Zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Znajoma stawia tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
30 listopada 2015
Fot. iStock /  kzenon
Fot. iStock / kzenon

„Ej, postawisz mi dziś karty? W końcu Andrzejki, zobacz, dziecko chore, jestem uwiązana, zalana tekstami. Pociesz, niech usłyszę, że coś mnie jeszcze czeka”  proszę znajomą. Znajoma nie jest żadną panią ze szklaną kulą, żadną wariatką i psychopatką. Jest historykiem, filozofem. Kiedyś, przy okazji pracy zawodowej zainteresowała się tarotem, przez lata zgłębiała jego historie, ale też znaczenie. Jej, bardzo intelektualni znajomi, bardzo się z tego śmiali. Do czasu, gdy znajoma poproszona o postawienie kart, zaczęła rzucać w nich szczegółami z życia, o których nie mogła wiedzieć. Do czasu, gdy jednej z nas nie powiedziała: „Widzę ciężką chorobę twojego syna, musicie koniecznie iść do lekarza”.  Potem był, rzeczywiście, lekarz i bardzo skomplikowana operacja. Jak można to przewidzieć?

Nie wiem. Rozumiem argumenty tych, którzy mówią, że życie to samospełniające się proroctwo. Masz to, na co czekasz i się spodziewasz. Według takiego rozumowania, jeśli ktoś przepowiedział mi męża z północnego-wschodu (a tak było, pozdrawiam znanego wróżbitę Ryszarda Zawadzkiego u którego byłam kiedyś na wywiadzie)  to ja byłam bardziej otwarta na mężczyzn, którzy przyjeżdżali z tamtego regionu. Pamiętam jak z przyjaciółką i jej chłopakiem chichraliśmy się z tego północnego-wschodu i innych cech mego męża in spe. Jeszcze z tego, że będę miała z nim syna. I jeszcze z tego, jak wyglądać będzie mój związek. No cóż, mam nawet nagarnie. Wróżba (w którą nie wierzyłam nic a  nic) spełniła się co do joty. Mąż pochodzi z Warmii, mamy syna, itd….

No dobra, mam taką siłę, że stworzyłam sobie rzeczywistość sama. Wspaniale. Jest moc.

„Masz moc” powiedziała do mnie kiedyś pewna jasnowidz, która przyszła do nas na zajęcia z dziennikarstwa. „Widzisz śmierć bliskich, więcej czujesz. I będziesz w swoim życiu pisać”.

Pamiętam, że zadzwoniłam potem do mamy, lekko przestraszona. A mama powiedziała: „Tak, od dziecka widzisz więcej”. Moja bardzo racjonalna mama.

Ale tak, wyśniłam śmierć jednej babci. I drugiej.  Ze szczegółami. „Miałam sen…” powiedziałam tacie w wieku 11 lat. Przybiegłam do rodziców do łóżka nad ranem. „Babcia umarła” zakomunikowałam.  „Śpij, kotku, coś ci się złego śniło”  powiedział tata. O siódmej rano telefon – babcia nad ranem, rzeczywiście, umarła.

Takich sytuacji było wiele. Od bardzo strasznych ( śmierć, rozstania) po zabawne, na przykład wtedy, gdy, w ciąży wymyślałam z mężem imię dla córki. Potem zasnęłam, obudziłam się i zobaczyłam stojącego obok łóżka, obruszonego, małego chłopca, który groził mi palcem: „Mamo, weź przestań, nie jestem żadną dziewczynką, mam na imię X”– powiedział. Tak, śmialiśmy się z tego z moim mężem bardzo bardzo, ale on poprosił: „Weź wariatko, nie opowiadaj nikomu, że masz wizję”. Doooobra, no prawie nie opowiadam.

W dzisiejszym, bardzo racjonalnym świecie, nie wypada mówić, że:

– wiedziałaś, kiedy będziesz w ciąży (po miesiącach starań)

– wiedziałaś, z którym mężczyzną będziesz związana. Klik. Spojrzenie. I niezależnie od wszystkiego czujesz, że on kiedyś stanie się ważny.

– wyśniłaś śmierć każdej osoby z rodziny

– wchodzisz do jakiegoś domu i wiesz, że ktoś tam umarł. Czujesz energię miejsc.

– często śni ci się to, co się wydarza. Rewolucja w pracy, choroby, zdarzenia dotyczące bliskich ci ludzi, których nie da się przewidzieć.

Ale milcz o tym, bo to cholerne tabu. A liczy się się tylko co namacalne i sprawdzone.

No cóż, te bardzo racjonalne osoby prosiły potem tatę mojej koleżanki, żeby sprawdził co ich czeka (tata był sinologiem– jego przepowiednie, według chińskiej astrologii,  sprawdzały się w 100 proc.).

