Co jest w życiu najważniejsze. 4 podstawowe rzeczy, o które nie dbamy tak, jak powinniśmy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 maja 2017
Fot. iStock/max-kegfire
 

Jeśli znalazłeś się właśnie w takim momencie swojego życia, w którym czujesz się tak bardzo zagubiony i niepewny swoich pragnień i uczuć, że może straciłeś z oczu to, co najważniejsze, najwyższa pora przypomnieć sobie co tak naprawdę się liczy. Czasem życiowe doświadczenia sprawiają, że zapominamy o naszej wewnętrznej hierarchii, czasem dowiadujemy się tego, jak ona wygląda (lub powinna wyglądać) zbyt późno. Tymczasem, wszystko, co dla nas najcenniejsze, możemy zamknąć w czterech, prostych pojęciach: cel, czas, zdrowie i nasze relacje.

Cel, powód

Cel jest naszym „dlaczego?”. Powodem, dla którego wstajemy każdego ranka, chcemy żyć, oddychać, być. Tym, co napędza nasze działania. Naszym życiowym paliwem jest nasza „pasja” dla tego, co robimy. Obejmuje ona naszą pracę, nasze relacje, nasze podejście do życia i nasze życie. Żyć z pasją, to wiedzieć po co się żyje.

Nasze „dlaczego” jest również tym, co „trzyma nas”, gdy dzieje, się coś, co sprawia, że życie staje się trudne. Jeśli straciłeś z oczu swoje „dlaczego?”, zadaj sobie następujące pytania:

  • W jakim momencie życia chciałbym teraz być?
  • Co sprawia, że jestem podekscytowany?
  • Jaki jest mój, osobisty powód, żeby wstać, każdego ranka?
  • Czego chcę więcej w moim życiu?
  • Czego chcę mniej w moim życiu?

Czas

Niektórzy z nas, bardzo lubią podkreślać, że mają go bardzo mało, lub nie mają go wcale. Inni, wydają się iść przez życie zrelaksowani i szczęśliwi, nie martwiąc się, że go zabraknie. Która postawa jest ci bliższa?

Choć wszyscy mamy obowiązki i zobowiązania, to często nie potrafimy podejmować właściwych wyborów, takich, które pomogły by nam lepiej zarządzać naszym czasem.

Zamiast czuć nad nim kontrolę, sami się z niego stale rozliczamy, starając się „ogarnąć” wszystko”, ale tak naprawdę nie jesteśmy obecni (uważni) nigdzie, ani dla nikogo. Dodatkowo brakuje nam czasu na to, co naprawdę chcemy dla siebie zrobić, na spotkania z osobą, którą chcemy zobaczyć, przytulić.  Mamy mniej czasu i przestrzeni dla siebie samych.

Czas jest naszym zasobem, danym nam raz, na zawsze. Nie możemy go cofnąć, ale możemy być selektywni. Możemy chronić czas, przeznaczony na działania i spotkania z osobami, które nadają naszemu życiu największy sens i radość.

To nie zawsze jest proste. Bywa, że ledwo wiążemy koniec z końcem, biegnąc z jednej pracy do drugiej. Albo mamy czas, ale trawi nas poczucie winy, że chcemy zrobić coś dla siebie, wydaje nam się, że to egoizm. Najlepszym sposobem na wyjście z tej sytuacji jest znalezienie kilku minut dziennie na „coś dla siebie”, na swoje pasje i na nas samych.

Pięć minut tutaj, pół godziny tam – nie poczujesz różnicy. Możesz to zrobić, nie zaniedbując swoich obowiązków.  W rzeczywistości, im bardziej dbasz o swoje własne dobro, tym lepszy możesz być dla innych.

Zdrowie

Bagatelizujemy je, gdy wszystko zdaje się być w porządku. Bagatelizujemy, gdy nasz organizm zaczyna się buntować. Zaniedbujemy ćwiczenia, a potem dziwimy się, że trudno nam wejść po schodach. Zaniedbujemy dietę, zdrowie psychiczne. Aż w końcu przychodzi moment (czasem zbyt późno) opamiętania, kiedy zaczynamy rozumieć, że dobre zdrowie to prawdziwe szczęście.

Powinniśmy być dla siebie lepsi. Dbać o regularny ruch, sen, odpoczynek, robić badania kontrolne. To powinien być nasz nawyk. Niepokoi cię coś? Idź do lekarza, upewnij się, że twój organizm jest w pełni sprawny. Nie radzisz sobie emocjonalnie z jakimś problemem? Poszukaj pomocy specjalisty, zamiast tłumić emocje i uczucia, które i tak w końcu wybuchną i, być może, jeszcze bardziej skomplikują ci życie. Dbaj o swoje ciało i o swoją psychikę. To twoje narzędzia, które mają służyć ci jak najdłużej.

