8 sposobów by nauczyć twoje dziecko miłości i szacunku dla swojego ciała. To naprawdę ważne

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 października 2016
Fot. Screen z FacebookaRomper
 

To ważne. Ważniejsze niż myślisz. Miłość własna i szacunek, a także akceptacja swojego ciała pozwolą twojemu dziecku w dorosłym życiu być szczęśliwym człowiekiem, dokonywać słusznych wyborów. I wzmocnią jego barierę ochronną przed wszystkimi tymi, którzy będą próbowali je zmanipulować lub zastosować szantaż emocjonalny. Weź sobie te wskazówki do serca…

8 sposobów by nauczyć twoje dziecko, żeby kochało swoje ciało

1. Pokazuj mu różne ciała i ucz, że każde jest piękne (akceptacja)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z Facebooka Romper

2. Naucz je wszystkich wspaniałych rzeczy, które może wykonać ciało (sprawność)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

3. Nigdy nie wypowiadaj się negatywnie o własnym ciele, nawet w żartach (miłość)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

4. Nie pozwalaj mu się śmiać z wyglądu innych (tolerancja)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

5. Ucz je, że różnice są czymś dobrym, uczą nas, że każdy jest wyjątkowy (poczucie wartości)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

6. Daj dobry przykład dbając o własne ciało (autentyczność)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

7. Komplementuj innych za ich osobowość – w obecności dzieci (koncentracja na tym, co w środku)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper

8. Komplementuj twoje dziecko za wnętrze, nie za wygląd (ważne jest to KIM jesteśmy, nie jak wyglądamy)

Fot. Screen z FacebookaRomper

Fot. Screen z FacebookaRomper


Zródło: Facebook/Romper

 


Ty się nigdy nie zmienisz. A ja? Zobacz gdzie dziś jestem, ile zrozumiałam

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 października 2016
Fot. iStock/Klubovy
 

Drogi Mężczyzno mojego życia!

Wróć, nieaktualne. Może powinnam napisać: „największa pomyłko mojego życia”? Oj, nie, trąci komizmem i ani odrobinę dramatem. A między nami bywało dramatycznie. Przynajmniej tak to wygląda z mojej strony. Bo ciebie o głębszą refleksję nad naszym związkiem nie posądzam. Nie bój się, nie będę okrutna. Dla siebie, rzecz jasna. No i – umówmy się, wcale nie jesteś już ważny. A moje życie jeszcze się nie skończyło. Skąd mam wiedzieć, że nie będzie w nim innych mężczyzn? Ja nawet mam nadzieję, że będą. Ktoś powinien zatrzeć po tobie to złe wrażenie.

Dlaczego tyle czasu zajęło mi zrozumienie tej smutnej prawdy? Dlaczego tak długo broniłam się przed tym, co czułam od dawna? TY SIĘ NIE ZMIENISZ. Żadne „po ślubie będzie inny”, ani jedno „Facet musi dojrzeć”, i wcale nie „kiedy pojawią się dzieci, sam zrozumie”. Jesteś najlepszym przykładem na to, że jednak SĄ na świecie TACY mężczyźni (OK – ludzie), którzy NIGDY nie zrozumieją i NIGDY się nie zmienią.

Nie, nie mam pretensji, to jest gdzieś tam w środku Ciebie i nic na to przecież nie poradzisz. Gdybyś mógł coś na to poradzić, zmieniłbyś się, po prostu. A może ja nie byłam dla ciebie  żadną motywacją? Kochałeś? Kochałeś, bo było ci wygodnie. Kochałeś o tyle, o ile. O ile nie trzeba było zacząć żyć „naprawdę” w całej tej prozie rodzinnego, małżeńskiego życia („Kino? Teatr? Zorganizuj coś, ja nie mam czasu”), z dzieckiem („Nie zostanę z nim sam, nie ma mowy”), kredytem, sprzątaniem („Ale tu jest syf, chyba źle sobie zorganizowałaś pracę, skoro tłumaczysz w domu i nie możesz tego posprzątać”), zmywaniem („Ja dziś tej zmywarki nie rozładuję”) i praniem („Proszę moje rzeczy prać najpierw, dziecko mogą poczekać”, z planowaniem wakacji (znowu – „Zorganizuj coś, ale tam nie pojadę”) i organizowaniem zabawy trzylatkowi („przecież się bawi”), z podcieraniem pup i nosów w chorobie („nie mogę się nim zająć, boli mnie głowa”, „dziś go nie przewinę”), z zakupami…

Wina jest moja, przyznaję. Sama sobie ciebie wybrałam, sama, własną piersią dokarmiałam twój egoizm, sama dałam ci przyzwolenie na to, żeby moje szczęście zepchnąć gdzieś, na boczne tory, na później, na „kiedyś”.

