Zdradzamy sekrety facetów – wolnych ptaków. Oto 8 zasad, którymi się kierują, by uniknąć zaangażowania

Redakcja
Redakcja
25 maja 2017
Fot. iStock / BartekSzewczyk
 

Mężczyźni określani mianem „wolnych ptaków” to faceci, którzy ani myślą o zaangażowaniu i ustatkowaniu się, a każdy związek traktują jako przerywnik w swoim życiorysie i chwilową rozrywkę (dlatego nie używają nawet słowa „związek”!). Są niedostępni, tajemniczy i zagadkowi, co czyni ich cholernie seksownymi i pociągającymi. Ale uwaga – jeśli dasz się skusić i uwierzysz, że przy tobie On się zmieni, to czeka cię prawdopodobnie ból, cierpienie i złamane serce. Nie daj się nabrać i nie narażaj się na gorzkie rozczarowanie, bo wolny ptak nie kieruje się twoim dobrem i uczuciami, ale tymi ośmioma zasadami, które chronią go przez zaangażowaniem się:

Zasada 1: Bądź, ale jakby cię nie było

Bądź obecny, korzystaj ze znajomości, ale za nic się nie angażuj! Nie pytaj, nie dociekaj, nie myśl nawet o bliższym poznaniu i zawiązywaniu jakiejkolwiek relacji – to tylko utrudni wszystko, gdy przyjdzie czas na pożegnanie się (no bo przecież wiesz, że w końcu przyjdzie!). Małe gesty są zakazane – kobiety lubią dopowiadać sobie do nich całe historie i analizować je krok po kroku, centymetr po centymetrze. Bądź, ale jakby właściwie cię nie było w tej znajomości – dzięki temu sprawy pójdą gładko i obejdzie się bez dramatów.

Zasada 2: Owijaj w bawełnę i rzucaj ogólnikami

Żadnych szczegółów! Owijaj w bawełnę, mów ogólnikami i generalizuj – w ten sposób do niczego nie będzie się mogła przyczepić, bo przecież nie powiedziałeś nic konkretnego! Zapomnij też o obietnicach i przyrzeczeniach – to nie służba, żeby się tak zobowiązywać, ale miłe spędzanie czasu z płcią przeciwną. Jedno słowo za dużo, a dasz jej nadzieję na coś więcej i zacznie sobie wyobrażać wasze dzieci i życie na emeryturze!

Zasada 3: Twoi znajomi, jej znajomi – ustal wyraźne granice

Spotykacie się, super, ale nie znaczy to, że masz jej przedstawiać swoich kumpli, przyjaciół i rodzinę do trzech pokoleń wstecz! Zaznacz wyraźne granice – jej znajomi są jej znajomymi, twoi to zupełnie inny świat, do którego ona ma zakaz wstępu. Im mniej osób zaangażujesz w wasze spotykanie się, tym lepiej – jeszcze ktoś ją polubi, z kimś znajdzie wspólny język i zrobi się trudniej. Dbaj o swoją wolność i walcz o niezależność!

Zasada 4: Miej zawsze plan spotkania i unikaj romantyzmu

Bądź panem sytuacji i zawsze miej zaplanowane wasze spotkania w szczegółach. Unikaj przesiadywania na kanapie i wpatrywania się w oczy niczym zakochany kundel! Kolacja, kino, wyjście na drinka – w jej domu możesz zjawić się tylko w jednym celu i nie zasiedź się wtedy zbyt długo. Jeszcze sobie zacznie coś wyobrażać i będzie chciała przytulać cię po fakcie niczym ukochanego pluszaka. Nie baw się w amanta z ckliwych komedii romantycznych lub brazylijskich telenowel jeśli nie ma takiej potrzeby – taki romantyzm wprowadza tylko zamieszanie.

Zasada 5: Bądź na dobre i na… dobre! Złe nie wchodzi w rachubę

Dopóki jest fajnie i miło, ciesz się tym, ale gdy tylko na horyzoncie pojawia się jakiś problem lub osobisty dramat, lepiej się ulotnij. To całe pocieszanie, przytulanie, trzymanie za rączkę i ocieranie łez – zero zabawy! Brzmi to zupełnie jak bliższa relacja i jeszcze ktoś uzna to za prawdziwy związek- słyszysz już ten alarm w głowie? Pomaganie w problemach to zamach na twoją wolność. Dystans! Dystans przede wszystkim!

