Czy kobiety powinny dostawać wynagrodzenie za „siedzenie” w domu?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 października 2015
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Dyskusje o tym, czy kobieta powinna otrzymywać wynagrodzenie za wykonywanie domowych obowiązków toczą się od dawna. Są tacy, którzy uważają, że utrzymanie domu, wychowanie dzieci, to naturalna funkcja matki, wpisana w jej życie, więc – bez przesady, dlaczego mamy za to płacić.

Nie pracują?

Jest też druga strona, która ma temat pełnionych przez kobietę domowych obowiązków zupełnie odmienne zdanie. Kobiety, które nie pracują zawodowo, a w domu zajmują się wychowaniem dziecka, powinny dostawać za to wynagrodzenie.

Dlaczego? Bo nie mogą podjąć aktywności zawodowej, gdyż dziecko jest za małe, nie dostało się do żłobka, choruje i pracodawca nie zgadza się na zbyt częste zwolnienia. Dzieci, nie ma co ukrywać, ograniczają możliwości zawodowe. Poza tym są pracodawcy, którzy z góry skreślają matkę z małym dzieckiem z listy kandydatów na nowe stanowisko w firmie. Jest jeszcze jedna możliwość – kobieta realizuje się w swoich domowych obowiązkach, ta praca daje jej spełnienie.

Więc jeśli kobieta cały swój czas i energię poświęca domowym obowiązkom, to może tak jak niania, pani do sprzątania, kucharka również powinna dostawać wynagrodzenie. Jeśli porównać dzień z życia zawodowego kobiety i dzień z życia matki, w domu, to różnią się one jedynie zakresem obowiązków, ale mnogością zajęć z pewnością się pokrywa.

Oczywiście zaraz odezwą się głosy podatników, którzy będą oburzać się, dlaczego z ich pieniędzy państwo ma łożyć na utrzymanie kobiet, które nie pracują, a zajmują się domem. Znajomy kiedyś powiedział: „Moja żona pracuje, ja też, po pracy zajmujemy się domem i dziećmi, ona pewnie jest w to bardziej zaangażowana, więc dlaczego nie miałaby otrzymywać drugiego wynagrodzenia? Płacenie matkom za siedzenie w domu nie jest dobrym rozwiązaniem, bo tylko je rozleniwia i zachęca do niepodejmowania pracy”. Trudno nie przyznać mu trochę racji. Ale też od razu rodzi się w kobietach bunt. Bo przecież powiedzmy sobie szczerze – kobieta siedząca w domu z siedzeniem raczej nie ma nic wspólnego.

Nic nie robią?

Wstaje wcześnie rano, najczęściej jako pierwsza w domu lub razem ze swoim najmłodszym dzieckiem. Kawa? Kawę pije w biegu zbierając jeszcze ubrania po poprzednim dniu, żeby wstawić pranie. Wie, że ten poranek, kiedy dziecko zajmuje się na szybko przygotowaną kanapką, to możliwość zrobienia największej ilości rzeczy. Więc wstawia pranie, wyciąga ze zmywarki naczynia, które umyły się przez noc, ładuje te z kolacji, które wypełniają zlew. Sprząta kuchnie, podlewa kwiaty, przygotowuje śniadanie dla reszty domowników. Jeśli ma tylko małe dziecko, to omija ją przygotowanie kanapek do szkoły, czy dziecka do wyjścia do przedszkola.

Musi pamiętać, czy o niczym ważnym nie zapomniała – bloku rysunkowym, dniu zabawki, czy książce, która miała być zabrana do szkoły czy przedszkola. Kiedy wszyscy wychodzą, ogarnia mieszkanie, podlewa kwiaty, odkurza i planuje wyjście z najmłodszym na spacer. Oczywiście końcówkę tej części domowych obowiązków robi już z dzieckiem marudzącym na ręce. Spacer, chwila oddechu, możliwość zakupów po drodze, powrót do domu i obiad, wieszanie prania, wyciąganie naczyń ze zmywarki… Wracają domownicy, a ona nie odpoczywa. Jeszcze zabawa z dziećmi, w razie potrzeby pomoc w lekcjach, wysłuchanie tego, co w ciągu dnia i w pracy u męża. Kolacja, kąpiel. I około 21:00 może dopić kawę z poranka.

Przesadziłam? Myślę, że nie. Wszystkie doskonale znamy ten schemat. Ok., przesadziłam w jednym. Kobieta zajmująca się domem i dziećmi nie jest jedynie kucharką, nianią i sprzątaczką. Jest także psychologiem, mediatorem, animatorem zabaw, korepetytorem, kierowcą i organizatorką życia towarzyskiego. Jeśli do tego wszystkiego pracuje jeszcze zawodowo, to jej pensja powinna znacznie wzrosnąć.