Godziłam się dać ci wszystko, a w zamian dostawać jakąś mikro cząsteczkę uczucia, twoje przyzwolenie na to, by organizować ci życie, zapełniać ci samotność. Tobie zawsze musiał ktoś organizować życie i wypełniać samotność, że też nie wpadłam na to wcześniej… Ja już nie chcę tego robić.

Nie, nie zostałam teraz „walczącą feministką”. FEMINISTKA. Już sam dźwięk tego słowa działał na ciebie jak groźba kastracji. Z pogardą mówiłeś o moich koleżankach, którym ja skrycie zazdrościłam, że nie boją się być same. Że wolą dobrą książkę, wystawę i obecność kota od życia z mężczyzną, z którym nie są szczęśliwe.

Żałuję. Bardzo. Nie, nie tego, że się nie udało. Tu nic nie miało prawa „się udać”. Szczęśliwy związek nigdy nie jest dziełem przypadku, ale wypadkową uczucia, zrozumienia, akceptacji naszej odmienności i chęci. Chęci pomocy, kiedy jedno z nas już nie ma siły. Świadomości, że tu współpraca jest niezbędna. Że nie ma miejsca na twój egoizm, za to empatia nie zaszkodzi.

Żałuję, bo szkoda mi tego czasu, który mogłabym spędzić z kimś innym, dzięki komu byłabym dziś dalej, miałabym więcej. Wiem, że nie zrozumiesz, bo tu nie chodzi o pieniądze, ale o emocje. O poczucie bezpieczeństwa. O pewność, że będziesz, a nie, kolejny raz – zawiedziesz, bo znowu ktoś był ważniejszy niż żona i dziecko.

Żal mi siebie z tych wszystkich momentów, kiedy płakałam z bezsilności, kiedy niewidzialna dla ciebie, balansowałam na granicy wytrzymałości – fizycznej i psychicznej. Dlaczego? Bo dziecko było chore, a ja, pracując w domu, musiałam zdążyć oddać zlecenie na czas. Bo kiedy mały złapał ospę, a potem zapalenie opon i bardzo płakał, nie wychodziłam prawie miesiąc z domu („Ja z nim sam nie zostanę”). Co mogę powiedzieć? Głupia byłam :).

Bo kiedy chodziłeś na służbowe kolacje, ja sprzątałam zabawki, redagowałam teksty, segregowałam pranie, kąpałam naszego syna, gotowałam obiad na następny dzień, planowałam nasze wydatki, myłam podłogę w kuchni, żebyś nie powiedział znów : „jaki tu syf, nie chcę w tym żyć”. I płakałam.

Żal mi sobót i niedziel, na które (kiedy mały był jeszcze bardzo mały) czekałam jak na zbawienie. Wtedy jeszcze wierzyłam, że twoje „odpoczniesz, a ja się nim zajmę”, nie zostało wypowiedziane tylko po to, by dać mi złudzenie miłości.

Żal w końcu późnych wieczorów, kiedy ubrana w nową bieliznę, z cudownym zapachem na obu nadgarstkach próbowałam na nowo rozpalić tę iskrę, która nas kiedyś spalała w namiętności. A ty, coraz częściej mówiłeś: „Nie wygłupiaj się już, kochaliśmy się w zeszły piątek. Pobiegaj może”. Upokorzenie. Smutek. Ogromny smutek.

W końcu zaczęło boleć. W środku, ale tak, że nie potrafiłam powiedzieć ci co boli. To była moja depresja. Kiedy poszłam do lekarza, a on powiedział: „A dlaczego mąż pani nie pomaga?”, nie wiedziałam co powiedzieć. Dlatego odpowiedziałam jak zawsze: pomaga. To moja wina.

Zawsze tworzyłam tę iluzję. Chyba nie chciałam mieć poczucia porażki, przyznać, jak bardzo inny jest ten obraz na zewnątrz od naszej rzeczywistości. Sam wiesz jednak, że długo tak żyć nie można. Ja nie mogłam. Odeszłam, a ty zdziwiłeś się: „Wierzysz, że beze mnie sobie poradzisz?” No popatrz – miałam rację. Ty się nigdy nie zmienisz. A ja? Zaczynam nowy rozdział. Kto by pomyślał?