Zasada 6: Carpe diem – żyj teraźniejszością, o przyszłości cicho sza!

Nie planuj, chyba, że chodzi o dzisiejszy wieczór lub weekendowe szaleństwo. Słowa „przyszłość”, „kiedyś”, „stabilizacja” i „na starość” nie istnieją w twoim słowniku, jesteś też na nie głuchy i niewrażliwy. Żyj chwilą obecną i nie rób jej nadziei, że za miesiąc, rok czy dziesięć lat nadal będziesz pamiętał jej imię.

Zasada 7: W seksie liczy się twoja przyjemność, jej orgazm niekoniecznie

Nie oszukujmy się – nie jesteś altruistą, a ta znajomość i tak ma krótki termin ważności, wiec bierz z niej ile się da, także i podczas intymnych spotkań! W seksie liczy się twoja przyjemność, a jeśli i ona będzie zadowolona, to fajnie – ale nie jest to konieczne. Rób co lubisz i tak jak lubisz, a jeśli jej nie pasuje… cóż, to tylko przyspieszy nieuniknione rozstanie i ułatwi zakończenie tego epizodu.

Zasada 8: Chcesz to zakończyć? Weź winę na siebie!

Podstawowa zasada przy kończeniu znajomości – weź winę na siebie! Wykuj na blachę takie zdania jak „jesteś dla mnie zbyt dobra”, „nie zasługuję na ciebie”, „powinnaś spotykać się z kimś znacznie lepszym ode mnie”, „przy tobie jestem nikim, jesteś taka wspaniała”. Dzięki temu prostemu trikowi ona poczuje się doceniona, a nawet lepsza od ciebie, a ty gładko wyplączesz się z waszego układu i będziesz mógł rozpocząć nowe łowy.


Czasem uratować można tylko jedną osobę, siebie. „Każda kobieta zasługuje na to, by być szanowaną”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
25 maja 2017
Fot. iStock / francescoch
 

Podjęłam trudną, ale konieczną dla mnie decyzję. Czułam się winna odchodząc, przecież przyrzekałam w zdrowiu i w chorobie. Wyrzuciłam męża z życia, by stać się na nowo bardziej zdecydowaną, stanowczą, odważną. Złamałam daną przysięgę, by móc ratować siebie samą.

Akt odwagi

Mam na imię Iwona, mam trzydzieści sześć lat i od roku jestem rozwódką, która odeszła od męża alkoholika. Nasze małżeństwo trwało prawie dziesięć lat, na przełomie których toczyłam o nas ciągłą walkę. Mój mąż jest członkiem weselnego zespołu, weekendy i święta często spędzał poza domem. Pomagałam mu, woziłam go, montowałam sprzęt, w gorszych okresach przestoju wspierałam. Pracowałam wspomagając domowy budżet, dbając o dom i rodzinę. Kiedy wniosłam pozew o rozwód, usłyszałam, że wraz z niezbędnymi do rozprawy aktami załączyłam jeden najważniejszy. Mój akt odwagi.

Jedna pora roku

Gdyby ktoś zapytał mnie jakiej pory roku nienawidzę, powiedziałabym, że jest to zima. Chłód i zlodowaciałe serce męża towarzyszyło mi przez większą część mojego małżeństwa. Nigdy mnie nie chwalił, nie przytulał, nie całował. Nawet w łóżku wszystko odbywało się schematycznie, niczym dobrze działający mechanizm. Nie miałam prawa głosu, możliwości decydowania o mniej lub bardziej ważnych sprawach. Nawet o wyborze koloru paznokci decydował mój małżonek. Obrażanie mnie i wyzwiska były na porządku dziennym, a powodów było mnóstwo. Kiedyś gdy wróciłam później z pracy oberwałam rzuconym w moją stronę słoikiem z ogórkami. Kiedy tuż przed rozwodem opowiadałam o wszystkim pani psycholog skwitował to krótkim – gdybym chciał, to bym celniej trafił.

I ślubuję ci…

Wychodząc za mąż nie byłam jakoś strasznie młoda, poznaliśmy się na uczelni gdzie byliśmy równoległymi rocznikami. Wszystko było jak trzeba, po kolei, odebrane dyplomy, ślub, wesele, pierwsze wynajęte mieszkanie, moja ciąża. Myślałam, że złapałam pana Boga za nogi, choć moja babcia tuż przed ślubem zapytała mnie, czy jestem pewna, że wiem za kogo wychodzę. Mój mąż jak każdy lubił się czasem napić. Widziałam, że momentami przesadza, ale tak jego zdaniem miała wyglądać młodość. Pierwszy raz ubliżył mi przed chrzcinami córki. Świadkiem tego zajścia była moja dalsza rodzina, bardzo się wstydziłam i natychmiast ich przepraszałam. Całą uroczystość dumny tatuś przespał na zapleczu restauracji, taki był szczęściem z powodu narodzin dziecka pijany. Kolejne imprezy wyglądały jak tamta, były jej odbiciem lustrzanym. Wraz z każdym wyjściem z domu lub zaproszeniem gości do nas doznawałam silnego poczucia lęku, gdyż bałam się, że będę znów psychicznie zmaltretowana.

Mogę wszystko, nic nie muszę

Kiedy wyrzucono mojego męża z pracy uznałam, że czas na poważną rozmowę i postawienie ultimatum. Skończyło się picie weekendami, a zaczęła – jak to elegancko nazywał codzienna degustacja, kończąca się na butelce wódki, kilku drinkach bądź sześciopaku piwa. Mąż początkowo twierdził, że nie musi się leczyć, bo jest przecież zdrowy. Nie pracował, nadal grał weekendami więc okazji i kompanów do kieliszka nigdy nie brakowało. Po moich namowach uległ i trzy razy pojawił się w ośrodku dla uzależnionych. Tylko po to, żeby następnie wykrzyczeć mi, że piorą mu tam mózg i opowiadają głupoty. Ciągle podkreślał, że wszystko może i nic nie musi. Pani psycholog skierowała mnie na terapię dla współuzależnionych. Po dziś dzień tam chodzę. Czasem tak sobie myślę, że gdyby mój mąż choć spróbował podjąć próbę wyjścia z choroby alkoholowej moglibyśmy być ze sobą.

Wakacje moich koszmarów

Ubiegłoroczne wakacje spędziliśmy w Międzyzdrojach. Wynajęliśmy domek na obrzeżach opuszczonej dzielnicy. Do centrum i nad morze mieliśmy spory kawałek, na obiad szliśmy kolejne kilometry, tylko po to, by móc zjeść w najtańszym barze. Na plaży leżałam w sukience, bo według mojego męża wstydem było pokazywać ‘takie ciało’. Nie mogłam czytać książek, bo jak twierdził naczytam się a potem mi się głupoty głowy trzymają. Nie mogłam zjeść gofra, bo wydziwiam a jestem już wystarczająco gruba. Jednego dnia bardzo źle się czułam. Strasznie się pociłam, dostałam wysokiej temperatury, wylądowałam u lekarza. Po powrocie do naszej kwatery usłyszałam, że dziś robiłam za klauna, i skoro tak chcę, to mój prawdziwy cyrk będzie się dopiero zaczynał.

Wyrzuty sumienia

Po powrocie z wakacji poczułam ogromny przypływ sił, zdecydowałam, że odchodzę. Przy pomocy przyjaciół wniosłam pozew o rozwód, chcąc załatwić sprawę polubownie wybrałam opcję bez orzekania o winie. Nocą śniły mi się koszmary. Podjęłam trudną, ale konieczną dla mnie decyzje. Czułam się winna odchodząc, przecież przyrzekałam w zdrowiu i w chorobie. Wyrzuciłam męża z życia by stać się na nowo bardziej zdecydowaną, stanowczą, odważną. Złamałam daną przysięgę by móc ratować siebie samą

Wstyd w rodzinie

Moi najbliżsi stwierdzili, że mój rozwód przyniesie wstyd i hańbę naszej rodzinie. Nikt nie rozumiał, że trwanie w tym małżeństwie odbiera mi godność i szansę na zwyczajne spokojne życie. Nikt nie wiedział, że mój mąż załatwia się czasem pod siebie, kiedy z dawką alkoholu totalnie przesadzi. Że mnie gnębi i mi ubliża. Że biorę leki, a lekarz zdiagnozował u mnie początkową nerwicę. Że chcę się budzić bez poczucia winy, pozbyć myśli samobójczych a skutków choroby męża nie chcę przypłacić własnym życiem.

Nie dostaniesz rozwodu

Chęć polubownego rozstania mijała się z celem. Mąż wyraźnie mi zakomunikował, że nie dostanę rozwodu. Myślałam, że przez wzgląd na naszą córkę zachowamy choć namiastkę przyjaźni. Bardzo się myliłam. Zaczęły się SMS-y z wyzwiskami i pogróżkami. Telefony do córki, którymi była zastraszana. Po ludziach mój mąż opowiadał, że pozbawiłam go dachu nad głową, mimo iż to ja się przecież wyprowadziłam. Żalił się, że go zawiodłam i opuściłam. Miał pracę, dach nad głową, ulica mu nie groziła. Buntował się, raz krzyczał, że mnie kocha, chwilę później, że jestem jego życiowym błędem i największym koszmarem. Bolało. Wiem jednak, że nie był w stanie racjonalnie podejść do zaistniałej sytuacji. Brakowało mu empatii, by móc zrozumieć to, że nie on a to ja zostałam skrzywdzona. Doprowadził mnie do współuzależnienia, i mimo, że alkoholu w ogóle nie pijam musiałam się poddać długiemu leczeniu.

Ktoś nowy

W nowo wynajętym mieszkaniu moja córka zaczęła zasypiać ze spokojem. Zdecydowanie poprawiła wyniki w szkole. Moja bratowa na jednym z rodzinnych spotkań powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi, żeby Marta się tak szczerze, prawdziwie śmiała. Na początku lutego poznałam Romka. Patrzył na mnie jak nikt nigdy – tak jakoś inaczej. Małymi krokami zaczął pokazywać mi, że wiele znaczę dla niego, dokopywał się do moich wszystkich wartości. Okazywał mi dużo czułości, troski, ciepła, którego nieświadomie tak bardzo łaknęłam. Zakochałam się zupełnie nie będąc tego świadomą.

Wolność

Mimo powierzchownego szczęścia odczuwałam ból. No bo jak to – formalnie wciąż jestem mężatką, która niczym nastolatka się zakochała. Moje życie się strasznie skomplikowało. Bałam się, że ktoś się dowie, że spotykam się z Romkiem, bałam się, że wywlecze to w sądzie. Jednak się udało. Po piętnastu minutach ostatniej rozprawy oficjalnie byłam wolna. Momentalnie spojrzałam na życie inaczej. Mój mąż na rozprawie płakał, zaklinając się, jak bardzo mnie kocha. Miałam szereg dowodów na to, że zwyczajnie kłamie. Przygotowałam się, miałam zgrane jego SMS-y, odtworzono nasze rozmowy, które skrupulatnie nagrywałam. W mowie końcowej sędzina podkreśliła, że każda kobieta zasługuje na to, by być szanowaną.

Pamiętasz o mnie?

Przez lata zaniedbałam relacje z przyjaciółmi i znajomymi. Musiałam przełamać wstyd, za radą pani psycholog odnowić stare znajomości, powrócić do nich. Poszłam do fryzjera, zmieniłam uczesanie i kolor włosów. Zapisałam się na basen i na siłownię. Krok po kroku coraz bardziej dopuszczam Romka do swojego życia, do siebie. Powoli uczę się, czym są pokłady emocji, ciepła, wzruszeń. Kupiłam córce psa, co wieczór wychodzimy na bardzo długi spacer. Kilkanaście razy byłam już ze znajomymi w kawiarni pijąc pyszną kawę bez pośpiechu i bez stresu o dodatkowo wydany grosz. Zaliczyłam studencki zjazd w Bieszczadach pielęgnując dobre wspomnienia. Moja córka była wówczas u mamy, a ja wracałam bez lęku, że już od progu poczuję zapach alkoholu, a potem zostanę zbrukana.

Któregoś dnia mój mąż zapytał w krótkiej wiadomości, czy o nim jeszcze pamiętam. Nie odpisałam. Jest ojcem mojego dziecka, człowiekiem chorym. Odeszłam, żeby ratować siebie. Mimo czarnych barw namalował pewną część mojego życia. Nigdy o nim nie zapomnę, ani nie zapomniałam.