Te same – bardzo sceptyczne osoby – prosiły, żeby znajoma „sprawdziła” co się wydarzy w ich życiu. Śmiech śmiechem, ale niektórzy lubią mieć choć odrobinę kontroli w swoim życiu, prawda?

Długo nie mogłam spać w domu mojej mamy w Trójmieście.  Milion razy mówiłam: nie będę tu spała, ktoś tu jest, śni mi się, że tu tańczą ludzie.  Wkurzał się mój mąż, którego budziłam z płaczem i mama, której nie dawałam spać: „Tylko Ci się WYDAJE, tu nic nie ma” tłumaczyli. A potem przepraszali, gdy okazało się, że ten wielki pokój to była kiedyś sala balowa w niemieckiej posiadłości. A właściciel został rozstrzelany. Dokładnie w tym pomieszczeniu, w którym spałam z mężem.

Zanim to wyśmiejecie, zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Czasem są rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. I te rzeczy przychodzą w snach, albo w postaci przeczuć. Nie wierzysz, masz w d… – zazdroszczę, też bym chciała. Ale to przychodzi samo. Nieproszone.

Hahahahhaaha – słyszę. Ale wierzysz we wróżbitę Macieja i 0-700 wierzysz? Nie, nie wierzę. Znane osoby podobno wydają tysiące, żeby usłyszeć: „będzie dobrze”,„on wróci”. Nieznane też. Biznesmeni, by dowiedzieć się: „nie splajtujesz, ten pomysł się uda”. Jest mnóstwo osób, które stawiają karty i w ogóle się na tym nie znają. Albo udają, że się znają mącąc w głowach innych ludzi. Mnóstwo osób zarabia na naiwności innych.

Ale jeśli ktoś mnie spyta czy rozumiem tylko racjonalny świat – odpowiem, że nie, bo doświadczyłam innego.

Choć nie umiem go wytłumaczyć.

Intuicja to jest moc. I potęga.

Znajoma stawa tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość.

Nie wiem co to jest – wiem, że to istnieje.

Fajnego wieczoru, pełnego dobrych ( i zabawnych ) wróżb.

Czarownica w przebraniu matki, żony, kłopotów i codzienności. Nie wariatka, obiecuję:).


„Zaraz zwariujęęę, mam za dużo obowiązków”. Z pamiętnika Kobiety Ogarnę Wszystko

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 grudnia 2015
5 zaskakujących rzeczy, które mogą obniżyć twoją inteligencję
Fot. iStock / ArtMarie

Jest piątek, 3.00 w nocy, budzik dzwoni co pięć minut. „Ratunku” jęczy ona. Próbuje znaleźć kawałek przestrzeni, żeby chociaż odwrócić się na drugi bok. Niemożliwe. Pół centymetra w lewo: pies (Boże, dlaczego pięciomiesięczna suka śpi w łóżku? Przecież psy ogarniętych ludzi śpią na legowisku, do sypialni nie mają nawet wstępu), pół milimetra w prawo mąż. „Posuń się” mruczy ona. „Masz caaaałe łóżko”. O nie, nie całe. Po drugiej stronie leży dziecko. Jakie dziecko – to prawie nastolatek, nocna gorączka, zapalenie oskrzeli i lęki.  Kto by wyrzucił człowieka z łóżka o tej porze. Przecież łóżko jest duże. A, jest jeszcze kotka. A przepraszam, dwie. One też lubią pospać wygodnie. Poirytowane nowymi domownikiem (psem) nie odpuszczają. One też mają prawo do bliskości, prawda?  Ratuuuuunku. Ona w końcu zwleka się, by pracować. Spóźniona (jak zwykle), zdenerwowana (jak  często).

Kilkadziesiąt maili, sporo wiadomości na Facebooku. „Możesz w końcu oddzwonić? Odpisać?” Przyjaciółki, koleżanki, współpracownicy.

„Zwariuję” myśli ZWARIUJĘ. „Jestem człowiekiem porażką” biczuje się. Wczoraj na chwilę włączyła telewizję śniadaniową. Pani X, modelka opowiadała o swoim życiu: rano o świcie joga, potem spokojnie śniadanie. Zdrowe soki, zakupy w sklepie eko, potem relaksujący dzień. Spokojne pisanie książki (oesu, od kiedy jakiekolwiek pisanie jest spokojne). Nie lepiej z Ewą Chodakowską, królową polskich ciał. Zawsze miła, szczęśliwa, zorganizowana, ogarnięta. „To na pewno dlaczego, że nie ma dzieci” myśli ona i serio wstydzi się tego myślenia, bo tak się zachowują tylko żałośni hejterzy. „No ale ma dzieci w wieku szkolnym, ma dwa koty, psa?” Nie ma? No nie ma. To o czym my mówimy.

