„Weź kredyt, urządź sobie Wigilię”. Boję się myśleć, ile w tym roku wydam na Święta. Uważam, że to rzeczywistość wielu z nas

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 grudnia 2017
Fot.  iStock/anyaberkut
Fot. iStock/anyaberkut
 

Czytam już wszędzie o tych magicznych Świętach, wyjątkowej atmosferze, widzę, jak w mieście zapala się w coraz więcej światełek, a w moim brzuchu zaciska się coraz większy węzeł.

Chciałabym przespać ten czas, te Święta, nie myśleć o nich, nie zastanawiać się, ile karpia muszę kupić, jakąś ilość szynki upiec i jak najtańszym kosztem urządzić Wigilię.

Mam czteroosobową rodzinę, taki standard. Dwoje dorastających dzieci, ja i mąż, plus mama, która od wielu lat mieszka sama, mój brat z żoną i dzieckiem, siostra mojej mamy z mężem, bo oni nie mają gdzie iść na Święta – sami są. A ja liczę, choć niby wiem doskonale, że w te Święta nie chodzi o pieniądze, tylko o to, by spędzić wspólnie czas, kochać się i złożyć sobie życzenia, bla bla bla. Tymczasem mam ochotę powiedzieć, że za przeproszeniem to gówno prawda. Bo za coś jednak trzeba te Święta zrobić, jakoś przygotować.

Pracuję w budżetówce, nie dostaję żadnych ekstra pieniędzy na wyjątkowe okazje, mój mąż też pracuje, żyjemy na średnim poziomie tak, że starcza nam do pierwszego bez żadnych szaleństw. Coś odłożyć? Ciężko, i tak wydaję na zimowe kurtki dla dzieci buty dla wszystkich, jakąś dodatkową wycieczkę w szkole, potrzebną książkę. Każdy kto ma rodzinę wie, że to tak naprawdę studia bez dna. Niemniej żyjemy w miarę spokojnie, tylko te Święta spędzają mi sen z powiek.

Dzieci robią listę rzeczy, które chciałby dostać, wiadomo, że też mają swoje marzenia. Ola chciałaby super sweterek, upatrzony w sklepie, Marek nowy telefon. Mamie też zawsze kupuję jakąś drobnostkę, z mężem nawzajem też chcielibyśmy sobie zrobić choć drobne podarunki. Wiem, że można się dogadać, że nie wszystkim trzeba robić prezenty – tylko dzieciom w rodzinie albo losować, kto co komu da. Też staramy się tak to rozwiązać, ale pieniądze i tak trzeba wydać. Poza tym – kurczę no to też powinna być przyjemność móc dać komuś pod choinkę to, o czym marzy.

Trudno mi kupić prezenty szybciej, zwłaszcza, gdy od września początek roku szkolnego, wiadomo – wydatki, październik też jeszcze zawsze coś znajdzie, ogrzewanie w domu, listopad i wyjazd do męża rodziny na drugi koniec Polski, na cmenatrz. Naprawdę, jak sobie o tym myślę, to tylko płakać mi się chce, bo gdybyśmy nie pracowali, nie starali się, a i tak przez te głupie (przepraszam) Święta znowu czuję się beznadziejnie, jak jedno wielkie nic, któremu w życiu nie wyszło. Ja wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale nic na to nie poradzę.

Patrzę na te reklamy uśmiechniętych dzieci, na te piękne choinki w telewizji i wiem, że za niecałe trzy tygodnie my też usiądziemy do stołu szczęśliwi, uśmiechnięci, pewnie biorąc głęboki oddech spojrzę na stół, na którym znowu będzie wszystko, co potrzebne i tylko ja będę wiedziała, jakim dużym kosztem zostało to osiągnięte.

Nie umiem cieszyć się na nadchodzące Święta. Każdego dnia kalkuluję, przeglądam promocje rzeczy, zabawek, w sklepach czekam aż obniżą ceny na produkty, które uznają za wyprzedane.