Relacje

Nie jest możliwe, by mieć dobre relacje z ukochaną osobą, będąc stale zajętym. Presja, pośpiech, poczucie obowiązku, przekonanie, że naszym najważniejszym zadaniem jest zapewnienie bliskim bezpieczeństwa materialnego – to wszystko sprawia, że zapominamy o tym, na czym polega miłość i troska o drugiego człowieka. A przecież, najczęściej to właśnie ta druga osoba jest dla nas największą motywacją do ciągłego rozwijania się, wspinania po kolejnych szczeblach kariery. Musimy znaleźć czas na wspieranie dobrych, pozytywnych relacji z bliskimi nam ludźmi.

Nasze relacje są naszą podstawą, naszym fundamentem. Musimy pielęgnować je z miłością i uwagą, na które zasługują.

Cel, czas, zdrowie i nasi bliscy. To naprawdę jedyne rzeczy, które sprawiają, że się bogacimy, a nasze życie jest bardziej kompletne. Nauczmy się traktować je odpowiednio.


 

Na postawie: tinybuddha.com


Najdziwniejsze i najbardziej szalone porady dietetyczne

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
21 maja 2017
Fot. iStock / knape
 

Piękny i atrakcyjny wygląd, szczupła sylwetka, brak problemów z nadmiernymi kilogramami – śmiało można powiedzieć, że o tym marzy większość z nas. Walczymy z naszymi niedoskonałościami, stosujemy diety, dbamy o to, co ląduje na naszych talerzach, zmieniamy nawyki i ćwiczymy – wszystko po to, by pozbyć się boczków i móc wbić w kostium kąpielowy bez skrępowania.  Nie każdy jednak ma tyle samozaparcia i silnej woli – niektórzy wolą iść na dietetyczne skróty i stosują niekonwencjonalne metody odchudzania. Poznajcie najdziwniejsze i najbardziej szalone porady dietetyczne, od których lepiej trzymać się z daleka!

Pigułki z tasiemcem

Moda na preparaty zawierające larwy tasiemca przybyła prawdopodobnie z Hollywood – tamtejsze gwiazdy i celebrytki stosowały takie pigułki, by nie musieć się przejmować dietą i łatwo stracić kilka kilogramów. Metoda jest mało skomplikowana – wystarczy połknąć tabletki z larwami pasożyta, a potem można jeść do woli, bo „gość” w naszych jelitach będzie zjadał nadmiar kalorii. Brzmi pięknie, gdyby nie jeden szkopuł – tasiemce są pasożytami, które rozwijają się i rosną w naszych jelitach i nie tylko zjadają kalorie, ale także wyniszczają nasz organizm. Taka terapia może prowadzić do wielu nieprzyjemnych schorzeń, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci!

Dieta papierosowa

Zgłodniałaś? Idź puścić sobie dymka! Papieros zamiast posiłku pozwoli ci zająć czymś myśli, ręce i oszukać burczenie w brzuchu. Uzależnienie od jedzenia zamień na uzależnienie od nikotyny. Może nabawisz się przy tym raka płuc, miażdżycy lub nadciśnienia, twoja cera będzie szara, zęby żółte, a organizm pełen toksyn, ale przynajmniej schudniesz. W trumnie będziesz się pięknie prezentować.

Dieta Śpiącej Królewny

Kiedy śpisz, nie jesz, a więc rozwiązanie jest bardzo proste – musisz więcej spać, by ograniczyć przyjmowane kalorie! Ta zapoczątkowana w latach sześćdziesiątych dieta zyskała wielu zwolenników, podobno stosował ją nawet sam król rock and rolla, Elvis Presley. Może i jest to skuteczne, ale czy wraz z przesypianiem kilogramów nie przesypiasz swojego życia?

Połykanie wacików

Chodziły słuchy, że z tej metody chętnie korzystają supermodelki. Polegała ona na… połykaniu wacików nasączonych wodą! Waciki te wypełniały żołądek powodując uczucie sytości i brak głodu. A oprócz tego kilka nieprzyjemnych dolegliwości (np. niedrożność przewodu pokarmowego) i zaburzenia odżywiania. Zero kalorii, zero smaku i zero sensu – lepiej nie próbować tego w domu.

Żucie i wypluwanie

Na początku lat dziewięćdziesiątych pewien mężczyzna upierał się, że dzięki temu schudł zawrotną liczbę kilogramów. „Wynaleziona” przez niego metoda polega na przeżuwaniu każdego kęsa kilkadziesiąt razy i późniejszym wypluwaniu jedzenia. Ta dam – jesz, ale jakbyś nie jadła! Praktyka ta może być trudna do zastosowania w miejscach publicznych lub na proszonym obiedzie, ale czego się nie robi dla zgrabnej sylwetki – najwyżej wraz z fałdkami i boczkami stracisz nieco kultury osobistej i dobrych manier.

