Być wszędzie, to być nigdzie – powiedział Seneka. Naprawdę chcesz wierzyć w bajkę o multitaskingu?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 kwietnia 2016
Wielozadaniowość, czyli multitasking w życiu matki nigdy jest dobrym, długofalowym rozwiązaniem.
Fot. Tookapic / Levi Arnod
 

Spośród ostatnich życiowych nauczek, jedna wydaje mi się szczególnie cenna. Od dziś kieruję się dewizą, która mi to życie znacznie ułatwi, bo pozwali zorganizować sobie czas pod względem priorytetów, przynajmniej mocno w to wierzę. Z chęcią się nią z wami podzielę: Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że świetnie łączą wszystkie obowiązki: i te domowe (mówimy o rodzicach) i te służbowe, przy tym są jeszcze wypoczęci i zadowoleni, a ich dzieci szczęśliwe.Wielozadaniowość, czyli multitasking w życiu matki nigdy jest dobrym, długofalowym rozwiązaniem.

Wczoraj, bardzo bliska osoba zapytała mnie całkiem poważnie: –  Czy ty się przypadkiem za bardzo nie rozpraszasz? – Jak to? Przecież wszystko kontroluję –   pomyślałam, bo wydawało mi się, że jestem absolutnie skupiona na wszystkich trzech czynnościach: sprawdzaniu służbowej poczty, uzupełnianiu fragmentu artykułu i rozmowie o rzeczach ważnych. W tym samym momencie zdałam sobie sprawę z absurdalności mojego toku myślenia.

Wielozadaniowość nie dla wszystkich zadań

Multitasking zakłada zaangażowanie w co najmniej dwa zadania jednocześnie. Czy to jest możliwe? Teoretycznie tak, ale tylko wtedy, gdy spełnione są dwa warunki: przynajmniej jedna z tych czynności jest wykonywana automatycznie, czyli nie potrzebujesz na niej skupiać swoich myśli (np. chodzenie i jedzenie) oraz zaangażowane są w nią dwa, różne procesy mózgowe. Czyli: możesz czytać i słuchać muzyki klasycznej, bo czytanie ze zrozumieniem i słuchanie muzyki instrumentalnej aktywizuje różne części twojego mózgu. Ale już próba zapamiętania informacji i słuchania muzyki z tekstem (czyli piosenek) nie jest efektywna, bo obie te czynności aktywizują ten sam ośrodek w mózgu.

Czy jednak życie matki to muzyka klasyczna i fascynująca lektura na wygodnej kanapie?

Życie matki, rodzica w ogóle, składa się z tysiąca sytuacji, w których staramy się połączyć domowe obowiązki,  często dorzucając do nich służbowe, pozostając jednocześnie najlepszym rodzicami. Najlepszymi, czyli takimi, którzy wiedzą co się dzieje w życiu ich dzieci, starają się być obok zawsze, gdy potrzeba, dużo rozmawiają i aktywnie słuchają . Tylko tyle i aż tyle, bo przecież w życiu pełnimy jeszcze kilka innych, istotnych funkcji, które również wymagają od nas czasem pełnego zaangażowania.

Na pewno zdarzyło się wam nieraz, siedząc tuż obok swojego dziecka, na przykład odrabiającego lekcje, przeglądać jednocześnie służbową pocztę w telefonie. Z tej czynności wyrwał was pełen wyrzutu głos: Mamo, nie słuchasz.  – Słucham! obruszysz się. No, zgoda, słuchasz, ale czy słyszysz? Dasz radę pociągnąć tę rozmowę?

Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie być naprawdę dobrymi rodzicami nie poświęcając naszym dzieciom dostatecznej ilości czasu i uwagi. Czas i uwaga to elementy absolutnie podstawowe w relacji rodzic – dziecko. A multitasking zakłada dzielenie tych elementów między różne czynności. Zawsze ktoś/coś na tym traci. Dlaczego?

Badania wykazują, że wielozadaniowość zmniejsza nasza efektywność – w każdej dziedzinie ­ – o 40%. Wynika z tego, że dzieląc moją uwagę między rozmowę z dzieckiem a sprawdzanie poczty elektronicznej byłam z moją córką  o całe 40 % „mniej intensywnie” niż wtedy, gdybym odłożyła na chwilę telefon i w skupieniu wysłuchała tego, co miała mi do powiedzenia. Szokujące, prawda?

I do mnie ten właśnie argument przemawia najmocniej, choć przecież można znaleźć też kilka innych, równie ważnych. Próbując łączyć kilka czynności z „byciem” z dzieckiem „tu i teraz”, świadomie:

Przegapiasz szczegóły

Małe, drobne, niby nic nieznaczące fakty, które sprawiają, że chwile spędzone z dzieckiem są wyjątkowe. Nowe słowo, nowa umiejętność, śmieszna minka lub zdanie, które wyłapane w porę pozwoliłoby ci zapobiec jakiejś „katastrofie”.

Denerwujesz się i tracisz czas

Bo podświadomie zauważasz, że czas się kurczy, dziecko nie dostaje od ciebie dostatecznej ilości uwagi, a czynności, które wykonujesz, wykonujesz chaotycznie, więc wymagają poprawek, ponownego przejrzenia itd… W efekcie nikt nie jest zadowolony.

Odczuwasz frustrację, zmęczenie i poczucie, że tak naprawdę zawodzisz na każdym z tych pól

Ciałem jesteś tuż obok, myślami daleko stąd. Nic nie jest skończone jak trzeba, a dziecko wyrzuca ci, że nie masz dla niego czasu. Czy rodzic może usłyszeć gorszy zarzut?