Każdy kij ma dwa końce

To nie jest tak, że byłam złą, niedobrą żoną, która zostawia męża w potrzebie biegnąc tym samym do innego. Postawiłam mężowi warunki, proponowałam leczenie, terapię. Liczyłam na jego gest, mały progres, na dłoń wyciągniętą w moją stronę. Zamiast tego, za jego sprawą zapukałam do bram samych piekieł. Moja znajoma powiedziała kiedyś takie zdanie, że nie można uzależniać szczęścia bądź jego braku za sprawą jednego człowieka chodzącego po tej ziemi. Był moment, że było to dla mnie totalną abstrakcją, którą z biegiem czasu zrozumiałam. Mnie, tobie, każdemu z nas należy się szacunek. Każdy kij ma dwa końce. Niektórym zdarza się z jednego z nich niefortunnie z impetem spadać. Ciągle pływam jeszcze po emocjonalnym morzu, wsparta przyjacielskim kołem ratunkowym.

Ze swojej strony wiem, że zrobiłam wszystko, by nas ratować. Moja babcia tydzień temu szepnęła mi na ucho, że podziwia mnie, że wytrzymałam tak długo.


Jedz, śmiej się, pij alkohol, baw się i żyj. Poznaj receptę na długowieczność złożoną z 53 punktów

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
25 maja 2017
Fot. iStock / g-stockstudio

Czy istnieje recepta na długowieczność? Każda z osób, która skończyła 100 lat, ma swój sposób. W zeszłym roku swoje 102 urodziny świętowała pewna Brytyjka, która swój wiek zawdzięcza piciu wina, optymistycznemu podejściu do świata oraz… jedzeniu bananów. Co jeszcze może przyczynić się do tego, żebyś i ty mogła zdmuchnąć sto świeczek na torcie? Oto kilkadziesiąt rad na to, jak żyć, aby dożyć magicznych urodzin.

Bądź sumienna – według naukowców sumienność jest jedną z najlepszych cech, która prowadzi do długowieczności. Tłumaczą to tym, że osoby sumienne odnoszą większe sukcesy w pracy oraz w relacjach z innymi.

Szukaj powodów do śmiechu – śmiej się jak najwięcej, ciesz się z drobnych przyjemności. Oglądaj dobre komedie i czytaj zabawne książki. Śmiech sprawi, że będziesz dłużej młoda, a twoja radość będzie zarażać innych dookoła, którzy chętnie będą przebywać w twoim towarzystwie.

Znajdź powód do życia – znajdź coś, co będzie powodować, że będzie chciało ci się żyć, ruszać i cieszyć. Może to być rodzina, przyjaciele. Albo pies lub kot, którym będziesz się opiekować.

Jedz orzechy – według badań przeprowadzonych przez BioMed Central osoby w wieku 55-90 lat, które jadły orzechy, ważyły mniej i miały mniejszy obwód w talii. Ponadto badania wykazały, że ryzyko wcześniejszej śmierci u tych osób była o 39 proc. niższa.

Spaceruj – 123-letni Carmelo Flores Laura z Boliwii podał swój sposób na długowieczność. Jest nim ruch. Szczególnie polecał spacery ze swoimi zwierzętami.

Chodź na zakupy – która z nas nie kocha zakupów? Teraz mamy jeszcze jeden powód, by robić to jak najczęściej. W badaniu z 2011 roku stwierdzono, że codzienne zakupy obniżyły ryzyko śmierci u kobiet powyżej 65 roku życia o 23 proc.. I nie martw się, że twój portfel może tego nie wytrzymać. Korzyści przynosi samo wyjście do sklepu, nie musisz nic kupować.

Bądź szczęśliwa – choć czasami to trudne, to naprawdę warto, bo osoby szczęśliwe umierają później i dłużej cieszą się… życiem.

Fot. iStock/Martin Dimitrov

Fot. iStock/Martin Dimitrov

Wygraj… Oscara (albo inną ważną nagrodę) – bo podobno aktorzy i reżyserzy, którzy zdobywają Oscara, żyją o cztery lata dłużej niż osoby przegrane.

Zamieszkaj wśród wzniesień – jeśli chcesz żyć dłużej, powinnaś zamieszkać na terenach górzystych. Według naukowców z Kolorado osoby żyjące w górach umierają później niż osoby żyjące nad morzem.

Zrób coś dla innych – pomagaj innym, kiedy tego potrzebują. Wystarczy uśmiech, dobre słowo lub mały gest. Twoje życie stanie się bogatsze.

