Zastanawiam się, czego kobiety tak naprawdę szukają w mężczyźnie

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
7 października 2017
Fot. iStock/DekiArt
Fot. iStock/DekiArt

Sporą popularnością cieszy się na Facebooku zabawa – stwórz sobie idealnego faceta. Masz 5 zł i… wymienione są różne cechy wraz z cennikiem. Ceny wahają się od jednego do trzech złotych. Przyglądałem się odpowiedziom, ale wydają mi się one mimo wszystko wybrakowane. Zastanawiam się, czego kobiety tak naprawdę szukają w mężczyźnie.

Jakiś czas temu moja koleżanka rozstała się ze swoim facetem: „bo był beznadziejny, zawsze siłownia na pierwszym miejscu”. Po czym związała się niemal z takim samym facetem, z tym, że ten trenuje jeszcze więcej. Spotkaliśmy się w weekend w kręgu znajomych między innymi po to, żebyśmy poznali delikwenta. Przez całe niemal spotkanie nie opuszczała mnie myśl, że to bez sensu…

Jeszcze chwilę temu utyskiwała, że chce intelektualistę – romantyka. Że ma być oczytany, zabierać ją na romantyczne kolacje, recytować poezję przy blasku księżyca, a tymczasem związała się z facetem – bardzo sympatycznym nie przeczę – ale takim, co to ostatni raz kontakt z książką miał w podstawówce. I nie jest to moja złośliwostka, tylko sam się tym podczas spotkania chwalił. Nie czyta zupełnie.

Nie chodzi mi o to, żeby zarzucać komukolwiek niekonsekwencję… tylko… zastanawia mnie jaki powinien być ten facet idealny? Na jak wiele ustępstw od ideału jesteście drogie Panie gotowe pójść?

Zamęczam od jakiegoś czasu kobiety z mojego otoczenia pytaniem o mężczyznę marzeń.

Karolina jednym tchem wymienia, że ma być silny, mądry, wierny… ma być dla niej oparciem. Tymczasem nie znam faceta, który… ma większe jaja od niej samej.
Mam wrażenie, że kastruje swoim podejściem 90% facetów. Jest silną, stanowczą, twardą panią prezes sporej korporacji. I tak – rozumiem, że pewnie w domu chce pobyć słabą kobietką, ale może należałoby dać na to mężczyźnie szanse? Czy koniecznie musi to robić „na siłę”? Nie łatwiej byłoby, gdyby po prostu nieco odpuściła i… dała mu się wykazać?

Anka szuka wrażliwca, kogoś kto będzie się wraz z nią zachwycał pięknem świata, wzruszał, śmiał się i płakał, cieszył i smucił… kogoś na dobre i na złe. Taki miał przynajmniej być w teorii. Karol, z którym jest związana jest bufonowatym narcyzem, zapatrzonym w siebie. Poza nim samym interesuje go niewiele. A już na pewno nie wzruszenia kogokolwiek. Tak, nawet Anki… wielokrotnie ją przy nas wyśmiewał.

Sandra natomiast szuka faceta – intelektualisty. Ma być bardzo dobrze wykształcony – najlepiej doktor prawa. Przydałyby się także studia z psychologii, żeby uczucia nie miały przed nim tajemnic, żeby potrafił o nich rozmawiać. Doktorat z prawa sprawi, że będzie bogaty, ale musi być przy tym skromny i wrażliwy. Powinien mieć poczucie humoru, prowadzić aktywny tryb życia, sporo ćwiczyć, nie jeść mięsa, bo Sandra jest weganką, reszta… nie ma znaczenia. Problem w tym, że Sandra od niemal 40 lat nikogo takiego nie znalazła. Nadal wierzy i nadal nie jest gotowa na żadne ustępstwa.

W moim otoczeniu sporo jest samotnych facetów… zabawnych, inteligentnych, pracowitych. Z resztą sam jestem jednym z nich. Coraz częściej mam natomiast wrażenie, że nie spełniamy oczekiwań. Ciężko je spełnić… gdy się ich nie zna. Dlatego po raz kolejny pytam: jaki powinien być ten facet idealny?


