Czego na temat macierzyństwa może nauczyć nas Kate Middleton?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
19 kwietnia 2018
Fot. iStock/GraceHenley
Fot. iStock/GraceHenley
Następny

Was też denerwują te wszystkie wywiady z gwiazdami i celebrytkami, w których to opowiadają o cieniach i blaskach macierzyństwa? Jak to mają ciężko w życiu i jak ciężką pracą jest wychowywanie dzieci, dbanie o dom i zarabianie pieniędzy. Tak, mi też się nóż w kieszeni otwiera, bo co jedna z dugą może wiedzieć o cieniach i blaskach macierzyństwa? Jak kogoś stać na wszystko, to z pewnością jest mu łatwiej. Nie martwi się o dach nad głową, opiekę nad dziećmi, służbę zdrowia, wykształcenie. 

Weźmy na przykład taką Kate Middleton. Wszyscy ją kochają i podziwiają – jest piękna i dobrze wyszła za mąż. Niektórzy też jej współczują, bo przecież codzienne życie na królewskim dworze ma swoje minusy. Ten cały protokół dyplomatyczny, paparazzi… No przerąbane. Widzisz ją na zdjęciach, obok niej jej urocze dzieci i myślisz sobie: „Co ona może wiedzieć o macierzyństwie? Pewnie te swoje dzieci widzi raz w tygodniu, a do pomocy ma tłum nianiek. Zawsze starcza jej do pierwszego, ktoś ją rano umaluje i ubierze, kucharz ugotuje, służba posprząta”. Generalnie to nie ma ani kiedy się wkurzyć, ani zmęczyć, czyż nie? Właściwie to jest chyba ostatnią osobą (matką), która mogłaby mieć z czymkolwiek problemy.

Ale jak tak się człowiek głębiej zastanowi, to jednak czegoś się można od księżnej Kate nauczyć. To, co my uważamy za komfort i wygodę, od środka pewnie jest koszmarem. Trzeba robić, co każą i jeszcze się uśmiechać. No i wychowywać dzieci. Kiedy na portalu Huffington Post zobaczyłam artykuł o tym, czego każda z nas powinna nauczyć się od księżnej Kate w kwestii macierzyństwa, początkowo parsknęłam śmiechem i wymamrotałam coś w stylu: „Taaaa….. zapraszam do mnie na tydzień. Ciekawe czego wtedy księżna Kate dowie się o byciu mamą”. A potem przeczytałam tekst. I wiecie co? Trochę jednak można się od niej nauczyć.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Chcesz, żeby twoje dziecko sprzątało z przyjemnością? Ha! Znamy kilka sposobów

Pani Mądrala
Pani Mądrala
24 kwietnia 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Wiecie, co mnie najbardziej wkurzało na początku macierzyństwa? Ten wszechobecny bałagan. I nie mówię tylko tym, że sama miałam problem z ogarnięciem chałupy, bo przyznam, że godzenie pracy i obowiązków domowo-rodzicielskich czasem mnie przerastało i wolałam olać sprzątanie, odkurzanie, mycie garów czy prasowanie. Najbardziej wkurzał mnie bałagan w pokoju dziecięcym. No i w salonie też, bo przecież dzieci wolą się bawić tam, gdzie akurat są rodzice, prawda?

Spokojnie, nie będę teraz wciskać wam kitu, że moje dzieci były czyściochami, że resoraki były poustawiane na regale jak w muzeum, a lalki posegregowane względem koloru włosów. Nie, nic z tych rzeczy. Często brakowało tylko, żeby do pokoju wrzucić granat. Byłoby z głowy.

Wiem natomiast, że wszyscy rodzice mają z tym problem – jak nauczyć dzieci sprzątać. Osobiście nie znam żadnego, które by za tym przepadało. Mam znajomą, która wprowadza w domu rywalizację. Normalnie powiesiła na ścianie coś w rodzaju tabelki (tak, sama ją rysowała na brystolu) i urządza dzieciom zawody – kto szybciej sprzątnie, kto dokładniej itd. Osobiście nie jestem fankom rywalizacji między rodzeństwem, ale u niej ten sposób się sprawdza.

Z własnego doświadczenia wiem natomiast, że do dzieci trzeba mówić jasno. Oznacza to, że najlepiej wydawać proste, zrozumiałe komendy. No bo co dla dziecka oznacza „posprzątaj pokój”? Schować zabawki? Pościelić łóżko? Wytrzepać dywan? Umyć okna? A może posegregować ubrania w szafie i odłożyć te, które są za małe? Oczywiście mówię o dzieciach w wieku przedszkolnym. I na tych się skupmy, bo „czym skorupka za młodu nasiąknie…”.

U mnie sprawdziły się proste komendy, typu: odłóż książeczki na regał z książkami, zabierz zabawki z podłogi, wrzuć te ubrania do pralki, przetrzyj kurze tą ściereczką, wrzuć wszystkie ścinki do kosza. Generalnie chodzi o proste polecenia, które dziecięcy rozum ogarnie i potrafi sobie wyobrazić. Im dziecko  starsze, tym trudniejsze zadania powinno otrzymywać.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Obudziłaś się rano z pryszczem na brodzie? Użyj tego

Pani Mądrala
Pani Mądrala
16 kwietnia 2018
Fot. iStock / vadimguzhva
Następny

Pryszcze to są takie małe cholerstwa, które pojawiają się na skórze niezależnie od wieku. Co więcej, na ogół wyskakują cichaczem w nocy, kiedy ty sobie błogo śpisz i jesteś kompletnie nieświadoma, że oto na brodzie rośnie ci dioda. Ba! Zauważyłam już, że im ważniejsze zadanie masz do wykonania następnego dnia i im bardziej zależy ci, żeby wyglądać bosko, tym większe prawdopodobieństwo, że w którymś miejscu na twojej twarzy pojawi się wulkan. 

Znam ten szok, chociaż często już idąc rano do łazienki człowiek czuje, że coś jest na rzeczy, bo albo coś na twarzy zaczyna swędzieć, albo czuje się, że skóra jakoś tak dziwnie ciągnie w jednym miejscu. Stajesz więc przed lustrem w łazience i widzisz, że oto jest – czerwona, wypukła krosta. Jeszcze nie zdążyła zebrać się ropa, ale ty już czujesz ogromną potrzebę, żeby złapać cholerstwo między palce i cisnąć, i cisnąć, że mało pazurów nie połamiesz. Tak, znam ten stan. Ale już życie mnie nauczyło, żeby trzymać paluchy z daleka, bo potem jest tylko gorzej.

Teoretycznie można po prostu zamaskować pokładem i korektorem, ale pryszcze nie są takie głupie i po takim zabiegu szybko ci pokażą na co je stać. Jeszcze dzień się na dobre nie zacznie, a dioda już zacznie się przebijać przez makijaż, formułując się w coraz bardziej wypukły, strategiczny punkt na twojej twarzy. I wtedy już nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Czy pójść w pracy do łazienki i wycisnąć (spodziewaj się później MASAKRY) czy też udawać, że tak miało być i ten pryszcz na twarzy jest aktualnie twoim największym atutem i jesteś z niego dumna.

Jest jeszcze trzecie wyjście. Zadziałać, ale z rozwagą. Naprawdę w życiu najlepiej sprawdzają się proste rozwiązania. Proste i naturalne, dlatego warto wykorzystać sprawdzone od lat sposoby. Co mam na myśli? Czosnek. Spokojnie, nie musisz go jeść tuż przed wyjściem z pracy.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie