Zamiast inwestować w kolejny związek, musisz zainwestować w siebie. Dlaczego po toksycznej relacji potrzebujemy czasu dla siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 września 2017
Jak mądrzy ludzie radzą sobie z tymi toksycznymi? Kilka sposobów na rozbrojenie "toksycznego"
Fot. iStock / mammuth
 

Po zakończeniu toksycznego związku, często mamy skłonność do „wypełniania” pustki, która pojawia się w naszym życiu. Unikamy konfrontacji z bólem, zbyt szybko nawiązując kolejną relację. Zdarza się, że znajdujemy empatycznego, troskliwego partnera. Ale bywa również, że „nowa” historia jest takim samym emocjonalnym dramatem jak poprzednia.

Dzieje się tak dlatego, że nie poświęciliśmy sobie wystarczającej ilości czasu, by poradzić sobie ze zranieniem i by stać się „samowystarczalnymi”. Nieświadomie odpychamy od siebie potencjalnie „dobrych” partnerów, z którymi moglibyśmy stworzyć zdrową relację.

Żeby przetrwać, wrócić do równowagi, trzeba dać sobie czas na to, by pobyć ze sobą „sam na sam”, pozwolić zagoić się ranom. W pojedynkę też można być szczęśliwym.

5 powodów, by zrobić sobie przerwę od związków

1. Nowe zasady

Ci, którzy byli w długotrwałym, toksycznym związku, zarówno emocjonalnym jak i fizycznym, przyzwyczaili się do normalizowania, usprawiedliwiania sobie werbalnych, emocjonalnych, psychologicznych, a czasami nawet fizycznych form przemocy jako naturalnej części uczucia partnera i jego miłości. Jeśli nie nabierzemy dystansu, nie poradzimy się specjalisty, istnieje ryzyko, że nadal będziemy wiązać się z osobami skłonnymi do zachowań dominujących, złych, przemocowych. Brak kontaktu ze sprawcą przemocy, emocjonalne oddzielenie się od niego, pozwala na stworzenie nowych norm i zasad, na odzyskanie spokoju, stabilizacji, niezależności.

2. Podwyższenie standardów

Wreszcie znajdziesz przestrzeń, której potrzebujesz – na głębszą refleksję, na zastanowienie się nad tym, czego pragniesz. Ta samodzielność ma zasadnicze znaczenie dla budowania emocjonalnego zdrowia i odporności. Będziesz się od nowa uczyć, jak radzić sobie z codziennością, dbać o swój samorozwój i poświęcać czas samemu sobie, bezkompromisowo, bez wyrzutów ze strony twojego partnera. W końcu zaczniesz pragnąć towarzystwa ludzi, którzy mogą twoje życie wzbogacić swoim doświadczeniem, a nie pociągnąć cię w dół. Zaczniesz pielęgnować relacje z tymi, którzy cię wspierają, a nie z tymi, którzy cię lekceważą. To świetny sposób na wyeliminowanie toksycznych przyjaźni.

3. Zyskasz przestrzeń, aby stanąć oko w oko ze wszystkimi krzywdzącymi przekonaniami na swój temat

Twój mózg i twoje ciało wciąż krążą wokół poprzedniej relacji. Trochę tak, jakby się wcale jeszcze nie skończyła. ​​Wciąż odczuwasz skutki tego związku.Możesz nadal mierzyć się z gniewem, smutkiem, lękiem, możesz cierpieć z powodu koszmarów nocnych, depresji, krytycznego wewnętrznego głosu, toksycznego wstydu i szantażu emocjonalnego. Intensywne więzi, którymi wciąż jesteś związana z poprzednim partnerem, wymagają czasu, aby zostać we właściwy sposób odcięte.

4. Zamiast inwestować w inny związek, musisz zainwestować w siebie.

Kiedy inwestujesz w życie na własną rękę, nabywasz doświadczenie życiowe. Kiedy inwestujesz w swoje marzenia, wykształcenie, cele, karierę, opiekę nad sobą, to zawsze się opłaca, ponieważ zyskujesz mądrość i nowe szanse na sukces i radość.

Masz więcej czasu na ćwiczenia, jogę – spróbuj medytować, podróżować, eksperymentować, nawiązywać nowe znajomości, integrować różne aspekty swojej osobowości, które mogły zostać stłumione w toksycznym związku.

5. Rozwijasz odporność na toksyczne zachowania

Nie ma gwarancji, że już nigdy nie spotkasz kolejnej toksycznej osoby. Jednak, kiedy zaczynasz leczyć rany, stawiać/ wzmacniać granice i mieć świadomość, że ktoś tobą manipuluje, uczysz się także ufać twojemu wewnętrznemu głosowi.

