Wyjdź i się rozejrzyj. Bo żyć zaczniesz wtedy, kiedy zrozumiesz, że tylko z ludźmi

Anika Zadylak
Anika Zadylak
16 lutego 2017
Fot. iStock / robertiez
Fot. iStock / robertiez

Cześć Człowieku!

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że mógłbyś być zupełnie sam? Że nagle zwalniasz w tej ciągłej pogoni za pieniędzmi, za lepszym i większym domem, za droższym autem i wakacjami w pięknym kurorcie. Stajesz, rozglądasz się i nic. Tylko ty i twoje dobra. Bez serca i duszy, bez uśmiechu w szary dzień, bez zwykłego gestu, który tak często oznacza wszystko.

Tylko ty i nikt poza tym.

Budzisz się i zasypiasz sam. Idziesz do pracy, gdzie w ogromnym biurze, tylko jedno twoje biurko. Nie ma do kogo zadzwonić, nie ma komu powiedzieć o kiepskim śnie i równie złym poranku. Potem, idziesz pustą ulicą i wstępujesz do sklepu, gdzie półki aż się uginają, ale nikt cię nie pyta, czy coś podać i doradzić. W pustym domu, też nikt na ciebie nie czeka, a po klatce schodowej roznosi się tylko echo głuchej ciszy. Stajesz wieczorem w oknie i nikogo nie widzisz poza swoim odbiciem w szybie. I tak każdego dnia. Masz wszystko, a tak naprawdę nie masz nic.

Zapierasz się. Mówisz, że poradzisz sobie sam, że nikogo nie potrzebujesz, że stały związek, to stały kłopot, a przyjaciele czy koleżanki zawodzą, kłamią i oszukują. Że nie warto zaufać i uwierzyć, że ludzie w twoim życiu przychodzą i odchodzą.

I nie ma żadnej różnicy, czy żyjesz w pojedynkę czy z kimś.

A przecież drugi człowiek to nie tylko związek, małżeństwo czy dozgonna przyjaźń. To zwykłe, codzienne gesty, nieoczekiwana pomoc, dobre słowo i życzliwość. To każdy dzień i życie, które cię otacza.

Pomyśl. Kim byłbyś bez swojej sąsiadki? Tej samej, która notorycznie cię wkurza ciągłymi pretensjami o zbyt głośną muzykę. I tej, która gdy tylko zachorujesz, puka do drzwi z talerzem pożywnego rosołu. A ekspedientka w osiedlowym sklepie? Ta, co marudzi, że znowu na czynsz nie zarobi i podnosi ceny, żeby jakoś się ratować. A gdy masz gorszy miesiąc, pakuje ci zakupy do torby, mruga okiem i mówi, że oddasz, jak już będziesz mógł.

I koleżanka, która dzwoni wiecznie zasmarkana, bo mąż zapomniał o kolejnej rocznicy. Za to o meczu z kolegami już nie. Tylko gdy tobie trzeba nagle w nocy przy kimś pomilczeć, zjawia się pierwsza i o nic nie pyta. A ten facet, przez którego wyjesz trzecią noc, bo znowu cię wystawił, bo kolejny raz spotkanie służbowe było ważniejsze? Tak, ten, który na rękach niósł cię na pogotowie, kiedy skręcało cię z bólu. I siedział przy łóżku całą noc, choć na siódmą rano miał do pracy.

Albo pan, co sprząta osiedlowe śmietniki i grabi śmieci spod resztek śniegu? Wiecznie podcięty i ze śmierdzącym papierosem. Ale gdy zapchał ci się zlew, był pierwszy, ze wszystkimi narzędziami i uszczelką, o której pojęcia nie miałeś.

Mama i tata, ci ciągle niezadowoleni rodzice, na okrągło zamartwiający się o twoją przyszłość i wydzwaniający trzy razy dziennie. Ci sami, do których możesz wrócić w każdej chwili, zamknąć się w swoim dawnym pokoju i liczyć na ciepłą herbatę. I rękaw, do wypłakania. I dobrą radę i wskazówki, żeby znowu nie błądzić.

Widzisz człowieku, mówisz, że samodzielny jesteś, że najważniejsze to mieć na opłaty, zaległą ratę w banku, na nowe ciuchy i drinka w sobotę. I z kim go wypijesz, gdy twoje puste gadanie się spełni i sam będziesz jak palec?

