Zima Toli – najfajniejsza książka o zimie dla malucha

Oh!Books
Oh!Books
29 stycznia 2019
Zima Toli Zielona Sowa
Fot. Materiały prasowe – Zima Toli Zielona Sowa
 

Poznajcie czteroletnią Tolę, która jest bardzo ciekawa świata! Interesuje ją dosłownie wszystko. Wraz z rodzicami obserwuje zmieniające się pory roku. Nareszcie nastała zima. Liście z drzew opadły i wszystko okryła śnieżna kołderka!

Tola wraz z rodzicami przygotowują się do nadchodzących Świąt, podczas których odwiedzi ich najbliższa rodzina. W domu unosi się zapach barszczu z uszkami i kompotu z suszonych owoców. Dziewczynka wspólnie z mamą ubiera choinkę, wypatruje pierwszej gwiazdki oraz czeka na prezenty od Świętego Mikołaja.

Zima to również beztroski czas jazdy na sankach, lepienia bałwana i jazdy na łyżwach. Tola wraz z tatą urządzają w ogródku lodową ślizgawkę. Po długich spacerach i zimowych zabawach czas na pyszną herbatę z cynamonem, goździkami i pomarańczą lub rozgrzewającą zupę.

Mała Tola wraz z tatą opiekują się mamą, którą dopadło zimowe przeziębienie. Wspólnie przygotowują ciepły napar z imbiru i miodu. Najważniejsze, to mieć przy sobie bliską osobę, która otoczy miłością i troską. Niebawem nadejdą kolejne ciepłe dni, czyli zapowiedź nadchodzącej wiosny.

Cztery naturalne, rodzinne opowiadania uzupełnione pięknymi ilustracjami otulą Was swoim ciepłym klimatem i sprawią, że będziecie wracać do tej książki niezależnie od pory roku. Zwykłe, proste życie może okazać się zupełnie niezwykłe!

Zima Toli – zamów książkę

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa


„Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” pełna humoru, ale traktująca miłość poważnie, książka dla nastolatków. Polecamy!

Oh!Books
Oh!Books
4 lutego 2019
Fot. iStock/jacoblund
 

Walentynki, Dzień Zakochanych. Wielu dorosłych kręci nosem na to święto, bo w końcu doskonale zdajemy sobie sprawę, że o miłość trzeba dbać każdego dnia, a nie tylko od święta. Ale to my – trochę już doświadczeni życiowymi perturbacjami. A co jeśli obok nas, być może w drugim pokoju, siedzi nastolatek czy nastolatka, którzy być może przeżywają swój pierwszy stan zakochania i dzień Walentynek jest dla nich zapowiedzią wielkich emocji?

Oczywiście, że nasze dzieci zawsze będą dla nas małe i jakoś dziwnie nam myśleć, że miłością zaczynają darzyć nie tylko nas – rodziców. Jednak to się dzieje i byłoby świetnie, gdybyśmy w tym ich emocjonalnym rollercoasterze uczestniczyli, wspierali ich, rozmawiali i w razie potrzeby podali ramię do wypłakania się.

Niestety, często mamy problem z taką rozmową. My nie wiemy jak zacząć, a nasze dzieci w nastoletnim wieku trochę się od nas odsuwają i nie zwierzają nam się już z taką ochotą jak wcześniej. Jak temu zaradzić? Wychodzę z założenia, że zawsze można podsunąć pretekst do rozmowy. Może nim być chociażby książka. Tak, wiem, już widzę rodziców, którzy kręcą nosem, bo ich dziecko czyta jedynie szkolne lektury. Ja jednak uważam, że aby polubić czytanie, trzeba trafić na odpowiednią książkę i myślę, że taką jest „Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” Mans Gahrton.

To napisana z dużym humorem, ale traktująca poważnie nastoletnią miłość pozycja wydawnictwa Debit. Adam – chłopiec, który zmienia szkołę, jest już po zakończeniu swojego pierwszego związku (nie śmiejmy się, że nastolatki nazywają to związkiem, a nie „chodzeniem”) i musi się odnaleźć w nowym rówieśniczym świecie rządzącym się zasadami, których nie zdążył jeszcze poznać. Oczywiście przez to dochodzi do różnych zabawnych dla czytelnika, niekoniecznie dla samego Adama, zdarzeń, ale też pokazuje, że zmiany, choć początkowo trudne, stają się szansą na nowe przyjaźnie, a nawet na… miłość.

