Żegnaj Hygge, nadchodzi Lagom. Czyli sztuka bycia szczęśliwym, z tym, co już mamy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 marca 2017
Fot. iStock/shironosov
Fot. iStock/shironosov

Świat zwariował na punkcie duńskiego Hygge, rytuałów odnajdowania radości w drobnych życiowych przyjemnościach, celebrowania chwili przy domowym cieście i filiżance kakao, a także budowania odpowiedniej atmosfery w miejscu, w którym przebywamy. Ale nadchodzi nowy, skandynawski trend, tym razem ze Szwecji. Wydaje się, że Lagom (możemy przetłumaczyć to słowo jako „umiar”) ma szanse mocniej wpłynąć na nasz styl życia, bo jego siła tkwi w dążeniu do… uproszczania, osiągnięcia równowagi i życia w zgodzie z naturą.

Na czym to wszystko polega? W dużym skrócie, Lagom to branie tylko tego, co potrzebujesz, bez potrzeby poświęcania rzeczy, które kochasz. To próba wykorzystywania tylko tego, co już masz, by być naprawdę szczęśliwym. Bo nie potrzebujesz do szczęścia wielu materialnych rzeczy, możesz je osiągnąć małym kosztem, dzięki ponadczasowym przedmiotom codziennego użytku lub rzeczom wykonanym własnoręcznie.

Jak być Lagom?

1. Bądź bardziej świadomy tego, na co wydajesz pieniądze

Czyli na przykład, częściej płać gotówką, niż kartą (płacąc kartą często „nie widzimy” jak szybko i ile wydajemy). Pilnuj, aby twoi znajomi zwracali zaciągnięte u ciebie pożyczki. Notuj swoje wydatki, przewiduj stałe opłaty, zrezygnuj z „pustych wydatków” (na przykład z subskrypcji, z których nie korzystasz). Zamiast kupować nowe, korzystaj z tego, co już masz i co dobrze ci służy. Miej finanse pod kontrolą

2. Zwróć uwagę na to, jak wpływasz na środowisko

Pamiętasz, jak mama powtarzała: „gaś światło?!”, nie lej tyle wody”…? Może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale codziennie wpływasz na środowisko – wyrzucając jedzenie do kosza, odkręcając do oporu gałkę kaloryfera, kupując ciągle nowe, plastikowe torby, choć masz ich w domu całe mnóstwo… Warto zmienić te szkodliwe nawyki.

3. Nie pozwól twojej pracy zdominować twojego życia

Również wtedy, kiedy w niej jesteś…Czyli ciesz się i korzystaj z przerwy na lunch, czy kawę, nie jedz odgrzewanego lunchu przy biurku, nie połykaj go pośpiesznie na kolanach, jeśli pracujesz w domu. A kiedy wrócisz do domu, nie zerkaj nieustannie na ekran telefonu czy komputera sprawdzając emaile. Rano przecież ciągle tam będą…

4. Zaakceptuj fakt, że rzeczy w twoim życiu są wystarczająco dobre

To pewnie najtrudniejszy punkt. My przecież stale chcemy więcej, lepiej… Tymczasem okazuje się, że z reguły to, co mamy, to o wiele więcej niż nam się wydaje. Że osoby, które nam w życiu towarzyszą, są tymi właściwymi, mimo wad i słabości.

Jak widzicie, Lagom wcale nie jest rewolucyjnym trendem. Jednak zwraca naszą uwagę na to, o czym często zapominamy,  pomaga wyrzec się nierealistycznych oczekiwań i zawraca nas na nowo, ze ścieżki szalonego konsumpcjonizmu na tę, gdzie możemy być bliżej – ze sobą, z innymi i z naturą. To typ podejścia do życia który ma je upraszczać, sprawiać by było przy tym tańsze i bardziej radosne. Do przemyślenia :D.


Co to znaczy „dorosnąć”? Dorastamy wtedy, kiedy wreszcie wiemy, że nie ma to nic wspólnego z wiekiem

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 marca 2017
Fot. iStock / pekic
Fot. iStock / pekic

Kiedy byłam już prawie dorosła, myślałam, że dojrzałość, to taki czas, kiedy masz dość wiedzy i odwagi, by żyć parząc sobie samemu co rano herbatę. Gdy masz dość możliwości i chęci, by zamienić wygodne łóżko u mamy, na samodzielne płacenie rachunków. Że gdy wyfruniesz, to znak, że dorosłaś.

Potem wyfrunęłam, byłam już dorosła, miałam dorosłą pracę i dorosłe rachunki w bardzo dorosłym, wynajmowanym mieszkaniu. I równie dorosła była szarlotka i pieczeń, które piekłam, żeby zrobić gościom przyjemność.

Bardzo długo żyłam i rozwijałam się w tej swojej małej dojrzałości, ale wciąż z prawdziwym dorastaniem, to nie miało zbyt wiele wspólnego. Bo dorastamy, kiedy w naszym życiu, uczymy się obserwować pewne rzeczy – i nie zmieni tego ani obrączka na palcu, ani dziecięce łóżeczko – choć z pewnością bardzo mocno nas w tej dorosłości osadzają.

Jest kilka znaków, punktów do odhaczenia na życiowej mapie, która pokazują nam, czym tak naprawdę jest dorastanie. Bo czasem głęboko w środku dorastamy dopiero, gdy…

Mamy na swoich ramionach więcej odpowiedzialności

Zazwyczaj tej niekomfortowej, tej która nie wiadomo kiedy przyszła i nałożyła nam na głowy kilkutonowe ciężarki. To taka odpowiedzialność, którą przyjmujemy, czasem ze smutkiem, sprzeciwem, ale zapieramy się mocno i niesiemy ją ze sobą

Dokonujemy ważnych wyborów w naszym życiu i…

… często nie są to wybory emocjonalne. Kiedy czasem musimy sami siebie złamać albo wręcz przeciwnie, gdy nasz wybór jest pogodzeniem się z trudną sytuacją, na którą wpływać nie możemy. Gdy wybory nie są już ucieczką od dorosłości.

Rozumiemy, jak słabi bywamy

Czasem sobie na to pozwalamy, czasem w z tym walczymy, ale rozumiemy doskonale, że każdy człowiek, choćby nie wiem jak się upierał, że jest odwrotnie, tego czasu potrzebuje.

Potrzebuje ciszy by wsłuchać się w siebie, by się na siebie wkurzyć lub pogłaskać się po głowie. Wreszcie by spróbować zrozumieć, czego naprawdę chce.

Potrafimy grać w drużynie

Szczerze doceniamy wartość innych ludzi ponad wszystko. Potrafimy z pokorą być wdzięczni, czasem nawet swoim pozornym wrogom. Potrafimy wybaczyć, choć nadal bywa, że z olbrzymią trudnością. Potrafimy przyjąć pomoc tak samo, jak chcemy jej innym udzielać.

Kiedy uczymy się akceptować nasze życie

Z całym bólem, trudnościami i wszystkim, co nieuniknione. To akceptacja tego, że czasem musimy dokonywać wyborów, które rewidują wszystko to, co zakładaliśmy wcześniej, na wygodnej kanapie z kubkiem kakao w ręce. To zgoda na to, że czasem życie i nam funduje scenariusz daleki od planów a nawet wyobrażeń.

Zgoda na to, że nie wszystko jest w naszych rękach. Odwaga, by przyjąć tę życiową niepewność i jak najwięcej na niej zbudować dobrego.

Gdy uczymy się bycia samemu

I nie uważamy tego za samotność. Być może dlatego, że widzieliśmy już w życiu prawdziwą samotność.

Gdy chcemy wiedzieć o sobie więcej

I pewnego dnia odkrywamy, że mimo 20, 30 czy 40 lat jeszcze tak wiele możemy się o sobie dowiedzieć. Dojrzałość ukrywa się w gotowości do przyznania przed sobą, że jeszcze sporo pracy nas czeka.

Kiedy potrafimy patrzeć sobie w oczy (i patrzeć w oczy innych ludzi)

Bo nawet, gdy przyjdzie nam dokonać złego wyboru, gdy coś nie idzie po naszej myśli,  mylimy się, zawodzimy, popełniamy błędy, wiemy, że to wszystko jest po coś. Budzimy się rano i mamy pewność, że nie chcemy nigdy krzywdzić drugiego człowieka, nie chcemy sprawiać bólu.

Kiedy odchodzi ktoś bardzo ważny

Czasem nagle. I wtedy dorastamy w  mgnieniu oka. Po kawałku.

