Życie nie jest takie proste, czyli o komplikowaniu rzeczywistości

Fitness umysłu ze Skalską
Fitness umysłu ze Skalską
8 lipca 2017
Fot. iStock/Massonstock
Fot. iStock/Massonstock

Przyjrzyj się uważnie jego minie – jest ponura. Siedzi wychudzony w ciemnym długim płaszczu, w ręku trzyma kosę, którą ucina każdy przebłysk radości, optymizmu i entuzjazmu. Każe ci uwierzyć, że: „Są sytuacje, z których trudno wyjść”, „Są chwile, w których nie można sobie pozwolić na błędy, bo zbyt wiele kosztują”, „Życie torpeduje nas sprawami, które nas przerastają”, „Po głowie dostają zwykle ci lepsi, a ci, którzy mniej się starają, nie przejmują się krytyką”, „W dzisiejszym świecie jest za dużo kłamców, oszustów i udawaczy”, „Nie można się cieszyć, skoro na świecie jest tyle cierpienia”.

Wciąż podsuwa: „Pomyśl o ludziach złamanych przez życie, o tych, którzy nie zaznali prawdziwej radości tylko dlatego, że urodzili się tam, gdzie nie ma cywilizacji”, „Życie nie jest ani sprawiedliwe, ani bezbolesne, ani takie wspaniałe, jak wielu chciałoby wierzyć”, „Nie ma prostych odpowiedzi, już w to nie wierzę”. Po co więc w ogóle się wysilać i wstawać z łóżka? Lepiej od razu palnąć sobie w łeb; nie sądzisz, że to oszczędzi wszystkim trudu?

Powiem szczerze, że pisząc te słowa, sama mam ochotę odejść od klawiatury, wybiec do ogrodu i wykopać sobie grób… Niestety jako osoba z ogromnym entuzjazmem jestem często zasypywana podobnymi argumentami. Zawsze wtedy biorę głęboki wdech, robię wydech i najpierw uwalniam się od pomieszania i ciężaru słów, którymi uraczył mnie Pan Wiecznie Ponury. Następnie odpowiadam: „Kiedyś usłyszałam mądre słowa: «Jeśli chcesz pomóc komuś, kto siedzi w rowie, nie wchodź do niego»”.

Zatem nie wchodzę i z niegasnącym optymizmem podaję mojemu rozmówcy rękę, która wcale nie zostaje pochwycona! Choć to zdumiewające, jest wiele osób, które budzą się rano wyłącznie po to, by czuć się udręczone, przybite, nieszczęśliwe. Posiadanie problemów i zamartwianie się jest ich sposobem na życie. Jeśli aktualnie nie mają problemu, to Pan Wiecznie Ponury wyszuka temat, którym powinny się zająć. Wystarczy włączyć wiadomości, a problemy wysypią się jak asy z rękawa: głodujący w państwach Trzeciego Świata, pikietujące kobiety, pobite dzieci, wojna z islamem.

Jeśli to za mało cię dotyka, bo jest zbyt oddalone, zawsze możesz wrócić do bliższej rzeczywistości i sprawdzić, czy u twoich koleżanek nie wydarzyła się tragedia. Bierzesz telefon i obdzwaniasz kontrolnie według listy z kajetu. Na twoje szczęście Zośka się rozwodzi, siostra cioteczna Kryśki została zdradzona, no a ten sąsiad spod sześćdziesiątki poważnie zachorował.

Uff! Jesteś uratowana, inaczej musiałabyś zwrócić wzrok na własne życie i na realny świat, który znajduje się tuż przed twoim nosem. Nie masz jednak na to czasu, przecież takie zamartwianie się może w całości pochłonąć twoją uwagę! A ile to zużywa energii! Wciąż jesteś zajęta „ważnymi sprawami”, takimi jak cierpienie ludzkości, globalna sprawiedliwość, moralność sąsiadów, kwestie życia i śmierci, głód na świecie, wybuchy jądrowe, skażenie środowiska, no i na koniec (ostatnia deska ratunku!) naglące pytanie: „Kiedy Słońce stanie się czerwonym olbrzymem…?”. Przecież to oznacza zagładę ludzkości! Jakim trzeba być lekkoduchem, by się tym nie zajmować! Czy ktoś ma prawo oskarżyć cię o lenistwo, brak refleksji czy brak działania? „Chyba żartujesz!” – oburzasz się.