W życiu wszystko jest ważne. Musi mieć swoje miejsce i czas. Szkoła, studia, jakaś robota. Kąt, żeby było gdzie głowę do świtu położyć, miejsce, w którym można się schować. Ale bez drugiego człowieka nic nie jest warte, nic nie cieszy, nic nie motywuje. Gdy nie ma komu powiedzieć „dobranoc”, gdy nie ma do kogo iść i na kogo liczyć, cała reszta przestaje mieć sens.

Z kim, będziesz dzielił te swoje sukcesy? Komu opowiesz o kolejnej wygranej? Komu się pochwalisz, że znowu dałeś radę? Kto cię poklepie po ramieniu, gdy nadejdzie zły czas?

Dlatego już przestań się wypierać, zastawiać rozsądkiem, krzywdą i strachem. Przestań tłumaczyć, że samodzielność, że taka dobra ta samotność.

Wyjdź i się rozejrzyj.

Bo żyć zaczniesz wtedy, kiedy zrozumiesz, że tylko z ludźmi. Że tylko wtedy, kiedy jest komu podać rękę i odwzajemnić uśmiech. Że tylko wtedy, gdy zauważasz kogoś jeszcze, nie tylko siebie.

Drugi Człowiek.

 


Zawsze jest dobry moment na bycie tatą. Fantastyczna kampania społeczna skierowana do mężczyzn

Karolina Krause
Karolina Krause
16 lutego 2017
Fot. Screen z Youtube
Ad Council
Fot. Screen z Youtube Ad Council

„Wystarczy moment, by stworzyć „ten magiczny moment”. Znajdź czas, żeby być ojcem dzisiaj” – takimi słowami twórcy najnowszej odsłony, znanej już kampanii organizacji Ad Council, zachęcają ojców, do aktywnego uczestniczenia w życiu ich dzieci.

Za pomocą, czterech krótkich filmików pokazują nam, że nieważne gdzie, nie ważne kiedy – zawsze jest dobry moment na bycie tatą. I to nie koniecznie takim na cały etat, tylko takim, który po prostu jest. Takim, z którym można się czasami pośmiać, powygłupiać, pobawić. W końcu tak niewiele potrzeba, by dobrze spędzić czas ze swoim dzieckiem a w dodatku zadbać o jego prawidłowy rozwój. Albowiem, jak pokazują liczne badania, wpływ ojca na rozwój dziecka jest nieoceniony!

I wcale nie chodzi o to, żeby nie wiadomo jak się poświęcać. Czasem wystarczy pół godziny  kilka chwil, w których – skupimy swoją uwagę tylko na dziecku – by miało ono cudowne wspomnienia.

Nie wierzycie? To obejrzyjcie te 4. spoty:

Piątek, godz. 19:31 – czytanie bajek na dobranoc

Poniedziałek, godz. 18:14 – zabawa przed lustrem

Piątek, godz. 13:17 – rajd w koszu na pranie po mieszkaniu

Niedziela, godz. 15:22 – wspólne śpiewanie


Źródło: kampaniespoleczne.pl


Zakazany owoc smakuje najlepiej, czyli krótka historia pocałunku

Karolina Krause
Karolina Krause
16 lutego 2017
Fot. iStock/Halfpoint
Fot. iStock/Halfpoint

Kojarzycie to uczucie? Ten moment. Chwila, gdy serce nagle zaczyna przyspieszać, naczynia krwionośne się rozszerzają, wywołując na twarzy soczyste rumieńce. Mnożące się w mózgu neurotransmitery serwując nam istną hormonalną eksplozję: dopamina zalewa nas falą przyjemności, oksytocyna, wzmaga uczucie przywiązania, serotonina podnosi nasz nastrój do poziomu podobnego obsesyjno-kompulsywnym osobom. Noradrenalina sprawia, że kolana same się uginają, a adrenalina obniża poziom stresu przygotowując nasze ciało na jeszcze więcej intymności. A to wszystko tylko za sprawą jednego pocałunku. W trakcie tej krótkiej wymiany, przekazujemy sobie nie tylko uczucia, ale też miliony bakterii. Niektóre z nich, mogą być dla nas potencjalnie groźne. Dlaczego więc narażamy się na takie ryzyko?

Zwis męski ozdobny

Jeśli spojrzymy na to z perspektywy ewolucji (czy raczej reprodukcji) pocałunek odgrywa tu taką samą rolę, jak krawat w męskim ubiorze. Czyli generalnie fajnie, że jest, ale nie bardzo wiadomo czemu ma służyć. Badacze zastanawiający się nad tym, jak pocałunek przeniknął do naszego gatunku zaczęli, więc od obserwowania małp. W ten sposób odkryli, że na przykład szympansy całują się na zgodę, by rozładować napięcie powstałe w wyniku konfliktu.

Inna teoria głosi, że pocałunek u człowieka ma swoje źródło, w karmieniu młodych przez matkę. Prawdopodobnie jeszcze kilka pokoleń temu matki karmiły swoje dzieci na zasadzie „z ust to ust” – najpierw same przeżuwały pokarm, a potem przekazywały go wprost do ust dziecka. Choć wielu z nas może wydać się to (delikatnie mówiąc) niesmaczne, takie praktyki do dziś można zaobserwować wśród niektórych społeczności, jak na przykład w Papui-Nowej Gwinei.

Jeszcze inni badacze są zdania, że całowanie wzięło się ze wzajemnego obwąchiwania. Nasz zapach ale także i smak wiele mówią o naszym materiale genetycznym. Podświadomie więc wybieramy na swego partnera taką osobę, z którą możemy mieć zdrowe potomstwo. Pocałunek miałby więc być dla nas czymś na zasadzie nieświadomego testu płodności, podczas którego, kobiety mogą sprawdzić poziom testosteronu, a mężczyźni – estrogenu. Warunkiem gwarantującym dalsze zbliżenie miałaby być tutaj przyjemność, którą odczuwamy podczas pocałunku.

Może właśnie dlatego nic tak nie powstrzymuje nas przed nawiązaniem bliższej relacji, jak nieudany pocałunek?

Wytwór kulturowy

Zanim pocałunek stał się dla nas symbolem romantycznej miłości, funkcjonował w naszej kulturze pod postacią wielu różnych form i znaczeń. Jak tłumaczy dr Karol Jachymek, kulturoznawca Uniwersytetu SWPS:„Nasza perspektywa postrzegania pocałunku jest zakorzeniona w zachodnim kręgu cywilizacyjnym. W innych kulturach takimi wyrazami bliskości i intymności, jaką dla nas jest pocałunek, jest np. trzymanie za łokieć czy – jak w przypadku Innuitów – pocieranie policzków”.

Fot. iStock/maki_shmaki

Fot. iStock/maki_shmaki

Co ciekawe romantycznych początków pocałunku możemy upatrywać się także w chrześcijaństwie. Gdzie pocałunek między kobietą a mężczyzną rozumiany jest jako wymiana dusz. Do pewnego momentu „pocałunek pokoju” był także składowym elementem mszy świętej! Jednak z obawy przed jego „grzesznym”, cielesnym wymiarem, ostatecznie zastąpiono go dzisiejszym „bezpiecznym” znakiem pokoju.

„Pocałunkowa rewolucja”

Same dobrze wiecie, jak ogromne znaczenie ma każdy „pierwszy pocałunek”. A już szczególnie ten pierwszy w życiu. Badania pokazują, że większość z nas pamięta go lepiej niż swój pierwszy seks, nawet jeśli było to kilka dekad temu!

Ciężko jednak określić kiedy tak zaczęliśmy więc traktować całusy, jako wyraz romantycznej miłości. Choć szacuje się, że było to gdzieś w okolicach średniowiecza, kiedy to za sprawą trubadurów rozsławiały go romantyczne pieśni o rycerzach i „damach ich serc”. W tamtych czasach „pocałunek prawdziwej miłości”, był swego rodzaju buntem, czy swoistą rewolucją przeciw obowiązującym standardom. W końcu małżeństwa były tam zawierane głównie w ramach dobrego interesu, a nie z „jakiejś tam” miłości.

I pewnie dlatego ten „zakazany owoc” do dziś tak dobrze nam smakuje. 😉


Źródło: wysokieobcasy.pl


Zobacz także

Fot.  Screen z YouTube / RedCastle Media

Nigdy nie zostawiaj dziecka w samochodzie, NIGDY!

Fot. Screen/You Tube

To, jak będziemy żyć, zależy wyłącznie od nas. Nie wierzysz? Obejrzyj ten wyjątkowy filmik

Fot. iStock/Geber86

Dwadzieścia lat temu przysięgałem, że nie opuszczę jej w zdrowiu ani w chorobie. Kocham ją za serce, a nie za blizny, które ma na ciele. Kto jak nie ja – jej mąż, miał dać jej siłę do pokonania nowotworu?