Wyrzuć swój emocjonalny bagaż i uwolnij się od przeszłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 lutego 2016
Fot. iStock / SandraKavas
 

Kiedy kończy się związek albo bardzo bliska przyjaźń, czy też inna, ważna dla nas choć niekoniecznie korzystna relacja bywa, że długo nie potrafimy pozbyć się tego całego emocjonalnego bagażu, z którym zostajemy. Niesiemy go więc ze sobą przez dalsze życie, choć obiektów dawnego uczucia czy sympatii dawno już w nim nie ma. Problemem nie jest jednak emocjonalne obciążenie, ale raczej to, na ile pozwalamy mu na nas wpływać, określać nas w tym naszych próbach odbudowania sobie rzeczywistości.
Czy potrafimy się go pozbyć? Czasem wydaje nam się, że już jesteśmy wolni od naszego emocjonalnego bagażu, by za chwilę dowiedzieć się, że to tylko pozory. Pomóżmy sobie stosując metodę kilku praktycznych kroków.

1. Zechciej uwolnić się od przeszłości

Od tego powinniśmy zacząć. Często na głos zwierzamy się bliskim osobom, że próbujemy, że chcemy, ale w głębi duszy boimy się. Obawiamy się tego, co nastąpi chwilę pózniej, zaraz potem kiedy puścimy to czego tak kurczowo się trzymaliśmy, to co dobrze znamy, to, co było „nasze”. Być może uzależniliśmy się od emocji związanych z „tamtym” zdarzeniem, relacją, związkiem. Być może boimy się poczuć coś innego, bo dawno nie czuliśmy się inaczej. Kluczem do rozwiązania tej sytuacji jest zrozumienie jak ważna i potrzebna jest zmiana. I jeszcze, że nie nastąpi w ciągu jednego wieczora, że to będzie proces.

2. Załóż pamiętnik/dziennik

To nie jest rozwiązanie dla wszystkich, ale każdy powinien choć wypróbować jego skuteczność. Zapisywanie naszych myśli, odczuć i wydarzeń wraz z ich wpływem na nasze samopoczucie pomoże nam lepiej zrozumieć swoje emocje i reakcje. To z kolei unaoczni pewne schematy w zachowaniu i myśleniu pełnym odwołań do przeszłości, która nas blokuje. Pisz szczerze to, co przychodzi ci do głowy. Stwórz sobie przestrzeń wolną od oceny i wygodną do analizy.

3. Zmierz się z tą historią

Piszesz historię ze swojej perpsektywy. Jeśli ta pespektywa dotycząca pewnych zdarzeń czy osób z przeszłości nie wnosi nic dobrego w twoją obecną rzeczywistość, pora się z nią zmierzyć. Sróbuj jeszcze raz: przeanalizuj wszystko z innego punktu widzenia. Co ci to da? Uspokojenie emocji, zmianę podejścia z bardzo osobistego w bardziej racjonalne, a w konsekwencji bardziej „rozumowe”. Kiedy zaczynasz rozumieć w jaki sposób i dlaczego twój bagaż przeszłości wpływa na to jak tworzysz swoją teraźniejszość – jesteś gotowa na zmianę.

4. Znajdź pozytywy

W końcu w każdej historii można doszukać się czegoś dobrego, każda relacja może nas czegoś nauczyć: o sobie, o innych. Może ta nieudana przyjaźń pozwoliła nam zrozumieć, gdzie leżą granice, może wzmocniła nas w naszych przekonaniach, może nieudana miłość sprawiła, że jesteśmy silniejsze? A może utrata bliskiej osoby pozwoliła nam zrozumieć, że należy być wdzięcznym nawet za drobne, krótkie momenty, w których odczuwamy spokój i „ciche” szczęście?