2100 złotych?

Sama jako matka szybko wróciłam do pracy, choć uwierzcie, z chęcią, gdyby było mnie na to stać, zostałabym w domu. Ktoś powie: „Chciałyście feminizmu, to macie”. Kiedyś kobiety zajmowały się tylko domem, tyle tylko, ze wówczas również nie otrzymywały za to wynagrodzenia. Gdyby zliczyć wszystkie czynności, które kobieta wykonuje w domu, a do których, gdyby nie ona, trzeba by było zatrudnić fachowców, to może uzbierać się całkiem niezła kwota.

Główny Urząd Statystyczny raz na dziesięć lat prowadzi badania nad tak zwanym „budżetem czasu ludności”. Na ich podstawie w minionym roku wyceniając prace domowe, między innymi pranie, gotowanie i sprzątanie ustalił, że kobiety za te czynności i czas, jaki poświęcają na ich wykonanie, powinny otrzymywać 2100 złotych. Czy to dużo, czy mało? Każdy oceni według siebie.

Ważne jest jednak coś jeszcze innego. Otóż praca domowa nie daje kobietom żadnych praw, ani emerytalnych, ani ubezpieczeniowych. Niestety niemal w całej Europie ten rodzaj pracy jest zupełnie ignorowany. We Francji prowadzenie domu i wychowanie dzieci jest wprost nazwane „niewidoczną pracą”. Parlament Europejski dyskutował na temat renty dla administratorów rodzinnych, jednak do dziś nie ma żadnych konkretnych ustaleń.

A gdyby tak nie domagać się wypłaty wynagrodzenia od państwa, czy opłacania ubezpieczenia z kieszeni podatników, tylko przenieść część dochodów męża/partnera, który pracuje zawodowo, na jego żonę czy partnerkę wykonującą pracę domową? W ten sposób można by było nawet wypracować system ubezpieczenia kobiet. Wtedy nikt matkom, które zdecydowały się na zajmowanie się domem i dziećmi ,nie zarzuciłby, że są na utrzymaniu państwa. To jeden z pomysłów.

Nie da się ukryć, że dziś kobiety zajmujące się dziećmi i prowadzeniem domu stanowią w pewnym sensie szarą strefę osób bezrobotnych. Tyle tylko, że one mają pracę. Co więcej ta większości z nich daje szczęście i zadowolenie, wykonywana jest z pasją. Czy zostanie ona w końcu zauważona i prawnie usankcjonowana?


Lista rzeczy, które obrzydzą ci ciepłe myśli o macierzyństwie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 października 2015
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Poszczęściło ci się i dumnie nosisz się w ciąży? Gratuluję, bo naprawdę jest się z czego cieszyć, dzieci to wspaniały dar. Założę się, że pękasz z dumy, gdy rozmawiasz z koleżankami  o słodkim bobasie, który cichutko będzie spał w łóżeczku. Nie martwisz się na zaś, bo nie chcesz szkodzić dziecku. Więc, gdy słyszysz narzekania młodych matek, myślisz, że wcale tak źle nie będzie. Wolisz planować zakup różowiastych, bądź błękitnych ubranek. I słusznie, nie ma co się denerwować! Tylko pamiętaj, że lukrowane macierzyństwo spotyka się tylko w reklamach, więc w ramach matczynej solidarności podpowiem ci, co najczęściej zmazuje uśmiech z twarzy matki.

Dziecko, mąż i dopiero później ty

Domyślasz się, że dziecko będzie zachłanne na strzępy twojego “wolnego” czasu. To dobrze, nie łudź się, że będziesz funkcjonować tak, jak do tej pory, bez interwencji sztabu niań oraz pomocy babć. Tym bardziej, jeśli przebywasz na zwolnieniu lekarskim i masz teraz od cholery czasu. Nie, nie da się wyspać, ogolić, umyć na zaś. Dopiero, kiedy wracasz po porodzie z dzieckiem do domu, okazuje się, że twoje potrzeby są zepchnięte na daleki margines funkcjonowania. “Ty, tobie, twoje”… zapomnij, że ktokolwiek będzie o tym pamiętał. Umyjesz dziecko, twój facet sam weźmie prysznic, a ty weźmiesz nogi za pas spod tego prysznica, gdy tylko usłyszysz alarm zza drzwi “kochanie, ONO znowu płacze!” Zobaczysz, dzień, w którym ogolisz swoje nogi ciut wyżej niż do kolana, będzie dniem chwały i zwycięstwa. W sumie ogolone nogi i tak nie będą ci potrzebne, bo przy dziecku karmionym piersią, nie będziesz myślała o tym, aby ogolona i pachnąca pchać się do łóżka mężowi. Będziesz spała przewieszona przez łóżeczko, byle tylko spać!