 


Jak radzić sobie z agresywnymi ludźmi. Nie daj się wciągnąć w manipulację, nie pozwól się kontrolować

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 października 2016
Fot. iStock/RyanJLane

Ludzie przejawiający zachowania agresywne zazwyczaj kochają rywalizację. Jeśli już obiorą sobie jakiś cel, dążą do niego nie bawiąc się w subtelności i traktują cię jak rywala. Są skłonni do wykorzystywania gróźb i wyzwisk, aby odsunąć ze swojej drogi wszelkie przeszkody i dostać to, czego chcą. Agresywnych możesz spotkać wszędzie. To może być wymagający szef,  „kontrolujący” krewny, albo wściekły kierowca na drodze

Jak więc sobie z nimi radzić? Można zgodzić się na konfrontację, ale po co? Jeśli zachowasz zimną krew, utrzymasz spokój ducha i pewien stopień wyrozumiałości, będzie ci znacznie łatwiej powstrzymać słowny atak agresji, dojść z nimi do ładu i składu.

Oto sześć wskazówek, które pomogą ci wyjść ze spotkania z Agresywnymi, obronną ręką

1. Bądź jak skała

Agresywne osoby starają  się wyprowadzić cię z równowagi. Będą patrzeć na twoje słabości, łatwo je znajdą i wykorzystają przeciwko tobie. Jeśli pozwolisz, by to cię dotknęło, zaczniesz się denerwować, przestaniesz myśleć jasnymi kategoriami i wszystko sobie komplikujesz. Stracisz z oczu swój cel, a sam zostaniesz zmanipulowany i zrobisz to, czego oni od ciebie wymagają.

Bądź jak skała. Zachowaj spokój i wewnętrzną równowagę, skup się na celu, tak jak twój przeciwnik. Kiedy zda sobie sprawę z tego, że nic cię nie zdenerwuje, odpuści.

2. Stwórz dystans

Agresywni dążą do zmniejszania dystansu i  zmuszają do bezpośredniej konfrontacji. Próbują nawet dyktować jej warunki. Nie pozwól im na to. Stwórz dystans, odmów walki i udaremnij atak. Nie każda sytuacja warta jest bezpośredniego kontaktu. Wybieraj „swoje walki”. Utrzymanie dystansu pozwali ci dyktować twoje własne warunki, jeśli zdecydujesz się zaangażować w jakąś sytuację.

3. Odrzuć emocje

Agresywni zazwyczaj tak naprawdę nic do ciebie nie mają. Zachowują się w natarczywy sposób, bo nie mogą sobie poradzić z jakimś własnym, wewnętrznym problemem. Tu nie chodzi o ciebie, oni idą po prostu na żywioł. Dlatego nie traktuj ich ataków osobiście, niezależnie od tego co słyszysz. Wtedy nie pozwolisz im osiągnąć celu – zranić (a oni ranią po to tylko, aby zadać ból). Niezrealizowany cel przestaje być atrakcyjny.

4. Nie angażuj się w obronę

Kiedy agresywny przeciwnik atakuje – nie broń się (oczywiście ta wskazówka nie dotyczy sytuacji przemocowych!). Kiedy przestanie, przejdź do ofensywy, punktując brak jasności w tym co do ciebie powiedział, a także brak jasno sprecyzowanego celu. Uświadom, że jego działania (np. jeśli ci grozi) będą miały negatywne konsekwencje. Jeśli zaczniesz się bronić, pozwolisz, żeby Agresywny przejął nad tobą kontrolę. Twoim celem jest natomiast uniknięcie ataku i przekierowanie go z powrotem na adwersarza.

5. Nie bądź taki poważny

Agresywnym zdarza się przykrywać swoje destrukcyjne reakcje próbą przekonania cię, że „oni tylko żartowali”. Użyj własnego poczucia humoru by rozbroić złośliwy, agresywny komentarz, zadać przeciw –cios, zapobiec powtórce ataku. W sytuacjach, które nie są „krytyczne”, używaj humoru by przełamać lody lub rozjaśnić nastrój.

6. Mów o konsekwencjach

Gdy sytuacja jest poważna, przypomnij agresorowi jakie  konsekwencje może ponieść w związku ze swoim zachowaniem. Czasami najprostsze działania są najbardziej skuteczne.

Jakąkolwiek strategię obierzesz, nie pozwól by agresor przejął nad tobą kontrolę.


Źródło: powerofpositivity.com

 


Zobacz także

Kobieta po trzydziestce szuka zmiany… tylko nie wie jakiej

Najsilniejszy człowiek, jakiego znam. Pisze listy do syna, by poradzić sobie z bólem

Zawsze puszcza wodę, żeby zagłuszyć odgłos wymiotów, choć uczy się robić to bezgłośnie. Cztery ściany, w których nie musi być idealna