Nagle zupełnie wbrew sobie wtłoczeniu w nowe role, które na nas spadły. Skonfrontowani z tym, co najtrudniejsze i nieuniknione. Bezsilni wobec tego, co się stało, a jednak z mocą wpływania na wszystko, co wybierzemy potem.

Najsilniej skonfrontowani ze świadomością, że są rzeczy niepojęte, przed którą  już teraz nie możemy się schować.

I chyba najważniejszym momentem naszego dorastania jest właśnie brak ucieczki. Momenty, w których już nie chcemy lub nie możemy udawać, że trudne rzeczy nie istnieją tak, długo – jak długo udaje się przed nimi schować.

Co to znaczy „dorosnąć”? Dorastamy wtedy, kiedy wreszcie wiemy, że nie ma to nic wspólnego z wiekiem.


Nie przeszkadzało ci, że jesteś tą drugą? Chyba, że przekonywał cię standardowym schematem, że jednak tą pierwszą. List do kochanki męża

Magdalena Lis
Magdalena Lis
17 marca 2017
Fot. iStock/AdrianHancu
Fot. iStock/AdrianHancu

Droga Ka,

Totalny przypadek sprawił, że niecały rok temu dowiedziałam się o twoim istnieniu. Chciałam odebrać e-fakturę i pomyłkowo weszłam na konto pocztowe Darka, mojego męża, z którego zapomniał się wylogować. Tam, w uporządkowanym folderze o nazwie Ka. widniało mnóstwo wiadomości, które dostawał od ciebie. Kliknęłam na pierwszą, drugą, kolejną. Setki słów pełnych intymnych detali, zdjęcia, zdania zadające mi w jednej sekundzie niezliczone pokłady bólu. Mój świat zaczął wirować. Czułam, że gasnę, że umieram. Rwałam włosy z głosy, wszystko mnie bolało. Chciałam, żeby to nie była prawda. Chciałam cofnąć czas, chciałam tego nigdy nie przeczytać. Chciałam, żeby to był sen. Chciałam, żebyś nie istniała.

Wiedziałam, że w moim małżeństwie nie jest idealnie, że od jakiegoś czasu coś się psuje między nami. Darek często wracał z pracy, siadał do komputera, zasłaniał się zaległościami, chronicznym zmęczeniem. Nie byłam naiwna, po prostu mu wierzyłam. Oddalaliśmy się od siebie, myślałam, że może to chwilowe, że przechodzimy kryzys, że wielu ludziom tak się zdarza, rozważałam nawet małżeńską terapię. Kiedy miałam wrażenie, że udaje nam się wydostać z marazmu i wyjść na całkiem już prostą drogę, okazało się, że trafiłam na niebezpieczny zakręt, za którym się kryłaś.

Mój mąż zaczął chodzić na siłownię. Wymienił całą swoją garderobę, kupował dobre wody toaletowe, coraz częściej wyjeżdżał służbowo. Miał wysokie stanowisko, mieliśmy kredyt na dom, myślałam, że ciężko pracuje. Często wracał nad ranem, całował mnie w czoło, przepraszał, że przedłużyło mu się spotkanie. Dobrze się kamuflował. Zdarzało się, że czułam od niego zapach papierosów i alkoholu. Nigdy nie pachniał twoimi perfumami.

Wiedziałaś o mnie od początku. Ja w pełni oddana pracy zawodowej, obowiązkom domowym, organizacji naszego życia wszystkie potencjalne sygnały alarmowe zwyczajnie przegapiłam. Intuicja czasem mi coś podpowiadała. Kiedy Darek mimo późnej pory nie wracał do domu, bywało, że do niego dzwoniłam. Nie odbierał. Nie spałam, czuwałam, znowu dzwoniłam. Zapewne musiałam wam przeszkadzać. Zawsze oddzwaniał, ale po jakimś czasie.

