„Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem”. List do mamy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 listopada 2016
Fot. iStock / brickrena
 

Droga Mamo,

Pomimo tylu lat bez Ciebie wciąż, gdy zamykam oczy, doskonale widzę Twoją twarz. Potrafię przypomnieć sobie kolor Twoich oczu, Twój uśmiech, bliznę, którą przypominała ci czasy dzieciństwa.  Zamykam oczy i słyszę Twój głos, czasem śmiech, czuję zapach kremu Nivea pomieszany z delikatnymi perfumami i dymem papierosów, zapach, w który zawsze lubiłam się wtulać.

Najgorszy po Twoim odejściu był ten brak, który trudno opisać i którego nie sposób zdefiniować. Na co dzień nie dostrzegamy pewnych rzeczy, przecież to takie zwykłe, banalne pierdoły, nic nadzwyczajnego. Nie zwracamy na nie uwagi, nie myślimy o nich do czasu, gdy zaczyna nam ich brakować – telefonów z pytaniem kiedy wrócę do domu, przypominania o szaliku w mroźne dni, przytulenia po dobrze zdanym egzaminie, słowa „dobranoc”, gdy idę spać, narzekania, gdy byłam zbyt leniwa lub o czymś nieustannie zapominałam. Nawet chrapania rozbrzmiewającego w nocy po całym domu brak (choć zawsze twierdziłaś, że to na pewno nie Ty). A najgorsze, że ten brak zagnieździł się chyba już na dobre, nie da się go zatrzymać farmakologicznie, usunąć chirurgicznie, wyplewić cudownym zaklęciem lub egzorcyzmami. Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem.

Zawsze wstawałaś pierwsza i jeszcze przed wyjściem do pracy miałaś ugotowaną zupę na obiad i gotowe śniadanie dla wszystkich. Pamiętam, jak malowałaś usta różową pomadką i że w twojej kosmetyczce była jedynie ona i zwykły tusz do rzęs, że w twojej szafie pełno było spódnic i bluzek w jednym i tym samym kroju, że nie lubiłaś eksperymentować z modą. Pamiętam, jak przyjechałaś na maturę ustną z polskiego z pączkami dla całej klasy i jak po pierwszym zdanym roku studiów otworzyłaś szampana, by uczcić mój mały sukces. Nigdy już nie dowiem się, jak zareagowałabyś na mój dyplom z samymi piątkami, pierwszą pracę i sukcesy zawodowe – skakałbyś z radości, czy zalewała łzami ze wzruszenia; a może jedno i drugie?

Dziwnie żyje się bez Ciebie. Oczywiście każdy wie, że kiedyś nasi rodzice umrą, ale nie spodziewamy się tego mając zaledwie dwadzieścia lat. W wyobraźni widzimy siwą staruszkę otoczoną wnukami, a nawet prawnukami, która dobija już do setki i opowiada młodym, jak to kiedyś ludzie żyli. Nie doczekałaś wnuków, choć od zawsze o nich marzyłaś, a ja myśląc dzisiaj o tym, że moje dzieci będą wychowywać się bez babci, czuję dziwne ściskanie w żołądku, a oczy jakoś tak same niepokojąco mokną. Nie będzie opowieści, którymi i mnie karmiłaś w dzieciństwie i wzruszeń z okazji Dnia Babci, nie będzie kłótni o to, że dajesz im za dużo słodyczy, że rozpieszczasz, pozwalasz na zbyt wiele, mojego przewracania oczami na dobre rady i narzekania na zbytnie wtrącanie się. Tej wielkiej dziury nikt i nic nie jest w stanie załatać.

Nigdy już nie będę czuć się tak kochana, jak wtedy, gdy byłaś obok. To niemożliwe, bo przecież tylko matka potrafi kochać tak ogromnie za wszystko i pomimo wszystkiego. Bardzo żałuję, że nie zdążyłaś poznać mnie – dorosłej, że odeszłaś zanim jeszcze ja zdążyłam poznać i zrozumieć samą siebie. Czy lubiłabyś mnie w tej dojrzałej i odpowiedzialnej wersji, dostrzegła swoje geny i przekazane nawyki? Czasami zastanawiam się, jak wyglądałyby nasze relacje, gdzie dzisiaj bym była i co robiła, gdybyś nadal była obok. Jak odnalazłabyś się w tym współczesnym świecie – czy miałabyś konto na facebooku, wiedziała, czym jest You Tube i Instagram, przyłączyła do nurtu slow food? A może zostałabyś hipsterską babcią, której życie zaczęło się dopiero na emeryturze? Nigdy się tego nie dowiem, nigdy cię takiej nie poznam.

