Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 grudnia 2015
Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo
Fot. iStock / gremlin

Zaufanie to podstawa – słyszysz od jednych. Nie bądź naiwna, nie ufaj wszystkim – podpowiadają ci drudzy. Jeśli cię zraniono, zdradzono, jeśli się na kimś zawiodłaś, jest jeszcze trudniej. Zdarza się, że pod wpływem życiowych turbulencji zaczynasz analizować stare i nowe relacje, znajomości, kalkulujesz w głowie ryzyko jakie ze sobą niosą. Niepotrzebnie. Naucz się po prostu ufać mądrze, czyli z zachowaniem pewnej zdroworozsądkowej rezerwy.

A dlaczego właściwie nie ufamy innym?

Jest kilka powodów:
• Z obawy przed odrzuceniem
• Z obawy przed byciem wyśmianym, śmiesznym
• Z obawy przed porażką
• Z obawy przed popełnieniem błędu
• Z obawy przed tym, że gdy się rozczarujesz, gdy ktoś cię zrani, nie poradzisz sobie z cierpieniem.

Spokojnie. Jeśli jesteś właśnie w trakcie rocznego bilansu zysków i strat, jeśli zastanawiasz się, czy jeszcze kiedyś zaufasz dawnym przyjaciołom, partnerowi, bratu, przeczytaj.

1. Nigdy nie mów „nigdy”

To słowo powinno zniknąć z naszego słownika. Przy najbliższym rozczarowaniu bliską lub wcale nie taką bliską ci osobą zrób ćwiczenie: przeganiaj każdą myśl, której sens brzmi „już nigdy jej/jemu nie uwierzę”. Nie zakładaj, że więcej nie zaufasz. Nie zakładaj, że ludzie się nie zmieniają. Że Ty się nie zmieniasz, że nie dasz komuś szansy. Nauka „rozsądnego” ufania polega również na jak najczęstszym koncentrowaniu się na pozytywnym rozwiązywaniu problemów i konfliktów.

2. Bądź dobra dla siebie, pokochaj siebie

Nie obwiniaj się, zarzucając sobie ”Nigdy nie powinnam mu zaufać”, Nie mogę uwierzyć, że jej zaufałam”. Tacy jesteśmy z natury: łatwowierni. Zaufanie jest czymś naturalnym. Czy nie mówimy „naiwny jak dziecko”? I pamiętaj, bez tej osoby (tej, która cię zawiodła) nie jesteś mniej sobą, nie jesteś mniej warta. Jeśli będziesz budować poczucie wartości na tym, jaki jest stosunek innych do ciebie, każda zdrada twojego zaufania zaboli o wiele głębiej, trudniej będzie znów uwierzyć w ludzi.

3. Ufaj swojej intuicji

I staraj się znajdować wokół ludzi godnych twojego zaufania. Obserwuj spokojnie zanim nazwiesz kogoś najlepszym przyjacielem. Jak on/ona traktuje innych? Czy wyjawia ich sekrety, czy powtarza plotki? Nie zwierzaj się od razu ze wszystkich tajemnic. Zaczynaj od tych drobnych. I czekaj.

4. Nie zaklinaj rzeczywistości na „nie”

Nie węsz, nie wypatruj znaków na ziemi i niebie, nie interpretuj faktów w poszukiwaniu zdrady, czy złych intencji. Koncentruj się na tym, czego chcesz, a nie na tym, czego się boisz.

5. Dopuść do siebie możliwość, że bliska osoba popełni błąd

Ludzie są tylko ludźmi. A życiowe okoliczności, niespodzianki losu sprawiają, że błądzimy, wiesz to przecież. Więc ufaj, ale też naucz się wybaczać i rozumieć jak to się stało, z jakiego powodu ten twój „ktoś” cię zawiódł, postąpił tak, a nie inaczej. I jeszcze jedno: uwierz, że przede wszystkim zasługujesz na szczerość. Jej brak wynika zazwyczaj z małego poczucia wartości i ze strachu.

Zaufanie to wiara i pewność, że decyzje podejmowane przez bliskich bazują na szacunku dla ciebie i szczerym uczuciu. To ufność, że ci najważniejsi dla ciebie, nie zrobią nic, co mogłoby cię zranić. Trudno żyć, budować dobre, zdrowe relacje z innymi bez poczucia, że oni nas nie zawiodą. Ale też nie budujmy i nie pielęgnujmy w sobie wyidealizowanych wizji związków i przyjazni. Przecież wszyscy czasem popełniamy błędy.


„Nie rozumiesz, że cię kocham i chcę mieć ciebie tylko dla siebie?”. Życie z zazdrością

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2015
„Nie rozumiesz, że cię kocham i chcę mieć ciebie tylko dla siebie?”. Życie z zazdrością
Fot. iStock / SilviaJansen

Na początku myślimy: „Jak dobrze jest być tak kochaną”. Miło gdy mężczyzna jest o nas zazdrosny, to jest dla nas miarą tego, jak mu bardzo zależy. Tyle tylko, że zazdrość bywa niszcząca. A może ty masz z nią problem?

