Zanim rozstaniecie się z powodu tych rzeczy, zastanówcie się czy nie szkoda wam czasu! Inteligencja i fakultety mają się nijak do tych argumentów…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
19 listopada 2016
Fot. iStock/Astarot
Fot. iStock/Astarot
 

Nikt nie powiedział, że dorosłość będzie łatwa, a już ta we dwoje to w ogóle paaanie kochany, kto to wymyślił? Staramy się być poważni, używamy trudnych słów zaczynających się od trudnych liter, ale kiedy po raz kolejny brzdękamy o te same nienastrojone struny, zaczynamy zgrzytać zębami na samą myśl o nieznośnych dźwiękach.  Dorosłość dorosłością, ale dlaczego, kiedy startujemy z kolejną sromotną awanturą, przepoczwarzamy się w gimnazjalistów, a przydomowy ring przenosimy w czasie do szkolnej toalety? Idąc dalej – do osiedlowej piaskownicy? Kiedy dorosłość i wysublimowany język odpuszczają na rzecz kłótni o nic i dlaczego w pewnym momencie każda dyskusja z płynnego, dorosłego mówienia przeskakuje na etap niemowlęcego głużenia?

Inteligencja, fakultety, dwa języki, staż w Białym Domu i misja na Marsie ma się nijak, NIJAK do problemu keczupu na kanapce z pomidorem. – No i po co on tak leje – myślisz sobie przeżuwając ziarnisty ciemny podczas sobotniego śniadania, skoro pomidor dorodny, polny, polski co ważne i drogi jak zdrowa nerka? Na cholerę niszczy dzieło rąk twoich i matki natury. Przecież tak starannie układałaś pod szynką sałatę rzymską, a to tu o, na talerzyku z drogiego sklepu wnętrzarskiego to późny Picasso artykułu spożywczego. Rzodkiewka figlarnie wycięta w koronę buja się nostalgicznie na podsuszanej krakowskiej, zielony ogórek jędrnie pręży pestkę, a przyjdzie ci taki, dziadu jeden,  dosiądzie do stołu i jeszcze nie spróbuje, a już łapy do lodówki po ulepszacze wyciąga. No co on?! OSZALAŁ?

– Nie wytrzymam Piotrek! Krzyczysz wychodząc z pokoju. Ja to śniadanie od tygodnia planowałam, a ty mi tu keczup?! – Ale ja kocham keczup, nic nie poradzę Mariola! – odpowiada mężczyzna przeżuwając tę kanapkę jak buldożer przejeżdżający przez świeże, miejskie rabaty. Szlag cię trafia, miłe śniadanko kończy podboje. Nastaje ciche przedpołudnie. Cichy dzień. Tydzień. Znajome?

Zacznijmy od początku i wyjaśnijmy kwestie oczywiste. Kłótnie w związkach to dobry sygnał i nie powinniśmy się ich bać, o ile nie kończą się dzikimi wrzaskami w środku nocy, rwaniem włosów na żywca  i rozbitą szybą najnowszego Audi A8, kolor srebrny metalik. Dają emocjonalnego kopa, zmuszają do przemyśleń, a jak sprzyjają godzeniu, sami przecież wiecie.  Prawdopodobnie to właśnie w tych okolicznościach doczekałam się z mężem dwójki najlepszych na planecie Ziemia dzieci. O ile w „kłótniarskich” relacjach zachowacie zdrowy rozsądek i obowiązkową granicę wzajemnego szacunku – nic wam nie grozi, a nawet możecie sobie wiele udowodnić. Że wam się chce. Że jest o co walczyć i mimo różnic nadal bawicie się w parę na poważnie.

Zanim jednak po raz kolejny pokłócicie się o zmaltretowaną tubę pasty do zębów, której z uporem maniaka on nie wyciska od dołu do góry, jak nakazuje twoja łazienkowa etykieta, tylko jak mało skoordynowany szympans bonobo jednym walnięciem pięści w korek, zastanówcie się czy nie szkoda wam życia na takie doczesne paproszki. Czy twoja drama podczas przekonywania o kolorze nowych drzwi wejściowych do kuchni, połączona z suchym płaczem (trochę kwilisz, ale z oczu nadal nic nie leci) ma jakieś znaczenie w zestawieniu z brakiem rzeczonego za pięćdziesiąt lat i pustką, która po nim pozostanie.