Sen zmieniony w sztukę „nibyspania”

W poszukiwaniu zaginionego szczęścia, będziesz kimać zazwyczaj tylko wtedy, kiedy dziecko śpi. Myślisz, że to tylko na początku taka jazda? Wyprowadzę cię z błędu- moje syniątko ma prawie dwa lata, a ja od ponad dwóch lat – włączając w to końcówkę ciąży – nie przespałam do dziś dłużej niż 5 godzin, a bywało, że  i 2-3, gdy był małym grzdylem przyssanym do piersi. Kiedy poskarżyłam się sąsiadce , że nie pamiętam, jak to jest spać i że to prawda, żeby się wyspać w ciąży, bo później można tylko tęsknić. A ona mi powiedziała coś, co mnie zmroziło: – Dziewczyno, przez pierwsze 3 lata spałam jedynie na fotelu, bo Kuba non stop się budził i ściągał mnie z łóżka. Ja profilaktycznie zabieram Woja ze sobą, jak się przebudzi, bo ani myślę urządzać wędrówki ludów po ciemnicy, ani tym bardziej ganiać za dzieckiem o 4 rano po chacie. Wybór należy do ciebie. P.S. Jeśli myślisz, że tak mają tylko dzieci piersiowe, to zapamiętaj –  syn mojej siostry karmiony butlą, budził się przez półtora roku co 2 godziny! Cholernie jej tego współczułam i nie mogłam tego pojąć, dopóki Woju nie nauczył mnie sztuki „nibyspania”.

Odpieluchowe zapalenie mózgu

Skończy się lektura ambitnych czasopism i książek. Zacznie się era pakowania głowy mądrościami z gazet dla rodziców. Jak najęta będziesz wrzucała do google sto zapytań o zieloną kupkę dziecka i przejmowała się dennymi radami celebrytek-matek. Zapragniesz być eko, uprawiać warzywa na balkonie i nosić malca jedynie w chuście, aby osiągnąć poziom ekspercki w byciu najlepszą eko-sexy-mamą. Łapczywie połkniesz wszelaką wiedzę dotyczącą twojego dziecka, prawda czy fałsz i tak będziesz czytać. To uzależnia, temat zupek i kupek będzie sprawiał ci ekstatyczną przyjemność, choć bezdzietni nie będą wstanie zrozumieć tego, co się stało z twoja głową. I żadne wcześniejsze magistry, nie będą wstanie powstrzymać tego rodzicielskiego „srutu tutu, jak fantastycznie być mamą, niech cały świat się o tym dowie”! Uwierz, świat oczekuje od ciebie więcej, niż tylko „a Kubulek, to zjadł troszeczkę jedzonka ze słoiczka, tak mu ta marcheweczka smakuje, ach, och…” Ty nawijasz, a tłum stoi i rzyga z przesytu.

Śmierdząca sprawa

Zasrane pieluchy potrafią powalić na glebę chłopa postury dębu! Rany boskie, byłam w gościach i widziałam, jak facet przewijał dzieciaka z maseczką chirurgiczną na twarzy!  Oglądałam też mężczyzn bladych jak ściana i z odruchem wymiotnym. Wyjścia nie mieli, w końcu ojcowie, a ja się za dużo gówien naprzewijałam, żeby pchać się na ochotnika. Tak więc, wyślijcie swoich mężczyzn na szybki kurs do dzieciatego kumpla, żebyście same przypadkiem do 3. roku życia dziecka tych pieluch same nie przewijały. Strawione jedzenia nie pachnie fiołkami. Ono wcale nie pachnie a im dziecko będzie starsze i wszystko będzie jadło, tym gorsze doznania was czekają. Jeśli przewidujesz w tej materii kłopoty, nie ulegaj modzie na pieluchy wielorazowe, bo niby kto będzie te gówna zapierał?