Znam kilka związków, które z powodu zazdrości się rozpadły. Dopytywanie, czy aby na pewno ona ma zamiar wyjść w tej bluzce z dekoltem na imprezę, przeglądanie jego telefonu w poszukiwaniu dowodów zdrady, do niczego dobrego nie prowadziło.

– Nie mam powodów, żeby być zazdrosną. Ale gdyby miała, niestety na pewno bym była – mówi znajoma i trafia w sedno. Bo kilka z zapytanych przeze mnie osób mówi to samo – nie mam powodów, nie jestem zazdrosny. Zdrowe podejście. To odróżnia ich od prawdziwych zazdrośników.

„Ty mnie na pewno nie kochasz”

Słyszysz takie słowa? A może sama je wypowiadasz. Dla kogoś, kto nie radzi sobie z zazdrością, bycie kochanym jest miarą jego wartości. Choć z zewnątrz może ci się wydawać bardzo pewny siebie, to jednak w środku cały drży o tę miłość, która mu się trafiła. Bo tylko ona jest w stanie dać mu siłę i wiarę w swoje własne możliwości.

Zazdrośnicy gdy zostają porzuceni, często piją „żeby zapomnieć”, wpadają w czarną rozpacz, jakby nagle skończył się dla nich świat. Mówią, że są nic nie warci. Nie daj się zwieźć takim gierkom. A jeśli sama jesteś zazdrosna, to popracuj nad sobą, poszukaj przestrzeni, która wzmacnia twoje poczucie wartości. Miłość przyjdzie, ale niech nie ona świadczy o tym, jakim jesteś człowiekiem.

„Nie będziesz rozmawiać z tym facetem”

Albo z przyjaciółką? Albo nie możesz iść na kolację służbową? Wyjść ze znajomymi do kina? Zazdrośnik traktuje ciebie, jak swoją własność. On decyduje, z kim będziesz się spotykać, rozmawiać, co możesz ubrać. Nie dusi swoich emocji, wręcz przeciwnie – wyrzuca swoją złość, frustrację jak karabin maszynowy. To, do czego ty nie masz prawa, on na pewno ma. Może wyjechać z kolegami na weekend, wyjść pograć w piłkę, czy kosza. Ciebie najchętniej traktowałby jak zamkniętą w wieży księżniczkę, do której tylko on ma prawo.

„To przez ciebie tak się zachowuję, przez ciebie jestem zazdrosny”

O tak – ten kto jest zazdrosny nigdy się nie przyzna, że zazdrość jest tylko i wyłącznie jego winą. Że te emocje siedzą w nim i on nie potrafi sobie z nimi poradzić. Najlepiej oskarżać wszystkich wokół, a przede wszystkim obiekt zazdrości. A przecież zazdrość nie bierze się z postępowania tej drugiej osoby, tylko z myślenia o tym, jakby postępować mogła.

Uśmiecha się do znajomego mężczyzny – na pewni flirtuje. Rozmawia z przyjaciółką – ona jest dla niej ważniejsza ode mnie. „Tobie nie można ufać” – słyszysz? To stara śpiewka zazdrośnika, a może on nie może ufać samemu sobie? Co zrobisz jest źle – zostaniesz w domu – nie dobrze, wyjdziesz jednak na spotkanie – jeszcze gorzej.

„Chcę być dla ciebie najważniejszy”

Zazdrośnik nie musi być uosobieniem wszystkich najgorszych cech. Wcale nie. Może być troskliwym, czułym partnerem. Świetnym ojcem. Tylko czasami ma napady szału. Kiedy na imprezie porozmawiasz dłużej z nieznajomym. Kiedy masz do niego pretensję, że coś cię w związku uwiera. Ten, kto jest chorobliwie zazdrosny, jest wybitnym przykładem egoisty. To on musi być zawsze w centrum zainteresowani. To jego ego musi być łechtane. A ty powinnaś się zachowywać zgodnie z jego wytycznymi. Jeśli nie – wpada w gniew. Szuka powodów do awantury, chce cię ukarać, że śmiałaś choć na chwilę postawić go z boku rozmawiając z kimś innym. Zazdrośnik żyje w poczucie zagrożenia, że zostanie porzucony.

