Wydaje nam się, że… 7 najczęściej popełnianych błędów w myśleniu o życiu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 stycznia 2017
Fot. iStock / Astarot
Fot. iStock / Astarot

Dużo ostatnio nam się mówi o życiu wyobrażeniami. O fatalnych pomyłkach, które fundujemy sobie wierząc, że nasze przekonanie, wyobrażenie o czymś lub o kimś jest prawdziwym obrazem. I wiele w tym prawdy. Bo gdy przyjrzymy się bliżej tym najbardziej popularnym życiowym „pomyłkom” – dochodzimy do jednego wniosku. Wszyscy podobno zdajemy sobie sprawę, że jest inaczej, wszyscy ochoczo kiwamy głowami, że się z tym nie zgadzamy i wszyscy nadal żyjemy „na odwrót”.

Jest kilka słów, za którymi kryją się nasze życiowe wybory, a które to rozumiemy, gdzieś głęboko w sercu, zupełnie inaczej niż w umyśle. To trochę tak, jakbyśmy jedną ręką się przed czymś bronili – równocześnie drugą głaszcząc to „coś” po głowie…

Najczęściej wydaje się nam, że…

Bycie samemu = Samotność

Bo samotności bardzo się boimy, bo nie chcemy, żeby nas przechytrzyła i wkradła do naszego życia. Bo nauczono nas, że nie ma miejsca na egoizm, samozadowolenie. Dlatego żyjemy w przekonaniu, że dobrze jest, gdy jest ktoś. Gdy możemy oddać trochę życiowej odpowiedzialności, zaopiekować się kimś (i on nami) móc podziwiać i być podziwianym. A jeśli ktoś świadomie z tego rezygnuje? To już robi się niebezpieczne. Może lepiej na wszelki wypadek udawać, że nie ma żadnej różnicy? Że nie jesteśmy dość dobrzy, żeby samemu sobie wystarczyć, cieszyć się, żyć dobrze…

Mylimy te dwa pojęcia tak często, ponieważ boimy się osamotnienia.

Bogactwo = Sukces

Nasza codzienność to nie plaża na Karaibach, nie narty w Aspen. Lubimy myśleć, że bogactwo może być miarą sukcesu. Że ktoś, kogo stać na wiele lub na wszystko ten sukces osiągnął. Najczęściej dlatego, że wtedy możemy i sobie taki sukces w myślach zaplanować. Podzielić na kroki, lata i lokaty to, jak dojść do celu. A czy potrafimy równie łatwo zaplanować jak dojść do innego sukcesu?

Tego osobistego. Jak znaleźć w życiu satysfakcję, miłość, nadzieję, czas?

Szybko = Efektywnie

Wciąż nie potrafimy wyjść poza schemat, mamy problemy z akceptacją nowych, odbiegających od utartych szlaków schematów postępowania.W pracy, życiu, wychowaniu dzieci. Szybciej, znaczy więcej – czy może być coś lepszego?

Odpowiedź brzmi – tak, zawsze. Jeśli tylko znajdziemy czas na to, by lepszego poszukać.

Dyplom = Wiedza

Bo zdecydowanie łatwiej zdobyć dyplom każdej uczelni tego świata niż być naprawdę „mądrym” człowiekiem.

Dobrze płatna praca = satysfakcjonująca praca

Ścieżka kariery zawodowej, kolejne etapy do pokonania – a na końcu satysfakcjonujące pieniądze… i szczęście oczywiście. Bo przecież, gdy pieniędzy wystarcza – to i można żyć szczęśliwie. Któż ośmieliłby się inaczej?

A jednak są i tacy, którzy mimo pieniędzy szczęścia i satysfakcji nie zaznali. Mało tego rzucili to w diabły.

Pamiętajcie: nie da się odczuwać satysfakcji z pracy, której się nienawidzi. Tak jak nie da się szczerze cieszyć z nietrafionego prezentu.

Pieniądze = Szczęście

Pewnie,  że są potrzebne, a nawet niezbędne. Pewnie są gdzieś ludzie, którzy potrafią bez nich żyć, ale to już naprawdę skrajne przypadki i emocje. A my? Potrzebujemy ich.  Z nimi jakby mniej zmartwień. Ale czy brak problemu jest tożsamy ze szczęściem?

Popularność = Szacunek

Tu znów pokutuje nasze przekonanie, że dużo znaczy dobrze. Że ilość zawsze przekłada się na jakość naszego szczęścia. Od zawsze odnosiliśmy wrażenie, że osoby popularne, to osoby szanowane. Budujmy jednak szacunek do siebie nieco inną drogą, jest ich wiele do wyboru.

Dlaczego tak trudno uwolnić się nam od tych stereotypów, nawet mimo świadomości, że istnieją? Spróbujmy, nie nabierajmy się ciągle na to samo, szkoda życia by rysować je sobie „od linijki”.


Wampirzy lifting bez tajemnic. Poprawa gęstości i napięcia skóry to nie wszystko, co potrafi osocze bogatopłytkowe

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 stycznia 2017
Wampirzy lifting
Fot. iStock / GeloKorol

Wampirzy lifting jest bardzo modny i popularny, szczególnie odkąd zagościł w sieciach społecznościowych dzięki wielu gwiazdom. Specjaliści trochę z przymrużeniem oka przyglądają się temu zjawisku, jako „modzie”, ponieważ tak naprawdę za hasłem „wampirzy lifting” kryje się wyjątkowa terapia osoczem bogatopłytkowym. 

Metoda ta swoją wyjątkowość zawdzięcza swojej naturalności, co w medycynie estetycznej jest dość rzadkim zjawiskiem. Jedno jest pewne – bez względu na to jak zechcemy ją nazywać, to genialne narzędzie w rękach dobrego specjalisty – i jak się okazuje, nie tylko w popularnym „odmładzaniu”, ale również w leczeniu i walce z poważniejszymi problemami niż „jędrność skóry”.

Terapia osoczem bogatopłytkowym – wszystko, co chcielibyście wiedzieć

Procedura polega na ostrzykiwaniu skóry specjalnie spreparowanym osoczem pacjenta. Jej naturalność kryje się w autotransplantologii – czyli w fakcie, że podczas zabiegu pacjentowi jest podawane jego własne, uprzednio pobrane i przygotowane osocze.

Z punktu widzenia medycyny estetycznej zabieg z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego, może być stosowany przez cały rok, jest w pełni bezpieczny i w żaden sposób nie zmienia rysów twarzy czy mimiki.

Jakie działanie ma zabieg?

  • rewitalizacja skóry (w szczególności trudnych okolic oczu lub szyi)
  • leczenie blizn potrądzikowych
  • leczenie łysienia
  • poprawa kolorytu, gęstości i napięcia skóry
  • przyśpieszenie gojenia po zabiegach laserowych
  • profilaktyka starzenia się skóry

Jak przebiega zabieg?

cytat-wampirzy lifting1a

 

Pobrania krwi nie trzeba się obawiać, samo „ukłucie” niczym nie różni się od tego, gdy pobierana jest krew do wykonania zwykłych badań. Magia zaczyna się później.

Krew jest preparowana przy pacjencie, a produktem ostatecznym jest koncentrat osocza bogatopłytkowego. Czyli osocza, w którym znajduje się więcej płytek krwi. To właśnie te elementy sprawiają, że fibroblasty zostają pobudzone do produkcji kolagenu.

Efekty jakie przynosi zabieg są bardzo dobre, ponieważ działa on na naszą naturalną zdolność skóry do regeneracji, pobudza mechanizm, a nie jedynie „maskuje” pewną niedoskonałość.

Wampirzy lifting – dla kogo?

Tu również terapia osoczem bogatopłytkowym „wygrywa” z wieloma innymi zabiegami. Bo tak naprawdę prawie każdy może z niej skorzystać. W zależności od wieku i stanu skóry można uzykać różne efekty.

Zabieg poprawia strukturę i koloryt skóry – więc doskonale sprawdza się jako zabieg „odmładzający”. Dzięki swojemu mechanizmowi działania jest jednak polecany również młodszym pacjentom, którzy chcą skórę zrewitalizować, nie poddając się jednocześnie działaniom odbieranym jako „bardziej radykalne czy agresywne”.

Kolejnym wskazaniem do wykonania tego zabiegu są problemy takie jak: łysienie czy leczenie blizn potrądzikowych. W przypadku leczenia łysienia i problemów z włosami osocze bogatopłytkowe daje bardzo dobre rezultaty i z pewnością jest profesjonalnym postępowaniem, zanim sięgnie się po ostateczne sposoby – takie jak transplantacja włosów.

Rewitalizacja – jak często należy powtarzać zabiegi?

Wampirzy lifting

Na efekty zabiegu czekamy niedługo, te pierwsze pojawiają się już po około 7 dniach. Jednak prawdziwy efekt „WOW” zaczyna się po koło 3 miesiącach. Właśnie po takim czasie pełną parą rusza nasza naturalna kolagenowa fabryka. Niemniej jednak można śmiało stwierdzić, że od zabiegu – z każdym dniem – efekt jest coraz lepszy i bardziej widoczny.

Osocze bogatopłytkowe jest również świetnym uzupełnieniem terapii laserowej. Przyspieszy bowiem gojenie i całą rekonwalescencję po zabiegu. Oprócz tego wampirzy lifting tworzy swego rodzaju ochronę dla skóry – dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym i przeciwbakeryjnym.

Ważne gdzie… i jak

Jak się okazuje, nie zawsze wykonanie zabiegu da nam sto procent satysfakcji… bo nie każda klinika czy centrum medycyny estetycznej sprawdza na bieżąco jakość pobieranego osocza. Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, dyplomowany lekarz medycyny estetycznej, zwraca uwagę na ważną kwestię, o którą warto zapytać przed wykonaniem zabiegu:

cytat-wampirzy lifting2a

 

Nie tylko marka kliniki czy nazwisko lekarza powinny być dla nas miarą rzetelności. W przypadku tego zabiegu, możemy mieć gwarancję, że osocze, które zostanie nam podane po spreparowaniu, naprawdę jest wartościowe. Pytajcie czy preparaty są badane pod względem zawartości płytek po spreparowaniu!

Oczywiście to, czy wybieracie wiarygodną klinikę, zawsze wpływa na bezpieczeństwo wykonywanych zabiegów. Nie bójmy się medycyny estetycznej i zawsze wybierajmy prawdziwych fachowców.

 

linia 2pxawatar dr n med Piotr Niedzialkowskidr n. med. Piotr Niedziałkowski

Kierownik Centrum Zdrowej Skóry, Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarzy Medycyny Estetycznej POLME, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, dyplomowany lekarz medycyny estetycznej.

Obejrzyj film


„Bo to wszystko przez tę miłość, proszę pani. Wszystko przez nią”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
17 stycznia 2017
Fot. iStock / cerenaksan
Fot. iStock / cerenaksan

– Obieca mi pani, że napisze wszystko tak, jak było? Bardzo panią proszę, ja nie chcę się wybielać, ale może choć część przestanie o mnie źle myśleć. Chociaż moja terapeutka twierdzi, że przede wszystkim ja to robię, ja nie mam do siebie szacunku po tym wszystkim. I że w tym największy problem. Ale ja siostrze krzywdę zrobiłam i nie chodzi o ten szpital, o którym zaraz opowiem. Ale jej, jako mojej siostrze, całej jej rodzinie. Moja mama to ze mną chyba z pół roku potem nie gadała. Wstydziła się do ludzi wyjść. Ja nie wiem, jak to się stało, kiedy tak daleko zabrnęło, że nie było odwrotu. Gorzej! Że ja go kompletnie nie widziałam. Taka byłam zaślepiona, zamroczona byłam! Bo to wszystko przez tę  miłość proszę pani. Wszystko przez nią. 

Asia wygląda jak dziewczynka, a nie dorosła kobieta. Niska, bardzo drobna, wręcz trochę ” anorektyczna”.  Ma piękną, regularną twarz, ogromne brązowe oczy i długie, ciemne włosy. Jest bardzo ładna, choć trochę dziecinna. Mówi troszeczkę bez ładu. Widzę, że bardzo się denerwuje, ale też chce porozmawiać. To, co w sobie dźwiga, jest na pewno nie lada ciężarem. Dlatego nie zadaję pytań, słucham.

– Śmieszne jest to, jak mogłam zakochać się w kimś takim jak Andrzej, w mężu mojej starszej siostry. Przecież jak go pierwszy raz zobaczyłam, pomyślałam, że to taki ciapek w stylu Beaty. Niby miał 27 lat, a już lekkie zakola. Niezbyt wysoki, przygarbiony. I ten jego garnitur, nie mogłam na niego patrzeć, zresztą nawet moja mama kręciła nosem. Ale moja siostra była zakochana, on – widać było – też. Patrzyli na siebie jakoś tak intensywnie. Tak, że aż coś w środku, ściskało. I nudny był, taki mi się wydawał. Pracował na wysokim stanowisku i miałam wrażenie, że studiował chyba wszystko. Typowy pracuś naukowiec, co w połączeniu z wyglądem, dawało w moich oczach totalną dyskwalifikacje. I co mi strzeliło do głowy, że już pół roku po ich ślubie mało siostry nie zabiłam? Ja już teraz z perspektywy czasu wiem, że jest w tym okrutna prawda, w tym całym gadaniu o miłości, że  potrafi zawładnąć do reszty sercem, zmysłami i duszą. Potrafi też, niestety, rozumem.

Zamieszkali w domu na drugim końcu ulicy. Wpadałam tam często, bo dom ogromny, a oni tylko we dwoje. Miałam tam swój pokój, potem nawet klucze dostałam od głównej bramy i drzwi. Nic nadzwyczajnego, normalna sytuacja w normalnych rodzeństwach.

Dorabiali się, dziecko planowali w kolejnym roku. Kochali się bardzo, byli siebie pewni. Nie wiem, kiedy zaczęłam na to zwracać uwagę. Na to, że on jest taki, o jakim się śni. Że o kwiatku pamięta, ot tak bez powodu. I o serduszku na kawie, co jakiś czas. Albo jak ją zabierał na romantyczne wypady. Zawsze z szacunkiem, każdy gest pełen czułości i troski. No i te odgłosy z sypialni, które zdarzało mi się słyszeć, gdy nie wiedzieli, że po imprezie przyszłam do nich.

Z czasem zauważyłam, że już nie był zgarbiony i łysawy. Był zadbany, zawsze ogolony, zawsze dobrze pachniał. Miał czyste i delikatne dłonie. Zdecydowanie wyższy ode mnie, więc mogłabym się przy nim czuć jak dziewczynka. Jego dziewczynka, którą tuli do snu.

Na początku trochę mnie to wystraszyło, bo nawet przestałam do nich przychodzić. Kiedy Beata pytała, czy coś się stało – wpadałam, ale wtedy, gdy go nie było. Nie mogłam, przestać o nim myśleć. To było takie silne, takie nienaturalne aż. Nie potrafiłam  sobie z tym w żaden sposób poradzić, unikanie Andrzeja tylko to potęgowało. Złamałam się po trzech tygodniach i prosto po kinie z przyjaciółmi przyjechałam do nich. Ucieszyli się, on zrobił dobrą kolację, piliśmy wino, oglądaliśmy komedie. Już tej nocy w swoim łóżku marzyłam, dotykałam się i szeptałam jego imię. Nad ranem, natknęłam się na niego w korytarzu, a on się uśmiechnął i pogłaskał po głowie, jak dziecko jakieś! Wróciłam do siebie, patrzę w lustro i myślę: „Jk chcesz go zdobyć idiotko, skoro wyglądasz jakbyś gimnazjum  kończyła”. I zaczęłam swoją metamorfozę, przemianę w kobietę. Zamiast od razu do psychiatry lecieć, bo właśnie z zimną krwią planowałam rozwalić szczęśliwe małżeństwo najbliższej mi rodziny. Z premedytacją… ale też gorącym, ślepo zakochanym sercem.

Znowu zaczęłam bywać u nich jak najczęściej. Studiowałam, siostra raczej humanistka, więc do kogo ze znienawidzonymi ścisłymi? On przecież wie wszystko, a do tego jest taki cierpliwy. Niestety też uparty i jakby ślepy. Przecież miałam ładniejsze ciało od niej, pachniałam tak jak ona, ale włosy spinałam, bo on tak lubił. Kombinowałam, spędzałam z nim każdą możliwą minutę. Mdlałam albo niezręcznie zasypiałam z głową na jego kolanach. Wpadałam na niego wieczorem. Ale już nie w piżamie w stokrotki, tylko w krótkich, atłasowych spodenkach i koronkowej koszulce na ramiączkach. Obłęd. Tylko, że nie dla niego. Jakby ślepy był, jakbym nie istniała. Żeby z nimi zamieszkać, naopowiadałam głupot o kłótniach z mamą. Udało się.

Obserwowałam, czego w niej za bardzo nie lubi, co by chciał, a nie dostaje.

Beata nie chciała mu ugotować jakiegoś dania, bo sama nie lubiła i brzydziła się małżami. Więc ja jemu robiłam wieczorem wykwintną sałatkę z owocami morza. Dopieszczoną do perfekcji. On lubił moją siostrę w dżinsach i koszulkach, więc ja je nosiłam. Raz nawet pokazał jej, że tak ubrana wyglądałaby jeszcze piękniej niż zwykle. I co z tego wszystkiego, skoro kończył mówiąc, że to nieważne. Bo kochałby ją nawet, gdyby chadzała w workach po kartoflach. Dla niego nadal byłam nie tylko siostrą jego żony, ale też taką dziewuszką, studentką, młodym podlotkiem.

W końcu pomyślałam, że to Beata zamazuje mój pełen obraz. Przez nią Andrzej nie widzi, że jestem lepsza, że ze mną byłby szczęśliwszy. Najstarsza metoda poszła w ruch. Zrobiłam wiele, żeby ich skłócić.

Zaczynałam od chowania głupich kluczyków, żeby wyszli w nerwówce bez buziaka. Za to z moim zdrowym, małym śniadaniem ukradkiem wsadzonym do jego teczki. Robiłam zdjęcia – jemu pod biurem, potem sekretarki z tego samego piętra. To samo u Beaty. I pisałam anonimy. Gdy wyjechał na służbowe spotkanie, podesłałam jej zdjęcia. Niby od razu oddzwonił, uspokoił ją, ale widziałam jej niepokój i to, że przeszukiwała mu kieszenie. Kłócili się coraz mocniej, aż ona trzasnęła drzwiami. Pobiegł za nią, ale wrócił sam. Tryumfowałam. Niestety, tylko trzy dni, kiedy on szalał z rozpaczy i mówił o niej mówił na okrągło, bez przerwy.

Beata wróciła, bo też nie mogła bez niego żyć. No i ta ich sielanka potem, ta radość. Na tydzień pojechałam do matki, bo nie mogłam na to patrzeć. Nienawidziłam jej. A moje serce krwawiło.

No ale jak każda zakochana kobieta… wróciłam. I rzuciłam się w wir nowych ataków, żeby odbić nieswojego ukochanego. Wszystko robiłam, wszystko co robi zdesperowana baba. Opowiadałam, że chciał mnie wymacać, a może nawet przelecieć.

Błagał, żebym przestała, że  nikogo tak nie kochał, jak mojej siostry. A ja spokojnie tłumaczyłam, że tak się zdarza, że to niczyja wina. Stało się, ona to zrozumie, a my w końcu będziemy razem. Stukał się w głowę: „Powinnaś się leczyć!” – wykrzyczał. Siostra nie wiedziała komu wierzyć, spali w osobnych sypialniach. Było już bardzo źle między nimi, czekałam na swoją szansę i wtedy usłyszałam, jak oboje płaczą i rozmawiają. Przepraszają się i tłumaczą, że tak będzie lepiej. Jak się wyprowadzę, że mi to powiedzą oboje. Zamarłam. Już w nocy „dostałam gorączki” żeby tylko, zostać choć jeszcze parę dni i coś poradzić.

Okazja przyszła sama.  To była nasza „ostatnia” kolacja, powiedzieli mi wtedy,  że muszę się wyprowadzić. wmawiając, że chodzi o starania się o dziecko. To mnie dobiło, ale też sprawiło, że oszalałam. Z zazdrości, z zawiści i miłości, która pchnęła mnie w obłęd. Beatę nagle zaczęła bardzo boleć głowa. „Chcesz coś przeciwbólowego” – zapytałam od razu sięgając po lek, o którym wiedziałam, że jest na niego uczulona. Nie dopytywała, po prostu go połknęła. No przecież jestem jej siostrą, trucizny nie podam…

Długo nie trzeba było czekać, wysypka i to co najgorsze – zaczęła puchnąć, dusić się. Stałam i patrzyłam, a Andrzej krzyczał, żebym wezwała pogotowie. Wtedy to do mnie dotarło, co zrobiłam… czy jej przypadkiem nie zabiłam. Własnej siostry.

Przyznałam się do wszystkiego, jeszcze tego samego dnia w szpitalu. Kazali mi się po prostu wynosić. Mama nie chciała otworzyć mi drzwi, płakała. Wyjechałam na trochę. Z matką spotkałam się po roku, tęskniła. Wie, że chodzę na terapię, że poszłam po pomoc i rozumiem swój błąd. Siostra wybaczyła mi miesiąc temu. Długo rozmawiałyśmy, dużo łez się wylało. Andrzej nie chce mnie oglądać, nie zgadza się, żebym do nich przyjeżdżała. Nie mam mu za złe. Beata jest w ciąży, więc chroni najbliższe mu osoby. A przed takim człowiekiem jak ja, trzeba, przecież, gdyby uwierzyli, w te obrzydliwe anonimy, to rozbiłabym, takie piękne uczucie. A gdyby karetka nie dojechała na czas, zabiłabym własną siostrę. Więc to nie mogła być  miłość, proszę pani.

Wysłuchała: Anika Zadylak 


Zobacz także

warto mieć przyjaciół

Przyjaźń przereklamowana? 7 nieoczywistych powodów, dla których warto mieć przyjaciół

Fot.  Screen z YouTube / Bored Panda Art

Jak długo trzeba ćwiczyć, aby osiągnąć taki efekt? Niesamowity taniec

Makaron z sosem szynkowym

Makaron z sosem szynkowym