To ja slyszałam słowa, które bolały. Od Niego. I od Niej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 listopada 2017
Fot. iStock/m-gucci
Fot. iStock/m-gucci
 

Miałam bliską mi osobę. Tak uważałam. Tak wierzyłam. Pojawiła się nagle w moim życiu. W naszym życiu… I już nic nie będzie nigdy takie samo.

Moja druga dusza- pokochałam, zabrałam w moje ulubione miejsca, rozmawiałam o wszystkim, otworzyłam się, wierzyłam. Co dzień rozmawiałam o tym, co mnie bolało. Najwięcej o Nim. O Jego zachowaniu w stosunku do mnie. Nie mówiłam dlaczego jest taki. Co się stało. Nie chciałam ranić bliskiej mi osoby. Aż Ona dowiedziała się w tą zimną  noc.

On się zmienił, bo dla Niego moja Ona była nagle priorytetem. Ja poszłam na bok. Ja i moje potrzeby. On z Nią rozmawiał co dzień. Zawsze pod osłoną nocy. Rozmowy do późna. Komunikatory- dziś przeze mnie znienawidzone. Wiadomości tekstowe. Telefony.

Dziś wie…

Dziś ja jestem ta zła. Ja zostałam odrzucona. Ja zostałam obwiniona. Ja przepraszałam. To mi nie otwarto drzwi. To ja slyszałam słowa, które bolały. Od Niego. I…od Niej…  Pomimo bólu, dalej zależało mi….prosiłam, przepraszałam. Za co?

Zagubiłam się. Nagle ja- nie wiedziałam kim jestem. Czułam się balastem. Ważny był On. Ważna była Ona. Nie ja- nie mój punkt widzenia. Ja MUSIAŁAM być winna. I to sobie wmawiałam. Wmawiałam sobie, to co chcieli Oni- przecież nic takiego złego nie robią, ot zwykłe rozmowy pod osłoną nocy, kilka zdjęć posłanych, o co więc ten lament.

STOP!

Nie jestem winna. W czym ja mam się czuć winna? Kogoś wyrzuciłam za drzwi? Komuś powiedziałam ‚Odwal się? ‚, Komuś nie okazałam życzliwości, pomimo zadanych ciosów słowami?

Nie! Nie jestem winna. Ja ufałam, ja wierzyłam, ja kochałam.  Dziś-.nie ma mnie. Wszystko we mnie umarło…to w co wierzyłam też. Wygrał On i w jakimś sensie Ona. Pokonali mnie. Upadłam.

Dziś nie mogę być w moich ulubionych miejscach bo tam byłam z Nią. A to boli. Bardzo. Dziś nie mogę jechać autem, tam gdzie byli Oni, bo to co dzieje się z moim ciałem, jest przerażające.

Gdyby nie moje dziecko… Podniosę się…kiedyś. Mam dla kogo. Mam z kim. Nie mam już Jego. Nie mam już Jej. Swoich się nie rani. Swoim się pomaga. Stało się inaczej. Dziś w końcu może i On, i Ona się cieszyć: już mi nie zależy.

Kiedyś znajdzie się ktoś kto zobaczy mnie- prawdziwą taką jak byłam zanim to wszystko się stało, zostało powiedziane.

Kiedyś ktoś mnie pokocha. Kiedyś ktoś nie powie mi aktorka, oszustka, by próbować zmyć winne z siebie. Niejedna osoba mi już TERAZ mówi: jak Ty tak możesz żyć? Jak ty tak możesz oszukiwać siebie? Dla Niego?  Jak mogłaś być tak ślepa na Jego kłamstwa? Jak mogłaś dać sobie wmómwić tyle złego? Ty!! kobieta zawsze uśmiechnięta, pogodna, wykształcona, z tak wielką empatią, bystra i inteligentna? Jak mogłaś tak się  poniżyć?

