Zawsze jest dobry moment na bycie tatą. Fantastyczna kampania społeczna skierowana do mężczyzn

Karolina Krause
Karolina Krause
16 lutego 2017
Fot. Screen z Youtube
Ad Council
Fot. Screen z Youtube Ad Council

„Wystarczy moment, by stworzyć „ten magiczny moment”. Znajdź czas, żeby być ojcem dzisiaj” – takimi słowami twórcy najnowszej odsłony, znanej już kampanii organizacji Ad Council, zachęcają ojców, do aktywnego uczestniczenia w życiu ich dzieci.

Za pomocą, czterech krótkich filmików pokazują nam, że nieważne gdzie, nie ważne kiedy – zawsze jest dobry moment na bycie tatą. I to nie koniecznie takim na cały etat, tylko takim, który po prostu jest. Takim, z którym można się czasami pośmiać, powygłupiać, pobawić. W końcu tak niewiele potrzeba, by dobrze spędzić czas ze swoim dzieckiem a w dodatku zadbać o jego prawidłowy rozwój. Albowiem, jak pokazują liczne badania, wpływ ojca na rozwój dziecka jest nieoceniony!

I wcale nie chodzi o to, żeby nie wiadomo jak się poświęcać. Czasem wystarczy pół godziny  kilka chwil, w których – skupimy swoją uwagę tylko na dziecku – by miało ono cudowne wspomnienia.

Nie wierzycie? To obejrzyjcie te 4. spoty:

Piątek, godz. 19:31 – czytanie bajek na dobranoc

Poniedziałek, godz. 18:14 – zabawa przed lustrem

Piątek, godz. 13:17 – rajd w koszu na pranie po mieszkaniu

Niedziela, godz. 15:22 – wspólne śpiewanie


Źródło: kampaniespoleczne.pl


Jestem samotną matką, dlaczego ktoś próbuje mi wmówić, że przez to gorszym człowiekiem?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
16 lutego 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Nie oczekuję wiele, nie chcę by ktoś robił coś za mnie, dawał pieniądze za nic. Chcę uczciwie pracować, zarabiać i żyć spokojnie w kraju, który ten spokój krok po kroku mi odbiera.

Nigdy nie interesowałam się polityką, ale też ona niespecjalnie interesowała się mną. Żyłyśmy obok siebie w znośnej symbiozie. Ale to co dzieje się teraz, coraz to nowe pomysły, które docierają do moich uszu, najpierw wprawiają w zdumienie, później w głupkowaty śmiech, a na końcu w furię.

Bo czemu ja jestem winna, że moje życie ułożyło się tak, a nie inaczej. Czy to, że sama wychowuję od ponad pięciu lat córkę, jest w tym kraju przestępstwem, choć nieoficjalnym, to jednak godnym potępienia i wymierzenia kary?

Mieszkamy w niewielkiej miejscowości. Ale dobrze nam tu, daleka jestem od narzekania. Co to komu daje. Moje małżeństwo rozpadło się kilka lat temu. Klasyka. Winni byliśmy oboje – mało dojrzali, zbyt wiele oczekujący od siebie, właściwie się nie znający, kiedy zachodziłam w ciążę… Zostałam sama, gdy Ala miała 3 lata. Przedszkole, praca, tata zabierał ją na weekendy na początku. Później się wyprowadził, słuch po nim zaginął, ma nową rodzinę, o „starej” córce nie pamięta.

Jasne, że sobie radzę, jaki mam wybór. Pracuję, dorabiam. O alimentach mogę zapomnieć, bo on nie płaci, a mój dochód przekracza próg dochodowy w Funduszu Alimentacyjnym. Musiałabym zarabiać mniej niż 1500 złotych na nas dwie, żeby wyciągnąć rękę po pieniądze. A ja tak nie chcę, nie chcę niczyjej jałmużny. Mam dwie ręce, dość siły, by sobie w życiu poradzić, tylko dlaczego tak niesprawiedliwym kosztem?

Moja córka jest w tym milionie dzieci, które alimentów nie otrzymuje, a rząd nie robi z tym nic. Odmawia obniżenia progu tłumacząc się brakiem środków. No tak, bo owe środki pochłonął projekt 500 plus, z którego też nie korzystam. Po pierwsze dlatego, że to moje jedyne dziecko, po drugie, bo znowu za dużo pracuję, więc i więcej zarabiam. To nic, że ci, co zarabiają dziesięciokrotnie więcej ode mnie, 500 zł na drugie i kolejne dzieci, którym nic nie brakuje, dostają. I to nie jest zawiść, super, że dostają i mogą dzieciom te pieniądze na przyszłość odłożyć, ale dlaczego moja córka jest od nich gorsza? Co jej powiem, gdy pewnego dnia spyta: „Mamo, a dlaczego nam nikt nie pomógł?”. Co będzie ją trzymać w kraju, w którym nikt o jej przyszłość nie zadbał, bo zbyt zajęci są walką z wyimaginowanymi wrogami i uciszaniem tłumów albo przekupstwem, albo działaniem po cichu, gdzie nikt nie ma o niczym pojęcia?

