Czym, tak naprawdę, różnią się dzieciaci znajomi od bezdzietnych singli? Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
6 grudnia 2016
Czym tak naprawdę różnią się dzieciaci znajomi od bezdzietnych singli? Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi...
Fot. iStock / ArtMarie
 

Więc masz już wesołą gromadę, udało się dorwać i męża. Oprócz oczywistych faktów takich, jak miłość, brak samotności i radość z obcowania z rodziną , które świadczą o wspaniałomyślności Matki Natury rozdającej ludziom dzieci i mężów, to poziom satyry niektórych codziennych smaczków z ich udziałem, przekracza ludzkie pojęcie. Wręcz prosi się o lekkie wyśmianie. Nie, nie o lekkie. Sceny z życia rodziny proszą się o porządne darcie łacha, bo zanim zmurszejemy do reszty drodzy państwo, to powinniśmy nauczyć się dystansu do otaczającej rzeczywistości i śmiać się z tego, co zazwyczaj spędza nam sen z powiek. Więc czym tak naprawdę różnią się dzieciaci znajomi od bezdzietnych singli? Ot śpieszę się poinformować – studium przypadku na podstawie pięciu popularnych kategorii.

Samochód

Kupowałaś ostatnio auto od jednego takiego, co ani dzieci, ani żony tylko dobra „łycha” na lodzie wieczorem, masturbacja kiedy się zachce, z kim się zachce  oraz nieprzerwany sen do południa bez „Tata! Kanapkę! Kupę! Zatemperuj mi kredki!”. Singiel. Po prostu. Kiedy wsiadałaś do samochodu przed kupnem szukałaś na półkach drzwi filcowych papuci na gumce jak w muzeum starej daty i płynu do odkażania rąk.  Mało tego – pokładowy zegarek pokazywał dobrą godzinę, a wszystkie przyciski w panelu radia zdawały się działać.

Elektryczne szyby faktycznie elektrycznie się opuszczały, nikt nie odgryzł żadnej ważnej wajchy, a w zagłówku nie wydłubano wcześniej dziury długopisem. Na oknach nie było wściekle różowych zasłonek z księżniczką. Odświeżacz powietrza pachniał i deska rozdzielcza połyskiwała pod warstwą cytrynowego Plaka. Czułaś dogłębnie, że chcesz to auto i jak mocno je pokochałaś od pierwszego wejrzenia, tak samo intensywnie nie chciałaś skonfrontować się z byłym już właścicielem – po kilku tygodniach jego użytkowania, miesiącach to już w ogóle, zapomnij.

W samochodach dzieciatych panuje, zupełnie nie ukrywając i nie owijając w bawełnę – Sodoma i Gomora, Księga Dżungli, burdel na gigantycznych kołach, a bakterie z reklamy domestosa nad zawartością bebechów fotelików ocierają łzy wzruszenia i moszczą sobie całkiem przytulne, nowoczesne domy. Kiedy przypadkiem zmuszona jesteś przepiąć siedzenia do samochodu męża i odkrywasz to kanapowe bajabongo przypominasz sobie kulinarny przekrój wszystkich zamierzchłych wycieczek.

Nie wiedziałaś, że kukurydziany chrupek tak ładnie zmienia umaszczenie na zielony mech, a to, że mrówki czują się u ciebie jak w Sheratonie dowiadujesz się pod siedziskiem kanapy pasażera. Samochód dzieciatego, to żyjący organizm. Dosłownie. Przebywając tak długo w dosyć trudnych warunkach zaczynasz wczuwać się w mentalność dzieci i już prawie zupełnie nie rusza cię rzucana na gumową wycieraczkę pusta puszka po Coli, która następnie podróżuje z tobą północ-południe, wschód-zachód.  Od San Francisco, aż po Rzeszów.

Weekendowe rozrywki

Impreza? Może spontaniczny wypad na weekend za miasto? Nic bardziej mylnego, bo od kiedy pojawiły się dzieci przypomniałaś sobie, jak się grało w chowanego za zasłoną i czy w Chińczyku można przeskakiwać pola. Naprawdę dobrze się bawisz też przy hałdzie prania z całego tygodnia i podczas rozkładania do szafek mikro skarpet upychanych na przemysłowe ilości. Kiedy twoi niedzieciaci przyjaciele wracają właśnie do domu ty – wstajesz siku jak cichociemny, jak z piechoty żołnierz umazany cały w moro, żeby zebrać myśli w jedynej za dnia ciszy jakiej doświadczasz zanim obudzi cię pisk głodnych paszcz. Toaleta, miłość poranków. Zdjęcia z Balearów szkolnego playboya i efekty andrzejkowej wróżby osiedlowej miss oglądasz systematycznie w kolejce do wędlin na ekranie połamanego smartfona na zmianę z przepisami kulinarnymi i tabelą kaloryczności zbóż. Mąż chciał wytrawne naleśniki, ale po glutenie go wzdyma. Nie ma lekko. Wieczorem może jakieś wino? Żyj przygodo!