Dziękuję ci za to, że potrafiłaś się śmiać nawet wtedy, gdy nie było Ci do śmiechu, że czasami mówiłaś „pieprzyć to” i zamiast zasuwać z odkurzaczem leniłaś się na kanapie. Za to, że nigdy na mnie nie naciskałaś, nie wymagałaś samych piątek, mówiłaś, że nie uczę się dla ocen, ale dla siebie. Dziękuję, że dałaś mi swobodę i luz, ale jednocześnie wiedziałam, gdzie leżą granice nie do przekroczenia. Że nauczyłaś mnie szacunku do innych, bez względu na to, kim są, że wpoiłaś troskę o drugiego człowieka i liczenie się z jego potrzebami. Dziękuję za to, że byłaś najlepszą mamą, jaką mogłaś być i jaka być umiałaś. Ostatnio coraz częściej słyszę, że jestem do Ciebie podobna – to dobrze, może dzięki temu Twój obraz pozostanie wyraźniejszy i trwalszy w mojej pamięci. Za to też Ci dziękuję, bo to oznacza, że byłaś, że istniałaś. Ma nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś, gdzieś tam w innym świecie, a wtedy przytulisz mnie i znowu poczuję mieszankę zapachu kremu, perfum i dymu papierosów – najpiękniejszego zapachu świata.


Śmierć nie jest końcem. Śmierć powinna nas uczyć o życiu

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
1 listopada 2016
Fot. iStock / Marjot
 

Chodzę alejkami pięknych Powązek w Warszawie, które rozświetla blask zniczy. Nagle, kompletnie się tego nie spodziewając staję się nieuprawnionym słuchaczem dialogu między sześciolatką a jej tatą. Dziewczynka pyta, czy może zostawić mamie cukierka na grobie. Tak, cukierka. Pyta dalej, gdzie ma go schować, aby nikt go mamie nie zjadł. Tata spokojnym głosem, ledwo zdziwiony odrywa się na chwilę od czyszczenia grobu i pomaga małej ukryć słodycze w pączkach doniczkowego kwiatu. Oprócz wzruszenia, które łapie mnie za gardło, myślę o tej scenie wracając do domu. Czy chodzi mi tylko o tę sytuację? O wyobrażenie domu, w którym tej mamy nie ma? O brak wieczornych łaskotek i czytania? O smutek, który rozgościł się w tej rodzinie, gdy odeszła? Początkowo tak. Ale jest coś jeszcze w tej scenie, co nie pozwala mi zapomnieć – myślę. Cukierek. Tak, cukierek, który łączy fantazję dziecka z zimnym grobem. Życie ze śmiercią. Śmiercią, która nigdy nie jest końcem.

Czytałam kiedyś rozmowę z filozofem profesorem Tadeuszem Gadaczem, który powiedział, że „śmierć powinna uczyć nas o życiu, a nie o odchodzeniu“. Ten, kto choć raz był w hospicjum – rozumie to doskonale. Codzienne umieranie przeplata się tam z afirmacją życia. Zmiana perspektywy z lat, miesięcy, a nawet dni na ten jedyny moment “tu i teraz” intensyfikuje doznania. Pan Tomasz w ostatnim stadium raka kości cieszy się z możliwości spróbowania raz jeszcze konfitur sąsiadki. Pani Ania (białaczka) z pogłaskania psa, który wiernie leży przy jej łóżko. Ktoś inny raduje się z rozmowy z wnuczką. Większość podopiecznych nie może doczekać się wspólnych czwartków przy drewnianym stole na dole, gdzie zbierają się ci, którzy żyją. Dosłownie. I, wierzcie mi, rzadziej słychać przy tym stole narzekania na los, a częściej słowa wdzięczności za te chwile. Za MOŻLIWOŚĆ ich przeżycia.

Możliwość – piękne słowo, prawda? Jak często w ten sposób myślimy o życiu? O czymś absolutnie wyjątkowym, na co udało nam się załapać. O czymś, czego absolutnie nie wolno nam zmarnować. Warto popatrzeć na groby, które dziś mijamy na swoich cmentarzach jak na tysiące skończonych możliwości. Ktoś napisał książkę. Ktoś zbudował dom. Ktoś zostawił syna i córkę. A znowu ktoś inny nie zostawił niczego, ale pięknie żył. Definicja dobrego życia może być przeliczona w wykorzystanych możliwościach.

Jest coś przepięknego w cmentarzach. Może właśnie chodzi o tę powagę złamaną ludzkim pędem do życia? Bo w sumie to przecież większość z nas bardzo chce żyć (jak najdłużej i jak najlepiej). Dziewczynka przy grobie swojej mamy miała kolorową kurtkę, pluszaka i mały plecak z księżniczką. Miała też w sobie wolę życia mimo doznanego cierpienia. Trzymała w swoim ręku możliwość i obracała nią jak słodkim cukierkiem.