Serdeczna dusza podzieliła się ze mną przemawiającą historią. Pewna para starszych ludzi nieustannie kłóciła się o zasłony. To znaczy ona się kłóciła, że on tak zamaszyście je szarpie i hałasuje, a ten ani myślał się zmieniać. Kiedy denerwowała go czymś błahym w ciągu dnia, marudzeniem o niepoukładane buty w przedpokoju albo brudną wannę  podchodził wieczorem do okna i bystro zasłaniał okno dzieląc się z żoną irytującym hukiem. Stare metalowe żabki i welurowe zasłony – tyle im było trzeba, żeby wyprowadzić się na manowce. Później umarł, jak każdy człowiek w jego wieku, a ona stała pod oknem i płakała do tych zasłon. Do hałasu, którego już nie było.

Zostawiam was z tą historią i gromem aluminiowego karnisza. Zanim jeszcze raz wywołacie trzecią wojnę światową przecinkiem w zdaniu, wróćcie tu i przy okazji po rozum do głowy. Nie traćcie czasu. Nie bądźcie tą starszą panią tęskniącą za złośliwym mężem. Obiecajcie mi, dobra?


Bez zobowiązań to można „uprawiać seks”, pogadać przy winie. Ale kochać się nie da

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 listopada 2016
Fot. iStock/max-kegfire
Fot. iStock/max-kegfire
 

Po co się wiązać niepotrzebnymi deklaracjami? Lepiej od razu wyznać: „przepraszam, nic ci nie mogę obiecać”. Chcesz ryzykować, chcesz być ze mną, nie wiedząc, czy to co nazywasz dziś szczęściem, zagadką, tajemnicą, nie zamieni się za chwilę w krzywdzącą niepewność, by zaraz potem prysnąć jak bajka mydlana? Zdecydujesz się na to wszystko, wiedząc, że może boleć? Tak wysoko mnie cenisz? Tak bardzo zależy ci właśnie na mnie?

Spotkali się u znajomych, porozmawiali, następnego dnia „złapała” go na Facebooku. Tak, to ona zainicjowała ponowne spotkanie.  – Uważaj – powiedziała jej koleżanka – on się nie wiąże na stałe. Będziesz się czuła cudownie, a potem spadniesz na sam dół.

Nie uwierzyła, zauroczył ją. Był, oczywiście, inny niż wszyscy. Nie bardzo przystojny, ale intrygujący. Niebanalny, oczytany, cynicznie zabawny… Ten jego cynizm odczuła potem głęboko, boleśnie.

Poszli do kina, na portugalski film, potem na wino. Następnym razem wylądowali w jego mieszkaniu. Nie wierzyła, że można tak ją dotykać. Seks, który można byłoby opisać słowami taniego Harlequina przydarzył się jej, naprawdę.

Rano smażył jajecznicę, całował ją w duży palec u nogi i głaskał po plecach, cytując fragmenty ulubionych filmów. Pokrewieństwo dusz, bliskość jak z żadnym innym mężczyzną. Między jednym zdaniem, a drugim, jakby od niechcenia nazwał ją „swoją dziewczynką”. Uczepiła się tego ze wszystkich sił. Wychodząc dała mu jasno do zrozumienia, że dla niej ten wieczór, noc i wspólny poranek, znaczyły bardzo wiele. Nie odpowiedział, uśmiechnął się. „Mężczyźni z reguły nie są wylewni”- pomyślała.

W pracy nie mogła usiedzieć, co chwila zerkając na telefon. Nie odezwał się. Wytrzymała do wieczora, po 20 tej wysłała SMS: „Tęsknię”. Odpowiedział rano, propozycją spotkania pod koniec tygodnia, podał adres, godzinę.

Zadzwoniła, zaniepokojona oficjalnym tonem wiadomości. Żartobliwie, trochę zaczepnie rozwiał jej wątpliwości. Nawet użył zabawnego zabawnego zdrobnienia dla jej imienia, nawiązał do wspólnej nocy. Dał do zrozumienia, że mu zależy, że nie jest mu obojętna, że zobaczył w niej kogoś wyjątkowego. Tak to odebrała. Znów było dla niej jasne, że czują ze sobą bliskość. Oboje.

Czekała na to spotkanie niecierpliwiąc się, siłą prawie powstrzymując od wysłania SMS-a, od telefonów. Kiedy nadszedł dzień spotkania, wpadła mu w ramiona, a on przywitał ją dziwnie chłodno. Szybko zrozumiała, że nie są sami. Znajomym przedstawił ją po imieniu. Żadnych tam „to moja dziewczyna”… Nie trzymał jej nawet za rękę. Czuła się zmieszana, nie wiedząc co właściwie ma o tym myśleć. Wyszła po godzinie. Zadzwonił tego samego wieczora, skłamała, że rozbolała ją głowa, że słabo się czuła. Nie dopytywał.