Perfekcyjna Pani Domu kontra syf, kiła i mogiła

Aby zakończyć bardziej optymistycznie powiem jedynie, że dziecko oduczy cię pedantyzmu. Dlaczego optymistycznie? Bo w przyszłości nie będziesz już ganiać ze szmatą za każdym pyłkiem kurzu, który osadził się na telewizorze. Uznasz, że klocki w szafce na buty to nie taki głupi pomysł, a rysunki na ścianie całkiem ładnie się prezentują. Darujesz sobie zbyt częste remonty, zakup jasnych ubrań i mebli, bo tam gdzie nadciągają małe dzieci, nadciąga zaskakujący armagedon. Ja byłam w szoku, że nie mogę się ogarnąć z robotą, bo zadatki na PPD zdecydowanie miałam. Lubiłam perfekcję. Tylko nijak się mają do tego obrazu gary piętrzące się w zlewie, ulane mleko na podłodze, czy zaschnięte chrupki wepchnięte w tajemnicze zakamarki. Twój dom może okazać się czymś na wzór trójkąta bermudzkiego, bo znikać w nim może przy dziecku nie tylko ład i porządek, ale także twój czas i twoje JA.

Wyłączcie więc telewizor, nie dajcie się mamić reklamami. Życie to nie bajka, więc bierzcie na miękko wszystko to, co wam  los ześle wraz z dzieckiem. Nie ma nic bardziej zaskakującego i odczarowującego dotychczasowy światopogląd, niż pojawienie się malca na świecie.


Zamknięte osiedle jest wspaniałe. Współczesne „Alternatywy 4” – czyli jak się skutecznie nie znać

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 października 2015
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Pamiętacie serial „Alternatywy 4?”. Groteskowy, przerysowany świat lokatorów wyjątkowego bloku, dużo mówił o ówczesnych sąsiedzkich stosunkach. Dziś symbolem relacji międzyludzkich stają się zamknięte, strzeżone osiedla.

Wetknijmy nos za zamykaną na pilota bramę i przyjrzyjmy się relacjom panującym wewnątrz…

Nasze osiedle jest wspaniałe…

Pan Wiesiek pracuje jako ochroniarz na warszawskim Ursynowie. Ma uniform, czapkę z daszkiem i plakietkę z imieniem, którego i tak nikt (prócz szefa zmiany i kolegów) tu nie pamięta. Jego osiedle uchodzi za jedno z droższych w tej dzielnicy, a to zobowiązuje. Codzienne obchody to dla starszego pana okazja do wielu ciekawych obserwacji na temat mieszkańców i osiedlowego życia. – Tu prawie każdy wychodzi rano i wraca wieczorem. Grzeczni są, ale tak dłużej porozmawiać, to tylko jak trzeba im coś załatwić. Tylko ci co z dziećmi siedzą na placu zabaw to jeszcze pogadają. – mówi trochę z żalem. Choć tak naprawdę wie o mieszkańcach więcej, niż oni sami o sobie.

… pan poseł lubi filmy akcji…

Pod dziesiątką mieszka pan poseł Z. . Właściwie nie mieszka, tylko nocuje, kiedy przyjeżdża na obrady Sejmu. Do domu wraca o bardzo różnych porach (wiadomo, służba nie drużba) i w bardzo różnym stanie. Często gości doradców, z którymi do rana debatuje nad przyszłością ojczyzny. Choć przysługuje mu hotel sejmowy, Z. woli wynajmować obszerne M4 z widokiem na las. Tu jest tak przytulnie i przede wszystkim… anonimowo.

Czy na pewno? Pan Wiesiek z uśmiechem wydyma wargi. Pamięta doskonale, jak pół osiedla wyległo na balkony, gdy poseł i doradcy urządzili sobie domowy przegląd filmowych hitów Schwarzeneggera, racząc się przy tym litrami alkoholu i wyśpiewując  znane z rodzinnych stron piosenki o lekkim zabarwieniu erotycznym. Ktoś chciał wezwać policję, ale w końcu rozeszło się po kościach. Tylko sprzątania było dużo pod klatką, po tym nocnym kinie…

… pan D. zamawia „panienki”…

Równie duży lokal zajmują Ci spod trójki. Elegancka, szczupła, mocno umalowana mama, tata w garniturze i dwójka dzieci. Kiedy rano wszyscy razem zjeżdżają windą, wyglądają wzorowo. W garażu rozdzielają się: pani D. zawozi dzieci do szkoły, pan D. i jego BMW udają się do pracy. Obowiązkowy „cmok” w policzek i serdeczne „miłego dnia”. Spotkają się dopiero na kolacji. A w weekendy? Z reguły wychodzą całą czwórką na obiad i krótki spacer. Jest pięknie.