Ale nie zapominaj o sobie – dbaj o innych, ale nigdy nie zapominaj, że to ty powinnaś być dla siebie najważniejsza. I zawsze o tym pamiętaj!

Gotuj w domu – badania wykazały, że osoby po 65 roku życia gotujące w domu żyły o 47 proc. dłużej niż osoby, które jadały gotowe posiłki.

Uprawiaj jogę – joga przynosi wiele korzyści. Redukuje stres, sprawia, ze będziesz spokojniejsza i bardziej rozluźniona. A ciało staje się bardziej elastyczne.

Bądź optymistką – optymiści żyją dłużej. Bo widząc życie w jaśniejszych barwach, ono staje się prostsze. Przyszłość nie przeraża, a problemy nie są czynnikiem, który spędza sen z powiek

Ale zachowaj umiar w optymizmie – będąc skrajną optymistką możesz źle oceniać sytuacje i nie dostrzegać zagrożenia życia i zdrowia.

Odstaw mięso – bo u wegetarian zanotowano o 12 proc. niższe ryzyko wcześniejszej śmierci.

Zaręcz się – single umierają wcześniej niż ich rówieśnicy żyjący w związku. Taki wniosek został wysnuty po analizie 4800 osób urodzonych po 1940 roku.

Poślub młodszego partnera – okazało się, że te kobiety, które miały młodszego męża, żyły dłużej. Młodszy partner dba o nie i pilnuje, żeby żyły aktywniej i dobrze się odżywiały.

Unikaj niedobranych związków – bliska relacja z osobą, z którą się kłócisz, może sprawić, że szybciej umrzesz. Taki związek kosztuje cię wiele nerwów i zdrowia. Szkoda na nie życia.

Nie tkwij w toksycznym związku, rozwiedź się – więcej zdrowia stracisz męcząc się z toksycznym partnerem. Podejmij odważne kroki i korzystaj z życia rozwódki, które da ci nowe możliwości i szanse rozwoju oraz poznania kogoś odpowiedniego.

Myj zęby – higiena jamy ustnej jest niezwykle ważna. Regularne czyszczenie zębów, używanie nici dentystycznej i wizyty u dentysty mogą zmniejszyć ryzyko chorób serca i udaru mózgu.

Pij filiżankę ulubionej kawy – niech to stanie się twoim rytuałem. Filiżanka dobrej jakościowo kawy pobudzi cię, podkręci metabolizm. Niech to będzie chwila tylko dla ciebie, podczas której się rozluźnisz i rozładujesz stres.

Fot. iStock / Klikovic

Fot. iStock / Klikovic

 

Jeźdź na rowerze – energiczne pedałowanie wydłuży twoje życie. Oczywiście zachowaj bezpieczeństwo i wsiadaj na rower w kasku.

Rzuć palenie – według badań rzucenie palenia może pomóc kobietom żyć nawet 10 lat dłużej niż gdyby dalej sięgały po papierosa.

Jedz błonnik – spożywanie 25 gramów błonnika dziennie może zmniejszyć ryzyko wystąpienia chorób serca, ponieważ wymiata z organizmu zbędne produkty przemiany materii.

Załóż rodzinę – bo rodzina daje szczęście. I zawsze masz kogoś, do kogo możesz się przytulić.

Ale nie musisz się spieszyć – kobiety, które rodzą dzieci po 40-tce, mają większe szanse żyć dłużej niż kobiety, które urodziły wcześniej.

Kształć się – osoby, które chodzą na kursy bądź studia, żyją dłużej niż ci, którzy szybko rezygnują z nauki.

Wprowadź zdrowe nawyki w swoim życiu – choćby dzisiaj. Wprowadź do swojego życia zdrowe jedzenie, ćwiczenia i medytację. Pozwoli ci to na redukcję stresu, nabierzesz więcej dystansu i będziesz po prostu zdrowsza.

Nie bój się starości – nie cieszysz się z urodzin, ponieważ jesteś coraz starsza i boisz się starości? Zmień swoje nastawienie. Ciesz się tym, że możesz je świętować.

Weź przykład z Latynosów – chodź narzekają na zarobki i poziom życia, żyją średnio o 2,5 roku dłużej niż osoby z USA. Dlaczego? Bo dla nich najważniejszą wartością jest rodzina.