Tak – Polaku – zastaw się, a postaw się, tyle, że ja nie chcę się zastawiać. Ale skoro na Wigilię oprócz nas będą jeszcze trzy osoby dorosłe? Moja mama zrobi jakąś sałatkę i pewnie rybę po grecku, jak co roku, a reszta? Choinka, prezenty, jedzenie. Coś na obiad na pierwszy dzień Świąt, jak brat z rodziną przyjdzie i nie wiem, czy wujek z żoną się nie zjawi. I nie robię tyle, że zostanie i trzeba będzie mrozić i odkładać. Oduczyłam się szaleć i gotować jakieś ogromne ilości jedzenia, ale z roku na rok widzę i czuję po własnym portfelu, że jest coraz drożej. Niby nic, niby na co dzień się tego nie zauważa, ale w pewnym momencie pytasz siebie: „kurde zarabiam tyle samo, to czemu tym razem mi nie wystarcza”.

Słyszę te wszystkie reklamy chwilówek: „urządź sobie święta”, „niech te święta będą wyjątkowe”. Wszystko nakręca konsumpcjonizm i kasa. Wszyscy chcą więcej, więcej potrzebują, miarą tego więcej mierzą swoje szczęście. Im więcej dziecko dostanie zabawek pod choinkę, tym będzie szczęśliwsze, im więcej różnych potraw postawimy na stole, tym większą będziemy mieć namiastkę wyjątkowości. Tym więcej zagłuszamy wszystko dookoła. Im więcej wydasz pieniędzy, tym lepiej się poczujesz przez te dwa dni w roku.

Szczerze mówiąc – mam dość, wolałabym kupić dzieciom fajne prezenty, wieczorem w Wigilię zjeść wspólnie karpia, kluski z makiem, wypić barszcz z uszkami, a na drugi dzień iść na długi spacer. Rzygam tym wyliczaniem ilości pierogów, kawałków szynki i ryby w occie. Tym stresem, który towarzyszy mi nieustannie, czy na wszystko mi starczy, tym myśleniem – w tym miesiącu lepiej odpuść, bo przecież Święta.

Myślę, że wielu z nas tak żyje, że wielu w konsekwencji cieszy się na te Święta, ale przez kilka tygodni liczą skrupulatnie pieniądze z mniejszym lub większym lękiem. Każdy ma swój sposób – jedni kupują szybciej prezenty, inni mrożą jedzenie, ale czy naprawdę nie stać nas na to, by po prostu pójść do sklepu, kupić to, co nam potrzeba, zamówić dzieciom prezenty i naprawdę odpocząć, cieszyć się tym nadchodzącym czasem? Widzę tych, co w sklepach oglądają, odkładają, myślą, dzwonią, zastanawiają się. A wszystko przy lecących z głośników kolędach, bo to przecież taki cudowny moment w roku, więc niczego sobie i innym nie żałuj.

Ta przedświąteczna gorączka, to jedyny okres, kiedy czegoś żałuję – żałuję, że nie miałam bogatych rodziców, że moja praca jest słabo płatna, że mój mąż tak ciężko pracuje, a zawsze przed Świętami w portfelu widać dno. Mam wielką gulę w gardle i płakać mi się chce… jakie to nie w porządku, jakie niesprawiedliwe…


Pięć psychologicznych przyczyn wyjaśniających, dlaczego nie chudniemy pomimo diety i ćwiczeń

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 grudnia 2017
Fot. iStock/svetikd
Fot. iStock/svetikd
 

Znasz to – ćwiczysz, dbasz o to, co jesz, a za diabła nie możesz schudnąć. Oczywiście idziesz na badania, może to hormony, tarczyca, ale nadal nic. Wszystko jest dobrze, a tobie zależy na zgubieniu dosłownie kilku kilogramów, żeby się dobrze czuć ze sobą. 

Być może sprawa jest bardziej skomplikowana i ukryta w psychice? Istnieje pięć barier psychologicznych, które utrudniają utratę wagi pomimo regularnych treningów i wizyt u dietetyczki.

Nadwaga jest wytłumaczeniem dla naszych problemów

Że jesteś sama, że do pracy marzeń to jeszcze daleko, że trudno ci osiągnąć cele, które sobie stawiasz. Wszystko przez te cholerne kilogramy. Bardzo łatwo zrzucać winę na nadwagę i choć chodzisz na siłownię, na fitness, to twoja podświadomość nie pozwala ci schudnąć, bo jakie wtedy usprawiedliwienie dla siebie znajdziesz?