Stajesz się pewien, że możesz zaspokoić własne potrzeby emocjonalne i zarządzać emocjami bez potrzeby potwierdzania własnej wartości. To wspaniałe umiejętności życiowe, które pomogą ci dobrze przejść przez całe życie, niezależnie od tego, czy w pojedynkę, czy z nowym partnerem.

Być może twoja podróż nie będzie doskonała, ale na pewno autentyczna i wyzwalająca. Dowiesz się, że jesteś jedynym, który może uratować samego siebie. Wreszcie będziesz mieć czas, by zadbać o swoje zdrowie, dowiedzieć się , czego naprawdę pragniesz, realizować swoje marzenia.

 

 


18 życiowych zasad według Dalajlamy. Czasem najlepszą odpowiedzią jest cisza

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 września 2017
Fot. iStock/stock_colors
Fot. iStock/stock_colors
 

Zbyt często gubimy się na życiowych zakrętach, zbyt często zapominamy o wartościach, które przecież kiedyś, a może nawet jeszcze przed chwilą, były dla nas ważne. Warto przypominać sobie o tym, co jest tak naprawdę ważne. Warto mieć swoje zasady i żyć według jednego planu: być uczciwym wobec samego siebie.

1. Weź pod uwagę, że wielkie uczucia i wielkie przedsięwzięcia zawierają element ryzyka.

2. Kiedy przegrywasz, nie zapomnij wyciągnąć z tej przegranej lekcji.

3. Szacunek dla siebie, szacunek dla innych, odpowiedzialność za swoje czyny – za tymi trzema rzeczami podążaj.

4. Pamiętaj, że jeśli nie zdobędziesz tego, o czym marzysz, to może być wspaniały łut szczęścia.

5. Naucz się zasad, żebyś umiał łamać je we właściwy sposób.

6. Nie pozwól, by małe nieporozumienia zniszczyły wielką przyjaźń.

7. Kiedy tylko się zorientujesz, że popełniłeś błąd, natychmiast podejmij właściwe kroki, by go naprawić.

8. Spędź trochę czasu sam na sam ze sobą, każdego dnia.

9. Otwórz ramiona na zmiany, ale nie strać swoich wartości.

10. Pamiętaj, że czasem najlepszą odpowiedzią jest cisza.

11. Żyj dobrym, uczciwym życiem. Kiedy się zestarzejesz, będziesz mógł cieszyć się nim po raz drugi.

12. Dobra, ciepła atmosfera w domu to fundament twojego życia.

13. Kiedy sprzeczasz się z tymi, których kochasz, koncentruj się na teraźniejszości. Nie walcz przeszłością.

14. Dziel się swoją wiedzą, to sposób na nieśmiertelność.

15. Traktuj Ziemię z szacunkiem.

16. Raz w roku jedź w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłeś.

17. Pamiętaj, że najlepszą relacją jest taka, w której miłość między wami przewyższa wasze pragnienie bycia ze sobą.

18. Miarą twojego sukcesu niech będzie to, co musiałeś poświęcić, żeby go osiągnąć.


Na podstawie: powerofpositivity.com


„Widełki są bardzo szerokie, czasem trudno się dziwić, że kobieta, która dostaje 500 zł na dziecko od jego ojca jest wkurzona”. Jak ustala się wysokość alimentów?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
29 września 2017
Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa
Fot. iStock/ SinanAyhan
 

Alimenty na dziecko – temat trudny i budzący sporo kontrowersji. Podczas gdy opiekun sprawujący opiekę wciąż narzeka na koszty i wydatki, rodzic płacący alimenty dwoi się i troi, by tylko obniżyć wysokość alimentów. Obie strony zawsze jednak sięgają po ten sam argument: „znam takich, co płacą więcej/mniej”. Jak to ustalić i czy faktycznie istnieje coś takiego jak „niskie” i „wysokie” alimenty?

Ewelina Celejewska: Zauważyłam, że na forach dla samotnych rodziców bardzo często poruszany jest temat wysokości alimentów. Widełki są bardzo szerokie, dlatego czasem aż trudno się dziwić, że kobieta, która dostaje 500 zł na dziecko od jego ojca jest wkurzona. Jak ustala się wysokość alimentów?

Mecenas Anna Gręda-Adamczyk: Wysokość alimentów zależy od usprawiedliwionych potrzeb dziecka oraz możliwości majątkowych i zarobkowych rodziców. Nie da się więc ustalić minimalnych czy maksymalnych alimentów. Nie można też bez znajomości konkretnej sprawy stwierdzić, czy alimenty w kwocie 400 zł to bardzo niskie alimenty, a alimenty w kwocie 5 000 zł to bardzo wysokie alimenty.