5. Wyobrażaj sobie swoje szczęście

Skoro próbujesz się pozbyć nieszczęśliwej przeszłości, wiesz już mniej więcej jak powinna wyglądać szczęśliwa przyszłość. Planuj ją sobie, zwizualizuj, stwórz swoją wersję szczęścia i dąż do niego. Obserwuj jak czujesz się i funkcjonujesz w relacjach z innymi. Jak wygląda twój czas spędzony „sam na sam” ze sobą? Jak to będzie, kiedy pozbędziesz się swojego bagażu przeszłości, jak będziesz wtedy podejmować decyzje? Z takim planem, z jakąś wizją swojego życia, z myślami skierowanymi ku przyszłości, powoli uwalniasz się od obciążających emocji związanych trudnymi wspomnieniami.

6. Uwolnij swoje oczekiwania

Skoro działasz już niezależnie od twojego emocjonalnego bagażu, najwyższa pora zając się swoimi oczekiwaniami. Masz prawo oczekiwać od życia wszystkiego co najlepsze. Zasługujesz na to codziennie, swoją ciężką pracą nad emocjami, swoją codzienną walką o siebie. Oczekuj od życia pozytywnych zaskoczeń, a od innych – szczerości i szacunku.

Nie będzie to łatwe, skonfrontować się z przeszłością stanąć twarz w twarz z tymi wszystkimi emocjami. Ale jeśli się z nimi nie zmierzymy, będą dalej wpływać na wiele aspektów naszego życia i blokować nam drogę do szczęścia.


Szorstkie dłonie po zimie? Zastosuj najlepsze domowe kuracje dla skóry

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 lutego 2016
dłoni
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Dłonie są wizytówką każdej kobiety. Równo przycięte paznokcie, zadbane skórki nie tylko poprawiają nam humor, ale dodają wyrazistości, uroku. Niestety nawet najbardziej wymyślny wzór na paznokciach i modny kolor lakieru, nie spełni swojej funkcji, jeśli skóra dłoni jest przesuszona, podrażniona.

Twoje dłonie są suche nie bez przyczyny

W codziennym funkcjonowaniu popełniamy wiele błędów, które wpływają negatywnie na wygląd naszych dłoni. Po pierwsze, sprzątamy mieszkanie, myjemy naczynia bez zakładania rękawic ochronnych. Długotrwały kontakt z detergentami nie pozostaje obojętny na stopień nawilżenia skóry dłoni. Stosowanie wielokrotnie w ciągu dnia perfumowanych lub antybakteryjnych mydeł, wyjątkowo ją wysusza. Często też nie pamiętamy o konieczności każdorazowego zastosowania kremu na dłonie, właśnie po to, by nawilżyć je i lepiej chronić przed czynnikami drażniącymi. Nie zapominajmy, że zimą suche powietrze w domach, zimny wiatr, a szczególnie mróz także szkodzi delikatnym dłoniom, podobnie jak dieta uboga w witaminy. 

Zastosuj sprawdzone kuracje

  • Jeśli na co dzień stosujesz krem, czy serum które przywraca skórze witalność, pamiętaj by w momencie gdy skóra staje się bardziej przesuszona, posmarować dłonie warstwą kosmetyku i założyć bawełniane rękawiczki na noc. Do tłustego kremu możesz dodać 2 łyżeczki soku z cytryny. Substancje odżywcze zostaną wchłonięte, a skóra stanie się lepiej nawilżona i wygładzona, bez brudzenia pościeli.
  • Kąp dłonie w siemieniu. 3-4 łyżki siemienia lnianego zalej wrzątkiem na 10 minut. Po ostudzeniu, dodaj do powstałej papki wodę i zanurz w niej ręce przez 20 minut.
  • Funduj parafinową kąpiel. Wykonaj peeling dłoni, nasmaruj kremem. Podgrzej kosmetyczną parafinę i zanurz w niej całe dłonie z rozchylonymi palcami. Powtórz 4-5 razy, załóż najpierw foliowe, a na nie bawełniane rękawiczki. Zostaw na kwadrans, a następnie zdejmij je oraz parafinę z dłoni. Skóra będzie gładka, odżywiona.
  • Odżywiaj żółtkiem i miodem. Surowe żółtko utrzyj z kilkoma kroplami oliwy, dodaj 2 łyżeczki miodu. Nałóż na ręce, załóż foliowe rękawiczki i pozostaw na 15 minut, następnie zmyj.
  • Raz w tygodniu sięgnij po płatki owsiane. 1,5 łyżki płatków zalej 3 łyżkami gorącego mleka. Gdy przestygnie, dodaj łyżeczkę gliceryny, 2 kapsułki witaminy A+E. Nałóż na dłonie i po 5 minutach zmyj.