Nadwaga to świetna wymówka dla naszego lenistwa

Większość z nas lubi odkładać rzeczy na następny dzień, miesiąc lub rok. Osoby z nadwagą lubią odkładać swoje plany do następnego życia – kiedy będą chude i szczupłe. To świetna wymówka: „Chcę nauczyć się tańczyć, ale nie mogę, bo mam nadwagę, kiedy stracę kilogramy, wtedy zacznę trenować każdego dnia i zostanę gwiazdą każdej imprezy. Wszyscy będą mi zazdrościć, ale jak dotąd, dzięki Bogu, nie muszę tak ciężko trenować, więc po prostu pobiegam trochę wieczorem i pójdę spokojnie spać”. Znacie to?

Nadwaga to sposób na przyciągnięcie miłości i uwagi

Kto nie lubi sobie od czas do czasu pojęczeć? Jest wokół nas tak wiele osób, które chcą nas pocieszyć, litować się nad nami, kochać nas i dbać o nas, dzięki czemu my czujemy się jak centrum wszechświata. Surowa dieta i ciężki trener są wspaniałymi powodami codziennych naszych jęków. Jak schudniemy, to kto nas będzie pocieszał?

Nadwaga to sposób na uniknięcie niechcianych myśli i emocji

Zauważyłaś, że ludzie w stresie dużo jedzą, nawet jeśli są na diecie? Dzieje się tak dlatego, że nie są w stanie dostrzec swoich prawdziwych emocji, zwłaszcza jeśli już w uczono ich ukrywać je od dzieciństwa – „Nie płacz!”. Nie narzekaj! Teraz jesteś dorosła! Dlatego poczucie niepokoju jest czasami postrzegane w błędny sposób, na przykład jako głód. W rezultacie, zamiast odwiedzać psychoterapeutę, który może nauczyć nas radzić sobie z emocjami, odwiedzamy lodówkę.

Nadwaga to klucz do nierozwiązania problemu z poczuciem własnej wartości

Nieodpowiednia samoocena jest kolejną psychologiczną przeszkodą utraty wagi. Jeśli osoba siedząca przed dietetykiem lubi powtarzać:  „moje piękne biodra”, „duże policzki to mój styl” lub „więcej mnie do kochania”, nieświadomie postanawia pozostać taką, jaką jest. Tak samo działa myślenie: . „Moja mama miała nadwagę i ja też”.

Cóż, jeśli chcesz kontynuować  rodzinną otyłość, to jest to twój własny wybór i nie ma potrzeby torturowania się ćwiczeniami i dietami, jednak naukowcy twierdzą, że genetyczna otyłość nie jest nieuniknione, daje jedynie predyspozycje. Dlatego jeśli chcesz rozwiązać problem ze zbędnymi kilogramami po prostu to zrób, a nie szukaj usprawiedliwień.


źródło: Brighteside.me

 


„Muszę jeszcze…”. Jedyne, co musisz, to BYĆ obecnym. Obejrzyjcie koniecznie, zanim ucieknie wam to, co najważniejsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 grudnia 2017
Fot. Screen z Facebooka/
Fot. Screen z Facebooka/ Mniej ekranu, więcej rodziny
 

Ile razy łapaliście się w tę pułapkę? Wydawało się wam, że to, czego naprawdę trzeba, by dać bliskim cudowne święta, to perfekcyjnie przygotowany wigilijny stół, wymyślne dekoracje, pięknie opakowane prezenty. O nie, najważniejsze, czego potrzebujemy (nie tylko) w tym czasie to obecność tych, których kochamy. Nie dajcie się zwariować, nie zapominajcie o tym, co istotne. O tych, którzy potrzebują waszej uwagi, ciepła dotyku.


Zobacz także

fot. iStock/Kar-Tr

Im wyższy facet, tym więcej szczęścia?

Fot. iStock /  Jason Doiy

7 kroków do lepszego jutra. Nauka pozytywnego myślenia – odrzuć to, co cię blokuje!

Fot. Screen z YouTube /

Nauczy szyć każdego. Bo szycie to jej pasja, a „Co za szycie” to źródło jej ogromnej wiedzy o modzie i projektowaniu