Mydl się i chudnij

W latach trzydziestych panowało przekonanie, że intensywne i częste mycie ciała specjalnym mydłem pomoże w walce z nadmiernymi kilogramami. Panie wiec kupowały hurtowo owe mydła i kąpały się na potęgę, wierząc, że dzięki temu tkanka tłuszczowa magicznie zniknie. Cóż, jeśli ktoś solidnie przykładał się do mycia, to od wysiłku fizycznego mógł co nieco zrzucić, ale jeśli chodzi o metodę, to chyba ktoś tu nieźle mydlił wszystkim oczy!

Dieta octowa

Już sama nazwa nie zachęca, ale czego się nie robi dla urody! Dieta ta polega na piciu wody z octem pół godziny przed posiłkiem. Podobno dzięki temu zmniejsza się łaknienie i szybciej osiąga się sytość. Może to być jednak prosta droga do bólu brzucha, wymiotów i biegunki. Chyba jednak nie spróbujemy…

Seks wrogiem twojej wagi

Pewien pastor doszedł do wniosku, ze ludzie otyli charakteryzują się dwoma cechami – jedzą zbyt mało warzyw i uprawiają zbyt dużo seksu. Według niego rozwiązaniem problemów z wagą była abstynencja seksualna. Nie wiedzieć czemu, metoda ta nie zyskała zbyt wielu zwolenników i nie stała się dietetycznym hitem.

Ciastko na odchudzanie

Dieta ta została wymyślona przez dr Siegala w roku 1975 i stała się hitem za oceanem – „ciasteczkowe” kliniki swego czasu miały tam ogromne powodzenie, a terapię chętnie stosowały gwiazdy Hollywood. Metoda dr Siegala polegała na jedzeniu ciastek przygotowanych według specjalnego przepisu i składających się z aminokwasów, witamin i minerałów. Sześć ciasteczek plus jeden niskokaloryczny posiłek dziennie i figura jak marzenie – nic dziwnego, że waga spada, skoro dostarczamy w ten sposób minimalną ilość kalorii.  Choć brzmi słodko i pysznie, przy takiej terapii problemy zdrowotne i efekt jo-jo murowane.


 

Na podstawie: www.1mhealthtips.com

 


„Zblokowani”. Ona nie odejdzie, bo wierzy, że on się zmieni. A jemu jest tak… wygodnie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 maja 2017
Fot. iStock / shironosov

Od kiedy to miłość wiąże się z cierpieniem? No więc na pewno wtedy, kiedy jest nieodwzajemniona. Albo kiedy kochasz z wzajemnością, ale oboje wiecie, że to uczucie jest niemożliwe, bo poddanie się jemu skomplikowałoby jeszcze kilka, innych niż wasze, życiorysów (bo mąż, bo żona, bo dzieci, bo co rodzice powiedzą). Albo jeszcze wtedy, kiedy ona ciągle wierzy, że on się zmieni, choć wiadomo, że to nie jest ten typ faceta, któremu warto dawać kolejną szansę.

Załóżmy, że poznałaś go na imprezie u znajomych. Nie bardzo bliskich – takich, z którymi spotykasz się raz na kilka miesięcy, ale nie dzwonisz do nich w sprawie życiowego dramatu, za mało was łączy. No więc spotykasz go i słyszysz w głowie romantyczną muzykę, kolana miękną ci odrobinę i chcesz z nim rozmawiać o wszystkim. Najlepiej od razu. Szczęśliwym trafem okazuje się, że on również chce z tobą rozmawiać o wszystkim. Następnego dnia zaskakuje cię wiadomością, że było tak miło, że warto to powtórzyć, że nie dokończyliście rozmowy. Wzajemna fascynacja rozkwita, przyjaciele uśmiechają się porozumiewawczo, że „trafił swój na swego”, a ty nie możesz wyjść z podziwu, jak wiele macie ze sobą wspólnego – ty i on.

Spotykacie się kilka razy w tygodniu, niby niezobowiązująco – kawa, spacer z psami, jakaś wystawa, która zainteresowała was oboje (jeszcze jeden dowód, że jesteście sobie przeznaczeni!). Potem chcesz go widywać częściej, więc olewasz konwenanse i wysyłasz SMS: „a może kino, jutro? Ten film, o którym mi mówiłeś?”, choć dopiero podaliście sobie ręce na pożegnanie. Nie dbasz już o to, żeby się nie domyślił, że ci zależy. Przecież to kosmos, spotkanie dwóch pokrewnych dusz, za rogiem czeka wielka miłość, już za chwilkę, to się wydarzy…

I się wydarza.

