Żółty róż na policzkach. Hit czy kit?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
14 maja 2017
Fot. Screen Instagram/stellajulian i alicia_de_los_reyes
 

Kiedy na dworze robi się zielono i świeci słońce, mamy więcej energii do działania. I po prostu bardziej nam się chce: żyć, wychodzić, bawić się. Dlatego jest to idealny okres do eksperymentowania. Warto zaszaleć z kolorem i wprowadzić trochę zmian w codziennym makijażu. Czas wreszcie skończyć z nudą. Co powiesz na róż w żółtym kolorze? Jak sądzisz – będzie to hit czy kit tej wiosny?

Dziewczyny na Instagramie już pokochały ten trend. Jednak nie ograniczyły się wyłącznie do różu na policzkach. Żółty pojawia się także na ustach i powiekach. Taki makijaż został przechwycony również przez makijażystów, którzy pracują przy sesjach zdjęciowych i pokazach. Za co zwolenniczki takiego makijażu pokochały żółty odcień? Doceniają go za to, że rozświetla twarz i sprawia, że wyglądają promiennie. A o to przecież chodzi wiosną.

Zdania dziewczyn, które komentują makijaż na Instagramie, są podzielone. Spora grupa zachwyca się i planuje zakup różu w żółtym kolorze. Te, którym się to nie podoba, uważają, że taka dziewczyna wygląda, jakby wpadła twarzą w żółte, barwiące pyłkami kwiaty.

A wy do której grupy się zaliczycie?


Rodzice, którzy wychowują „dobre” dzieci robią te 5 rzeczy – nigdy o nich nie zapominaj!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 maja 2017
Fot. iStock/BraunS
 

Współcześni rodzice stają przed niemałym wyzwaniem – muszą wychowywać swoje dzieci w świecie, który zdecydowanie różni się od świata z ich dzieciństwa. Nowe technologie i sposoby komunikacji, inne podejście do dzieci i ich wychowywania, inne tempo i zasady życia – to wszystko sprawia, że bycie rodzicem dla wielu staje się zadaniem niezwykle trudnym.W głowie każdego rodzica codziennie rodzą się pytania – czy wychowuję swoje dziecko we właściwy sposób? Czy dzięki temu, jak postępuję, stanie się samodzielne, ambitne, odniesie w przyszłości sukces? Czy będzie mieć szczęśliwe i satysfakcjonujące życie?

Psychologowie z Uniwersytetu Harvarda wyodrębnili pięć elementów, które według nich są kluczem do dobrego wychowania i pozwalają na sukces rodzicielski. Zdaniem naukowców, rodzice wychowujący szczęśliwe, odnoszące sukcesy rzeczy robią te pięć rzeczy, które choć z pozoru proste i oczywiste, są bardzo ważne:

Spędzają z dziećmi wartościowy czas

Bo liczy się nie ilość, ale jakość! Co z tego, że jesteśmy z dzieckiem pół dnia, skoro przez większość tego czasu sprzątamy, gotujemy, rozmawiamy przez telefon lub wgapiamy się w ekran komputera? Ile tak naprawdę jesteśmy Z dzieckiem a nie OBOK niego? Bawcie się razem, wygłupiajcie, czytajcie, grajcie w gry planszowe, rozmawiajcie o  małych i dużych sprawach. Liczy się obecność emocjonalna, uważność, aktywne słuchanie, wspólne rozmowy – to pokazuje maluszkom, czym jest troska, zainteresowanie drugim człowiekiem, sympatia.

Są dla dzieci wzorem do naśladowania

Bo dzieci nie będą robić tak jak im powiemy, ale tak jak my sami zrobimy! Na nic wykłady, pogadanki i kazania, jeśli nie idzie za tym praktyczne działanie dorosłych. Dzieci widzą o wiele więcej niż nam się wydaje (i niż byśmy chcieli, by widziały). Rodzic, który chce stać się wzorem do naśladowania dla swojej pociechy, powinien umieć przyznać się do błędów i przepraszać za nie, rozmawiać z dzieckiem o problemach i szukać odpowiednich rozwiązań, a także znaleźć czas na to, by zadbać o siebie samego – bo tylko wtedy będzie miał siły, by dbać o innych.  Często wymagamy szacunku od najmłodszych, ale najpierw trzeba na niego zapracować własną postawą i samemu okazywać go innym!