Oczywiście masz rację… Przecież twoje myślenie ma znaczący wpływ na rozwój wypadków, prawda? Jeśli przestałabyś się (nie daj Boże!) tym zajmować, natychmiast zwiększyłaby się liczba klęsk, a ludzie byliby jeszcze bardziej nieszczęśliwi niż w tej chwili! Zdarza się również, że zajmowanie się cierpieniem świata jest niedostatecznie dojmujące – no bo jakkolwiek by było, dotyka innych, więc wymaga od ciebie empatii. Nic prostszego! Pan Wiecznie Ponury przeniesie twoją uwagę na coś bardziej osobistego – twój związek, przyszłość, przeszłość, pracę lub jej brak. Niektóre związki za budulec używają cierpienia, wciąż wspierają się we wszelkich udrękach, emocjonalnych upadkach, psychologicznych odkryciach, zanurzają się w swoją podświadomość i wydobywają z jej mroków wspomnienia z dzieciństwa, z poprzedniego małżeństwa: „Pamiętam, jak wtedy cierpiałam – mówię ci to po to, byś lepiej zrozumiał moją duszę!”. W zasadzie wybór czegokolwiek innego niż cierpienie jest bardzo trudny. Ponadto zajmowanie się tymi sprawami jest niezwykle złożone, więc musisz wciąż używać intelektu, by to zrozumieć, rozpracować, by nad tym zapanować i móc się poczuć bezpiecznie. Zatem wciąż analizujesz, porównujesz, sprawdzasz. Nie możesz się rozluźnić i zrelaksować, nie masz czasu na takie głupoty!

Nawet nie zauważasz, że tkwisz w błędnym kole. Paradoks polega na tym, że nawet jeśli życie mogłoby być proste, to Pan Wiecznie Ponury do spółki z intelektem na tyle skomplikują sytuację, że w rezultacie wykrzykniesz: „A nie mówiłam, że to nie jest takie proste!?”. Będziesz wciąż wikłać się w wątpliwości, rozpatrywać wiele opcji i scenariuszy – Chryste! Jak to wszystko ogarnąć w jednym momencie, w jaki sposób uporządkować? Przecież jest tyle danych (które sama wcześniej uparcie gromadziłaś w procesie obserwowania…), tyle zmiennych (które sama wcześniej ustaliłaś na podstawie porównań…), tyle opcji (które wykreował twój intelekt…) i wciąż brak pewników, ostatecznych danych – w tym punkcie muszę ci zmartwić: w zmiennej rzeczywistości nigdy ich nie zdobędziesz.

Jak możesz więc podjąć trafną decyzję? Zagubiona i przytłoczona udajesz się do księgarni, by poszukać inspiracji; po chwili namysłu kupujesz poradnik Skalskiej (wygląda obiecująco) i zaczynasz czytać jej rady. Po kilkunastu stronach stwierdzasz jednak zrezygnowana: „To nigdy nie jest takie proste!” i wściekła wystawiasz książkę na Allegro. Nawet nie próbujesz zastosować którejkolwiek ze wskazówek: „Świadome oddychanie? A co to ma niby dać?”, „Medytacja? A jak to niby ma pomóc głodującym?”, „Obserwowanie myśli? Nie mam na to czasu, wciąż mam tyle spraw do rozstrzygnięcia”. Hmm… czy już zaczynasz chwytać, jak działa ten mechanizm? Pan Wiecznie Ponury, przeczuwając swój koniec, w akcie desperacji zaczyna pokrzykiwać: „Nie czytaj tego, przecież masz ważniejsze sprawy! Nie szkoda ci czasu na te farmazony?” Ty jednak jesteś nieustraszona! (Dlatego czytasz dalej. Gratuluję!) Oto ważna informacja dla ciebie: zawsze gdy masz poczucie, że rzeczy nadmiernie się komplikują, że twoje życiowe rozterki, na przykład: „Czy lepsza przyszłość czeka mnie z Józkiem, czy ze Staszkiem?”, niebezpiecznie zaczynają przypominać łamigłówkę, jest to pewny znak, że w twoje życie wdarł się nadmierny intelektualizm. Oznacza to, że analizujesz, oceniasz, piszesz scenariusze, a to może skomplikować najprostszą sytuację.

Czasami bowiem prościej znaczy mądrzej. Jednak by to zrozumieć, trzeba przestać unosić się na wysokości lamperii wśród „niezwykle ważnych spraw” i stanąć na własnych realnych nogach przed „mniej ważnymi sprawami”. „Po prostu zauważaj naturalną kolej rzeczy. Działaj z nią, a nie przeciwko niej. Próba zmiany tego, co jest, jedynie stwarza opór” – powiedział kiedyś chiński myśliciel Lao-Cy. Zabawnie proste, nieprawdaż? Po prostu zauważaj… a może przez przypadek zobaczysz w codziennych mrokach kwitnącą jabłoń całą obsypaną bielą lub poczujesz szorstki język psa na swoich stopach i zupełnie przez przypadek cichutko się roześmiejesz.

Zdecyduj, czy to przekonanie cię wspiera. Odpowiedz na poniższe pytania

1. Czy to przekonanie mi służy?

2. Czy ta myśl czyni mnie szczęśliwszą?

3. Czy dzięki tej myśli czuję się człowiekiem wolnym i rozluźnionym?

4. Jakie korzyści odnoszę, utrzymując tę myśl? a) nie muszę czuć, mogę intelektualizować, mam więc poczucie kontroli, b) mogę stać w miejscu, co pozwala mi czuć się bezpiecznie, nie muszę bowiem mierzyć się z nowymi sytuacjami; przebywam w swojej strefie komfortu, wciąż analizując, c) komplikując, czuję się mądrzejsza.

5. Co tracę, utrzymując tę myśl? a) stoję w miejscu, tracę szansę rozwoju i zmiany, b) mam wiele wątpliwości, c) mam natłok myśli, czuję się zmęczona ciągłą pracą intelektu, d) czuję się bezradna, zastopowana, e) ciągle kombinuję.

Moje antidotum na przekonanie:

Szukam prostych rozwiązań. Prostota oznacza przejrzystość i lekkość.

Stwórz swoje antidotum na przekonanie i zapisz je na kartce.

  • więcej przeczytasz w książce: Dagmara Skalska, „Fitness umysłu ze Skalską”


Wciąż myślisz, że są inni lepsi, zdolniejsi? Jak pomniejszasz swoją wartość

Fitness umysłu ze Skalską
Fitness umysłu ze Skalską
8 lipca 2017
Fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk
Fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk

Ma na sobie wojskowy mundur i zawsze stoi na baczność, krzycząc: „Ty ofermo! Są zdolniejsi od ciebie!”, „Przyjrzyj się swoim koleżankom, ludziom w twoim wieku, a przekonasz się, że są od ciebie lepsi!”, „Masz czterdzieści lat i jeździsz pożyczonym autem? Co ty zrobiłaś ze swoim życiem? Niczego nie osiągnęłaś!”.

Masz dość własnej samooceny! Głos w twojej głowie stał się ostatnio nie do zniesienia. Wreszcie odważasz się spróbować czegoś nowego, postanawiasz zmienić pracę. Któregoś poranka siedzisz w ciasnej kawalerce obok ruchliwej ulicy. Przy starym drewnianym stole, pijesz poranną kawę przeglądając oferty pracy we wczorajszej prasie. Po przeczytaniu pierwszych trzech ogłoszeń zza gazety wyłania się czerwona okrągła twarz, która wyrzuca przez zaciśnięte zęby: „No i co ty robisz? Myślisz, że ktoś cię zechce? Nie rozumiesz, że każdy kandydat będzie miał lepsze kwalifikacje?”. Odkładasz gazetę, w gardle grzęzną ci łzy, czujesz się jak ofiara losu. Powłóczystym krokiem zmierzasz do swojej starej nudnej pracy. Wieczorem mąż zabiera cię na kolację. „Może dzień skończy się lepiej, niż się zaczął” – pocieszasz się w duchu. Znaleźliście małą restauracyjkę, w której zachęca was stolik z widokiem na ulicę. Siadacie zadowoleni, czekacie na danie, a ty zaczynasz przyglądać się kobietom, które na wysokich szpilkach tupią zdecydowanie w uliczny bruk, a na ich twarzach widnieje duma. Wszystkie zdają się zgrabniejsze od ciebie, lepiej ubrane i bardziej seksowne. „Kiedy rozdawano urodę, stałaś w kolejce po nudne życie. He, he, he!” – podsuwa ci generał w twojej głowie. Dojmujące uczucie, że nie jesteś warta niczego, co dobre, zaczyna rozlewać się po twoim ciele.

