YES dla młodych talentów! Rusza druga edycja Programu Stypendialnego YES

Redakcja
Redakcja
20 kwietnia 2017
Fot. iStock
Fot. iStock

Wielkie YES dla każdego, kto chce pokazać swój talent! Program Stypendialny  YES nie narzuca ograniczeń. Każdy ma szansę. YES przyciąga i wspiera najlepszych, żeby żyło się jeszcze piękniej!

YES ogłasza II edycję Programu Stypendialnego, adresowanego do studentów i absolwentów uczelni artystycznych.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Program ma formułę dwuetapowego konkursu, realizowanego wspólnie z Fundacją Made In Art.

Główną nagrodą jest całoroczne stypendium w wysokości 1000 złotych miesięcznie. Stypendium dla zwycięzcy będzie wypłacane przez 12 miesięcy (wartość nagrody: 12 000 złotych).

Oprócz nagrody głównej przewidziano również dwie mniejsze nagrody pieniężne, a także wsparcie promocyjne uczestników konkursu. Wszystko, by pomóc młodym artystom już na starcie rozwinąć skrzydła.

3O8A0021

Finaliści pierwszego etapu, będą mogli zaprezentować swoje prace podczas wystawy w ramach Poznań Design Festiwal. W trakcie wernisażu, który odbędzie się 12 maja 2017 roku w Poznaniu, poznamy zwycięzców Programu Stypendialnego YES.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

„Wspólnie z Fundacją Made In Art poszukujemy młodych, otwartych umysłów z entuzjazmem podchodzących do projektowania, zakochanych w designie. Program Stypendialny YES kierujemy do osób, dla których czymś naturalnym jest poszukiwanie nowych wzorców piękna i tworzenie dla współczesnego człowieka. Chcemy pomagać najzdolniejszym – oni będą współtworzyć przyszłość wzornictwa, być może także w YES” – mówi Magda Dąbrowska – Projektantka YES, jurorka Programu Stypendialnego.

Pokaż swoje projekty – niezależnie od tego, czy projektujesz biżuterię, czy interesuje Cię moda (projekty ubrań), sztuka użytkowa (meble), a nawet architektura czy ceramika.

Nie ma ograniczeń. Każdy ma szansę!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Prace oceniać będą wyjątkowe osobowości ze świata projektowania: Oskar Zięta, Wojciech Trzcionka, Krzysztof Stróżyna i projektantki YES: Kasia Bukowska i Magda Dąbrowska. Współorganizatorem programu jest Fundacja Made In Art.

Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie organizatora: YES.pl/Program-Stypendialny

Zobacz galerię zdjęć z pierwszej edycji konkursu

3O8A9916 yes dl;a mlodych tworcow 3O8A0005
3O8A0024 3O8A0050 3O8A0130 3O8A0148 3O8A0165 3O8A0177 3O8A0205 3O8A0254 3O8A0262 3O8A0303 3O8A9887 3O8A9888 3O8A9891 3O8A9900 3O8A9901 3O8A9907 3O8A9915

 


5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
20 kwietnia 2017
5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano
Fot. iStock / tomsza

Na myśl o wstawaniu masz dreszcze na plecach? Ja też. Najgorsza wieczorna myśl, to „nie zaspać, nie zaspać”, jakbym próbowała samą siebie przekonać do słuszności tezy o regularnym rytmie wstawania. A co tam, jeszcze 7 minut – to  z kolei kolejny etap wewnętrznej afirmacji, pojawia się tuż po pierwszych dźwiękach cholernego budzika. Wiecie, co dzieje się później? Och, wiecie doskonale! Potem może być już tylko gorzej.

A wszystko przez kilka drobiazgów, które fundujemy sobie zanim jeszcze dobrze zaczniemy dzień. Co takiego „strasznego” robimy?

5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano

1. Wychodzisz z domu w pośpiechu

Ha ha ha, a  jak niby inaczej. Wszystkie siedem budzików masz precyzyjnie dostrojonych i ustawionych co do minuty tak, by jakoś zdążyć. Wstajesz, szybka, poranna toaleta i wybiegasz. Do pracy dojeżdżasz dumna, że pospałaś 20 minut dłużej niż nakazałaby logika. Mistrzyni.

Niestety, okazuje się, że gdybyś poświęcała choć parę minut rano na siebie, zyskałabyś znacznie więcej. Wypita bez pośpiechu kawa, dobre śniadanie, czas na posłuchanie radia czy poranną gimnastykę, zrób coś, co wprawi cię w dobry nastrój.