Wakacje

Kiedy rozkładasz zasieki na złotej plaży, a wasze miejscowe legowisko wygląda bardziej jak Shawshank, albo baza strategiczna NATO patrzysz na siedzącą obok na słomianej macie dziewczynę. Przyszła na plażę z podręczną torebką, z której wystają szorty, plotkarski magazyn i olejek do opalania. Tyle. Kiedy jedną ręka strzepujesz wywrotki piachu z ręcznika z mapą greckiej wyspy, a drugą rozwijasz rozmaśloną drożdżówkę i zwiędnięte jabłko zagotowane już na kompot, ona psika się tłustym mazidłem na ciało zupełnie pozbawione piachu. Kiedy ty próbujesz zrobić to samo fundujesz sobie nadbałtycki peeling z siarczystą ku*wą z maciem w tle, bo przy dzieciach pokochałaś piach włażący w twoje absolutnie wszędzie.  Na hasło „goooooo – rąca kukurydza” pani siedzi nieruchoma dając smagać twarz świeżym powietrzem, kiedy po tobie przebiega stado domowego inwentarza z ojcem na czele i już na horyzoncie widzisz jak czekają w kolejce na kolbę. Boże jedyny, czy ty ich właściwie karmisz przed wyjściem?

Nie wspomnę nic o powakacyjnym pakowaniu  toreb przez dzieciatych i singli. Kto nigdy nie zastanawiał się jak wypompować dmuchaną orkę i czy zmieści się w bagażniku – nie wie nic o ciężkich powrotach. Ten moment kiedy domykasz bagażnik minivana, a gdzieś z czeluści zapiętych po ostatnie ząbki błyskawicznego zamka gratów włącza się zabawka z melodyjką, gumowa kaczka zarzuca ostatnie, nostalgiczne „kwaaa”… Znajome?

Łazienka

Piękne, wyremontowane wnętrza i kafle widoczne razem z dekorem. Kremy ustawione w zasięgu rąk razem z drogimi falkonami perfum . W małych, szklanych naczyniach nasypane kolorowe kamyczki, które pięknie odbijają ledowe podświetlenie ściany. Ręczniki, z których każdy do siebie pasuje. Spuszczona woda w toalecie, zero niespodzianek pod deską i zupełnie niezatopiona rolka papieru. To zdecydowanie łazienka singla bez dzieci, bo o ile dzieciaty też ma płytki z dekorem, o tyle nie pamięta jak ów wygląda. Zza gór zabawek, Barbie ze zmechaconym włosem i gumowym safari przyssanym do wanny,  do głosu dochodzą inne, przydatne rekwizyty. Podstawka pod nóżki, nakładka na kibel, która pomoże juniorowi nie zatonąć w trakcie i nocnik wygrywający fanfary po każdej dwójce. Kremy za bambiliony monet pochowane w domowym skarbcu, albo między ubraniami w bieliźniarce powodują, że czasem zapominasz co miałaś i gdzie schowałaś, Sherlocku. Nauczyłaś się szybko zabezpieczać swoje, kiedy ekstremalnie małym pojemniczkiem za ekstremalnie dużo forsy córka wysmarowała nogi lalce Zuzi i zadbała o jędrność jej plastikowych ud. Ładna ta singlowa łazienka, myślisz sobie. Ale już od progu, na sam widok dostajesz dreszczy i najchętniej pochowałabyś wszystkie przedmioty będące na twojej liście zagrożenia. Wariatko – to wolni ludzie tu bytują, nie piją szamponu. Zostaw!

Meblowanie

Co do wystroju własnego mieszkania zaczynasz mieć coraz mniej do powiedzenia. Przyrzekałaś sobie ulubiony styl i smaczek, jaki pamiętasz z czasów podanego pod nos obiadu przez mamę, a tymczasem walczysz z potomstwem o ilość wstrętnie mrugających, wściekłych naklejek z robotami na nowiusieńkich drzwiach ich pokoju. Nie do końca pasuje ci facjata gwiazdy internetów na każdej półce i każdej okładce zeszytu jakie posiada twoje dziecko, ale szafka nocna z rzeźbioną twarzą Elsy otwiera nóż w kieszeni i zaczyna maszerować po twoich kresach.