Uczą dzieci wartości

I nie chodzi tutaj o wartość pieniędzy, choć we współczesnym świecie często to właśnie jest na pierwszym miejscu. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda twierdzą, że troska o innych jest równie ważna jak nasze osobiste szczęście i właśnie to rodzice powinni przekazać dzieciom. Wzajemna pomoc, życzliwość, zainteresowanie drugim człowiekiem, sympatia wobec innych, odpowiedzialność za samego siebie i ludzi dookoła nas, szacunek – tego należy nieustannie uczyć najmłodszych. Warto zacząć od dobrych manier i codziennej uprzejmości (nie, kultura osobista nie odeszła do lamusa!), ponoszenia konsekwencji za własne zachowanie, wytrwałości i wkładania wysiłku w podejmowane działania (np. zajęcia sportowe), ale też relacje (np. przyjaźń).

Uczą znaczenia wdzięczności w życiu

Rodzice wychowujący „dobre” dzieci uczą je jak ważne jest docenianie ludzi i rzeczy obecnych w naszym życiu. Pokazują najmłodszym, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, nie powinno się niczego brać „za pewnik” i należy być wdzięcznym za to, co posiadamy i osiągamy. Codzienna praktyka wdzięczności czyni nas bardziej życzliwymi, współczującymi, szczęśliwymi i zdrowymi ludźmi – to potwierdzone naukowo! Dlatego tak ważne jest, by nauczyć tego dzieci. Od czego zacząć? Od okazywania szacunku innym, postawienia na relacje i więzi międzyludzkie, a nie rzeczy materialne i stan posiadania, doceniania małych rzeczy, które dają nam wiele radości i szczęścia. Warto też uświadamiać dzieci, że powinny doceniać czasy, w których żyją i posiadane możliwości, bo przecież nie zawsze tak było.

Pokazują dzieciom szerszą perspektywę

Dzieci mają naturalną skłonność do egocentryzmu, stawiają siebie w centrum i wszystko rozpatrują z własnej perspektywy. To oczywiście mija wraz z wiekiem i ich rozwojem, ale nie znaczy, że rodzice muszą czekać z nauką empatii i życzliwości – wręcz przeciwnie! Należy pokazywać dzieciom szerszą perspektywę, uświadamiać je, jak ważne jest nasze zachowanie względem jednego człowieka, jak istotne jest, by słuchać uważnie innych, próbować spojrzeć na świat ich oczami, szanować odmienne poglądy, zwyczaje, tradycje. Należy rozmawiać z dziećmi o różnicach kulturowych i religijnych, pokazać, czym jest akceptacja i tolerancja, okazywać szacunek i zrozumienie dla cudzych emocji – dzięki temu dzieciaki będą pozbawione uprzedzeń i staną się życzliwymi, empatycznymi dorosłymi.

Na podstawie: www.peacequarters.com


”Niezapłacone rachunki, pusta lodówka, najniższa krajowa… Dlaczego zostałam ekskluzywną prostytutką? Jedni sprzedają warzywa, inni ciało”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
14 maja 2017
Fot. iStock/CribbVisuals

Mirella

Przedstawia się jako Mirella, choć nie mam pewności, czy to jej prawdziwe imię. Jest wysoka, ma piskliwy głos, jej uroda jest na mój gust zdecydowanie przeciętna. Nie zgadza się na nagranie rozmowy, zaznacza, że będzie mówić i prosi, żeby jej nie przerywać. Odpowie tylko na wybrane dodatkowo zadane pytania. Zgadzam się. Dodaje, że mogę notować. Wyciągam notes i zaczynamy.

(Nie) bajka

Nie jestem bohaterką bajki o Kopciuszku, nie miałam trudnego dzieciństwa ani złej macochy. Wychowywałam się w domu, w którym o dzieci się dbało i kochało. Nie byliśmy nader zamożni, ale pełna lodówka i ciepły obiad zawsze były na stole. Żadna tam wioska, niewielkie miasto w centrum Polski. Byłam wzorową uczennicą, dzięki wielu konkursom miałam zapewnione miejsce na dużej znanej uczelni, gdzie miałam studiować anglistykę. Cieszyłam się. Sen z powiek spędzało mi tylko to, że studia były dzienne, a ja, nie licząc skromnego wsparcia rodziców, musiałam utrzymać się sama.

Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa

Marzyłam o tytule magistra, miłości życia i wkupieniu się w grono uczelnianych koleżanek. Zaczynałam, jak większość studentów pracując nocą w knajpach. Nie był to szczyt moich aspiracji, ale co lepszego miałam do wyboru? Warzywniak albo butik. W takim barze to chociaż napiwki czasem dawali. Do tego grono adoratorów, znajomi, którzy często wpadali. Po pracy wracałam nocnym autobusem, albo ktoś podrzucał mnie do domu. Któregoś wieczoru poznałam Jana, siedział przy barze do momentu, aż nie powiedziałam mu, że za moment zamykamy. Nie pił alkoholu, ale siedział z uporem maniaka, byłam zaskoczona. Przeprosił i grzecznie wyszedł, czekał na mnie na zewnątrz przed bramą. Zaproponował podwózkę, nie protestowałam. Bywał w naszym pubie już wielokrotnie, elegancki pan po czterdziestce, pachniał dobrymi perfumami. Wręczył mi swoją wizytówkę, z numerem telefonu. Dopiero w domu zorientowałam się, że do torebki wsunął mi kilka banknotów. Rulonik związany gumką z małą karteczką z napisem ‘napiwek’. To była równowartość połowy mojej pensji – byłam zszokowana.

Usługa dodatkowa

Nazajutrz do pracy przysłał mi kwiaty, bilecik zawierał zaproszenie na kolację. Zamieniłam się z koleżanką i wyszłam wcześniej. Piękny hotel, kolacja w pokoju, ekskluzywne wnętrza, seks w satynowej pościeli. Powrót do domu i kolejny napiwek, który wrzucił mi do torebki ukradkiem. Tamtej nocy zapytał mnie wprost, czy nie szukam dodatkowego zajęcia. Zaoferował mi materialne wsparcie, w zamian za świadczenie – jak to określił – bycia jego asystentką wraz ze świadczeniem usługi dodatkowej. Czy poczułam się wtedy jak dziwka? Nie. Jedni sprzedają warzywa, inni ciało.

I ty, tylko ty, będziesz moją panią

To nie jest tak, że tylko ściągałam majtki i byłam na jego każde zawołanie. Dbał o mnie, rozpieszczał mnie prezentami. Bony zakupowe do drogich sklepów jubilerskich, ekskluzywna bielizna, markowy zegarek. Nigdy przedtem nie czułam się taka zadbana i kobieca. Chodziłam na basen i siłownię, lubił, kiedy dbałam o figurę. Miałam na to sporo czasu, zrezygnowałam pracy w pubie. Lubił, gdy farbowałam włosy na kruczoczarne, a usta miałam krwistoczerwone. Uczył mnie nowych smaków, jadałam w miejscach, które znałam tylko z telewizji. Uczył mnie zasad etykiety, zabierał na musicale, do filharmonii i na firmowe rauty. Wszystko mogłam, nic nie musiałam.

Nigdy nie mówił do mnie po imieniu. Zawsze zwracał się „moja pani”.

On

Był starszy, niż mi się pierwotnie wydawało. Majętny rozwodnik, który o rozstaniu z żoną mówił jak o największym koszmarze. Z góry zaznaczył, że to, co nas łączy, jest niezobowiązującą relacją. Czysty seks, instynkt, który rządzi się swoimi prawami. Był inteligentny, oczytany, ciekawy. Mocno brzmiący głos oddawał jego silny charakter. Był typem dominanta, zarówno w łóżku jak i takim codziennym życiu. To on decydował. gdzie i kiedy się spotkamy, co na siebie włożę, jakich użyję perfum, co zjemy. Nigdy mu nie odmawiałam. Dbał o moje finanse, więc byłam mu oddana w każdym calu.

Bonus

Mieliśmy ustaloną konkretną stawkę, czasem prosił o bonus. Nigdy nie stosował wobec mnie zabaw z elementami przemocy, ale bonus obejmował jego łóżkową władzę. Wówczas w grę wchodziły dodatkowe gadżety, choć granica z mojej strony była tutaj wyraźnie zaznaczona. Wiedział, kiedy i na ile może sobie pozwolić. On zaspokajał swoje żądze, ja spełniałam jego zachcianki, na koniec się rozliczaliśmy i oboje byliśmy zadowoleni.

Dlaczego ja?