Nie przeszkadzało ci, że jesteś tą drugą? Chyba, że przekonywał cię standardowym schematem, że jesteś jednak tą pierwszą. Może dostawałaś ten stek mrzonek, jak to jest mu ze mną źle, jaka jestem zła, niedobra i jak męczy się ze mną w domu. Te wszystkie sztampowe opowieści niewiernych mężów, o tym, jak to im się w życiu nie układa. Nie było u nas sielankowo, ale było poprawnie. Przykro mi to mówić, ale wówczas mój mąż cię okłamywał. Nie planował, tak jak tobie mówił, naszego rozwodu. Nie rozmawialiśmy nigdy o sprzedaży domu i jego zamianie na dwa mniejsze mieszkania. Uprawialiśmy seks, przytulaliśmy się, a nasze wieczory nie zawsze polegały na zwyczajnym mijaniu się w domu. Oglądaliśmy razem kabarety, które oboje uwielbiamy. Planowaliśmy wspólne wakacje. Awantury w naszym domu były ograniczone do minimum. Przykro mi, że byłaś przekonana, że jest inaczej.

Moja najlepsza przyjaciółka nosi takie samo imię jak ty. Ka – do dziś mam dreszcze na plecach, kiedy słyszę je w pełnym brzmieniu. Na szczęście jak mówi stare przysłowie czas leczy rany, pogodziłam się z zaistniałą sytuacją, coraz lepiej się w niej odnajduję. Kiedy komuś o tym opowiadam, jest pełen podziwu dla mojego spokoju. Przyjaciółka powiedziała mi, że mówię tak, jakbym nie mówiła o sobie. Może coś w tym jest? Może to jakiś rodzaj wyparcia?

Wiedziałaś o mnie prawda? Obejrzałaś moje zdjęcia na Facebooku i Instagramie. Co czułaś patrząc na mnie? Czego się spodziewałaś? Że zobaczysz smutną, szarą, niewiele wartą kobietę? Że twoim oczom ukaże się zgorzkniała dziewczyna, która nic dobrego nie może swojemu mężowi zaoferować? Czy zastanawiałaś się, kiedy mamy i czy obchodzimy kolejną rocznicę naszego ślubu? Czy wiedziałaś, że na twoją rzecz mój mąż wzgardził moimi urodzinami? Czy przypuszczałaś, że kiedy się o was dowiem, mój świat legnie w gruzach i będę gryzła kołdrę z rozpaczy? Powiedz, czy chociaż raz o mnie tak zwyczajnie, po ludzku jak o kobiecie pomyślałaś? Odpowiem za ciebie. Nie. Nigdy. Zupełnie się mną nie przejmowałaś.

Nie będę cię obwiniała. Nie wiem, kto kogo uwiódł, nie będę dochodzić, czyja to mogła być wina. To nie ma znaczenia, mleko się rozlało, wszyscy ponosimy tego konsekwencje. Zakochałaś się? Ja też. Mój mąż był najważniejszym człowiekiem na świecie dla ciebie? Dla mnie też. Przystojny, elokwentny, czarujący, zabawny, jeżdżący dobrym autem, szarmancki. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, że sobie korzystałaś. On zmęczony pracą i życiem, ty zawsze mająca czas i ochotę. Żeby pójść do łóżka, pocieszyć, wysłuchać. Żeby dać wszystko to, czego ja zła żona – jak twierdził, nigdy mu nie dawałam.

Przyjrzałam się tobie na portalach społecznościowych. Przyjrzałam się tym wszystkim wysłanym i odebranym mailom, zgrałam je sobie. Wiesz, że jesteśmy nawet nieco podobne do siebie? Drobne brunetki, w zbliżonym wieku. Pracownice korporacji, ładne, zadbane. Czego szukał u ciebie? Może jakiejś cząstki mnie, która w ferworze codziennych obowiązków powoli znikała. Może ognia w sypialni, który tli się mniejszym płomieniem po wielu wspólnych latach. Może towarzyszki rozmów, powierniczki, dziewczyny, która da mu wyraz swojej miłości. Może ja mu tej miłości za mało dawałam?

Jak smakują samotne święta, kiedy wiesz, że ukochany spędza je z żoną? Czym pachną samotne noce, kiedy tęskni się za kimś obłędnie? Jak jada się samotne śniadania, kiedy ktoś, z kim spędziłaś noc, wybiega w samym jej środku z hotelowego pokoju? Jak doświadcza się zakazanej miłości? Jak się wierzy, ufa, doświadcza szczęścia, wiedząc, że buduje się je na czyjejś krzywdzie i notorycznym kłamstwie?