Na prace nad zwiększeniem ściągalności alimentów nie mam co liczyć, przestałam się łudzić. Zamknięcie kwestii Funduszu Alimentacyjnego i progu dochodowego – mnie też zamknęło usta z wrażenia i z żalu, że nikogo nie obchodzę – ja i moja córka, mając świadomość, że wiele jest takich kobiet jak ja.

I co mam zrobić? Krzyczeć, tupać nogami, złościć się? Co to da? Co zmieni? Skutecznie odbiera mi się złudzenia, że choćby w jakimś aspekcie mogłoby się poprawić. Płacę podatki, płacę składki do ZUS-u i co z tego? Państwo, które od wielu lat mi nie pomaga, obraca moimi pieniędzmi, wypłaca sobie podwyżki, naprawia rozbite służbowe auta, wprowadza reformy, których się nie domagałam. Moja córka musiała iść jako 6-latka do szkoły, od września obejmie ją kolejna reforma – przygotowywana na szybko, mam wrażenie, że w imię dziwnych ideologii, a dzieci nie mają w szkołach bezpłatnych zajęć dodatkowych, bo nikt nauczycielom nie zapłaci. A ona chciałaby i na jakieś zajęcia techniczne, na tańce, na koszykówkę. Musimy wybierać, nie stać mnie na wszystko. Przeliczam, odkładam, szukam możliwości. Pożyczać nie chcę, bo z czego oddam? Jedyne, co mogę, to więcej pracować, więcej od siebie samej wymagać.

Tyle tylko, że później słyszę, że powinnam o siebie zadbać, że może kogoś znaleźć, ułożyć sobie życie na nowo. Szczerze, mam to gdzieś. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebuję, to facet w domu, który mógłby się okazać jedynie pasożytem zjadającym mnie powoli – mnie i moje życie, które sobie składam. To jak taka koronkowa praca. Złotówka do złotówki, minuta do minuty – jedna dla pracy, jedna dla córki – nie zawsze się udaje, bo nie jadam śniadania z córką pędząc do pracy. Obiad ona je w szkole, bo ja nie zdążę z nią usiąść do stołu. Staram się jej to wszystko wynagrodzić na miarę moich możliwości. Siadamy wieczorem czytając książkę, grając w gry. Patrzę na nią i myślę, że to z czego jestem w moim życiu dumna, to właśnie z niej. I drżę o jej przyszłość, bo sama tej przyszłości się boję. Bo co, jak zachoruję, jak coś mi się stanie, kto o nią zadba? Przecież nie państwo, w którym przyszło nam żyć. Musze ją uzbroić w siłę, w odwagę, w pewność siebie, by nigdy nie musiała przepraszać za to, jak żyje, kim jest. By nigdy nie musiała prosić o pomoc, na którą nie ma co liczyć.

Smutno mi dziś, pewnie dlatego piszę. Patrzę na moją córkę, jak spokojnie śpi, płacę rachunki, czytam nowości, o jakich znowu informuje nas rząd i jest mi najzwyczajniej w świecie smutno… Bo wiem, że jak ja o nas nie zadbam, nikt nie stanie po naszej stronie, że głos choćby garstki samotnych matek i tak zostanie zlekceważony, niezauważony. Dla wielkich są wielkie cele, a nie matki pochylające się co wieczór nad swoimi dziećmi, całujące je na dobranoc, które wiedzą, że zrobią wszystko, by ich dzieci były szczęśliwe. Oni też to wiedzą, pewnie dlatego mają nas w głębokim poważaniu…

Jestem samotną matką, dlaczego ktoś próbuje mi wmówić, że przez to gorszym człowiekiem nie zasługującym na pomoc czy wsparcie państwa?


Wyjdź i się rozejrzyj. Bo żyć zaczniesz wtedy, kiedy zrozumiesz, że tylko z ludźmi

Anika Zadylak
Anika Zadylak
16 lutego 2017
Fot. iStock / robertiez
Fot. iStock / robertiez

Cześć Człowieku!

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że mógłbyś być zupełnie sam? Że nagle zwalniasz w tej ciągłej pogoni za pieniędzmi, za lepszym i większym domem, za droższym autem i wakacjami w pięknym kurorcie. Stajesz, rozglądasz się i nic. Tylko ty i twoje dobra. Bez serca i duszy, bez uśmiechu w szary dzień, bez zwykłego gestu, który tak często oznacza wszystko.

Tylko ty i nikt poza tym.

