Na początku była fascynacja, zaufanie, bezpieczeństwo, partnerstwo i przyjaźń

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 lutego 2016
Fot. Pixabay / TakMeoMeo / CC0 Public Domain
 
Nasza historia zaczęła się kilka lat temu. Poznaliśmy się w trakcie studiów przez Naszą wspólną koleżankę. Na początku byliśmy tylko znajomymi mówiącymi sobie „cześć” na ulicy. Nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że jesteśmy sobie pisani…

Momentem przełomowym była impreza, na której spotkaliśmy się przypadkiem. Marcin – bo tak ma na imię moja miłość – przyszedł wtedy na imprezę z kolegą, który podobał mi się od dawna, ale w żaden sposób nie mogłam „Go namierzyć”. Nikt z moich znajomych Go nie znał, a ja wzdychałam za każdym razem gdy minęłam Go na ulicy. Pomyślałam wtedy, że kolega Marcin spadł mi z nieba i zapoznał z chłopakiem, który mnie zauroczył. Bawiliśmy się w trójkę na parkiecie, a mi za każdym razem uginały się nogi, gdy kolega tańczył bliżej. Oczywiście kolejnego dnia poprosiłam Marcina by dał mi numer do kolegi – jak się potem okazało, Marcin z żalem, ale podał mi ten numer 😉 Zaczęliśmy się spotykać, ale szybko okazało się, że nic z tego nie wyjdzie, ponieważ ten chłopak wyjeżdżał do pracy zagranicę, a po powrocie do Polski miał przeprowadzić się do innego miasta. W międzyczasie zaczęłam utrzymywać bliższy koleżeński kontakt z Marcinem – podczas imprezy tak fajnie Nam się rozmawiało i tańczyło ze sobą, że miałam wrażenie, że nadajemy na tych samych – wtedy jeszcze koleżeńskich – falach.

 

Po kilku dniach wyjechałam do domu na urlop (mieszkam 550 km dalej od rodzinnego domu – wyjechałam na studia) i postanowiłam zrobić sobie tatuaż – słońce na karku, które miało być symbolem zmian i od tamtej pory przynosić mi szczęście. Przyniosło – Szczęście w życiu i miłość tego Jedynego! Kontakt z Marcinem, choć wtedy tylko komórkowy i internetowy się rozwijał, a On stawał mi się coraz bliższy. Gdy wróciłam z urlopu ze swojego rodzinnego domu nie było ani jednego dnia, w którym byśmy się nie widzieli. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę i tak powoli narodziła się Nasza miłość. Na początku była fascynacja, zaufanie, bezpieczeństwo, partnerstwo i przyjaźń – wszystko to trwa do dziś. Na swojej drodze spotkałam mężczyznę, który oczekiwał ode mnie dokładnie tego samego czego ja oczekiwałam od Niego.

 

Po 9 miesiącach podczas spaceru w nadmorskim lesie padło pytanie, na które czeka każda kobieta. Otrzymałam piękny pierścionek zaręczynowy i postanowiliśmy, że zerwiemy stereotyp i nie pobierzemy się zaraz po zaręczynach. Minęły 3 lata zanim się pobraliśmy, a przez ten czas można powiedzieć, że poznaliśmy siebie na wylot 😉 Zamieszkując razem mieliśmy przedsmak małżeństwa i możliwość sprawdzenia się w wielu sytuacjach.

 

3,5 roku temu powiedzieliśmy sobie sakramentalne „TAK” i dziś wiemy, że ślub jeszcze bardziej umocnił Nas i Naszą miłość. Czy Nasz związek jest idealny? Może dla niektórych jest, może i nie. Jak każde małżeństwo miewamy gorsze dni i czasem wydarzy się jakaś sprzeczka czy kłótnia, ale nauczyliśmy się już rozmawiać ze sobą i o wszystkim. Wiemy oboje, że żeby coś dostać, trzeba też od siebie dać. Najważniejsze jest jednak to, że my czujemy się wyjątkowo ze sobą, realizujemy swoje marzenia, a każda chwila jest dla Nas tą wyjątkową, bo spędzamy ją razem. Czujemy się tak jakbyśmy każdego dnia kochali się jeszcze bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro i dziękujemy losowi za to, że spośród tylu ludzi na całym świecie – My trafiliśmy właśnie na siebie! 🙂Obraz w treści 1

Autorka: Małgorzata Walędzik


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


„Palant z ciebie, ale uroczy”. Co rozstania mówią o nas samych?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
6 lutego 2016
Fot. Unsplash / Ivan Karasev / CC0 Public Domain
 