Chodź do kościoła – albo innego miejsca, w którym poczujesz spokój i ukojenie.

Pij alkohol – jedna lub dwie szklanki bądź lampki alkoholu dziennie mają pozytywny wpływ na zdrowie. Sięgaj głównie po czerwone wino, które wpływa także na zachowanie młodości.

Fot. iStock / ViewApart

Fot. iStock / ViewApart

Jedz ryby – spożywanie kwasów omega-3 pozytywnie wpływa na organizm i może pomóc w zapobieganiu ryzyka wystąpienia wielu chorób.

Pomóż innym – pomagając komuś, pomagasz także sobie.

Weź urlop – ale taki, podczas którego będziesz odłączona od telefonu służbowego, maili i nie będziesz myśleć o pracy. Zajmij się sobą i rób to, co sprawia ci przyjemność.

Uprawiaj seks – o korzyściach chyba nie trzeba przypominać.

Wysypiaj się – osoby, które śpią za mało, umierają szybciej i są bardziej podatni na choroby.

Ale nie śpij za dużo – tak jak za mała dawka jest szkodliwa, tak za dużo snu także może wpłynąć negatywnie na twoje zdrowie. Pilnuj, żebyś nie spała 9 h i dłużej.

Fot. Istock/Geber86

Fot. Istock/Geber86

Miej zwierzaka – będziesz kochana bezinteresownie, już nie będziesz samotna i zawsze będziesz miała powód, żeby się ruszyć z domu.

Bądź bogata – bogaci ludzie żyją dłużej (oczywiście, jeśli nie wykończy ich biurokracja i stres). A to dlatego, że mają lepszy dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji i miejsc, w których mogą naprawdę wypocząć. Poza tym nie czują stresu związanego z tym, za co wykarmić rodzinę i za co opłacić rachunki.

Jedz brokuły – bo mają dużo witaminy C i składników odżywczych.

Biegaj, ale nie za dużo – regularne bieganie w umiarkowanym tempie może wydłużyć życie o 5 lub 6 lat.

Myj ręce – mycie rąk może ocalić twoje życie. Może być skuteczniejsze niż szczepionka.

Miej dobry kontakt ze współpracownikami – dobre relacje z osobami, z którymi pracujesz, pozytywnie wpływają na twoją wydajność i samopoczucie.

Nie rezygnuj z pracy na emeryturze – choć nie możesz się doczekać odpoczynku po zakończeniu pracy, nie rezygnuj tak do końca z aktywności zawodowej. Będziesz czuła się potrzebna i będziesz miała motywację, żeby o siebie dbać.

Nie prowadź siedzącego trybu życia – osoby, które prowadzą aktywny tryb życia, żyją średnio dłużej o 2 lata.

Uprawiaj ogród – hodowanie roślin pomaga rozładować stres, jest świetną terapią i zmusza do przyjemnej aktywności.

Chodź szybciej – zwiększ tempo swojego chodu. Spokojny spacerek nie doprowadzi cię do setnych urodzin.

Uśmiechaj się szeroko – według badań sportowcy, którzy mieli szeroki uśmiech, żyli dłużej niż ci, którzy się nie uśmiechali.

Ćwicz – 150 minut umiarkowanych ćwiczeń tygodniowo to dodatkowe 4 lata twojego życia.

Miej trochę ciałka – osoby z lekką nadwagą żyją dłużej niż osoby chudsze. Jednak mowa tu o kilku kilogramach więcej. Ludzie otyli umierają szybciej.

Myśl o śmierci – nigdy nie zapominaj o śmierci. Świadomość, że możesz umrzeć, sprawia, że stajesz się ostrożniejsza, nie bagatelizujesz tego, co chce przekazać ci organizm oraz cieszysz się życiem, bo wiesz, że nie masz czasu do stracenia.

 

A wy co byście dodały? Znacie jakieś rady na długowieczność? 🙂

Źródło: huffingtonpost.com


Zobacz także

10 grzechów głównych twojej lodówki

10 grzechów głównych twojej lodówki. Marnujemy niewyobrażalne ilości jedzenia! Jak to zmienić?

Tych kilka rzeczy chciałabym wiedzieć o facetach, nim zaczęłam się z nimi spotykać. Może straciłabym mniej czasu na kiepskie związki

Jak powoli tracisz swoje życie. 20 sygnałów współuzależnienia