„Nie pasuję do ciebie”

To poczucie zagrożenia w zazdrości jest niezwykle istotne. Ten, kto jest zazdrosny, może popaść w taką nutę: „Inni są lepsi ode mnie. Kim ja jestem. On/Ona na pewno mnie zostawi dla kogoś lepszego, bardziej wykształconego, dowcipniejszego, ładniejszego”. Zazdrośnik wpada w szał, kiedy schudniesz bo dla innych możesz stać się bardziej atrakcyjna. Kiedy on zaczyna biegać, dbać o sobie – ona zazdrosna boi się, że spotka gdzieś na biegowej trasie kobietę i się nią zafascynuje. To poczucie zagrożenia często wywołuje podświadome działania. Nie pozwalamy schudnąć drugiej osobie, zniechęcamy do aktywności. Paraliżuje nas lęk, gdy osoba, którą kochamy, patrzy na kogoś innego, a nie daj Boże ogląda się za kimś atrakcyjniejszym od nas (w naszym mniemaniu).

Zazdrości nie da się uzdrowić miłością. Myślisz: „Jeśli będę tak bardzo kochać i tę miłość okazywać, to on w końcu uwierzy, że jest dla mnie najważniejszy”. Nie łudź się. Prędzej czy później będzie chciał zamknąć cię w domu. Jest szczęśliwy, kiedy wychowujesz dzieci, nie pracujesz, bo wtedy nie czuje zagrożenia. Jednak każdy podejrzany dla zazdrośnika ruch jest powodem do wielu oskarżeń. Do rzucania obelg, obrażania.

„Tak, na pewno gdybyś miała okazję, poszłabyś z nim do łóżka. Przyznaj się, na pewno by tak było”. I czasami się przyznajesz, bo nie chce ci się walczyć tłumaczyć bo masz dość. „A żebyś wiedział, żebym się z nim przespała” – rzucasz już z całkowitej bezsilności. Masz dość, jesteś zmęczona tymi wiecznymi podejrzeniami. Czego nie zrobisz – jest źle. Nie pomaga tłumaczenie spokojne, że kochasz, że on jest tym jedynym. Nic też nie daje robienie awantur i krzyczenie, że już dłużej tak nie wytrzymasz.

Zazdrość niszczy związek. Jeśli osoba, która jest zazdrosna, nie zacznie pracować nad swoimi uczuciami, nad przekonaniami, nie ma szans do zmian. Zazdrość może zniszczyć nawet największą miłość, rozbić wieloletni związek. I wcale nie z powodu zdrady, do której w końcu podejrzewana o nią strona się posunie. Ale właśnie z powodu niekończących się i niczym nie popartych zarzutów.

Jeśli znamy mechanizmy zazdrości, wiemy, że bierze się ona z poczucia niskiej wartości, z obaw, lęku, zagrożenia, że jest wynikiem egoizmu i potrzeby posiadania, łatwiej nam ją zrozumieć. Jeśli ty jesteś zazdrosna – przyjrzyj się sobie. Popatrz na tę drugą osobę szeroko otwartymi oczami, a nie zwężonymi przez zazdrość. Gdy jesteś ofiarą takiej zazdrości, możesz spróbować tłumaczyć, ale uwierz, to nic nie da. Jeśli ten kto ma problem z zazdrością nie zacznie nad sobą panować, to nie ma szans na jakąkolwiek zmianę. Niestety…


Jak zostać początkującym narciarzem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2015
Fot. Pixabay/Hans / CCO
Fot. Pixabay/Hans / CCO

– Jak nauczyłeś się jeździć na nartach – pytam znajomego. – E tam, oglądałem slalom gigant na Eurosporcie – odpowiedział.

Ja wiem, że pisanie o nartach w tę pogodę może wywołać pewne zdumienie. A u wytrawnych narciarzy nawet irytację, ale wszyscy liczymy, że śnieg w końcu spadnie i ci, którzy lubią, oddadzą się narciarskim szaleństwom. A ci którzy nie potrafią, a jednak korci ich trochę, żeby spróbować – do dzieła. Nie oglądajcie się na swoje czy obce dzieci, które śmigają po stoku, jakby urodziły się z przypiętymi do nóg nartami.

Akurat spędzam czas ze znajomymi, którzy są świetnym przykładem na to, że narty można założyć w każdym wieku, bez względu na to, czy się wcześniej jeździło, czy tak jak oni – nigdy.

Grunt to obyć się z tym sportem

Pytam więc, co by doradzili tym wahającym się i stroniącym od nart. I najważniejsze to chcieć. Reszta przyjdzie sama. – Co prawda oglądałem slalom gigant, ale też jest mnóstwo filmików instruktażowych w internecie. To taka niby teoria na sucho, ale naprawdę dużo daje. Masz takie poczucie, że chociaż trochę wiesz, o co w tym chodzi.

Można? Można – jak widać. Co prawda można też wybuchnąć pustym śmiechem na taką radę, ale uwierzcie, że ten, kto ją weźmie sobie do serca zakładając narty po raz pierwszy w życiu, będzie miał o milion obaw mniej. Wiem, co mówię – widziałam jak ów znajomy pierwszy raz w życiu zjeżdżał ze stoku.