Przez następne tygodnie ich „związek” przypominał huśtawkę, poruszającą się w pewnym, stałym rytmie. Za każdym razem, gdy pozwolił jej się do siebie zbliżyć, a ona odkrywała przed nim swoje uczucia, natychmiast potem odsuwał ją od siebie na bezpieczny dystans. Nie odbierał telefonów, nie odpowiadał na wiadomości. Nie częstował jajecznicą. Wszystkie jej wyznania obracał w żart.

Powoli zaczęła zauważać pewne, niepokojące szczegóły. Nie lubił mówić o swojej rodzinie. Nie wtajemniczał ją w swoje plany na weekend, a przecież byli parą – łączył ich świetny seks, poważne rozmowy (byle nie o przyszłości) i poglądy polityczne. Reagował histerycznie, gdy raz zostawiła u niego swoje kosmetyki. – Chyba nie postanowiłaś się tu wprowadzić – „żartobliwie” komentował, gdy wstawiła sobie do jego lodówki jogurt. Powoli uzależniała się od dwóch skrajnych uczuć związanych z tym dziwnym związkiem: radości, że ją do siebie dopuścił i rozpaczy, że znów ją odtrąca.

Zaprosiła go na długi weekend do swojej przyjaciółki, w jej domku na Mazurach. Z daleka od miasta, jego znajomych. Może uda im się porozmawiać, na poważnie. A przyjaciółka może wyłapie to i owo. Zgodził się, by ostatecznie zrezygnować na pół godziny przed wyjazdem. Przysłał SMS: za bardzo naciskasz, może następnym razem. Zadzwoniła, zrobiła awanturę, że tego sobie ludzie w związkach nie robią, że tam wszystko umówione.  – Kochanie, wyluzuj – powiedział – ja ci przecież nic nie obiecywałem. I kto ci powiedział, że jesteśmy parą?

To było jak zimny prysznic. Zimny, ale bardzo potrzebny. Przyniósł, w odpowiedniej chwili, opamiętanie. Zaraz, chwileczkę. No tak. Przecież ani razu nie powiedział, że kocha. Ani razu, na poważnie, nie nazwał „swoją dziewczyną, czy kobietą”.  To ona zasypywała go deklaracjami, to ona wychodziła częściej z inicjatywą. To ona wyznała mu miłość. Jak mogła być tak ślepa, tak naiwna, by tego wszystkiego nie zauważyć?

Wyrzuciła jego numer telefonu, wykreśliła ze swojego życia. Nie ze złości, ale dlatego, że zdążyła się zakochać. Bolało.

Bez zobowiązań można pewnie „uprawiać seks”, pomieszkać w tym samym mieszkaniu, można pogadać przy winie.  Ale kochać nie można.


Jeden, nieprawdopodobnie prosty sposób, by poczuć szczęście

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 listopada 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

To naprawdę nic wielkiego. Może już o tym wiesz, a może nigdy nie pomyślałbyś w ten sposób. Jednak, kiedy tylko spróbujesz tej metody, zobaczysz, jak bardzo jest skuteczna.

Według Sufizmu jednym z warunków szczęścia jest móc usiąść obok swojego przyjaciela lub kogoś, kogo kochasz :).  Wystarczy tylko siedzieć bezczynnie w milczeniu. Można na siebie spojrzeć, ale to nie jest konieczne – to twój wybór. W obu przypadkach, odczujesz pewien rodzaj wewnętrznej radości, ponieważ znajdziesz się  obok kogoś, z kim jest ci komfortowo.Nie musicie się niczym zajmować, słuchać, oglądać, niczym wypełniać tej wspólnej przestrzeni. Samo siedzenie w ciszy i obecność bliskiej osoby, wystarczy. <3


Źródło: brightside.me

 


Zobacz także

Fot. iStock/kupicoo

Ratujmy ofiary przemocy domowej, nie pozwólmy, by to one musiały w strachu opuszczać swoje domy. Podpiszcie petycję Centrum Praw Kobiet

Fot. iStock / Grandfailure

Znaleźć czas na bycie ze sobą „sam na sam”, to najlepszy prezent. Dlaczego? Jest przynajmniej 8 powodów

Fot. iStock / svetikd

Regulamin konkursu „Wspomnienia mają swoje zapachy”