 


Hej, jestem twoją żoną. A ty do niej pisałeś: tęsknie, myślę, rozbieram cię. Słabe, kotku

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 lutego 2016
Fot. i Stock / _IB_

Cicho, cicho, bo inni zobaczą. Zobaczą coś o nas, czego nie wie o nas prawie nikt.

Przeszłość. Nie widać jej, gdy uśmiechasz się do mnie na kolacji i pytasz czule co mi podać. „Ależ on opiekuńczy” wzdychają przyjaciółki, koleżanki, znajomi.

Nie widać tego, gdy rozmawiasz z tą ładną panią w przedszkolu. Głaszczesz wtedy Julkę, a do pani uśmiechasz się tym amerykańskim uśmiechem, to chyba numer 5. A ja już na pewno wiem, że pani dopowiada sobie historię o tym twoim uśmiechu. Że on znaczy coś więcej, jest uwodzeniem, prowokowaniem i uwagą, która jest zapowiedzią czegoś więcej. No chociaż nadziei.

Słabe, co? Jak w ogóle pewna siebie trzydziestolatka może mieć takie myśli. Że  jej mąż za bardzo uśmiecha się do jakiejś pani.

Jestem również czuła na twój wzrok wędrujący za kobietami na ulicy, choć nie daję po sobie poznać nic, w ogóle. Opowiadam wtedy o pracy, o Julce mówię i o Stasiu. Ale zauważam to co ty. Tamta uśmiechała się pięknie, a inna szła z taką pewnością, której mi zabrakło już dawno.

Nie jestem taka ładna.

Tak mądra.

Taka fajna.

„Zwariowałaś?” spytasz. Ja zwariowałam? Czy może ty, gdy zapomniałeś o wszystkim co mamy i w chwili kryzysu wybrałeś Ją. Ją– która nie urodziła dziecka, nie wyglądała jak miotła, nie zapominała robić ci laski i mówić słodko: „misiu….” oraz „miau”. Ja nie zdążałam, bo w nocy zbierałam rzygi twojego jednego dziecka, a drugie karmiłam. I to dziwne, że ja się dzisiaj nie czuję taka fajna? Że nie lubię swoich piersi, brzucha nie lubię i nogi mnie złoszczą?

Bardzo przepraszam.

Bardzo, k…., przepraszam.

No bo przecież my tyle mamy. Dlaczego miałabym być zazdrosna o panią w przedszkolu, kobiety na ulicy, koleżanki czy podwładne z pracy. Przecież to nic. Rozmawiasz. Jękniecie, foch, przewrócenie oczami. To nic– przekonujesz.

Zupełnie jak wtedy, gdy mówiłeś, że to Nic. No z Nią nic. Ona w ogóle Mi się nie podoba, te wiadomości NIC nie znaczą, a maile? Maile TO pomyłka. Prawda chwili, iluzja. Łapię się za głowę, bo zamiast spakować cię w jedną walizkę, rozpakowywałam emocje w twojej głowie próbując zrozumieć gdzie popełniłam błąd. Ja. „Czy mogę coś zrobić?” mruczałam zbierając resztki godności z posadzki, gdzie rozwaliłeś miskę z płatkami. Z wkurwu, że o coś cię oskarżam.

A sam rozumiesz, wcześniej myślałam, że naprawdę tyle pracujesz i tak bardzo jesteś zmęczony.

„Zdrady nie da się wybaczyć” przeczytałam kiedyś komentarz pod jakimś artykułem. Pomyślałam, że to bardzo dziecinne, ten komentarz. I to przekonanie, że nie da się potem żyć.

Mijają trzy lata od kiedy znalazłam waszą korespondencję. Pisałeś do Niej,  że pragniesz i tęsknisz. Że znów zrobiłam aferę (akurat wtedy po tej kłótni się kochaliśmy), że się czepiam, że tęsknisz.  Za Nią. Pisałeś do niej jak do mnie zawsze. I rytm tych podobnych słów zabolał mnie szczególnie. Auć. Ale że tak SAMO. Zobacz, nie byłam zła. Byłam taka dorosła. Wybieraj, zdecyduj, rób co czujesz, ja kocham. Wydawało mi się, że dojrzałe osoby rozmawiają dojrzałe, ale ty leciałeś za nią, która mówiła, że nie wie i kazała się zdobywać. Otwierałam oczy. Zbyt słabo, by powiedzieć krótkie: „spier….”

To naprawdę ja? To ze mną? Te wyznania przed ślubem, ten tekst, obietnice. To serio nie ma zupełnie znaczenia? Wszystko co wydawało się takie ważne? No cóż, nie miało znaczenia. Wtedy. Gdy kąpałam twoje dziecko, a ty myk– mykałeś pisać z Nią. Potem się, oczywiście, wycofałeś, mówiłeś, że tylko ja. To było wtedy, gdy już odpuściłam proszenie i mówiłam: rób jak czujesz, jak czujesz rób. A ty nagle, że czujesz do mnie….

Tak, pewnie, że chciałam, żebyś tak mówił. Bo kochałam, pamiętałam. No i wierzyłam. Ups.

Ale nie do końca już w środku wierzę twoim słowom. Nawet jeśli mówię: „wierzę”, bo to dobre dla nas obojga. Dla naszych dzieci i rodziców, którzy lubią przyjeżdżać do nas na święta i lubią jak rybę po grecku robię i mówię o tobie: mój mąż. Bo to taaakie bezpieczne. Dla nas wszystkich, kochanie. Wiesz. Taka rodzina tylko trochę śmierdząca od środka. Ale kto o tym wie, no na miłość boską.

Czy zdradę można wybaczyć?

No cóż, powinno się. Bo nikomu nie jest potrzebna złość i pretensje.

Czy być razem potem?

No cóż, można. Mamy taką ładną i mądrą córkę, wspaniałego syna, i święta fajne i życie miłe.

Czy można zapomnieć?

Moim zdaniem nie można. A przecież wiem co znaczy „moim”, bo od trzech lat uprawiamy dobre małżeństwo, mamy seks, czułość i wszystko.

Ale ja ciągle wyobrażam sobie co do niej mówiłeś. No wiesz, wtedy, kiedy byłeś w delegacji.

Wyobrażam sobie jak ją przytulałeś,  gdy do mnie odwracałeś się bokiem.

I co jej mówiłeś, gdy mi mówiłeś, że nic między wami nie ma.

Nie ma znaczenia czy urodziłam ci dziecko, podam ci śniadanie i będę uprawiać z tobą seks. Wyjdziemy z naszym psem, wykąpiemy się razem, wypijemy kawę.

Coś pękło. Oszukałeś mnie. Twoje „nic” boli mnie jeszcze bardziej, bo tak samo wyparłeś się ją, jak i mnie. Wiem, że próbujesz nas uratować. Na swój sposób. Kiedyś bym ci zaufała.

Czy da się wybaczyć zdradę i żyć od nowa – spytała mnie przyjaciółka

Powiedziałam: pewnie.

Pomyślałam chwilę później: to jedno z kłamstw, które sobie serwujemy. Zdrada zawsze do nas wróci. Będzie lękiem, że on patrzy na inne, niepokojem, że z kimś pisze. Będzie naszym kompleksem, frustracją, perfekcją.

Przepraszam, że cię tym niepokoję, ale nie potrafię jednak wybaczyć. Myliłam się. Co teraz z tym zrobimy?

Tak, wiem, wiem. Jestem jedną z tych kobiet, to takie typowe, inne z tym żyją, to oczywiste.

To może napijesz się kawy? Albo naleśniki ci zrobię. Przecież to nie twoja wina, że się zakochałeś. Życie, życie kochana 🙂


Zobacz także

Włoskie modowe klimaty na dziedzińcu polskiej kamienicy

Jak naprawić związek? Nauczyć się mówić o tym, co złe. Lista kontrolna dr Gottmana

Radość Życia dla MAM!