Budzisz się i zasypiasz sam. Idziesz do pracy, gdzie w ogromnym biurze, tylko jedno twoje biurko. Nie ma do kogo zadzwonić, nie ma komu powiedzieć o kiepskim śnie i równie złym poranku. Potem, idziesz pustą ulicą i wstępujesz do sklepu, gdzie półki aż się uginają, ale nikt cię nie pyta, czy coś podać i doradzić. W pustym domu, też nikt na ciebie nie czeka, a po klatce schodowej roznosi się tylko echo głuchej ciszy. Stajesz wieczorem w oknie i nikogo nie widzisz poza swoim odbiciem w szybie. I tak każdego dnia. Masz wszystko, a tak naprawdę nie masz nic.

Zapierasz się. Mówisz, że poradzisz sobie sam, że nikogo nie potrzebujesz, że stały związek, to stały kłopot, a przyjaciele czy koleżanki zawodzą, kłamią i oszukują. Że nie warto zaufać i uwierzyć, że ludzie w twoim życiu przychodzą i odchodzą.

I nie ma żadnej różnicy, czy żyjesz w pojedynkę czy z kimś.

A przecież drugi człowiek to nie tylko związek, małżeństwo czy dozgonna przyjaźń. To zwykłe, codzienne gesty, nieoczekiwana pomoc, dobre słowo i życzliwość. To każdy dzień i życie, które cię otacza.

Pomyśl. Kim byłbyś bez swojej sąsiadki? Tej samej, która notorycznie cię wkurza ciągłymi pretensjami o zbyt głośną muzykę. I tej, która gdy tylko zachorujesz, puka do drzwi z talerzem pożywnego rosołu. A ekspedientka w osiedlowym sklepie? Ta, co marudzi, że znowu na czynsz nie zarobi i podnosi ceny, żeby jakoś się ratować. A gdy masz gorszy miesiąc, pakuje ci zakupy do torby, mruga okiem i mówi, że oddasz, jak już będziesz mógł.

I koleżanka, która dzwoni wiecznie zasmarkana, bo mąż zapomniał o kolejnej rocznicy. Za to o meczu z kolegami już nie. Tylko gdy tobie trzeba nagle w nocy przy kimś pomilczeć, zjawia się pierwsza i o nic nie pyta. A ten facet, przez którego wyjesz trzecią noc, bo znowu cię wystawił, bo kolejny raz spotkanie służbowe było ważniejsze? Tak, ten, który na rękach niósł cię na pogotowie, kiedy skręcało cię z bólu. I siedział przy łóżku całą noc, choć na siódmą rano miał do pracy.

Albo pan, co sprząta osiedlowe śmietniki i grabi śmieci spod resztek śniegu? Wiecznie podcięty i ze śmierdzącym papierosem. Ale gdy zapchał ci się zlew, był pierwszy, ze wszystkimi narzędziami i uszczelką, o której pojęcia nie miałeś.

Mama i tata, ci ciągle niezadowoleni rodzice, na okrągło zamartwiający się o twoją przyszłość i wydzwaniający trzy razy dziennie. Ci sami, do których możesz wrócić w każdej chwili, zamknąć się w swoim dawnym pokoju i liczyć na ciepłą herbatę. I rękaw, do wypłakania. I dobrą radę i wskazówki, żeby znowu nie błądzić.

Widzisz człowieku, mówisz, że samodzielny jesteś, że najważniejsze to mieć na opłaty, zaległą ratę w banku, na nowe ciuchy i drinka w sobotę. I z kim go wypijesz, gdy twoje puste gadanie się spełni i sam będziesz jak palec?

W życiu wszystko jest ważne. Musi mieć swoje miejsce i czas. Szkoła, studia, jakaś robota. Kąt, żeby było gdzie głowę do świtu położyć, miejsce, w którym można się schować. Ale bez drugiego człowieka nic nie jest warte, nic nie cieszy, nic nie motywuje. Gdy nie ma komu powiedzieć „dobranoc”, gdy nie ma do kogo iść i na kogo liczyć, cała reszta przestaje mieć sens.

Z kim, będziesz dzielił te swoje sukcesy? Komu opowiesz o kolejnej wygranej? Komu się pochwalisz, że znowu dałeś radę? Kto cię poklepie po ramieniu, gdy nadejdzie zły czas?

Dlatego już przestań się wypierać, zastawiać rozsądkiem, krzywdą i strachem. Przestań tłumaczyć, że samodzielność, że taka dobra ta samotność.

Wyjdź i się rozejrzyj.

Bo żyć zaczniesz wtedy, kiedy zrozumiesz, że tylko z ludźmi. Że tylko wtedy, kiedy jest komu podać rękę i odwzajemnić uśmiech. Że tylko wtedy, gdy zauważasz kogoś jeszcze, nie tylko siebie.

Drugi Człowiek.

 


Zobacz także

Fot, iStock/h2o_color

Tylko nie mówicie, że myjecie podłogę raz dziennie, bo umrę. Mówię to ja: Pani Domu Dobra Na Miarę Swoich Możliwości

Pięć kroków do zdrowej skóry twarzy latem

Pięć kroków do zdrowej skóry twarzy latem

Facebook

Świąteczny reset. Kto znajdzie jajo?