Sport drogi, więc nieosiągalny

I tu bym się kłóciła z tą teorią. Sama tak myślałam – narty, buty, gogle, kask. Kogo na to stać. Przede wszystkim czy stać przeciętną polską czteroosobową rodzinę? Kiedy to cała czwórka chce jeździć i narty nie są widzimisię tylko jednej osoby? Dopóki nie sprawdzisz – nie wypowiadaj się. Wypożyczalni sprzętu narciarskiego pod każdym stokiem jest całe mnóstwo.

Gdyby dobrze się rozejrzeć, to można naprawdę za 20 złotych wypożyczyć cały sprzęt dla jednej osoby. A jak jeszcze dobrze i miło porozmawiacie, to można liczyć na jakiś rabat. I ja szczerze polecam na początek pojeździć na wypożyczonym sprzęcie, sprawdzić, czy w ogóle się to nam spodoba. A za rok wrócić ze swoimi nartami.

Lekcja z instruktorem

Znajomy od Eurosportu nigdy nie uczył się jeździć z instruktorem. Za to ja i owszem. Że drogo, że się nie opłaca? To znowu – sprawdźcie najpierw. My w kilka dorosłych osób wzięliśmy sobie lekcję. Pojęcie lekkie o jeżdżeniu mieliśmy, ale chcieliśmy dostać kilka fachowych porad. Jeśli zorganizujesz sobie grupę z instruktorem – koszty dzielisz między wszystkich. Tym sposobem nie płacisz – przypuśćmy stu złotych, tylko 50. Dość znacząca różnica.

I co z tego, że w szkółce jeżdżą same maluchy? I co, że czasami nawet lepiej od ciebie? Nigdy nie zapomnę, jak my w pięć osób, w odblaskowych kamizelkach wjeżdżaliśmy na taśmie z nartami, by zjechać te kilkanaście metrów z instruktorem. Przy czym rozmiar buta narciarskiego jednego z nas równał się z długością nart tych najmniejszych. Cóż, znajomy, który jeździł obok na desce, jak nas na tej taśmie zobaczył – udawał, że nie zna :) Też mi coś :) My mieliśmy niezapomniane wrażenia.

Orczyk, pokraka i takie tam

Pamiętaj – każdy z tych śmigających po stoku – no może z wyjątkiem dzieci, wyglądał na początku jak pokraka. Każdy uczył się jeździć i miał problem z odpięciem nart. A orczyk jawił im się jak najgorsze zło. Nie ty pierwsza i uwierz – nie ostatnia, zatrzymasz orczyk, za tobą ustawi się wydłużająca kolejka do wjazdu, kiedy ty będziesz usiłować poddać się sile krążka włożonego między nogi i podtrzymującego cię za pupę. Ale przecież ty też musisz się nauczyć, jak inni kiedyś. Potraktuj to jak zabawę, jak możliwość pośmiania się z samej siebie, nabrania dystansu. Genialne doświadczenie.

A kiedy już stwierdzisz, że kurcze było fajnie. Kiedy będziesz dumna, że do połowy stoku udało ci się wjechać orczykiem, a zsiadając z kanapy (tak, tak – skorzystasz z kanapy na dłuższym wyciągu) tylko raz się wywaliłaś, to przyjdzie taka refleksja – że za rok może jeszcze raz?

I wtedy zacznij się rozglądać za sprzętem. Nie, nie w sklepie sportowym, gdzie nawet cena przecenionych butów narciarskich potrafi przyprawić o zawrót głowy – pamiętam, jest was czwórka, ale na portalach, gdzie jest wiele ogłoszeń sprzedaży sprzętu używanego. Uwierzcie, że za naprawdę nieduże pieniądze (dobre buty z nartami za 250 złotych można spokojnie dostać) kupimy w ciągu roku narciarski sprzęt.

Największa frajda jest w tym, że próbujemy czegoś nowego, że podejmujemy wyzwanie i że samym sobie udowadniamy, że potrafimy się jeszcze czegoś nauczyć. Znajomi, którzy najpierw kupili cały sprzęt na narty, pooglądali slalom gigant w telewizji i nigdy wcześniej na nartach nie jeździli, złapali bakcyla. Że tyłek trochę boli od upadków, że wydaje ci się, że nie masz siły wstać po raz kolejny? Nart są naprawdę świetną przygodą, trzeba tylko spróbować.


Zobacz także

Przemoc emocjonalna

Przemoc emocjonalna. 20 sygnałów ostrzegawczych, których nie można przegapić

Neurotyczna osobowość

Neurotyczna osobowość naszych czasów. Prawdziwy obraz nerwicy jest zupełnie inny, niż nam się wydaje

Fot. iStock / gpointstudio

8 sygnałów świadczących o tym, że za bardzo starasz się o sympatię innych osób