zasługujesz.

Naucz się przyjmować porażki i straty

Nigdy nie jest tak, że nasze życie składa się jedynie z pozytywów. Zawsze przychodzi moment, gdy musimy się zmierzyć z porażką, ze stratą. Kiedy wzbiera w nas smutek, złość, gdy jedynym sposobem na rozładowanie emocji jest płacz. Przyjmując, że to też część naszego życia, że warto ją do siebie dopuścić, wcale nie okazujemy słabości, wręcz przeciwnie, dzięki temu stajemy się dojrzalsi. Możemy się oszukiwać, że nasze życie jest pasmem sukcesów, dobrych relacji, cudownych znajomych, że wszystko układa się jak najlepiej, ale wówczas żyjemy iluzją, iluzją życia, które istnieje tylko w naszym wyobrażeniu. A co, gdy bańka pęknie pewnego dnia? A pęknie na pewno.

Naucz się żyć z dobrymi ludźmi

Nie zwracamy na to uwagi, ale istotne znaczenie ma, kim się otaczamy. Rozejrzyj się, jakich ludzi masz wokół? Czy tych, co widzą szklankę do połowy pustą czy pełną? Ważne jest, aby blisko siebie mieć ludzi, którzy mają dobre i spokojne życie. Może się nam to wydawać nudne i zupełnie niepotrzebne, a jednak to z takiej relacji jesteśmy w stanie wziąć dla siebie jak najwięcej. Bo nasze życie to zbiór wszystkich doświadczeń i obserwacji, zachowań, które często zupełnie nieświadomie naśladujemy.

Naucz się być sama ze sobą

Bardzo często zagłuszamy wszystko, co głęboko w nas, otaczając się nieustannie ludźmi. Zapraszając na kolację, umawiając się na wspólne wakacje, wyjazdy, szukając cały czas nowych znajomości. Dlaczego? Bo boimy się zostać sami, bo nie chcemy dopuścić do głosu tego, co nam naprawdę w duszy gra. Bo nie lubimy siebie, do czego nie chcemy się przyznać, bo ponosimy w jakiś obszarach naszego życia porażki, a przecież jesteśmy ludźmi sukcesu. Bo boimy się zajrzeć za kotarę, bo wiemy, że wówczas musielibyśmy się zmierzyć z naszymi słabościami i lękami. Spojrzeć prawdzie w oczy. Jasne, że można tak żyć, oszukiwać się, trwać w nieświadomości. Tylko jak długo? Dopóki nie pobędziemy ze sobą sami, dopóki nie poznamy siebie, nie pokochamy, to zawsze będziemy gonić za iluzją szczęśliwego życia. Tylko iluzją, czy o to nam w życiu chodzi? Żeby udawać szczęście, czy żeby prawdziwie je poczuć i żyć w zgodzie ze sobą?


Zobacz także

IMG_8255

Cel? Pal!

Fot. iStock / ChesiireCat

6 przydatnych, urodowych przepisów z wykorzystaniem awokado. Który stanie się twoim ulubionym?

By Christoph Wagener - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26614990

Czy potrafimy jeszcze mówić językiem miłości, skoro nawet podczas Świąt nie szanujemy drugiego człowieka?