Rozwodzą się, a wydawali mi się niesamowicie zgodnym i kochającym się małżeństwem

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
7 października 2017
Fot. iStock/mammuth
Fot. iStock/mammuth

Spotkałem się wczoraj wieczorem z moim przyjacielem. Przez lata przyjaźniłem się z nim i jego żoną. Podczas naszego spotkania poinformował mnie, że się rozwodzą. Moje zaskoczenie było tym większe, że zawsze wydawali mi się niesamowicie zgodnym, kochającym się małżeństwem.

Nagle zburzył mi ten misternie zbudowany wizerunek idylli w ich małżeństwie niczym domek z kart.

Karolina zawsze wydawała mi się nieco bardziej charakterna, żeby nie powiedzieć… apodyktyczna. Marek był zachowawczy, spolegliwy, ale… wydawali się szczęśliwi.

– Kocham ją bardzo. Kocham nadal… ale ona odebrała mi wszystko. Odebrała mi rodzinę – twierdząc, że za bardzo ingerują w nasze życie. Wyprowadziliśmy się na drugi koniec Polski, by być z dala od mojej rodziny. To było za mało… Przeszkadzały jej moje kontakty z mamą. Skłóciła nas… Kazała wybierać, wybrałem ją i tak… nie pogodziłem się z mamą aż do jej śmierci. Odebrała mi kolegów, bo nie podobało jej się, że raz w tygodniu spotykamy się, by pograć razem w piłkę. Zrezygnowałem z piłki, ze spotykania się z chłopakami. Odebrała mi pracę, którą uwielbiałem. Cały czas narzekała, że jako nauczyciel zarabiam za mało. A ja naprawdę się w tym spełniałem. Praca w szkole, uczenie chemii to było moje powołanie, moja pasja. Karolina uparła się na ten koncern farmaceutyczny i tak, teraz zarabiam niemal cztery razy tyle, ale nienawidzę tego. Nie znoszę tej pracy, mdli mnie przed kolejnym spotkaniem z lekarzami. Już nie wstaję do pracy z taką radością. Teraz kompletnie nie chce mi się wstawać. Zostawiłem dla niej karierę na uczelni. Chciałem się doktoryzować, ale ona miała inną wizję mnie. Cały czas powtarzała mi, że to bez sensu, że będę miał dla niej za mało czasu. Teraz został jej już tylko jeden przeciwnik, jedna konkurentka – wędka! Moja pasja i miłość od wczesnego dzieciństwa – wędkowaniem zaraził mnie jeszcze mój dziadek. Wyobrażasz sobie, że ona jest o to wędkowanie zazdrosna? Po prostu zazdrosna!

Kiedyś, dawno temu – chciałem się z nią tym podzielić. Zabrałem ją na ryby… Byłem taki szczęśliwy, starałem się łowić specjalnie dla niej. Pęczniałem z dumy kiedy udało mi się złowić wielkiego szczupaka. Na niej to nie zrobiło wrażenia. Ja stałem na pomoście, ona siedziała na brzegu popijając kanapki herbatą z termosu i…łzami.

To wtedy poprzysięgła wędce zemstę i nienawiść do końca życia… dotychczas jej się to nie udało. Przez wszystkie lata naszego związku udawało mi się, mimo wszystko, od czasu do czasu wyskoczyć na ryby. Aż do zeszłego tygodnia… powiedziałem, że w weekend jadę do naszego domku letniskowego, że zamierzam wędkować. Karolina oświadczyła mi, że pora skończyć z tą dziecinadą, że Bartek jest teraz w czwartej klasie, że powinienem pomagać mu w nauce, a nie moczyć kija w jeziorze. W związku z czym wyrzuciła cały mój sprzęt wędkarski. Rozumiesz? Wyrzuciła… sprzęt wart kilka tysięcy złotych… ot tak… wyrzuciła. Myślałem, że żartuje, ale ona mówiła śmiertelnie poważnie. Wiedziała, że wędkuję, wiedziała od lat…

– Może chciała być jedyna? Najważniejsza? Może to miał być taki dowód miłości? – próbowałem zgadywać…
– I taka była. Kochałem ją nad życie. Była dla mnie najważniejsza, ale mam już dość. Tego już nie dam sobie odebrać. Liczyła na „absolut”, na bezwzględność miłości, a tymczasem… mam wrażenie, że ją zabiła. Dla niej ja się nie liczę. Nie liczyłem się nigdy. Nigdy nie zapytała mnie czy jestem szczęśliwy. Ona nawet nie pyta mnie o zdanie. Zawsze było tak jak Karolina chciała, ale to koniec. Rozwodzimy się. Powiedziałem jej o tym wczoraj.
– I jak to przyjęła?
– Stwierdziła, że się nie zgadza, ale nie wie, że teraz już liczy się moje zdanie…