Z nosem spuszczonym na kwintę zmuszasz się do przełknięcia sałatki z tuńczykiem, którą właśnie podał kelner. „Czy on przypadkiem nie patrzył na mnie z politowaniem?” – rozważasz. Mąż spogląda na ciebie zaniepokojony, nie wie, czy to jego wina, czy tuńczyk niesmaczny. Masz ochotę zamknąć się w domu i zająć sprzątaniem. „Przynajmniej w tym jestem dobra” – myślisz. „Przecież twoja matka sprząta dokładniej od ciebie, nie pamiętasz?” – natychmiast włącza się wewnętrzny zrzęda. Robisz szybki przegląd: „Ania ma lepszego męża, Zosia ciekawszą pracę, Magda jest ładniejsza, Ola ma bystrzejszy umysł. Każda osiągnęła sukces, tylko ja za cokolwiek się wezmę, to klęska”. Zaczynasz szlochać. Twoje myśli nieustannie krążą wokół innych – rywalizujesz z nimi, wtedy czujesz zazdrość, porażkę albo się poddajesz i dopada cię frustracja, słabość, żal. Na zmianę wchodzisz w rolę ofiary (wycofanie) albo jesteś na pojedynku (rywalizacja).

Przekonanie nie tylko każe ci porównywać się z innymi, ale także walczyć w swoim umyśle (choć tego nie wyrażasz na zewnątrz) – w konsekwencji czujesz zazdrość i zmęczenie. Mam zatem propozycję: zastanówmy się nad tym, co by się stało, gdyby spełniły się twoje marzenia. Od tej chwili jesteś najlepsza w każdej dziedzinie! Jesteś chodzącym ideałem: najpiękniejsza, wszystkowiedząca, zawsze pierwsza na mecie, pracownik roku, idealna pani domu, najlepsza kochanka. Czy sądzisz, że inni mogą się przy tobie rozluźnić? Przecież każdy, kto z tobą dwie minuty porozmawia, czuje się gorszy. A co na to twój partner? Czy czuje się męsko? Zawsze za słaby – przecież ty jesteś najsilniejsza. Zawsze zbyt mało reprezentacyjny – przy tobie wygląda jak starszy wujek. A w łóżku? Nie wytrzymuje presji, bo jak zaspokoić idealną kochankę i nie wypaść gorzej? Twoi przyjaciele zawsze mówią, że u nich wspaniale, że małżeństwo kwitnie, że są szczęśliwi – kto odważy się przyznać do swoich słabości, emocji i wątpliwości? Czujesz nasilającą się sztuczność w relacjach, ludzie się przed tobą zamykają, trzymają się na dystans. „Piękny egzemplarz” – myślą. Można się pozachwycać, gdy stoi w galerii, ale dotykać przecież nie wolno… Zaczynasz czuć się bardzo Czy naprawdę wciąż wierzysz, że bycie lepszym jest tak wspaniałym doświadczeniem?

To prawda, że król siedzi na tronie (zazwyczaj sam), a inni biją przed nim pokłony, lecz najlepsza impreza zaczyna się wtedy, gdy król opuszcza salę. Interesujące, prawda? To może porównywanie, staranie się, rywalizacja nie mają sensu? „Bzdury! Jeśli przestaniesz się porównywać, to skąd będziesz wiedzieć, czy jesteś wartościowa? Wstawaj, ofiaro! Weź się w garść! Biegnij do przodu, bo inni cię dogonią!” – sztywny gość w wojskowym mundurze pogania cię niczym osiołka. Masz ochotę krzyknąć: „Dość!”, czujesz, że miesza ci w głowie… i bardzo słusznie! Ten facet zawsze miał kompleksy, dlatego ukrywa przed tobą ważną informację. Prawda jest taka, że w życiu poza układami wygrany–przegrany istnieją również stosunki wygrany–wygrany. Poza rywalizacją istnieje także synergia! Są relacje partnerskie, a nie tylko związki zależności lub dominacji. Ale zastanów się logicznie, co o tym może wiedzieć ktoś, kto nosi mundur i całe życie spędził w koszarach? Czy widzisz już, że ta koncepcja nie nadaje się do życia w czasach pokoju, bo podkręca dominację? To dobra myśl na czasy wojny. „Jeśli życie to odcinek, w którym moment narodzin to start, a moment śmierci to meta, to czy opłaca nam się biec? Czy nie lepiej wybrać się na spacer?” – zapytał kiedyś Tomek. Przez dużą część życia w mojej głowie również siedział ten typek. Wciąż podsuwał mi: „Skalska, za dużo gadasz, jesteś za energiczna, za szybka, za mało zorganizowana, za ekspansywna, wszędzie cię pełno, musisz zarabiać więcej, być bardziej zdyscyplinowana. Inni tak robią i wygrywają”. (Tak bardzo się starałam wymienić wszystkie wady, które oddzielały mnie od wymarzonego ideału, że aż się spociłam!) W końcu nadszedł dzień, w którym poszłam po rozum do głowy i pojęłam, że wcale nie muszę biec do samodoskonałości (choć modny dzisiaj ten wyścig).