No cóż, dostałam lekcję życia- najgorszą, najbardziej bolesną. Boli tym bardziej, że to ja wybrałam Jego i Ją. Nie zwierzę się nikomu z niczego, bo potem to jest tak zręcznie obrócone przeciwko Tobie,  że ty czujesz się manipulatorem, tą złą, tą winną, to rzekomo z Tobą jest coś nie tak. Nie pokocham już nikogo tak mocno jak Jego. Nie warto. Ani się poświęcać, ani tak mocno kochać. On jest szczęściarzem, bo doświadczył prawdziwej, wielkiej miłości.

Życzę Mu z całego serca, by taką znalazł raz jeszcze. Fizyczny ból da się znieść. Prawdziwe cierpienie sprawia ból emocjonalny, a taki czuję. Trzeba czuć to, co czuję by oceniać, by mówić. Ja teraz chcę się odciąć od Niego, od tych złych wspomnień.

Chcę spokoju. Ciszy. Chcę uciec. Nie oglądać się do tyłu. Mam cel. Mam powód. Mam dziecko. Troszkę minie czasu, ale na pewno nie mam już w sercu Jego- bo On to cierpienie. Nie mam w sercu Jej – tak jak chciała.

Mimo wszystko…dziękuję Im za ten ból, bo dzięki niemu zobaczyłam kto jest naprawdę przyjacielem i rodziną. Upadłam, poddałam się, ale zawalczę dla siebie i dla córki, dla nowej miłości… prawdziwej i silnej

 


Wsiadamy na rower jesienią i zimą. Jak jeździć bezpiecznie i komfortowo przy parszywej pogodzie?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 listopada 2017
Fot. iStock/Voyagerix
Fot. iStock/Voyagerix
 

Na północy wymyślono na to nawet nazwę – viking biking. Bo prawda jest taka, że nie ma złej pogody na dwa kółka. Może się wydawać inaczej tylko rowerzystom nieprzygotowanym do pluchy i siarczystego mrozu. Wystarczy jedynie starannie zadbać o sprzęt i odpowiednio się ubrać, by czerpać z jazdy nie mniej przyjemności niż podczas sezonu. 

Od listopada do marca kilometry kręcą tylko hardcore’owcy, bo przecież  kto „normalny” wytrzyma na siodełku na zimnie, w deszczu i po zmroku. Takie przekonanie pokutuje wśród wielu entuzjastów dwóch kółek, którzy w chłodne miesiące poddają się, chowając swój sprzęt do piwnicy lub szafy. A to poważny błąd. W rzeczywistości tylko tracą okazję do treningu i wielu ciekawych wycieczek rowerowych w – to fakt, surowych – ale wcale nie tragicznych warunkach atmosferycznych. Pamiętajmy, że swoje robi ogólne ocieplenie klimatu, a regularne przejażdżki przy takiej aurze doskonale zahartują organizm.

Oto 4 żelazne zasady, dzięki którym można swobodnie dać ujście potrzebie wskoczenia na rower mimo odstraszającej pogody.

Fot. Mat. prasowe

Fot. Mat. prasowe

1. Uważnie przygotujmy rower

– W tym okresie warto wsiadać raczej na rower górski, który jest bardziej stabilny niż szosowy, co daje większy komfort i pozwala na bezpieczniejszą jazdę. Upuśćmy powietrze w oponach o ¼, zwiększy to trakcję  podczas jazdy po liściach lub śniegu. Dla poprawienia przyczepności lepiej dobierzmy szersze opony ze względu na większą powierzchnię styku z podłożem – radzi Bartłomiej Wawak, kolarz górski, wielokrotny mistrz Polski w różnych kategoriach i zawodnik KROSS Racing Team.

Zasada jest prosta – im niższa temperatura, tym łatwiej niszczeje sprzęt rowerowy. Dlatego przed wyruszeniem w trasę należy dokładnie przejrzeć każdy jego element, a linki hamulcowe potraktować smarem odpornym na chłód. Natomiast łańcuch cierpi w wyniku kontaktu z solą i błotem pośniegowym, po jeździe niezbędnym zabiegiem jest więc wyczyszczenie go specjalnym specyfikiem.

Przed koniecznością nastawiania pralki na najwyższe obroty po każdej przejażdżce uchronią nas błotniki – im dłuższe tym lepsze (np. superlekkie KROSS ADHD SDS o widełkowej konstrukcji).