Kiedy wchodzisz do mieszkania koleżanki nie możesz się napatrzeć na niezalizane lustro i meble na wysoki połysk, które  faktycznie połyskują. Żadna ściana nie nosi znamion mazaka, ewentualnie krwi z czoła młodszego brata, a tapicerka kanapy wydaje się być jakaś taka… niezarzygana.  Świece pięknie się komponują z szarością betonowej ściany, ale ty pamiętasz raz jedyny, kiedy postawiłaś na wnętrzarski odlot i ustawiłaś świeczki na najniższej półce. Nie pamiętasz w której nanosekundzie córka postanowiła wsmarować ci gorący wosk w dywan, ale pamiętasz, że lubiłaś tą podłogową ściereczkę. Człowiek na błędach się uczy. Od tego czasu świece pachną na szafie i zdecydowanie nie w zasięgu małej ręki.

Zanim obruszycie się oburzone, że to wcale nieprawda pamiętajcie, że ja też mam dzieci i zasilam grono nieidealnych samochodowych bałaganiar. Nikomu nie chcemy przyklejać łaty. Nauczmy się  śmiać i łapać zdrowy oddech. Kiedy patrzę na sterylne wnętrza i wącham wolny czas znajomych, jak pastę do drewnianych podłóg, to mimo całej nostalgii za minionym czasem i możliwościami, jakie dawał, zostaję tutaj i idę posprzątać łazienkowe kremy. Bo najważniejsze w życiu, to znaleźć się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i czerpać z tego niebywałe szczęście. Powodzenia single i dzieciaci.


Co robić, kiedy jesteś w związku, ale podoba ci się ktoś inny?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 grudnia 2016
Co robić, kiedy jesteś w związku, ale podoba ci się ktoś inny?
Fot. istock/Mixmike
 

Nie ma znaczenia, jak długo jesteś w związku, jak bardzo jesteś dojrzała, jak mocno kochasz. Zdarza się, że będąc nawet w bardzo bliskiej, dobrej i szczęśliwej relacji z ukochaną osobą czujemy pociąg do kogoś innego. Co z tym zrobić? Czy w ogóle coś robić?

Co robić, kiedy jesteś w związku, ale podoba ci się ktoś inny?

Kiedy to „przyciąganie” jest czymś naturalnym i nieszkodliwym, a kiedy świadczy o „czymś więcej”? Jeśli znalazłaś się w sytuacji, w której zaczynasz się nad tym zastanawiać, zadaj sobie kilka, poniższych pytań.

Czy jestem szczęśliwa w moim związku?

Tak: Spokojnie. To „przyciąganie”, które czujesz do kogoś innego niż twój partner jest tylko nowym doświadczeniem. Nie musisz podejmować żadnych działań, wyolbrzymiać go, ani się go obawiać. Wystarczy, że jeszcze więcej uwagi i miłosnej energii poświęcisz swojemu związkowi.

Nie: To, że „czujesz miętę” do innego mężczyzny może oznaczać, że twoje uczucia się zmieniają. Pomyśl o tym, dlaczego nie jesteś szczęśliwa. Czy nadal chcesz być ze swoim partnerem? Jeśli tak, staraj się pracować nad tymi aspektami twojego związku, które sprawiają, że nie odczuwasz już satysfakcji z tej relacji. Jeśli nie, zastanów się, czy jesteś gotowa, by ją zerwać.

Czy jestem seksualnie spełniona w moim związku?

Tak: Jeśli masz dobry seks, ale nadal pociągają cię inni mężczyźni, prawdopodobnie brak ci lepszego porozumienia z partnerem na płaszczyźnie emocjonalnej lub intelektualnej. Staraj się pielęgnować waszą bliskość poprzez odnajdywanie wspólnych zainteresowań i doświadczeń „z poza sypialni”.

Nie: Jeśli oglądasz się za kimś innym, ponieważ myślisz, że ta osoba dałaby ci spełnienie w łóżku, pamiętaj – nie ma gwarancji, że tak właśnie będzie. Jeśli twój obecny związek jest dobry (z wyjątkiem seksu) staraj się pracować nad tym właśnie aspektem waszej relacji. Jeśli postępów nie widać, a wasze upodobania są nie do pogodzenia, zastanów się, czy kiedykolwiek będziecie w stanie odczuwać zadowolenie z tej sfery wspólnego życia. Seks jest częścią zdrowego, szczęśliwego związku, każdy z nas zasługuje na partnera, który da mu poczucie spełnienia).

Czy to zauroczenie jest warte tego, by ryzykować mój związek?

Tak: Najpierw zakończ aktualny związek. Nie kłam, nie oszukuj. Bądź szczera.

Nie: Uważasz, że nie warto ryzykować, a mimo to nadal zmagasz się z pokusą „czegoś nowego, podniecającego, innego”. Pamiętaj, że w większości wypadków mamy zdolność do idealizowania tego, czego nie znamy, a co wydaje nam się atrakcyjne. Ten facet z całą pewnością był już w jakimś związku, być może tak jak twój ukochany chodzi po domu w gaciach i najbardziej stara się tylko przez pierwsze kilka miesięcy znajomości.


Źródło: www.care2.com


Rozmowa z JEAN-PIERREM i LUCIEM DARDENNE, wybitnymi reżyserami i dwukrotnymi zdobywcami Złotej Palmy na festiwalu w Cannes

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
6 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Na ekrany kin wchodzi właśnie ich najnowszy film „Nieznajoma dziewczyna”. Jak zwykle u braci Dardenne – kino mocno zaangażowane społecznie. Kiedy lekarka Jenny uczy swojego praktykanta przestrzegania godzin pracy, jeszcze nie wie, że respektowanie tych zasad wkrótce zmieni i jej życie. A stanie się tak, ponieważ do jej drzwi – ale już po godzinach pracy – zapuka pewna młoda kobieta…

Jaka jest historia powstania NIEZNAJOMEJ DZIEWCZYNY, opowieści o młodej lekarce?

Jean-Pierre Dardenne (JPD): Na początku mieliśmy postać lekarki, nazwaliśmy ją Jenny. Ten temat towarzyszył nam latami. Lekarka, która czuje się odpowiedzialna za śmierć młodej, niezidentyfikowanej imigrantki i próbuje ustalić, jak się nazywała, żeby nie musiała być pochowana jako anonimowa… żeby nie zniknęła, jakby nigdy nie istniała.

Luc Dardenne (LD): Jenny czuje się winna, odpowiedzialna. Nie zgadza się na bierność, nie chce powiedzieć: “Nic nie widziałam, nic nie słyszałam…”.

Jenny opiekuje się swoimi pacjentami, wsłuchuje się w ich ciała. Czy ważne było dla was pokazanie tego w filmie?

LD: Tak. Postacie doznają wiele psychosomatycznych reakcji: zawroty głowy, bóle brzucha, napady drgawek… Ciało zawsze reaguje jako pierwsze: komunikuje to, czego my nie jesteśmy w stanie wyrazić słowami. Jenny jest bardzo wyczulona na cierpienie swoich pacjentów. Próbuje im ulżyć szukając informacji na temat nieznajomej dziewczyny.

JPD: Chcieliśmy, by Jenny była kimś, kto słucha słów i ciał swoich pacjentów, dzięki swojej umiejętności słuchania staje się położną życia, a zabiegi stają się dla niej konfesjonałem.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Czy pisząc scenariusz, konsultowaliście się z prawdziwymi lekarzami?

LD: Tak. Nasza wieloletnia przyjaciółka jest lekarką, konsultowaliśmy się z nią podczas pisania scenariusza. Była również na planie podczas kręcenia scen medycznych. Niektóre sceny były wręcz zainspirowane historiami, które usłyszeliśmy od lekarzy.

Na początku filmu Jenny mówi Julienowi, swojemu stażyście, że zawsze trzeba „być silniejszym niż własne emocje”. To, co dzieje się potem, częściowo zadaje kłam temu twierdzeniu.

LD: Jak każdy inny lekarz, Jenny nie powinna kierować się emocjami przy stawianiu diagnozy, ale mogą jej się przydać w kontaktach z pacjentami, w niesieniu im pomocy… a jeszcze bardziej w śledztwie mającym na celu ustalenie tożsamości zmarłej dziewczyny.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na swój sposób Jenny również jest „nieznajomą dziewczyną”. Nie wiemy nic o jej przeszłości ani życiu osobistym.