Mężczyźni w eleganckich garniturach od krawca, kobiety mówiące pięcioma językami, dzieci, które jeszcze nie ukończyły szkoły, ale już nie mają czasu usiąść i porozmawiać z rodzicami, tyle zajęć! – dokąd oni wszyscy biegną? Czy czyta ten artykuł ktoś, kto „tam” dobiegł? I co, jak jest w tym idealnym życiu, które dzielisz z idealnym mężczyzną, w idealnym domu urządzonym zgodnie z najnowszymi standardami? Z idealnymi dziećmi, które chodzą do najlepszej szkoły – przecież stać cię na to, masz idealny stan konta! A może dobiegłaś do idealnej prostoty? Do domku na wsi, w którym upajasz się perfekcyjną ciszą, kontemplujesz, medytujesz, a twoje życie jest tak idealnie proste i zdrowe? To był mój idealny obrazek. Wspaniale uduchowiona, z najlepszymi wartościami, na pewno poszłabym w butach do nieba… Jak widzisz, bez względu na to, czy ideałem jest życie w bogactwie, czy w ubóstwie, to ta sama pułapka umysłu! Jedno i drugie jest dążeniem, a nie byciem. Gdy to pojęłam, usiadłam i powiedziałam na głos (a że byłam w samotności, w ośrodku odosobnienia, na świadków wzięłam głuchą ciszę i nieograniczoną przestrzeń): „Nie będę doskonalić siebie i życia, chcę mądrze użyć tego, co jest we mnie: doświadczenia, przeżyć, energii, radości, wszędobylstwa i „wściubinosa”, entuzjazmu i napędu do działania, szybkiego umysłu i zdolności kreacji”. Zamiast biec – zatrzymałam się. Oczyściłam swoje myśli i poprosiłam: „Niech mój potencjał w pełni się wyrazi dla pożytku wszystkich”. Wtedy nagle znaleźli się ludzie (dziesiątki tysięcy ludzi!), którzy chcieli mnie czytać. I nie stało się to w ciągu lat lecz jednego dnia! Rok później stworzyłam miejsce, gdzie spotykam się z kobietami i uczymy się transformować upadki w mądrość.

Choć dzisiaj wszystko jest dalekie od ideału, bo nie ma przy mnie ukochanego Tomka, nie mam własnego domu, za to na koncie długi – jestem szczęśliwa. Jeśli nadal czujesz wewnętrzną pokusę, by się porównywać i dążyć do ideału — zacznij wykorzystywać zazdrość jako sprzymierzeńca! Przypatrz się tym, którym zazdrościsz, i ucz się od nich! Przeanalizuj dokładnie, jaką drogę musiała przebyć ta osoba, by znaleźć się w miejscu, w którym ty także pragniesz być. Następnie przyjrzyj się, jakie cechy posiada – czy jest cierpliwa, wytrwała, uparta, zdeterminowana, kreatywna? Aby jednak to zadziałało, naprawdę musisz wznieść się ponad emocje i stworzyć ten opis obiektywnie. Pamiętaj, że opinia: „Bałwan wykorzystuje ludzi, dlatego mu się udało…” nie jest całkowitą prawdą…