Niestety, niektóre matki też wydają się być królowymi zen. O trzeciej w nocy, to one najwyżej jeszcze nie śpią, bo robią babeczki na kiermasz dla dziecka, a nie szamoczą się jak wariatki, by w nerwach odgruzowywać życie.

Z Facebooka (no dobra poza polityką) bije szczęście i harmonia. Wszyscy czytają książki, dbają o duchowy rozwój, wyjeżdżają, pracują w fajnych miejscach. Są ZORGANIZOWANI, poukładani, szczęśliwi i tak, k… mądrzy, że się w głowie nie mieści.

Ona przeżyje dzień w biegu. Koło książki nawet nie postoi. Po świeże bułki do sklepu, na długi spacer z psem, oddzwoni w ileś miejsc, żeby nikt nie poczuł się urażony ( i tak czuje się większość), odpowie na maile ( na ileś i tak nie powie), zrobi śniadanie, obiad, kolacje. Pouczy się angielskiego, odrobi matematykę ( w końcu sama jest w szkole, prawda?!), pojedzie do lekarza jednego, drugiego, do trzeciego po wynik badań dziecka z przedwczoraj, zadzwoni do mamy, ojca, ciotki, siostry.

Wieczorem i tak położy się spać z poczuciem winy jak stąd do innej galaktyki, bo

– jakiś lekcji jednak nie dopilnowała

– za mało rozmawiała z dzieckiem

– on jednak za dużo gra w Minecrafta

– pracowała za dużo, a i tak niedostatecznie dokładnie

– za mało przytulała koty

– nie poszła pobiegać ( spacer– bieg z psem się nie liczy)

– praca mogłaby wykonywać lepiej, a nie gorzej

– na kolację można by jednak zrobić coś bardziej wyrafinowanego, a nie makaron z warzywami

– tę czekoladkę to już jednak można było sobie darować ( haloo, widzisz lustro, dziewczyno? Ileż razy można ci powtarzać, że szczupły tyłek nie lubi się z czekoladkami)

– ten kieliszek wina jednak był niepotrzebny ( bo po nim był grany ser pleśniowy)

– bo nie jest tak idealna jak panie z telewizji, z gazet i licho wie z czego jeszcze

– nie jest tak idealna jak wszystkie, pracujące i ogarniające życie koleżanki

I będzie miała tylko jedną myśl: „Po ch..ja ja tak żyję?!” Tak nieuważnie, tak szybko, tak stresująco, z takim ciężarem, żeby być ciągle lepsza, żeby spełniać oczekiwania, żeby nikogo nie rozczarować, w tym siebie przede wszystkim. Bo zawsze jest ktoś lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, chudszy i serio można wyzionąć ducha od nieustannego stawania sobie wyżej poprzeczki.

Nie, nie dam rady. Tak powie jutro powie. Wszystkim. A przede wszystkim sobie. Że basta.  I przypomni sobie cytat z ukochanej Buki, którą koleżanka wrzuciła rano na Facebooka: „mam tyle do zrobienia, że sama nie wiem co olać jako pierwsze”

PS. O 23.00 SMS: ja chyba jutro oleję wszystko. Wiesz, nie wstanę na ten kiermasz, w nosie z angielskim i tenisem. Niech dzieciaki same idą.

„Oczywiście” odpisuję „Olej”

To już lepiej, prawda? Wypuściłyśmy trochę żółci. Rano obudzimy się grzecznie i wrócimy do swoich zadań. Postoimy na kiermaszu. Ciasto upieczemy, pouśmiechamy się. Ale od jutra… od jutra to naszą matką asertywność. Od jutra olejemy wszystko.

To byle do jutra.

:) Nie mogę się doczekać. Ona na pewno też.


„Ty też możesz zmienić nasz związek”. 7 próśb męża do żony

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
28 listopada 2015
Fot. iStock /  kupicoo
Fot. iStock / kupicoo

Zaczęło się mniej więcej tak. Żona Nieidealna (tak ją nazwijmy) w piątkowy wieczór zaczęła czepiać się wszystkiego. Konkretniej: spraw fundamentalnych, jej zdaniem. Wiadomo, listopad. Depresja i smutek czyha wszędzie. Jak ktoś nie lubi być smutny emocje przerabia na złość. Dialog ( monolog, bądźmy konkretni) wyglądał mniej więcej tak:

– Dlaczego nie zadzwoniłeś w ciągu dnia spytać jak się czuję?

– Bo pracowałem.

– A, czyli nie masz sekundy, żeby zadzwonić?! Czy twoim zdaniem to jest miłość?! Nie pamiętanie o kimś w czasie pracy?

– Dlaczego mnie już nie przytulasz?

– Dlaczego właściwie już nie zapraszasz mnie na kolację?