JPD: Widzimy ją przy podejmowaniu życiowej decyzji, odrzuca korzystną ofertę zawodową by nadal pracować jako lekarz pierwszego kontaktu na przedmieściu, bo wierzy, że tylko w ten sposób uda jej się ustalić jak nazywała się zmarła dziewczyna. Uznaliśmy, że nie chcemy się nad tym dłużej zatrzymywać. Opuszcza mieszkanie na dobre by przenieść się do gabinetu, odrzuca korzystną ofertę zmiany stanowiska by pozostać lekarzem rodzinnym na przedmieściu. To wszystko co widz musi o niej wiedzieć. We wcześniejszych wersjach scenariusza było więcej informacji na temat jej życia, ale te szczegóły wydawały się nieistotne do opowiedzenia historii, na której nam zależało.

LD: Jenny jest owładnięta przez tę nieznajomą dziewczynę, i to sprawia, że z taką determinacją i cierpliwością szuka jej nazwiska. Nie jest to nadprzyrodzony rodzaj owładnięcia, raczej moralny. To nas interesuje.

Pacjenci Jenny są w różnym stopniu ofiarami trudów współczesnego życia: braku bezpieczeństwa socjalnego, rozpadu spójności społecznej…

LD: Te problemy istnieją „tu i teraz”. Przynależą do tej części społeczeństwa, która została tak brutalnie wykluczona. Jednak nie chcieliśmy pokazać „przypadków społecznych”, a osoby.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Akcja NIEZNAJOMEJ DZIEWCZYNY toczy się w prowincji Liège.

JPD: Od czasu OBIETNICY, od 1996 roku, tam kręcimy wszystkie nasze filmy. Jeszcze przed powstaniem scenariusza – jak mieliśmy jedynie mglisty pomysł na postać lekarki – wiedzieliśmy, że będziemy kręcić przy autostradzie i rzece Mozie. Miejsce było przed scenariuszem.

LD: Zainspirowała nas ta autostrada. Niekończący się ciąg samochodów przejeżdżających z dużą prędkością, nieświadomych tego, co dzieje się w malutkim gabinecie Jenny, jak świat i jego sprawy, toczące się swoim tokiem.

Po tym jak pracowaliście z Cécile de France przy CHŁOPCU NA ROWERZE i z  Marion Cotillard w DWA DNI, JEDNA NOC, teraz w NIEZNAJOMEJ DZIEWCZYNIE widzimy Adèle Haenel.

LD: Poznaliśmy Adèle w Paryżu po tym jak otrzymała nagrodę za SUZANNE. Już po zamienieniu z nią kilku słów wiedzieliśmy, że chcemy, żeby zagrała naszą lekarkę. Ona była w stanie oddać tę jasność młodości, i tę naiwność, i niewinność zdolną otworzyć najtwardsze z serc.

JPD: Zanim zaczęliśmy kręcić, przez cztery tygodnie mieliśmy próby z aktorami. Nie czytane, w pomieszczeniu, ale we właściwym miejscu akcji, w pracy nad konkretnymi sytuacjami i ruchami. Adèle była obecna każdego dnia tego niezwykle ważnego procesu, miała mnóstwo pytań i pomysłów. Jest jednocześnie spontaniczna, nieprzewidywalna i pogodna. Dzięki jej kreatywności doszliśmy do rozwiązań, o których sami byśmy nie pomyśleli.

LA FILLE INCONNUE Photo 6 l Christine Plenus

W filmie pojawiają się również wasi aktorzy-talizmany, Olivier Gourmet i Jérémie Renier.

LD: Praca z nimi zawsze daje nam wielką radość. W NIEZNAJOMEJ DZIEWCZYNIE grają również Thomas Doret, który grał Cyrila – chłopca w filmie CHŁOPIEC NA ROWERZE, Morgan Marinne, która grała Francis w SYNU i Fabrizio Rongione, z którym pracowaliśmy już wielokrotnie. Dobrze nam się również pracowało z Olivierem Bonnaud, młodym francuskim aktorem, który nas zachwycił swoim talentem.

plakat_nieznajoma-dziewczyna

NIEZNAJOMA DZIEWCZYNA od 9 grudnia w kinach.


Zobacz także

Fot. iStock / kieferpix

Regulamin akcji „14 dni dla mojego ciała”

Fot. Materiały prasowe

Magdalena Różczka wspiera nową kampanię UNICEF Polska

Fot. iStock /  Izabelite

„Dziękuję, że po cichu wybaczyłaś mi tę moją obojętność, zaciśnięte pięści. Że kochałaś kogoś kto traktował Cię jak wroga”. Akcja „Dziękuję Ci Mamo”