Zauważ uczciwie, jakie podjął kroki, nim zdobył pieniądze. Musiał wykazać się cierpliwością, umiejętnością zarządzania, konsekwencją, na pewno wiele razy upadał i podnosił się, musiał zrezygnować z rodziny, a może przyjemności. Przyjrzyj się uważnie, jak wygląda jego życie, a gwarantuję, że albo pojawi się szacunek, albo odkryjesz, że wcale nie chciałabyś się z nim zamienić! Będzie to uwalniające doświadczenie. Gdy następnie zazdrość się rozpuści, a twój umysł się rozluźni, wreszcie będziesz mogła poczuć, że każdy z nas ma unikatową kombinację cech i predyspozycji do tego, by zrealizować swój potencjał i być szczęśliwym. Wcale nie potrzebujemy nikogo okradać z jego zasobów, nie ma także potrzeby nikogo naśladować. Wystarczy, że się rozluźnimy i postanowimy robić swoje, zamiast przeżywać czyjeś życie. Wtedy być może poczujesz się zaskoczona tym, że twoje życie jest całkiem interesujące. Zdziwisz się, że jesteś kompletna, a może nawet trochę się polubisz…

Zdecyduj, czy to przekonanie cię wspiera. Odpowiedz na poniższe pytania

1. Czy to przekonanie mi służy?

2. Czy ta myśl czyni mnie szczęśliwszą?

3. Czy dzięki tej myśli czuję się człowiekiem wolnym i rozluźnionym?

4. Jakie korzyści odnoszę, utrzymując tę myśl? a) nie muszę nic zmieniać, rozwijać się, nie muszę więc wkładać w to energii, b) mogę stać w miejscu, co pozwala mi czuć się bezpiecznie, nie muszę bowiem mierzyć się z nowymi sytuacjami; przebywam w swojej strefie komfortu, c) odwracam wzrok od siebie, swojego życia i kieruję go na innych ludzi.

5. Co tracę, utrzymując tę myśl? a) stoję w miejscu, tracę szansę rozwoju i zmiany, b) pomniejszam swoją wartość, c) buduję dystans między sobą a ludźmi, d) czuję się bezradna, słaba, niezdolna do działania.

Moje antidotum na przekonanie:

Każdy człowiek ma unikatowy zestaw cech, który pozwala mu realizować swój potencjał.

Stwórz swoje antidotum na przekonanie i zapisz je na kartce.


Dagmara Skalska: „Martwisz się, że mężczyźni są nieprzewidywalni? Uwolnij się od tego”

Fitness umysłu ze Skalską
Fitness umysłu ze Skalską
8 lipca 2017
Fot. iStock/teksomolika
Fot. iStock/teksomolika

Jak ona wygląda? Jest drobna, wychudzona i ma rozbiegane spojrzenie, wszędzie zagląda, odpukuje w niemalowane drewno i przechodzi na drugą stronę ulicy, gdy widzi czarnego kota. Posłuchaj, co mówi: „Jeśli porzucisz kontrolę, to zginiesz!”, „Musisz pilnować, by wszystko było po staremu, wtedy będziesz bezpieczna”, „Jaka wolność!? Oszalałaś? Nie wiesz, że ludzie wolni są nieprzewidywalni? Mogą zmienić zdanie w ostatniej chwili, postanowić odmienić swoje życie, mogą porzucić pracę, zmienić partnera. Przecież to samobójstwo!”.

Jeśli sprawy tak wyglądają, to mam dla ciebie tylko jedną propozycję! Słuchaj jednak uważnie. Musisz znaleźć sobie… niewolnika! Pomyśl: niewolnik jest z tobą związany, póki sama go nie wyswobodzisz, robi dokładnie to, czego chcesz, spełnia twoje polecenia i jest kompletnie przewidywalny. Za każdy przejaw wolności dostaje baty, a że chce tego uniknąć, woli być ci posłuszny. Co mówisz? „Nie chce się ze mną kochać i jest potwornie nudny? Mało męski”? Cóż mogę poradzić, przewidywalność i kontrola ma swoją cenę.