Pan Wiesio zamyśla się cicho nad tą idealną rodziną. Korespondencję adresowaną do pani D., listonosz zostawia zawsze u niego. Tak się z panią D. umówili. Jakieś zaległe rachunki, listy z sądu?… Pani D. musi bardzo dbać o nerwy swojego męża i nie chce go niepotrzebnie martwić. Pan D. zaś dba o to, by jego żona mogła wypocząć. Kiedy kobieta wyjeżdża z dziećmi na dwutygodniowe wakacje, sam dzielnie organizuje sobie towarzystwo innych pań. Ochroniarz bez słowa wpuszcza je pod trójkę, a pan D. porozumiewawczo mruga okiem. – Dyskrecja, tak? – rzuca nerwowo. Choć wszyscy wiedzą, nikt nic nie powie. Przecież to sprawa państwa D., a prawo do prywatności to na tym osiedlu rzecz święta.

… a wszystkie dzieci (nasze) nasze są…

Piękny, kolorowy i drewniany plac zabaw w letnie dni tętni życiem. Mamy i opiekunki udzielają sobie porad i wsparcia podczas, gdy ich maluchy bawią się bezpiecznie w piaskownicy. Mamy chwalą się także niemowlęcymi gadżetami, nowym modelem wózka, nietypowym kształtem butelki do karmienia… Ładny, sielankowy obrazek, który pan Wiesio bardzo lubi. Nie lubi za to radości mam z faktu, że  „obce dzieci” nie wchodzą na „nasz plac zabaw”, nie zajmują drabinek „naszym dzieciom” i nie psują „naszych zabawek”. I ich nieszczerego współczucia dla jednej z koleżanek (tej z trzeciej klatki), o której wiedzą, że się u niej dzieje źle. Że mąż bije. Że ona się boi uciec, bo nie ma pomocy. Ale tu nie ma mowy o jakiś głębszych relacjach, panuje zasada „swoje brudy w swoim domu”.  Więc gra pozorów trwa nadal.

… a starszy pan woli patrzeć niż słuchać

Pan Wiesiek całe życie pracował w fabryce i trudno mu się pogodzić z tym, że nie ma do kogo buzi otworzyć. Czasem zagaduje z przekory i bada reakcje. Sympatyczny, starszy pan – trochę socjolog amator, doskonale wie, kogo warto „zaczepić”. O mieszkańcach wie dużo, choć im wydaje się, że są anonimowi. Ale marka samochodu, codzienne zwyczaje, nazwa dostawcy internetowych zakupów, to przecież doskonałe źródła informacji…

Ochroniarz przytrzymuje ciężką furtkę pani Małgosi, jednej z nielicznych lokatorek, z którą czasem uda mu się miło pogawędzić. Małgosia przedstawiła mu kiedyś swoją wizję kategoryzacji mieszkańców osiedla. Dzieli ich na „swoich” (Warszawiaków, przynajmniej od kilku lat)  i „przyjezdnych”. Tych ostatnich rozpoznaje po tym, że zostawiają buty na korytarzach, tuż obok wycieraczki. Kiedyś starsza córeczka pani Małgosi zgarnęła do domu elegancki but jednej z sąsiadek. Przeprosiny mogłyby być jakąś okazją do nawiązania dłuższej rozmowy. Ale skończyło się na niezręcznej wymianie kilku zdań.

Po skończonym dyżurze starszy pan przebiera się i i idzie do domu. Z żoną i dziesięcioletnim kotem mieszka w zwykłym bloku i bardzo to sobie chwali. Sąsiadów zna od kilkudziesięciu lat. Zna też ich dzieci, wnuki, problemy… Pamięta, jak jeszcze kilka lat temu w dzień nie zamykali żoną drzwi na klucz. Czasem ktoś zapukał, wpadał na herbatę. Było poczucie wspólnoty. Tu, gdzie pracuje, choć o wiele ładniej i nowocześniej, każdy żyje dla siebie. Obok.

Zamknięte osiedla, ładne z zewnątrz, kuszą porządkiem i sterylnością nowoczesnych form. Dlaczego uważamy je za coś luksusowego? Czy luksus, to dla nas dziś możliwość postawienia szczelnego muru i stojący na straży na naszego spokoju ochroniarz?


 

*Pan Wiesiek poprosił o zmianę imienia. – Teraz, to już z ludźmi nic nie wiadomo. – powiedział mi.


Zobacz także

Fot. Print Screen  Facebook/Anna Lewandowska

„To wybór każdej z nas, mamy do niego prawo – bez osądzania i ocenienia…” – Anna Lewandowska szczerze o karmieniu piersią

Kiedy śmiejesz się przez łzy... Co się kryje za twoimi emocjami

Kiedy śmiejesz się przez łzy… Sprawdź, co się kryje za twoimi emocjami

Fot. iStock / izusek

10 najbardziej uzależniających przekąsek. Zobacz, dlaczego tak nas kuszą