2. Bądźmy widoczni na drodze

Nie wolno zapomnieć o oświetleniu, nie tylko odblaskowym. Najlepiej wybrać mocną lampę przednią i tylną, które zagwarantują nam widoczność oraz umożliwią samemu w porę zauważyć przeszkody. Szczególnie szeroka jest oferta lamp przednich, na baterie lub takich ładowanych przez port USB. Najbardziej zaawansowane modele, takie jak z serii KROSS Parsec, można zamontować zarówno na kierownicy jak i na kasku. Świetnie zastąpią więc latarkę czołową i pozwolą rozproszyć ciemności. Dobrym pomysłem będzie również zaopatrzyć się w różne elementy odblaskowe odzieży.

3.Ubierzmy się na cebulkę

Gdy za oknem panuje szaruga, a temperatura oscyluje wokół zera stopni, ciepłe i szczelne odzienie to podstawa. Niezbędnym zestawem jest koszulka termoaktywna (najlepsza będzie z jonami srebra i włóknami polipropylenu), koszulka kolarska z długim rękawem, składana w rulonik kamizelka, kurtka chroniąca przed wiatrem oraz deszczem, a także długie spodnie. Przy siarczystym mroźnie poważnym błędem byłoby także nie założyć kominiarki, maski chroniącej twarz (w dużych miastach zalecane są modele antysmogowe z aktywnym węglem, filtrującym zanieczyszczenia), wodoodpornych ochraniaczy na buty, grubych rękawic i czapeczki kolarskiej pod kask. Taki komplet świetnie uzupełnią fotochromowe okulary przeciwsłoneczne, gdyż światło łatwo odbija się od śniegu i razi oczy.

Fot. Mat. prasowe

Fot. Mat. prasowe

4. Dostosujmy technikę jazdy

 Należy przede wszystkim pamiętać, żeby podczas ruszania i przyspieszania używać raczej niższych biegów, zapobiegając w ten sposób utracie przyczepności. Wystrzegajmy się też używania tylnej przerzutki, która na mrozie może zamarznąć. Oczywiście hamujmy delikatniej, a na zakrętach nie przechylajmy nadmiernie roweru. A co z jazdą na lodzie? Jeśli tylko będziemy jechać prosto i nie skręcać gwałtownie, nie skończy się ona traumatycznym przeżyciem.

– Ale tak naprawdę z własnego doświadczenia wiem, że trudno mówić o konkretnej technice jazdy, opracowanej specjalnie na jesienne i zimowe warunki. Trzeba zachować ostrożność w każdej sytuacji i przed wyjazdem na trening zawsze dokładnie sprawdzić sprzęt, aby zapobiec niemiłym niespodziankom – zaznacza Bartłomiej Wawak.

 


W ilu językach potrafisz powiedzieć „kocham cię”?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 listopada 2017
Fot. istock/oneinchpunch
Fot. istock/oneinchpunch
 

Dla wielu z nas to najpiękniejsze słowa, jakie można sobie wymarzyć. Wypowiedziane przez bliską osobę mogą zmienić rzeczywistość, mogą wywrócić cały świat do góry nogami. W ilu językach potrafisz powiedzieć „kocham cię”?

Zobaczcie koniecznie filmik nakręcony w Nowym Jorku, mieście wielu kultur. Jego autor poprosił przypadkowo spotkane osoby, by wyznały miłość w języku kraju, z którego pochodzą. Efekt jest fantastyczny!

P.S. Pana z Polski pozdrawiamy i życzymy mu wiele miłości. Bo jakiś taki smutny…


Zobacz także

Fotomontaż istock / Pixabay CC0

Jestem tatą i dobrze mi z tym. Akcja „List do dziecka”

Fotomontaż istock / Pixabay CC0

Jesteś moją córką wymarzoną,oczekiwaną i kochaną. Akcja „List do dziecka”

akcja

Najbardziej proszę Cię o Miłość. I to wystarczy. Z tym, że to ma być Miłość Szczególna. Akcja „A co ty byś sobie podarowała w prezencie”