– Nie rozumiem twoich problemów – powiedziała moja znajoma. – Mam dwójkę dzieci, odpowiedzialną pracę i świetnie sobie radzę. Moje dzieci są zadbane i szczęśliwe. – Jak nazywa się ostatnia, ulubiona bajka twojego syna? – zapytałam pod wpływem impulsu. – Co wczoraj jadła na obiad w przedszkolu twoja córka? Smakowało jej? Jakie koleżanki najchętniej zaprosiłaby do wspólnej zabawy?

Moje pytania pozostały bez odpowiedzi.

Być wszędzie, to być nigdzie – powiedział Seneka. Nie namawiam was do tego, żebyście rzucali wszystko w dowolnym momencie i biegli beztrosko bawić się z dziećmi. Myślę raczej o takim zaplanowaniu czasu w ciągu dnia, żeby te momenty (w ciągu tygodnia nie ma ich przecież tak dużo!) były momentami, w których jesteście dla nich naprawdę.


Mali internauci na medal – z MegaMisją

Redakcja
Redakcja
1 kwietnia 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Dziecko z tabletem, smartfonem, zanurzone w ekran komputera – to coraz bardziej powszechny widok. Nowe technologie są jego szansą na ciekawą naukę, poznawanie świata i rozwijanie zainteresowań. Ale jak przygotować je do tego, aby wykorzystało ten potencjał z pożytkiem, a przy tym było ostrożne w sieci? To wyzwanie dla wielu rodziców i nauczycieli w dzisiejszych czasach.

Z pomocą przychodzi Fundacja Orange, która prowadzi program MegaMisja. Uczestniczą w nim najmłodsi uczniowie szkół podstawowych, którzy korzystają ze szkolnych świetlic. To tutaj, w oparciu o zabawę w „cyfrowe laboratorium” uczą się, jakie treści można udostępniać w sieci, jak chronić swoją prywatność, przestrzegać netykiety i praw autorskich, jak odróżnić prawdziwe i niewiarygodne informacje w internecie i jak tworzyć proste grafiki, dźwięki i filmy.

– Poprzez cykl takich zajęć przygotowujemy dzieci do korzystania z technologii rozważnie i odpowiedzialnie. To nie jest tylko kwestia technicznych umiejętności, ale także odpowiednich nawyków i pewnej „higieny” używania nowych mediów. Warto przekazać najmłodszym te wiedzę, aby byli w przyszłości internautami na medal – mówi Ewa Krupa, prezeska Fundacji Orange.

W kolejne zagadnienia MegaMisji wprowadza dzieci animowana historia o Julce, Kubie i Psotniku, który rozrabia w laboratorium. Dzieci zdobywają punkty za realizację kolejnych zadań i mogą wymieniać je na nagrody dla całej świetlicy – książki, gry edukacyjne, zabawki, materiały plastyczne i sprzet multimedialny. Cykl zajęć prowadzą wychowawcy świetlic, których Fundacja Orange przygotowuje do tego zadania poprzez instruktaże, porady ekspertów, gotowe scenariusze zajęć i pomysły na prowadzenie warsztatów.

Program jest już realizowany w 50 szkołach w całej Polsce (pilotażowa edycja). Kolejne placówki mogą zgłaszać się do udziału w MegaMisji do 29 kwietnia na stronie www.megamisja.pl 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Pierwszy na świecie test ciążowy online. Tylko u nas polska wersja językowa!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 kwietnia 2016
Fot. Flickr / Janine / CC BY

Już jest! Choć wydaje się to  nieprawdopodobne, naukowcy z Amerykańskiego Ośrodka Wsparcia Medycyny Wysokotechnologicznej, opracowali pierwszy test ciążowy online. Specjalnie dla naszych czytelniczek udostępniamy nowy test w polskiej wersji językowej.

Całość opiera się na skomplikowanym algorytmie, którego szczegółów nie chcą zdradzić twórcy – obawiają się, że test szybko zacząłby rozprzestrzeniać się w innych, nie tak skutecznych konfiguracjach (co wpłynęłoby na dobro projektu i obniżyło jego efektywność). Zdradzają jednak, że pierwsze i kolejne testy, które zostały przeprowadzane na reprezentatywnej grupie i poddane randomizacji są bardzo obiecujące. Produkt w wersji testowej jest już dostępny (na razie w 7 wersjach językowych). Wykonane testy pozwolą na jego udoskonalenie, a ich wyniki będą kluczowe w dopuszczeniu go na rynek medyczny.

Jeżeli się sprawdzi – oznacza to nową erę dla kobiet. Koniec z niehigienicznymi testami z użyciem próbek moczu lub konieczności odwiedzenia laboratorium medycznego.

Po wykonaniu testu prosimy o przejście do poniższych informacji, które będą pomocne w dalszym doskonaleniu tej technologii. – Każda informacja zwrotna od użytkownika jest na wagę złota na tym etapie doskonalenia naszej technologii – mówi John McWelcome z ACHiTMS.

 

 

 

Przewiń niżej.

 

 

 

 

Jeszcze niżej.

 

 

PRIMA APRILIS!!!

Dziś dzień dowcipu – cała informacja jest zmyślona (test również). Mamy nadzieję, że na twojej twarzy pojawił się uśmiech :).


Zobacz także

10 rzeczy według dermatologów, których nie powinnaś robić swojej skórze

Zaburzenia odżywiania i faceci?! To dzieje się częściej niż myślisz!

Pomaluj mój świat