Ciekaw jestem, jak potoczą się ich losy. Czy uda im się jeszcze porozumieć? Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Marek jest złamany. Namawiałem go, żeby próbowali jeszcze rozmawiać. Dziesiątki związków zarówno moich jak i osób z mojego otoczenia kończyło się dlatego, że tych rozmów zabrakło. Najgorsze jest to, że teraz on rozmawiać już nie chce. Zobaczymy…


Drogie Panie, a może wy też przejrzycie na oczy, zamiast tylko nas oskarżać o błędy! Wy też je popełniacie

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
5 października 2017
Fot. iStock/splendens
Fot. iStock/splendens

„Panowie, czas przejrzeć na oczy. Te błędy popełnia większość z was…” – przeczytałem. Droga Weroniko, pora przejrzeć na oczy… błędy popełnia każdy! Niezależnie od płci. Już Seneka Starszy stwierdził „Błądzić jest rzeczą ludzką”… nie męską – ludzką. Mógłbym wytoczyć działo i przygotować listę błędów popełnianych przez kobiety. Tylko… po co? Tak samo jak nie rozumiem zasadności wypisywania błędów męskich – tak i lista popełnianych przez płeć piękną niewiele by wniosła.
Zacząć może wypadałoby od tego, że wszelkie generalizowanie jest szkodliwe i niesprawiedliwe. Większość z Was… to znaczy kto? Jaka była grupa badawcza? A może to jedynie artykuł napisany na podstawie własnych doświadczeń? Może rzeczywiście na podstawie rozmów z koleżankami podczas spotkania przy winie, kiedy to każda z Pań utyskuje na swojego faceta? Zdradzę Ci sekret – my też przy piwie narzekamy na swoje dziewczyny, partnerki, żony…

Ale co z tego? I tak kochamy je całym sercem, jesteśmy z nimi… i razem mija nam codzienność. Każdy facet wie, że tego typu utyskiwania często są grubo przesadzone. I jestem PEWIEN, że w przypadku kobiecej gadaniny jest podobnie.

Niezależnie od tego jak wiele razy powtórzycie ten wyświechtany frazes „prawda w oczy kole”, ta lista błędów jest o tyle zabawna, że każdy z nich mógłbym przypisać i paniom z mojego otoczenia.

„Uwielbiam” takie licytowanie się na osiągnięcia, na wkład w związku…”Nie widzicie rzeczy, które robimy dla związku każdego dnia, ale z łatwością wymienicie wszystkie swoje szlachetne gesty do pięciu lat wstecz.” Cóż mam powiedzieć – współczuję w takim razie doświadczeń. Każdy z moich dotychczasowych związków opierał się na dawaniu. Na dawaniu bez porównywania, kto z nas ile włożył, bez licytowania się, kto stara się bardziej.

Każda z Pań, którą darzyłem uczuciem była moją… partnerką. Była na równych zasadach. Ona robiła jedno, ja drugie… Rozumiem, że z biegiem czasu do związku wkrada się codzienność, monotonia i rutyna, że nie dostrzegamy już tak bardzo starań drugiej osoby. Tak, to dla mnie jasne, ale nadal uważam, że jeśli kocham, to troszczę się o partnerkę. To zawsze ona jest dla mnie na pierwszym miejscu.

To o jej szczęściu, o jej zadowoleniu myślę. Moment, kiedy zaczynało mi to przeszkadzać, kiedy zaczynałem myśleć o tym, że to ja jestem ważniejszy, że ona się ze mną nie liczy – oznaczał zazwyczaj powolny koniec uczucia, a co za tym idzie – związku. Może warto po prostu otworzyć oczy i dostrzec to, że facet też się stara… że wstaje wcześniej i codziennie kupuje świeże pieczywo, że przygotowuje dla Was śniadanie, że poda Ci gorącą herbatę, gdy przemokłaś, że wymasuje Ci stopy po ciężkim dniu?