Psycholodzy z Uniwersytetu w Minnesocie wykazali, że osoby, które zaczynają swoją pracę w dobrym humorze, w ciągu dnia mają w sobie więcej pozytywnej energii i nie przejmują się tak bardzo sprzeczkami czy konfliktami – w porównaniu do osób, które do pracy przygnały zziajane, na ostatni moment.

2.  Unikasz światłą słonecznego

Badacze z Northwestern University Feinberg School of Medicine odkryli związek pomiędzy przyjmowaniem porannej dawki a światła a masą ciała badanych. Okazało się, że osoby, które nie ukrywają się za wszelką ceną przed światłem, mają niższe BMI od tych, które wolą wychodzić na słońce dopiero popołudniu.

Odpowiednia dawka światła słonecznego przed południem, ma pozytywny wpływa na metabolizm.

3. Nastawiasz budzik wcześniej niż powinieneś

Bądźmy szczerzy, nie nastawiasz go po to, by wstać wcześniej, tylko by włączyć drzemkę :) – też mamy to opanowane do perfekcji. Według medyków, taki mechanizm zamiast dodatkowego wypoczynku funduje nam tylko stres i oszołomienie. Takie nadużywanie drzemek zaburza rytm dobowy, co może również powodować wieczorne problemy z zasypianiem. Zdecydowanie najlepiej wstawać zawsze o tej samej porze. Z czasem stanie się to naturalne i bezstresowe.

4. Nie pijesz po przebudzeniu wody

Spałaś jakieś 7-8 godzin, ale po przebudzeniu nie masz czasu na szklankę wody. Cały ten czas spędziłaś bez uzupełniania płynów. Jak więc masz się czuć dobrze, jeśli po przebudzeniu nie napijesz się wody? Uruchamiamy wyobraźnię!

5. „Wybiegasz” z łóżka w podskokach

O tak, znamy to… najpierw drzemka (jedna, druga, trzecia… obu tylko), a potem „o mój Boże jak to się stało?!”. Są przynajmniej dwa powody by wstać z łóżka powoli.Po pierwsze by dać tę minutę naszym mięśniom na rozpoczęcie dnia pracy bez stresu, po drugie, znacie to uczucie, gdy po gwałtownym wstaniu, przed oczami pojawiają się mroczki i robi się wam słabo? To tzw. ortostatyczny spadek ciśnienia krwi (czyli hipotensja ortostatyczna). Tak naprawdę to nic innego jak gwałtowny odpływ krwi z górnej partii ciała spowodowany działaniem grawitacji.

Najlepiej najpierw usiąść na łóżku, na spokojnie się przeciągnąć… i napić w tym czasie wody.

Nie cierpimy poranków, ale możemy uczynić je bardzo znośnymi 😉 . Wypróbujcie w domu!


Na podstawie: hellozdrowie


Ja chcę się rozstać, ty powtarzasz jedynie: „O co ci właściwie chodzi?”. Nie wierzę, że można nie wiedzieć, kiedy się krzywdzi

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 kwietnia 2017
Fot. iStock/Dimedrol68
Fot. iStock/Dimedrol68

Powiedziałam, że odchodzę, ty kolejny raz uśmiechnąłeś się lekceważąco. Mówię tak sobie i mówię, czas płynie, a ja nigdzie nie idę. Wcześniej nie odeszłam, to i teraz nie odejdę. Nie można mi wierzyć, prawda? Poza tym, jak „odejdę”, dokąd, do kogo? No bo przecież, muszę do kogoś iść, nie odeszłabym tak po prostu, sama z siebie i dla siebie. Od ciebie się nie odchodzi – groziłeś nieraz. Dzieci? Dzieciom zrobię krzywdę jak odejdę, jak je zabiorę ze sobą. Kto będzie o nie wtedy dbał? – mówiłeś. Ty? No śmieszna jesteś. Przecież ty o nic nie potrafisz zadbać w tym domu, o nic. Zobacz, jak tu brudno, jaki bałagan. Więc o co ci chodzi?

Mówiłam, wiele razy o co mi chodzi – nie chciałeś słuchać. A może uważałeś, że to tak mało ważne, że nie ma co słuchać. I nie ma kogo. Albo było jeszcze inaczej. Kiedy nie słuchałeś, nie dopuszczałeś do siebie możliwości, że mogę mieć rację. Że może na tym idealnym obrazku jest jakaś rysa. To by znaczyło jednak, że w głębi serca wiesz, że postępujesz źle. Wiedzieć, że się błądzi, że krzywdzi się bliskich i nadal iść w zaparte? Tego nie zrozumiem.

Mówiłeś – „to wszystko twoja wina, to ty mnie prowokujesz”. Więc ja nad sobą pracowałam. Czytałam mądre książki, poszłam nawet na terapię, żeby nauczyć się mówić o swoich potrzebach, a nie odpowiadać krzykiem na krzyk, agresją na agresję. I wracałam z tych spotkań mądrzejsza, pełna nadziei, do ciebie. Pewniejsza. Że moja wina wcale nie leży tam, gdzie ty ją wskazałeś. Że skoro ja mogę, to ty też możesz się zmienić. Ale tu pojawiał się problem. Ja się zmieniłam, ty zostałeś ten sam. Po każdej kłótni, wracaliśmy do punktu wyjścia. Żadnych rozmów, żadnych wniosków, żadnej pracy nad sobą. „O co ci chodzi – powtarzałeś. – Po co psujesz ten spokój? Przecież dobrze jest teraz. Nie musimy tego „męczyć”, roztrząsać, analizować. No, o co ci chodzi? Dlaczego zawsze musisz wszystko zepsuć?”.

Więc milczałam, choć tyle rzeczy miałam ci powiedzieć. Takich pewnie, które ty wiesz i byłbyś w stanie zrozumieć, gdyby nie chodziło o ciebie. Nigdy nie pozwoliłeś, by dotarły do ciebie z całą odpowiedzialnością i ciężarem. Bo tak trudno samemu przed sobą przyznać, że jest się „przemocowcem”, prawda?

Chciałam ci powiedzieć, że:

Kiedy mówisz naszemu synowi, że wyrośnie na głupka, kiedy wykrzykujesz, że nie możesz na niego patrzeć, i powtarzasz, że jest gorszy, bo nie umie jeszcze tego, co większość dzieci w jego wieku – to jest przemoc.

Kiedy dajesz i zabierasz, bo jednak dochodzisz do wniosku, że nie zasłużyłam (na kwiatek bez okazji, nowy telefon w miejsce tego, który zniszczyłeś w złości, na życzliwość), to manipulujesz.

Kiedy obiecujesz mi coś ważnego, kiedy się na coś ważnego umawiamy, a potem, w ostatniej chwili rezygnujesz, zostawiając mnie ze wszystkimi zobowiązaniami samą i mówiąc: „trzeba było mnie nie prowokować” – to manipulujesz.

Kiedy traktujesz mnie jak kogoś gorszego od siebie, mniej inteligentnego i zabierasz mi różne przedmioty, bo twoim zdaniem źle ich używam – to jest przemoc.

Kiedy zrzucasz na podłogę moje ubrania z suszarki, choć jeszcze nie wyschły, żeby powiesić twoje, bo twoje są „ważniejsze” – to jest przemoc.

Kiedy nie pozwalasz mi porozmawiać z naszą córką, bo „tak zdecydowałeś wcześniej”, a tak naprawdę denerwuje cię to, że chcę jej poświęcić swoją uwagę – to jest przemoc.

Kiedy mówisz, że nie chce ci się wracać do domu, w którym jesteśmy my – twoja żona i dzieci – bo  sprawiamy, że nie chce ci się żyć, tak bardzo jesteśmy beznadziejni – to jest przemoc.

Kiedy z prostych, banalnych sytuacji robisz dramaty „nie do przejścia”, a potem mówisz, że to przecież moja wina, że przeze mnie ci się „już nie chce” podjąć żadnego wysiłku – to jest manipulacja.

Kiedy wydzielasz mi pieniądze, mówiąc, że nie potrafię ich ani wydawać, ani oszczędzać – to jest przemoc.

I wiesz, twój brak woli, by tę świadomość do siebie dopuścić, to także przemoc. Bo nie trzeba nikogo uderzyć, żeby zadać mu ból i spowodować rany, które będą się goić latami. Ja chcę się rozstać, ty nie widzisz problemu. Może teraz już rozumiesz, dlaczego naprawdę odeszłam.


Zobacz także

Foto. Produkcja Plus Me Projekt "Sesja zdjęciowa zorganizowana przez PLUS ME PROJECT Beauty has no size (fot. Bogusia Skrzypczak Photography)"

Leczenie kompleksów sukienkami, czyli Urszula Lola i jej sposób na bodypositive

Profilaktyka Raka Piersi

Pięć palców. Pięć punktów. Profilaktyka piersi.

Concept Store YES – miejsce, które przyciąga i uwodzi. Przyjdź ujrzeć blask wyjątkowych pierścionków z Diamentem Idealnym YES®, skosztować szampana i odkryć prawdziwie domową atmosferę.

Otwarcie Concept Store YES w Warszawie