Adamowi od samego początku podoba się Eva – koleżanka z nowej klasy, choć oczywiście trudno mu się do tego przyznać nawet przed samym sobą. Prowadzona podwójnie narracja – ze strony Adama, ale też Evy, pozwala czytelnikowi rozeznać się w uczuciowym świecie bohaterów książki. Ona zachwycona kolegą swojego starszego brata (która nastolatka mająca starszego brata, tego nie przeżyła?), jest uczestnikiem niefortunnych zdarzeń z udziałem Adama. Eva prowadzi bloga, świetnie gra w piłkę nożną i ma przyjaciółkę, której zwierza się ze wszystkiego. No może poza tym, że coś jest w tym Adamie…

Świetnie napisana książka dla nastolatków. Lekko, bez dorosłego moralizowania, z pełnym zanurzeniem się w ich współczesny świat, w którym porozumiewają się za pomocą telefonów, żyją trochę w wirtualnym świecie, ale też stykają się z tymi samymi emocjami, jak my w ich wieku. Pierwsze spojrzenia, pocałunki, rozczarowania. „Eva i Adam. Głowa pełna ciebie” to lektura zarówno dla chłopców jak i dla dziewczyn. Dorośli też mogą do niej zerknąć, żeby zorientować się, jak wygląda życie uczuciowe życie nastolatków, jeśli sami o nim zapomnieli.

Podsuńcie ją swoich dzieciom na Walentynki. Kto wie, może ta książka stanie się powodem do rozmów o miłości? Może obudzi miłość do książek? Korzyści jest wiele, nie zwlekajcie, nie wiemy kiedy nasi nastolatkowie wkroczą w ten świat pełen uniesień, szczęścia, ale też trudnych dla nich rzeczy, których do końca być może nie będą rozumieć, ale będą mogli z nami o nich porozmawiać.


W domu nie mówiliśmy po polsku, czyli rzeczywistość polskiej emigracji lat 80-tych. Polecamy książkę „My, superimigranci”

Oh!Books
Oh!Books
4 grudnia 2018
Mat, prasowe/Emilia Smechowski

Pamiętam, jak w latach 80-tych, gdy wracałam ze szkoły w grudniu, przed Świętami, w domu pachniało tak, że już od drzwi było wiadomo, że właśnie przyszła paczka. Paczka z Niemiec, od znajomych, którym udało się uciec i tam zamieszkać. Przysyłał je przyjaciel mojego taty. Były czekolady, żelki, proszek do prania, hermetycznie pakowane wędliny, zestaw 50 mazaków. To zawsze było prawdziwe święto, dotknięcie tamtego, innego świata.

Emilia Smechowski takich paczek nie dostawała, jej rodzice w 1988 roku postanowili wyjechać, by zapewnić sobie i swoim dzieciom lepsze życie. Emilia mając pięć lat trafiła z rodziną do obozu dla uchodźców. Bała się, bo choć była z najbliższymi z zewsząd otaczali ją obcy ludzie, którzy podobnie jak jej rodzice marzyli o tym, żeby wyrwać się z Polski. Tak zaczęła się zmiana. W domu Emilii przestano mówić po polsku, jej rodzice mieli poczucie, że muszą zasłużyć na daną im w nowym kraju szansę. Zmienili imiona, nazwiska, by brzmiały bardziej po niemiecku. Wiele lat później mama Emilii powiedziała jej, że robiła to wszystko, bo strasznie się bała.

„Bardziej czułam się Niemką niż Polką” wspomina Emilia. Nie dotykały jej żarty na temat Polaków, jej tata oglądał program, w którym się z nas wyśmiewano i sam zaśmiewał się do łez. Nastąpiło całkowite wyparcie. Mama Emilii, gdy przyjmowali gości, podawała pomidory z mozzarellą, zamiast polskich pierogów. Nie mówiono o uczuciach, nie mówiono o tęsknocie, nastąpił tryb „przestawienie i zasymilowanie”.

Byliśmy „niewidzialni”, pisze w swojej książce „My, superimigranci” Emilia Smechowski, opisując swoją własną, a tym samym wielu innych, historię imigracji. Przywołuje wspomnienia, pisze o koleżankach z klasy, które były Polkami, ale nigdy ze sobą nie rozmawiały o pochodzeniu, udawały, że temat nie istnieje.

Kiedy po latach Emilia zapisała się na kurs nauki języka polskiego, odkryła, że ojczystego języka uczą się z nią jej rówieśnicy, tacy jak ona, którzy z rodzicami wyjechali jako dzieci, a dziś nadal poszukują swojej tożsamości, przynależności. Emilia nie lubi pytania o to, kim jest – Polką czy Niemką. Dzisiaj mieszka ze swoją rodziną w Gdańsku, córka jest dwujęzyczna, mąż – Niemiec, uczy się języka polskiego. Jej rodzice nie chcą wrócić do Polski.

„My, superimigranci” to opis rzeczywistości, tych, których rodzice, ponad 30 lat temu, postanowili wyjechać z kraju, spróbować żyć lepiej, którzy nie chcieli czekać na zmiany, które wtedy nie następowały, podczas gdy za zakrętem, świat nabierał rozpędu. Każdy, kto zetknął się z polską emigracją, odnajdzie w tej książce znajome twarze, historie, emocje.

Polecamy!