Bo – moim zdaniem – właśnie w tych małych gestach kryje się miłość. I naprawdę nie trzeba wypowiadać tych słów – by ją okazać. A tym bardziej licytować się kto z nas robi więcej…

„Nie potraficie argumentować swoich racji…” Tak? To naprawdę tylko męska domena? Cóż… ja raczej stwierdziłbym, że to sztuka dyskutowania zanika. I słowa SZTUKA użyłem z pełną świadomością. Trzeba bowiem być artystą, aby ją uprawiać. Sztuka dyskusji to przede wszystkim sztuka argumentacji, wymagająca wiedzy i doświadczenia w zdolności do błyskawicznej analizy słyszanych lub czytanych treści, właściwej interpretacji, to sztuka słuchania i rzeczowego ripostowania , sztuka odwoływania się do autorytetów, wspierania się wiedzą, którą należy posiadać. Ta z memów nie wystarczy. Sztuka dyskutowania to w końcu sztuka mówienia, właściwy język, kultura myślenia i kultura umysłu.

Obawiam się jednak, że wszystkie te sztuki, które składają się na sztukę dyskusji, a jest ich dużo więcej, zanikły dawno. Nie mamy wzorów, ani wzorców nigdzie – ani wśród polityków – Sejm to przykład zaprzeczający jakiejkolwiek sztuce dyskusji, miejsce, gdzie każdy szczeka po swojemu, nie słuchając poprzednika, byle głośniej. Szkoła to anty przykład, wciąż dominuje autorytet nauczyciela, choć coraz mniejszy. Gdzie mamy się zatem – my wszyscy nie tylko MĘŻCZYŹNI tej sztuki nauczyć? Zarzucasz nam mężczyznom – nadużywanie słów „zawsze” „nigdy” – to zabawne, bo dotychczas byłem przekonany, że to ulubione kobiece słowa. To Wy macie skłonność do generalizowania – co potwierdza choćby ta lista błędów „prawie wszyscy”…

„Nie potraficie walczyć o odbudowanie naszego zaufania, gdy je z powodu własnej głupoty stracicie.” Może zatem warto po prostu odpuścić? Przyjąć przeprosiny i wybaczyć? A nie wypominać te nasze przewinienia przy każdej okazji i oczekiwać, że będziemy się za nie biczowali w nieskończoność? Może zamiast nieustannej podejrzliwości i dopatrywania się złych intencji warto byłoby docenić starania? Zaufania nie zdobywa się w kilka minut, za to w kilka minut można jest… stracić.

Nie wydaje mi się zatem, by którykolwiek z panów, gdy je zawiedzie – spodziewał się, że to zaufanie momentalnie odbuduje. Wiemy, że to wymaga starań. I chcemy swoją codziennością i staraniami na to zaufanie zapracować. Jest to jednak bardzo trudne, gdy przy każdej możliwej okazji, przy błędzie niezwiązanym nawet z tamtą sytuacją Wy – drogie Panie – wracacie do tematu, wałkujecie go w nieskończoność, cały czas pobrzmiewają jego echa. Umówmy się… zawiodłem, przegadaliśmy temat… decydujemy się dalej być razem to… czysta kartka. Tematu nie było… I nie twierdzę, że musi być jak dawniej. Być może nigdy nie będzie… ale dajcie nam szansę pokazać Wam, że nam zależy.

„Myślicie, że skoro już raz nas zdobyliście, to nie trzeba się już wysilać.” I to naprawdę ma dotyczyć tylko mężczyzn? Równie dobrze mógłbym „wrzucić” i Panie do jednego wora i zacząć zastanawiać się dlaczego, gdy związek już okrzepnie przestajecie o siebie dbać, dlaczego nie zakładacie dla nas seksownej bielizny, tylko przychodzicie do sypialni w starym dresie, dlaczego zamiast miłej, kochanej, i ciepłej zamieniacie się w złośliwą, zgorzkniałą i wiecznie narzekającą…