Załóżmy, że poznali się w pociągu. Ona czytała książkę, on gazetę, w pewnej chwili zapytała go, czy może postawić kubek z kawą na stoliczku przy oknie, przy którym on siedział. – Oczywiście – odpowiedział. – Nie wiem tylko, czy nie wypiję Pani tej kawy, tak ładnie pachnie. – To kardamon – uśmiechnęła się – zawsze biorę ze sobą w termosie. Nie lubię kawy z Warsu. – Ja też nie – przytaknął. – Ta śmietanka z proszku jest nie do zniesienia. I tak dalej. Dalej o sposobie robienia kawy, ekspresach, ziarnach i plantacjach kawy. Wysiadają na Dworcu Centralnym pewni, że jeszcze się spotkają. Potem są spotkania, miłość, słowa, nawet plany. Kto jak by nazwał swoje dziecko i czy wolałby chłopca czy dziewczynkę. Kocham cię. Ja ciebie też. Jesteś wspaniała. Najlepszy.

Kawiarnia w centrum miasta. Nie widzieli się od miesięcy, on wyprowadził się w maju. Trzasnął drzwiami, a ona rozwaliła telefon, który roztrzaskał się o framugę. Nienawidzę cię. Ja ciebie też. Jesteś najgorszym człowiekiem na świecie. I tyle po miłości.

On wchodzi z kobietą, którą dopiero co poznał, ona siedzi z koleżankami i piją Prosecco. Jest gorąco, a alkohol przyjemnie szumi w jej głowie. Widzi go nagle i serce zaczyna walić mocno, chciałaby wstać i złapać go za twarz, przytulić głowę do ulubionej białej koszuli, którą założył na spotkanie z tą dziewczyną. Wpatruje się w niego, aż ją zauważa. Jego twarz na chwilę nieruchomieje, ona ciągnie go do stolika. Odwraca głowę. Niech się gapi obca baba. Obca baba. Obca baba.

I w ten o to sposób najbliżsi sobie stają się najdalsi

Obcy on lub obca ona, bo wersje są różne. Czasami spotykają się na imprezie, a ona mija go obojętnie, jakby był nieznajomy, który wpadł do wspólnych znajomych. Czasami on rzuci jej pogardliwe spojrzenie, gdy przemknie obok niej w pracy. Napisze „odwal się”, a ona, że jest ch**em. Słowa zamieniają na inne, uczucia też. Lata spędzone razem w nicość, tak jakby nie było tego czasu, tych planów, tej bliskości, która sprawiała, że było im najlepiej na ziemi. – Nie zapominaj o mnie – przypominała jej mama, gdy bujała w obłokach i nie potrzebowała nikogo innego do rozmów. – Jest moim przyjacielem – dumnie mówiła swojej starej przyjaciółce – wiemy o sobie wszystko.

I nagle tego nie ma. Rozpływa się w żalach, pretensjach i wzajemnej nienawiści.

Bo on był nie taki, a ona nie taka. Oszukał albo oszukała. Ktoś wybrał inaczej. Ktoś przestał kochać. Ktoś przestał wierzyć we wspólny plan życia. Zdarza się. I boli prawie zawsze. Czasami boli tak bardzo, że wyrywa nam płuca. Wiem, trudno wtedy serdecznie się przywitać, ale na szczęście każdego dnia boli mniej, aż przestaje. Lub tylko delikatnie pulsuje na myśl o nim, we wspomnieniu lub właśnie w tej kawiarni, gdy on lub ona pojawi się nagle.

Wielu z nas nie umie się rozstawać.

Odchodzimy z krzykiem, bo tak jest łatwiej

Dupek. Idiotka. Kłamczuch. Manipulantka. Synek Mamusi. Księżniczka. Myślenie o nim/o niej najgorzej chroni nas to przed tęsknotą, której nie możemy znieść. Snujemy opowieści, w których on jest oprawcą, manipulantem, egocentrykiem – aż nasuwa się pytanie, z jakiego więc powodu była ta miłość, te lata, ten związek. Jak to w ogóle możliwe? Dewaluacja partnera to złudny mechanizm, który odracza smutek na jakiś czas. Zamiast pozwolić nam przeżyć żałobę, zamyka nas w hipokryzji. Niepotrzebnie. Nie da się zapomnieć, że będąc złym, był on także dobrym. Będąc narcyzem nie do zniesienia, zachwycał nas do utraty tchu. Będąc egoistą w tym związku, pozwalał nam czuć się ważnym, potrzebnym. Kochamy za coś, a nie za nic. I prędzej czy później to „coś” do nas wraca.