Wydaje mi się, że chyba znalazłaś odpowiedź na nurtujące cię pytanie: „Dlaczego wciąż trafiam na mężczyzn, którzy nie potrafią być męscy, są uległymi chłopcami?”. Nie będzie to na pewno przyjemne dla Panny Wszystkiego Się Boję, ale myślę, że czas, by to usłyszała: to ty powodujesz, że takimi się stają, wciąż ich kontrolując, sprawdzając, nie ufając im. Uważasz, że są nieprzewidywalni, musisz więc wzmóc kontrolę i w ten sposób nakręcasz cały mechanizm. Zajrzyj do swojej głowy, czy Panna Wszystkiego Się Boję nadal tam siedzi? Zaśpiewaj jej zatem:

Robaczek w swej dziurce jak docent za biurkiem

I pszczółka na kwiatkach jak kontrol w tramwajach

Tak dłubie i gmera, napisze, wymyśli,

Obejdzie wokoło, zabrudzi, wyczyści.

I krzaczek przy drodze, i brat przy maszynie,

Jak noga w skarpecie, sprzedawca w kantynie,

Kamyczek na polu i strażnik na straży,

Lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż parzy.

A po co, a po co tak dłubie i dłubie,

A za co, a za co tak myśli i skubie,

I tak się przykłada, i mówi z ekranu,

I bredzi latami wieczorem i ranooo…*

* Piosenka Koniec zespołu Elektryczne Gitary

W tej chwili widzę, jak pod wpływem skocznych rytmów zrzuca swoje wykrochmalone białe skarpetki, rozpina guziki granatowej bluzki z koronkowym kołnierzykiem, rozpuszcza włosy i krzyczy wyzwolona: „To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść!”6. Skoro odeszła, możemy się skupić, bez zakłóceń w umyśle, nad zagadnieniem wolności. Czy zgodzisz się ze mną, że istotą wolności jest to, że możemy w ostatniej chwili zmienić decyzję? Czy w wolności nie chodzi o to, że możemy także dokonać dowolnego wyboru, który nie musi podobać się wszystkim wokół?

Mój nauczyciel zapytany kiedyś przez uczniów, jakie słowa powinny znaleźć się na jego nagrobku, odparł: „Napiszcie: żył po to, by uczynić ludzi wolnymi”. Dzięki temu że dzieli się narzędziami do pracy z umysłem, wyzwala tysiące osób z jarzma niewiedzy, która prowadzi do cierpienia. Dziękuję Ole!

Gdy wreszcie zrozumiemy, że nie da się przewidzieć, jak zachowa się drugi wolny człowiek, a także co wydarzy się w przyszłości, bo ona jeszcze nie istnieje – rozluźnimy się. Próba kontrolowania warunków, które ze swej istoty są nieprzewidywalne, prowadzi do chronicznego lęku – starasz się mieć kontrolę nad czymś, czego nie da się kontrolować. Pomyśl, czy można kontrolować coś, co jeszcze się nie wydarzyło? Czy to nie jest pozbawione sensu działanie? Jeśli rozwiniesz w sobie zaufanie i zrezygnujesz z koncepcji kontrolowania nieprzewidywalnego, od razu poczujesz się lżejsza o parę kilo! Jeśli nadal nie czujesz się na to gotowa, to pozostaje już tylko jedno: rozwinąć w sobie zdolności prekognicji… Zastanów się, co łatwiej będzie ci osiągnąć.

Zdecyduj, czy to przekonanie cię wspiera. Odpowiedz na poniższe pytania.

1. Czy to przekonanie mi służy?

2. Czy ta myśl czyni mnie szczęśliwszą?

3. Czy dzięki tej myśli czuję się człowiekiem wolnym i rozluźnionym?

4. Jakie korzyści odnoszę, utrzymując tę myśl? a) nie muszę mierzyć się z wolnością drugiego człowieka, b) mam poczucie kontroli nad sytuacją i nad partnerem, c) czuję się bezpiecznie.

5. Co tracę, utrzymując tę myśl? a) zaufanie, rozluźnienie, b) spokój w umyśle, c) wymianę i przepływ w związku, d) bliskość i partnerstwo, e) wciąż czuję, że mam za dużo spraw do kontrolowania, f) jestem zmęczona, g) życie stało się dla mnie przewidywalne, nudne i rutynowe.

Moje antidotum na przekonanie:

Nieprzewidywalność oznacza wolność. Chcę dać wolność swojemu partnerowi i sobie samej. Daję sobie wolność od potrzeby kontrolowania, sprawdzania, przewidywania.

Stwórz swoje antidotum na przekonanie i zapisz je na kartce.

Więcej przeczytasz w książce: Dagmara Skalska, „Fitness umysłu ze Skalską”