Mógłbym – ale tego nie zrobię… bo to bzdura! Tak bywa… ale to żadna norma! Tak samo jak normą nie jest fakt, że przestajemy starać się dla Was. Nie wiem na jakich facetów trafiacie, ale… cóż… ja chyba znam innych! Choćby wczoraj mój przyjaciel z wielkim zaangażowaniem i gorliwością przygotowywał prezent niespodziankę dla swojej żony z okazji siódmej rocznicy ślubu. Wyjeżdżają do Pragi… zaplanował wszystko… od romantycznego hotelu ze spa, przez codziennie dostarczane bukiety kwiatów, po kolacje przy świecach. Tyle tylko, że… jego żona też się dla niego stara. I on to docenia. Może zatem zamiast gderać – warto wyjść z inicjatywą. Nie tylko oczekiwać, a samemu wykonać ruch… oczywiście, można tkwić w zaklętym kręgu niezadowolenia, ale można też postarać się z niego wyrwać… Jestem przekonany, że każdy facet doceni to, że wyślecie dzieci do dziadków i podacie kolację w seksownej bieliźnie i szpilkach. Nie uwierzę, że taki wieczór upłynie na „kiepskim seksie, który kończy się wraz z naszym wytryskiem”.

„Poważne problemy i jasne komunikaty (których przecież tak od nas oczekujecie) zamiatacie pod dywan, licząc, że temat ucichnie lub problem sam się rozwiąże.”
A gdyby tak przefiltrować te „poważne problemy”? Gdyby nie wywlekać ich od razu jak tylko się pojawią? Gdyby… dać im okrzepnąć? Może następnego dnia to już nie będzie wielki problem? Może z nastaniem świtu rozwiązanie pojawi się samo? Drogie Panie, wbrew pozorom my też problemy mamy i… staramy się radzić sobie z nimi sami. Nie każdy wymaga konsultacji z Wami niczym sesji na kozetce u psychologa. Nie chcemy Was zadręczać każdą sprawą… Oczywiście po to jesteśmy w związku by z tymi prawdziwymi radzić sobie razem, by razem zmagać się z codziennością, a ta – jak wiadomo – nie zawsze jest słodka i przyjemna. Tyle tylko, że Wy drogie Panie bardzo często przekładacie uczucia nad zdrowy rozsądek, nie zawsze myślicie racjonalnie… a przez to nawet niepozorne kłopociki urastają dla Was do rangi życiowej katastrofy.

Same sobie odpowiedzcie, ile razy tak było, że to czym ostatnio tak bardzo się przejmowałyście okazało się totalną bzdurą na którą szkoda było Waszych nerwów. No? Ile…? Więc nie dziwcie się, że przyjmujemy Wasze „poważne problemy” na chłodno. Naprawdę chciałybyście, żeby Wasz facet wraz z Wami lamentował? Chciałybyście histeryzującego faceta? Nie lepszy taki, który… z pozoru się nimi nie przejmie, a w rzeczywistości da Wam czas…? Bo przecież kocha Was, wie, że jesteście silnymi, mądrymi kobietami i… z pewnością sobie poradzicie. Nawet jeśli chwilowo jest to dla Was koniec świata.

„Mówicie o zakładaniu rodziny, o priorytetach, o dzieciach, a potem macie pretensje, że odbiera wam się wolność.” Może zatem… nie odbierajcie nam tej wolności? Może warto porozmawiać – bo to właśnie brak rozmów jest najpoważniejszym błędem, rzutującym na związek. Tam gdzie jest rozmowa – można załatwić wszystko. Dwoje dorosłych ludzi zawsze jest w stanie się dogadać. A już dwoje kochających się… Może warto wyznaczyć granice – dać sobie przyzwolenie na bycie „królem życia”. Niech będzie tak, że w piątki po pracy – może spotkać się z kumplami przy piwie, może pograć w piłkę, albo… cały wieczór grać na konsoli. Sobotnie popołudnie należy do niej – może spotkać się z przyjaciółkami, może pójść do spa, albo spędzić wieczór z książką, kiedy on kąpie dzieciaki, zajmuje się nimi przez całe popołudnie. Wszystko jest kwestią rozmowy i ustalenia reguł. Bo przecież kochacie się, więc chcecie, żeby było Wam ze sobą dobrze. Całą rodziną… Wystarczy chcieć.

Czy coś z tej listy do mnie doleciało? Chyba tylko tyle, że ta lista powinna być spisem błędów popełnianych w związkach. Przez obie strony… A skoro masz okres… to… podać Ci termofor? Chcesz czekoladę? Zaparzyć herbaty?