Mam wiele pięknych wspomnień ze swoich relacji. One są częścią mnie i nikt mi ich nie zabierze. Czasami, gdy słucham Go, a nie wiem, co się z nami stanie, myślę o tym, że właśnie wypełniają mnie te słowa, szczęście, uświadomienie lub zachwyt. To, co trudne i to co najprostsze, tak wiele przecież uczymy się od siebie nawzajem. Część najważniejszych dla mnie osób zostaje we mnie na całe życie. Biały kubek do kawy, bo tak lubił. Ścinanie jajek w jajecznicy tak, jak mnie nauczył. „Mapa terytorium” Houellebecqa. Co się wydarzyło w Madison County. Sześć stóp pod ziemią. Ameryka. Plaża w Dubaju i najlepsze kalmary w pomarańczowym sosie. Opowieści o wojnie i skakaniu z materacy u babci. Układanie opowieści z guzików. Mozzarella w pomidorach zawinięta w szynkę parmeńską. I pieczarki z chili i cheddarem.

Dać sobie tak wiele i na zawsze, a potem zamienić w obcość. Głupie. Smutne. I złe. To jakby przekreślić kawałek swojego życia, a nawet część siebie. Wyrwać łopatą z wnętrzności i czekać aż dziura wypełni się nową jakością – czy tym razem na zawsze?

A gdyby tak pozwolić temu zostać. Znaleźć mu intymne miejsce, tak by nie zawadzało na co dzień, ale miało prawo istnieć, czerpać z tego co najlepsze. Być mądrzejszym, bogatszym, różnorodnym poprzez tych, których kochaliśmy, z którymi spędziliśmy miesiące i lata. Mieć w sobie ich historie, punkty widzenia, doświadczenie i wyjmować z tego fragmenty wedle upodobania. Powiedzieć sobie „Szkoda, że się nie udało zostać na zawsze, ale dziękuję ci za to i za to i za to też. Zawsze będziesz dla mnie ważny”. Tak samo jak ważny był ten czas, te chwile i tak samo jak ja jestem ważna dla siebie ze wszystkim, czego się do ciebie nauczyłam.

Rozstać się dobrze, to wielka rzecz

Spotkać za jakiś czas w kawiarni w centrum i uśmiechnąć czule. Palant z ciebie, ale uroczy. Przytulić się jako znak pamięci, poczuć znajomy zapach i wciągnąć go swobodnie nosem. Ukradkiem wytrzeć łzę, łzę zwyczajną i zrozumiałą, bo przecież miłość jest częścią rozstania, tak jak rozstanie bywa częścią miłości. A jeśli nadal boli, nie musisz zrobić więcej ponad to, by skinąć głową na jego widok. Jako wyraz szacunku. Tak naprawdę dla siebie samej.

Ktoś kiedyś napisał, że rozstając się z partnerem poznajesz nie jego lecz samego siebie. Warto więc pomyśleć, co nasze rozstania mówią o nas samych.


Wolontariusze z całego świata, pomagali poszkodowanym w wyniku powodzi. Ja i on – też

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 lutego 2016
Fot. Pixabay / ElinaElena / CC0 Public Domain

Po uroczystej ceremonii, podczas której oficjalnie ogłoszono mnie posiadaczką wykształcenia wyższego, czym prędzej zmieniłam galowy strój na sportowy, a szykowne szpilki na wygodne trampki i udałam się na lotnisko.

Mimo niewielkich opóźnień udało mi się bezpiecznie wylądować na małym lotnisku w Belgradzie i po ponad pięciogodzinnej podróży starym i nieklimatyzowanym pociągiem, pod czas której poznałam sympatycznego chłopaka – Aleksa, również udającego się w tym samym kierunku. W końcu byłam u celu, którym była niewielka, przygraniczna miejscowość – Subotica. To właśnie tam miejsce miał obóz, podczas którego wolontariusze z całego świata, pomagali poszkodowanym w wyniku powodzi.

Ten wyjazd był dla mnie czymś zupełnie nowym, mimo że w przeciwieństwie do poprzednich wakacji nie zyskałam włoskiej opalenizny czy patentu żeglarza. Jednak wtedy naprawdę czułam się potrzebna, a uśmiechy ludzi zrekompensowały wszystkie niedogodności.
Podróż powrotna upłynęła mi niezwykle szybko, dzięki towarzystwu innych wolontariuszy – z którymi przez prawie dwumiesięczny pobyt zdążyłam się zaprzyjaźnić – oraz Aleksa, który do dziś jest wiernym towarzyszem nie tylko moich podróży, ale i całego mojego życia.

Autorka: Agnieszka Arendarczyk


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Zobacz także

Mój Mały Książę, dziękuję za pierwszy nasz wspólny koc i za to, że dowiedziałam się że mam uczucia

„Zaszłam w ciążę, a on mówił, że to dziecko ma kilku ojców”. Akcja „Napisz nam swoją historię”

„… nie ma rzeczy niemożliwych w każdym wieku”. 🎉 Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”