Lubię grać w tę grę. Na dowód tego wracając od mojego taty wrzuciłam do doniczki dziewczynki czerwonego misia-żelka, którego często mam w torebce. Profesor ma rację – śmierć powinna nas uczyć o życiu.


Seksualny egoista. 6 oznak, że lądujesz w łóżku z samolubem

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 października 2016
Fot. iStock / kieferpix

Seks, miłość, pożądanie pojawia się nie tylko w stałym związku. Za każdym razem, kiedy partnerzy lądują ze sobą w sypialni, ich zbliżenie powinno być zarówno dla jednej, jak i drugiej strony bardzo satysfakcjonujące. Ale jeśli kobiecie trafia się kochanek samolub, marne szanse na prawdziwe spełnienie i chwile uniesienia, które samym wspomnieniem będą wywoływać drżenie serca.

Po czym poznać, że partner nie myśli o tobie? Jest kilka cech, które od razu rzucają się w oczy, jako godne rasowego egoisty.

1. Gra wstępna polega na zdjęciu ubrania

Liczysz na gorący wieczór, szykujesz kolację, sięgasz po ulubione perfumy i kusisz bielizną? Wysilasz się, aby pobudzić jego wyobraźnię, chcesz go inspirować, ale jedyne co dostajesz w zamian, to szybkie zdarcie łaszków w łóżku… Gra wstępna zamyka się na tym, po czym egoista przechodzi natychmiast do czynu, nie dbając o odpowiednie rozgrzanie partnerki.

2. Wymawia się od dotykania

Palce wędrujące po ciele, a może relaksujący masaż karku lub stóp, co wolisz? Nawet jeśli masz ochotę, by on poznał mapę twojego ciała, angażując w to swoje dłonie, możesz się nie doczekać. Łóżkowy samolub nie ma ochoty marnować czasu na twoje przyjemności i romantyzm. Przecież w jego wydaniu, seks to tylko seks, nie sesja darmowego masażu.

3. Seks oralny? Tylko w jedną stronę

Rzuć tylko propozycję, a facet przyklaśnie z radości! Oczywiście, o ile ty proponujesz przyjemność jemu, ale nie wspominasz, że mógłby odwdzięczyć się tym samym. Tak jak samolub nie tylko nie narzeka na fellatio i chętnie na to namawia, tak sam znajduje sto wymówek, dlaczego woli „tego” kobiecie nie robić.

4. Raz, dwa i po sprawie

Nie ma czasu, jest zmęczony lub zaraz zaczyna się mecz? Nie szkodzi, seksualny samolub zaprosi cię na szybki numerek, by tylko sobie ulżyć. Nie licz na zaangażowanie, skoro on z marszu wynajduje bardziej pilne niż bliskość sprawy do natychmiastowego załatwienia.

5. Kończy i od razu zasypia

Po „robocie” nawet nie zająknie się w twoim kierunku, by sprawdzić, czy tobie było równie dobrze. Są mu zupełnie obojętne twoje odczucia, grunt, że ma to za sobą. Wiadomo, chłopina się zmęczył, to musi odpocząć, nie wstając z łóżka nawet i do rana. W końcu sen to zdrowie, a ty sama możesz posprzątać po waszych zabawach.

6. Nie czeka na twój orgazm

Szczególnie jeśli jest sprinterem, a ty wręcz odwrotnie. Bez gry wstępnej, bez chęci wysiłku, dąży do własnej przyjemności. Egoista nie ma problemów, z tym że kończy dobrze przed kobietą, zostawiając ją niezaspokojoną.

7. Ulubione pozycje

Ulubione dla faceta — od tyłu, bo szybciej dojdzie, albo może sobie kogoś innego wyobrazić. Albo on leży a ty na nim, bo wtedy nie musi się nadwerężać i męczyć. Wszelka kombinatoryka z pozycjami odpada, bo jemu tak jest wygodnie i tyle. Cały czas kochacie się tak samo, czyli nudno.

Jeśli pojawia się choć jedna z poniższych rzeczy w waszym łóżku albo wyjaśnij partnerowi swoje oczekiwania, albo zmień partnera. Oszczędzisz sobie złości i niechęci do wspólnych zbliżeń.


źródło: www.psychologytoday.com


Zobacz także

10 sposobów, by wychować szczęśliwe dziecko. Przede wszystkim mów, że kochasz

Dlaczego facet musi być zawsze wyższy od kobiety? Trudno nam zaakceptować inny stan rzeczy

Dlaczego facet musi być zawsze wyższy od kobiety? Trudno nam zaakceptować inny stan rzeczy

Włosy długie czy krótkie? Jakie ty wybierasz? Akcja „Jaki jest twój sekret pięknych włosów?” – wyzwanie #4