Dlaczego nie korzystał z agencji zatrudniającej prostytutki? Obracał się w świecie ludzi biznesu, zależało mu na towarzystwie dziewczyny wykształconej, obeznanej, elokwentnej, takiej, z którą dobrze jest się pokazać. Moim atutem była świetna znajomość języka, bywało, że w zawodowych spotkaniach pełniłam u niego rolę tłumacza. Kupił mi drogie ubrania, płacił za kosmetyczkę, zawsze nieskazitelnie wyglądałam. Nie nudziliśmy się ze sobą, byliśmy dopasowani pod względem intelektualnym. Zaraził mnie pasją do rzeczy i miejsc, których dotychczas nie znałam.

Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?

Uczucia? Owszem, był taki moment, kiedy wydawało mi się, że się zakochałam. Z uporem maniaka tęskniłam za jego telefonami, za spotkaniem, za nocą spędzoną nim, ekscytowałam się jego dotykiem. Opamiętanie przyszło jednak w porę. Jego dystans i chłodne podejście uświadomiło mi, że nie tędy droga. On szukał ujścia emocji, nie pragnął posiadania drugiej żony. Inni mężczyźni mnie na tamten moment nie interesowali. Bo i po co? Niczego mi nie brakowało.

Kupcie sobie coś ładnego

Na ferie do domu wróciłam obładowana prezentami. Dodatkowo rodzicom wręczyłam kopertę z gotówką. Byli zaskoczeni i jednocześnie dumni, że ich córka taka zaradna, że tak się świetnie w życiu ustawiła. Oszukałam ich. Powiedziałam, że mam wysokie stypendium za dobre wyniki i świetnie płatną pracę. Wieczorem miałam wyrzuty sumienia. Kłamałam najbliższe mi osoby. Tylko czym miała im się pochwalić podczas rodzinnego obiadu? Pierwszy raz dopadła mnie taka refleksja, że sama się za siebie wstydzę. Gdyby prawda wyszła na jaw, rodzice nigdy by mi tego nie wybaczyli.

Co dalej?

Otworzyłam konto oszczędnościowe, na które sukcesywnie wpływa konkretna suma. Gdybym straciła ‘pracę’ odłożona gotówka spokojnie wystarczyłaby mi na kilka miesięcy utrzymania. Nadal studiuję, na co dzień staram się jak najmniej żyć na pokaz, żeby nie wzbudzać skrajnych podejrzeń, czasem wychodzę na całodniowe zakupy kłamiąc moich znajomych, że idę do pracy. Nie boję się, że ktoś mnie rozpozna na ulicy i weźmie za zwykłą ladacznicę. Sypiam tylko z jednym partnerem. Czy kiedyś z tym skończę? Może kiedy Jan się rozmyśli, kiedy się zakocham, albo kiedy serio trafię na jakąś ekstra pracę? Teraz jestem szczęśliwa. Wiem, co to znaczy mieć niezapłacone rachunki, pustą lodówkę i wszędzie oferowaną najniższą krajową – dla mnie to było za mało. To układ stary jak świat. Ty możesz myśleć, że ja jestem głupia, a ja o sobie myślę, że jestem zwyczajnie cwana. Jak to mówią łatwo przyszło, łatwo poszło, ale o tym nie myślę na dziś. Teraz jestem panią swojego losu, chociaż kto wie, może jeszcze kiedyś przyjdzie mi tego żałować?

Epilog

Kiedy szukałam dziewczyny, która zgodzi się anonimowo porozmawiać, natrafiłam na wątek na pewnym forum. Nie brakowało tam dziewczyn, które były gotowe wejść w seksualny układ o charakterze finansowym. Żadna z nich nie mianowała się określeniem prostytutki. Nie stały przecież przy drodze, jak same twierdziły – one były elementem świata, o którym kiedyś nie śmiały nawet marzyć. Korzyści materialne przyćmiewały im prawdziwe emocje, a żądza pieniądza zapędzała je w kozi róg, z którego kiedyś będą zmuszone uciec. To taki amerykański sen, który kiedyś skończy się brutalnym przebudzeniem.


Zobacz także

Horoskop słowiański. Wiesz jaki znak odpowiada twojej dacie urodzenia?

Co nas kręci w starszych, no dobra - dojrzałych facetach?

Co nas kręci w starszych, no dobra – dojrzałych facetach?

Kochaj, jakbyś znów miała 16 lat! Akcja „Pokaż, jak kochasz”