Pierwszy pocałunek, szum w głowie i bicie jego serca, pierwsze zapewnienia, że to absolutnie wyjątkowe i on nigdy z nikim tego nie poczuł. Wierzysz w to, bo jak mu nie uwierzysz, kiedy czujesz, widzisz te jego emocje jak na dłoni. Jesteście razem. Płyniesz. Pierwsza mówisz „kocham cię” i wcale nie wiesz, że on już jest ciebie pewny. Znalazł to, czego szukał: kobietę, która dla niego będzie w stanie zrezygnować z tego, co dla niej zawsze było ważne.

Długo jeszcze nie orientujesz się również, że wasze rozmowy o wszystkim coraz częściej zamieniają się w jego monologi o sobie samym. I ewentualnie, o ludziach, którzy go zawiedli, wyrządzili mu krzywdę. Nie orientujesz się, bo już cię „wzięło”, bo już wiesz, czujesz, że z tego może być coś na dłużej. Wpadłaś w to uczucie, zaczynasz się angażować, otaczać go czułością i … opieką.

Zaczynasz planować. Kiedy on wycofuje się na chwilę (robi to tylko po to, byś zrozumiała jak bardzo go kochasz), czujesz, że twoje życie bez niego byłoby puste. Nie wiesz jeszcze, że to dlatego, że twoja miłość osaczyła cię tak mocno, że wszystkie bliskie ci dotąd osoby odsunęłaś od siebie, od was, nawet nie wiedząc, kiedy i jak. Ale on wraca. Wraca i mówi, że teraz jest już pewny: jesteś kobietą jego życia. Od tego dnia mieszkacie razem, u ciebie.

Po kilku miesiącach prosi cię o małą pożyczkę, obiecuje, że odda. To na naprawę samochodu, wszystkie oszczędności oddał swojemu przyjacielowi, który znalazł się w życiowych tarapatach. Pieniądze przelewasz z radością i wcale niczego nie podejrzewasz, kiedy za jakiś czas pewna suma znika twojego z portfela. Mieszkacie u niego.

Często zmienia pracę, tłumacząc, że jest niedoceniany, że ciągle szuka, że stawia przede wszystkim na rozwój i nowe doświadczenia. Jest taki mądry, taki przekonujący. Taki „twój”. Sielankę przerywa kilka zdarzeń, które pewnie zakończyły związek każdej innej pary: jedna zdrada (ale on powtarza, że to był największy błąd jego życia), zajęcie komornicze na jego koncie i tarapaty finansowe, o których ci nie wspomniał (tłumaczysz sobie, że przecież jest taki zdolny, że za chwilę wyjdzie na prostą i spłacasz jego długi „na poczet przyszłego, wspólnego życia”), dwa dramatyczne rozstania, po których groził ci swoją próbą samobójczą (choć to on odchodził). Tak bardzo go kochasz. Wierzysz, że to wszystko się zmieni, że masz na niego dobry wpływ. Przecież sam tak mówi.
Mijają lata. Bierzecie ślub, rodzi się wam dziecko. Kiedy orientujesz się, że jesteś regularnie wykorzystywana, oszukiwana, okłamywana, a nawet zdradzana, nie robisz z tym nic. Bo on tak pięknie przeprasza, tak dobrze płacze, tak głośno woła (a właściwie żąda), żebyś wybaczyła. Kocha Cię. Przecież sam tak mówi.

Nie, nie umiesz odejść, nie mogłabyś. Czujesz się za niego odpowiedzialna, boisz się, że bez ciebie on sobie nie poradzi. Choć gdzieś, w głębi serca czujesz, że to nie tylko o to tu chodzi. Że nie potrafisz się sama przed sobą, szczerze przyznać, że z nim przegrywasz życie. Wolisz tkwić w tym dalej, bez końca, więc dziwny układ między wami trwa i trwa w najlepsze, choć próżno już w nim szukać szczerego uczucia.

Są na siebie skazani. Spędzą razem życie, bo nie potrafią znaleźć dla siebie innych możliwości. Ona nie zostawi go wierząc ciągle, że przyjdzie moment opamiętania. I trochę też, z wdzięczności, że on z nią jest. On dobrze wie, że żadna inna nie zmarnowałaby na ten związek tyle czasu, energii i swoich emocji. Wie, że ona jest już jego. I nie odpuści.

„Zblokowani”.


Zobacz także

Detoks na dobry sen

Detoks na dobry sen. 5 prostych zasad

Bo to zła kobieta była. 7 zdroworozsądkowych zachowań, za które bywamy potępiane przez innych

„Strach to grzech pierworodny”. A jakie jest wasze życiowe motto? Akcja #MiesiącKobiet

Wszystko, co powinnaś wiedzieć o koloryzacji w domu. Nie daj sobie wmówić, że sama nigdy dobrze nie ufarbujesz włosów