Z czego to wynika?

Po pierwsze należy wziąć pod uwagę usprawiedliwione potrzeby dziecka. Zależą one od konkretnego dziecka, jego wieku, stanu zdrowia fizycznego, psychicznego. Kolokwialnie mówiąc – dziecku należy zapewnić „wikt i opierunek”. Pozostaje jednak zakres usprawiedliwionych potrzeb, które należy oceniać biorąc, pod uwagę konkretne dziecko i konkretną sprawę.

Wszystko da się uargumentować przed sądem?

Niestety nie. Przykładowo – dziecko ma 3 lata i je tylko tzw. słoiczki. Jeśli nie ma żadnych medycznych wskazań to żywienie dziecka kilkoma słoiczkami dziennie za kwotę 3-5 zł jest nieusprawiedliwione. Inaczej wygląda sytuacja, gdy dziecko przez chirurga dziecięcego ma zaleconą tego typu dietę po poważnej operacji gastrologicznej.  Albo jeszcze inaczej – dziecko ma 10 lat i jeden z rodziców kupuje bardzo drogiego psa, którego koszt zakupu i utrzymania wlicza w usprawiedliwione koszty utrzymania dziecka. Jeśli pies jest jedynie pupilem dziecka, to nie ma ku temu uzasadnionych podstaw. Inaczej już będzie, jeśli zaś dziecko jest niewidome a pies jest wyszkolonym psem przewodnikiem.

Problem w tym, że dzieci często mają uzasadnione potrzeby, ale rodzic, który zobowiązany jest do płacenia alimentów przedstawia niskie zarobki. Co wtedy?

Sąd bierze pod uwagę możliwości majątkowe i zarobkowe rodziców. Chodzi więc nie tylko o realnie uzyskiwane dochody, ale także dochody, które rodzic mógłby osiągnąć, wykorzystując w sposób maksymalny swoje możliwości majątkowe i zarobkowe. Trzeba wziąć pod uwagę: wykształcenie, doświadczenie zawodowe, umiejętności i stan zdrowia. Bierze się pod uwagę, ile rodzic może zarobić a nie ile faktycznie zarabia. Pamiętajmy też o możliwościach majątkowych np. rodzic ma trzy mieszkania, które wynajmuje i czerpie z nich dodatkowy dochód oprócz wynagrodzenia za pracę.

Co jeszcze można wziąć pod uwagę, przygotowując rozpiskę kosztów utrzymania dziecka?

Usprawiedliwionymi kosztami utrzymania dziecka mogą być także koszty transportu np. karty miejskiej, paliwa, taksówek. Przykładowo – dziecko chodzi do szkoły w zupełnie innej części miasta niż mieszka lub jest przewlekle chore, a rodzic nie ma samochodu, więc dziecko podróżuje taksówką i komunikacją miejską.

Jak najprościej wyliczyć koszty utrzymania dziecka?

Należy zsumować miesięczne usprawiedliwione koszty utrzymania dziecka to jest: media, żywość, leczenie, edukacja, rozrywka, wypoczynek i podzielić tę kwotę co do zasady na pół.

To prawda, że zwykłe paragony nie są brane pod uwagę?

Paragon jest dokumentem, ale nie jest to dokument imienny. Z paragonu nie wynika, kto zawarł umowę.  Zdecydowanie lepiej, gdy rodzice przedstawiają w sądzie faktury VAT a nie paragony.

Coś nam grozi, jeśli wyjdzie na jaw, że korzystaliśmy z „lewych” faktur i paragonów, pożyczonych od kogoś znajomego?

Zdarza się, że rodzice przedstawią nieprawdziwe faktury VAT. Sąd ma obowiązek ocenić wiarygodność zebranego w sprawie materiału dowodowego. Takich faktur VAT sąd nie powinien wziąć pod uwagę. W praktyce sądowej zdarza się, że rodzice mają trzyletnią córkę a na fakturze VAT widnieją męskie spodnie w rozmiarze L.

Adw. Anna Gręda-Adamczyk, fot. Studio Cynamon Ania Jagielska

Adw. Anna Gręda-Adamczyk, fot. Studio Cynamon Ania Jagielska


Zobacz także

Fot. iStock/jacoblund

Odpuściłam. Przestało mi zależeć na tym, by zadowolić wszystkich. W końcu ile można tak żyć?

test Freuda

Krótki test Freuda: Jaki jest twój prawdziwy stosunek do życia?

Fot. iStock / knape

Regulamin akcji „Mama, znaczy piękna”