– Czy jestem dla ciebie tylko matką dziecka?

Mąż Nieidealny w końcu spytał:  A powiedz szczerze, co ty robisz dla mnie? Jak ty dbasz o nasz związek?

Nieidealna wrzeszczała: powiedz mi zatem jak mam dbać?!

W sobotni poranek na stole znalazła taką oto kartkę. Tak, nic oryginalnego. Ale w sumie może przyda się też innym żonom (partnerkom).

Droga Żono,

Nie atakuj mnie już w progu. Nie jest fajnie wracać do domu po którym krąży kobieta– chmura gradowa. Nie, nie chodzi o to, żebyś witała mnie w szpilkach i seksownej sukience, ale… jest gdzieś złoty środek. Poszukałabyś go, poproszę?

Nie krytykuj. Albo krytykuj konstruktywnie. Mam ochotę ukryć w ciemnej dziurze, gdy słyszę: „Znowu zrobiłeś nie takie zakupy”, „Dlaczego NIGDY o mnie nie pomyślisz?!”. Co to znaczy NIGDY? To abstrakt. Przecież myślę o Tobie wciąż, inaczej bym z Tobą nie był. Ile razy mam Ci to tłumaczyć

Mów wprost. Jeśli mówisz w ciągu dnia, że nie jesteś na mnie zła– to zrozum, że ja potem nie pojmuję, że byłaś zła, ale nie chciałaś o tym mówić. „Nie”  znaczy „nie”, „tak” znaczy tak. Po prostu nie jestem w stanie zorientować się, kiedy mówisz: „nie potrzebuje pomocy” to naprawdę jej nie potrzebujesz czy właśnie chcesz mnie poinformować: „Weź się do roboty”. Uwierz, minę masz wciąż taką samą. A ja czuję się bezradny szczególnie, gdy mówię „ok”, siadam do swoich rzeczy, a ty się obrażasz. Nie wiem o co się obrażasz.

Dotykaj mnie sama z siebie. Przepraszam, że bywam nieuważny i o tym zapominam Jeśli potrzebujesz bliskości, podejdź do mnie, obejmij mnie, dotknij mojej ręki. Czasem jestem zajęty, nie czuję potrzeby w danym momencie, ale przecież nigdy Cię nie odrzucę.

Pozwól mi poczuć się ważnym. Po prostu osłabia mnie, gdy mówisz, że nie daję z czymś rady.  I wszystko ZAWSZE Ty. Ale czego konkretnie nie ogarniam? Co to jest „zawsze”. Mów konkretami. I nie wzdychaj teatralnie jeśli coś zawalam. To jest bardziej niż okropne.

Wspieraj mnie. Gdy mam problemy w pracy, gdy jestem znudzony nią, gdy mówię, że może ją rzucę. Nie denerwuj się wtedy mówiąc: „nie możesz jej rzucić”. Wiem to doskonale sam. Nieraz pokazałem Ci, że jestem odpowiedzialny. Czasem też potrzebuje się wygadać, a ty wydajesz się być zaskoczona, że mówię o sobie. Albo za wszelką cenę chcesz mnie pocieszyć, proponujesz milion rozwiązań. Mówię i w sumie potrzebuję potem ciszy. Albo zwykłego: „rozumiem”.

Ciesz się, że jesteśmy inni. Inaczej byśmy się zagryźli. Inaczej już dawno bylibyśmy po rozwodzie. Jesteś emocjonalna, ja mniej. Nie będę z Tobą w każdej części Twojego świata, bo po prostu go nie rozumiem. Tak jak Ty nie rozumiesz mojego. Nie wypominam Ci tego. Miejmy swoją wspólną część. Cieszmy się tym, tak jak ja się tym cieszę

Jeśli potrzebujesz uciec od codzienności– zrób to. Nie wypominaj mi braku myślenia o nas. Jeśli potrzebujesz ze mną uciec– po prostu kup sama gdzieś bilety i zrób mi niespodziankę. Ok, spontaniczność jest moją słabą stroną, ale nigdy nie odmówię ci wyjazdu, bo też chcę być z tobą

Nie umiem wciąż mówić: „kocham”. Tak, wiem. Dziesięć lat temu napisałem na ścianie: „Kocham cię”.  Ale czy Ty myślisz, że nie zmieniłaś się przez te dziesięć lat? Zmieniłaś się i to bardzo. Nie będę gadać, że myje Twój samochód, bo nie myję. Ale pilnuję ubezpieczenia, wymieniam Ci żarówkę, lecę do apteki, gdy masz gorączkę i pozwalam Ci płakać, gdy tego potrzebujesz. Dla mnie to wyznanie.

Przepraszam, że Cię rozczarowuję i wybaczam, że Ty czasem rozczarowujesz mnie:).

Fajnej soboty. Bez focha.