Współczuję ci. Wierzyłaś, że mnie zostawi. Chciałaś, żeby wam się udało. Chciałaś być żoną, matką, priorytetem, a nie opcją. Rozczaruję cię pewnie trochę. Wasze wiadomości znam niemal doskonale, niemal na pamięć. Podobne słowa kilka dobrych lat temu z jego ust słyszałam ja sama. Mnie też uwiódł miłością do winylowych płyt, starych gramofonów, czytania dawno zapomnianych przez świat książek. Nigdy się nie bałaś? Że i ty przestaniesz kiedyś być tą jedną, wyjątkową, niezastąpioną? Że skoro raz potrafił zdradzić, będzie robił to nadal? Że się kiedyś tobą znudzi, że już zawsze będziesz się bała? Nigdy myślałaś, że podzielisz mój los przechodząc odwrócony, tak dobrze znany ci schemat?

Wiem, że jesteś teraz sama. Mam nadzieję, że kiedyś uda ci się poukładać swoje życie, że wyciągniesz z tej lekcji adekwatne wnioski i sumiennie odrobisz pracę domową. Że nigdy nie będziesz musiała poczuć, jak twój żołądek wiążę się na supeł, a po twarzy lecą łzy, kiedy musisz się rozstać z miłością swojego życia. Bo choć może przez chwilę myślałaś tak o moim mężu, to zapewniam cię, że on nią nie był. Szukał odskoczni, tego co nieznane i obce. Szukał czegoś, czego nie ma z przydziału, czegoś co może zwyczajnie zdobyć.

Kiedyś życzyłam ci źle. Wyobrażałam sobie, jak przychodzę do ciebie do pracy, uderzam cię w twarz, perfekcyjnie odgrywam teatralną scenę. Jak demonstracyjnie szarpię cię za włosy, jak płoniesz ze wstydu, jak tracisz grunt pod nogami i siły.

Dziś jest inaczej. Dziś staramy się pozbierać rozsypane puzzle naszego małżeństwa. Darek się zmienił. Ja się zmieniłam. Podczas procesu rozwodowego udało nam się dowiedzieć sporo o sobie. Małymi krokami na nowo zbliżamy się do siebie. Miłość wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma, we wszystkim pokłada nadzieję. Zupełnie tak, jak ja sama.

Chciałam, żebyś zniknęła, cierpiała, żebyś umarła. Dziś wiem, że nigdy nie powinnam była tak myśleć, od dawien dawna wiadomo, że karma wraca. Dziś, kiedy piszę do ciebie ten list, jestem w szpitalu. Jutro zacznę przyjmować kolejną chemię. Dziś Darek jest przy mnie, podobnie jak wczoraj, i dwa tygodnie temu. Tylko raz słyszałam, jak dzwonił do ciebie, przechadzając się po szpitalnym korytarzu. Prosił, żebyś go więcej nie niepokoiła. Dziś parzy mi herbaty, przynosi śniadania. Pisze zabawne wiadomości na dobranoc, przywozi książki, głaszcze po policzku, tuli, kiedy płaczę. Obiecuje, że jak tylko wyzdrowieję, to kupimy psa, pojedziemy na koncert, i nad morze.

Moja diagnoza to rak, brzmi jak wyrok, ale mam wielką wolę walki, do życia, do kochania. Tyle przetrwałam, że paradoksalnie jest we mnie ogromna siła. Uśmiecham się, czerpię z życia garściami, staram się unikać smutku.

Piszę do ciebie, żeby zamknąć pewien etap. Nie chcę już dla ciebie źle. Chcę, żebyś kiedyś była szczęśliwa. Dla siebie, droga Ka. I dla mężczyzny twojego życia, którego kiedyś los postawi na twojej drodze. Pamiętaj, szczęścia wymagaj głównie od siebie. Niech nikt ci go nigdy nie odbiera.

Życzę ci tego z całego serca.

Jak kobieta kobiecie.

 

 

 


Zobacz także

Fot. iStock / gradyreese

Chcesz by twoja córka była pewną siebie kobietą? Nigdy nie mów jej tych 5 rzeczy

Fot. iStock/sturti

Mężczyźni do garów, kobiety do rozwoju. Świat stanął na głowie!

Fot. iStock /  kzenon

Zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Znajoma stawia tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość