Wyrzucasz łupiny cebuli? Ja nie. Można je wykorzystać na wiele sposobów

Pani Mądrala
Pani Mądrala
30 listopada 2017
Fot. iStock / MalyDesigner
Fot. iStock / MalyDesigner
 

Uwielbiam cebulę! To jedno z tych warzyw, obok ziemniaków, pomidorów i sałaty, których nigdy nie może zabraknąć w mojej kuchani. Jest tanie i jednocześnie niezastąpione, ponieważ fantastycznie podkreśla smak zwykłych, codziennych potraw. Nie wyobrażam sobie jajecznicy bez podsmażonej cebulki, pomidora na kanapce bez niej czy domowego rosołu, w którym brak posmaku przypieczonej nad palnikiem cebuli. Poza tym, że jestem wielką miłośniczką gotowania, staram się też żyć ekologicznie i… ekonomicznie. Jeśli mogę coś wykorzystać drugi raz, zrobię to. Jeśli coś może mieć inne, niestandardowe zastosowanie, chętnie dowiem się, jakie. Tak jak w przypadku tej zwykłej cebuli. Wiedziałam, że jej łupiny można wykorzystać na różne sposoby? Barwienie w nich jaj na Wielkanoc jest tylko jednym z nich. Jeżeli już z niego korzystasz, brawo!

Kuchnia

Łupy cebuli wcale nie zaliczają się do kuchennych odpadków. Możesz śmiało je wykorzystać, np. w trakcie gotowania zupy – drobno pokrojone sprawią, że będzie bardziej pikantna i aromatyczna. Nabierze również ładnego koloru. Niektórzy dodają również wysuszone i zmielone łupiny do ciasta, przygotowanego do wypieku chleba. Można je dodawać do wszystkich wytrawnych i słonych potraw.

Łazienka

Wywar z łupin cebuli sprawdzi się również jako płukanka do włosów. Dzięki takiemu zabiegowi można nadać włosom miedziany odcień. Taki napar możesz również regularnie pić, by pozbyć się skurczów mięśni.

Najlepszy jednak, w mojej ocenie, sposobem na wykorzystanie łupin cebuli jest zrobienie leczniczego wywaru o właściwościach antyseptycznych, moczopędnych, przeciwzapalnych i przeciwhistaminowych. Wystarczy przez około 15 minut gotować łupiny na małym ogniu i odstawić do wystygnięcia. Taki napar regularnie popijała moja babcia i zawsze powtarzała, że to dzięki niemu cieszy się tak dobrym zdrowiem. Dla poprawy smaku można dodać do ostudzonego wywaru odrobinę miodu. W takiej formie podawała go mi, gdy byłam przeziębiona.

 


Jak często zmieniać prześcieradła? Sorry, ale ja jestem w szoku

Pani Mądrala
Pani Mądrala
6 grudnia 2017
Fot. iStock/Yulia-Images
Fot. iStock/Yulia-Images
 

Coś wam powiem. Może i uwielbiam różne nietypowe, domowe triki i często je stosuję, ale jestem też zdania, że trochę brudu nie zaszkodzi. Jak to mówią – „częste mycie skraca życie”. Oczywiście warto do tego powiedzenia podejść z przymrużeniem oka, ale jednak coś w tym jest. Zawsze wydawało mi się, że w kwestii sprzątania i czystości umiem zachować zdrowy rozsądek i umiar. A potem przeczytałam wypowiedź pewnego mikrobiologa z Nowego Jorku i wniosek mam jeden – jestem brudasem, a moje łóżko to siedlisko wszelkiego syfu.

Moi mili, czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak często należy zmieniać prześcieradło i pościel? Spodziewam się odpowiedzi typu: „co kilka tygodni”, „jak mi się przypomni”. Udam, że nie słyszę wariantów: „jak się ubrudzi” lub „na święta”. Otóż, prześcieradło należy zmieniać co 7 dni. Tak, tak, co tydzień!  Według Philipa Tierno, który jest mikrobiologiem na uniwersytecie w Nowym Jorku, po tym czasie nasze łóżko staje się siedliskiem chorobotwórczych drobnoustrojów.

Wiem, co myślisz. Chłop zwariował.

Ale teraz wyobraź sobie, że spędzamy w łóżku 1/3 naszego życia. W czasie snu pocimy się, ślinimy, ocieramy się skórą o materiał. Do tego dochodzą inne wydzieliny (np. z narządów intymnych), włosy, martwy naskórek, sierść zwierząt, okruchy… Można wymieniać do wieczora. Podczas gdy my smacznie sobie śpimy, w naszym łóżku w najlepsze rozwija się flora bakteryjna i grzyb. Obrzydliwe.

Zdaniem mikrobiologa, spanie w brudnej pościeli może skutkować kaszlem, katarem i bolącym gardłem. Co więcej, mogą pojawić się pierwsze objawy alergii i astmy.

Nie wiem jak wy, ale ja idę zmienić pościel.

Źródło: Science Alert


Każda perfekcyjna pani domu powinna mieć w domu WD-40

Pani Mądrala
Pani Mądrala
28 listopada 2017
Fot. iStock/hallopino
Fot. iStock/hallopino
 

Każdy facet ma w swojej skrzynce z narzędziami (wiem, zabrzmiało dumnie, a w rzeczywistości chodzi o szafkę, w której trzymają różne graty i zawsze panuje tam „pierdolnik”) dwa przedmioty: szarą taśmę i WD-40. Większość z nich uważa, że z pomocą tych dwóch rzeczy mogą poradzić sobie z każdą usterką i stają się bohaterami domu. Bawiło mnie to zawsze, ilekroć obserwowałam mojego męża, naprawiającego cokolwiek. Śmieszkowanie skończyło się, gdy poczytałam co nieco o zastosowaniu tego drugiego. Teraz każde z nas ma swoje opakowanie WD-40. On w skrzynce z narzędziami, ja pod zlewem. 

Jak brzmi pierwsza zasada Złotej Rączki? „Gdy coś skrzypi lub się zacina, psiknij WD-40”. Jak brzmi moja zasada? „Gdy dzieciaki zrobią syf, sięgnij po WD-40”. Serio, nic tak nie pomaga usunąć zabrudzeń ze ścian czy mebli, jak ten preparat. Jest też niezawodny do wycierania zaschniętego kleju ze stołu czy zrywania różnych naklejek, które dzieciaki uwielbiają przyklejać w różnych, dziwnych miejscach. Co więcej, sprawdza się przy wywabianiu trudnych plam (znowu dzieci). Wystarczy psiknąć na zabrudzony materiał, potrzeć gąbką i uprać tak, jak zazwyczaj.

Najczęściej jednak używam WD-40 do sprzątania. Rewelacyjnie pozwala usunąć wszystko, co zaschnięte – od resztek jedzenia, przez kamień na umywalce, aż do brud, który zebrał się w okiennej framudze. Następnym razem spróbuj go użyć, gdy będziesz walczyła z brudną kuchenką. Będziesz w szoku, jak lekko, łatwo i przyjemnie można doprowadzić ją do kultury.

Nie wiem, czy WD-40 nadaje się do wszystkich butów, ale popsikałam już nim zamszowe (ale czarne) kozaki na zimę i wiosenne trampki. W obu przypadkach nic się nie stało. Myślisz – po co? Ten smar w sprayu rewelacyjnie wypiera wodę, dzięki czemu idealnie zabezpiecza obuwie, gdy za oknem deszcz i chlapa.

I najważniejsze! (Uwaga, za to będziesz mi naprawdę wdzięczna!) WD-40 jest niezastąpiony do usuwania psiej kupy z podeszwy buta. Koniec skrobania patyczkami i przeklinania pod nosem.