Wychowujemy pokolenie dzieci, które ocenia innych przez pryzmat „mieć, nie być”. To droga donikąd

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 listopada 2017
Fot. istock/Choreograph
 

Mieszkam w dużym mieście, sama wychowuję dwójkę dzieci. Nie zawsze jest mi lekko, ale nie narzekam – mamy co jeść, w co się ubrać, a czasem nawet możemy pozwolić sobie na kino i muzeum. Ciuchy na jesień i zimę kupujemy w Lidlu, a nadwyżki w budżecie przeznaczamy na książki albo gry planszowe. Na wakacje jeździmy „w Polskę” albo korzystamy z zaproszenia znajomych lub rodziny. I do tej pory wydawało mi się, że uda mi się ochronić moje dzieci przed całym tym szaleństwem na „muszę to mieć”. Ale coraz częściej widzę, że dla najmłodszych dziś, właśnie to, co masz liczy się bardziej niż to, kim jesteś.

Moja córka jest w czwartej klasie szkoły podstawowej. Lubi Harrego Pottera, dobrze się uczy i jest ciekawa świata. Ot, zwyczajna dziewięciolatka, trochę jeszcze dziecinna, a chwilami bardzo poważna. Lubi grać w gumę i rysować – komiksy i wymyślone postaci. Lubi budować z Lego i rozwiązywać krzyżówki. A koleżanki i koledzy postrzegają ją jako dziwoląga. Bo rzeczywiście trochę „odstaje”.

Telefon dostała dopiero niedawno, tylko dlatego, że w szkole, w związku z „dobrą zmianą” trwa przebudowa. Dzieciom co chwila zmienia się plan zajęć, nigdy nie wiadomo, o której skończą lekcje. Więc jest telefon. I nie jest to wcale Iphone. To zwykły, stary aparat na kartę, który zabiera ze sobą tylko w wyjątkowych sytuacjach. Wśród koleżanek mojej córki wzbudził sensację. Jak to nie ma dotykowego ekranu? Jak to BEZ Internetu? Tabletu do swojej dyspozycji moje dziecko również nie ma, korzystamy z tego samego komputera, którego używam również do pracy.

Moja córka nie biega w Conversach, nie ma najmodniejszej kurtki – pikowanej parki – ani obroży w formie harmonijki na szyję, hitu tego tygodnia.

W zeszłym tygodniu modna była bransoletka, cienka, delikatna, srebrna z małą perłową kuleczką. Jedna z mam przyznała, że „jeździła za nią pół miasta”, byle jej córka mogła ją założyć do szkoły. Bransoletka kosztuje 75 zł i jest tak delikatna, że bardzo łatwo ją zerwać, na przykład podczas zabawy z koleżankami albo gry w zbijaka. I to już się zdarzyło, tak jak wzajemne pretensje do siebie rodziców, że ktoś komuś zniszczył biżuterię i teraz należy za to zwrócić pieniądze.

Nowy plecak? Rozumiem, że po zakończeniu etapu nauczania początkowego może być potrzebny. Jest teraz dużo nowych podręczników i wbrew zapowiedziom przedstawicieli ministerstwa edukacji rzadko można je zostawić w szafce, w szkole. Ale zmienianie plecaka co rok szkolny, na taki, który jest akurat modny w danym roku, to koszt ok 200zł. To samo tyczy się nowego piórnika i koszulki na WF, która powinna mieć odpowiednią metkę – łącznie kolejne 100zł.

Jasne, możecie powiedzieć, że to, co kupujemy naszym dzieciom, to osobista sprawa każdego z nas. Tylko, czy na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, jaki wpływ ma takie bezmyślne dostarczanie im wszystkiego, o czym tylko (przez chwilę) zamarzą?

Dużo rozmawiam z moją córką. Widzę, że stara się zrozumieć, dlaczego jej sytuacja i jej wyposażenie jej plecaka różni się trochę od sytuacji i plecaków jej znajomych. Ale widzę również, że bywa jej ciężko. Bo trzeba mieć dziś dużo odwagi, by nie chcieć mieć tego wszystkiego, co mają rówieśnicy w szkole. Bo ten, kto ma mniej, jest wyśmiewany, wyszydzany, traktowany z pogardą, uznany za kogoś nieciekawego. Miarą „popularności” jest posiadanie nowej pary modnych butów, a nie ilość przeczytanych książek, umiejętności czy życzliwość wobec innych.

Wychowujemy pokolenie dzieci, które ocenia innych przez pryzmat „mieć, nie być”. My, rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, że fundujemy im puste życie, drogę donikąd i przeświadczenie, że ważny i fajny jest ten, kogo na coś stać. Smutne to i straszne.


Polacy są zadowoleni z seksu. Kobiety deklarują, że to najlepszy sposób, by zbliżyć się do partnera

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
15 listopada 2017
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Seks. Mówi się, że nie jest w życiu najważniejszy, jednak trzeba przyznać, że wiele od niego zależy. Udane życie intymne pomaga budować relacje w związku i korzystnie wpływa na zdrowie. Gdy coś w sypialni szwankuje, kryzys szybko przekłada się na codzienne życie. Czy Polacy są zadowoleni z seksu? Wyniki ostatnich analiz zaskakują, bowiem znaleźliśmy się dość wysoko w pewnym, ogólnoświatowym rankingu.

Ranking „15 najbardziej usatysfakcjonowanych seksualnie krajów na świecie”, stworzony przez serwis Insider Monkey na podstawie wyników różnych ankiet i zestawień, może budzić spore emocje. Spośród 200 krajów, Polska zajęła wysokie, bo aż 10. miejsce. Choć jeszcze daleko nam do zajęcia miejsca na podium, możemy być z siebie dumni. Średnia liczba odbytych w ciagu roku stosunków, jaką deklarujemy, wynosi 143. Wynika z tego, że seks uprawiamy co dwa i pół dnia. Pewnie zastanawiasz się teraz, ile razy dziennie muszą się kochać niektóre pary, skoro udało się wyciągnąć taką średnią, podczas gdy u ciebie życie seksualne dawno zeszło na dalszy plan. To przykre, ponieważ seks ma ogromne znaczenie dla kobiet. Potwierdziło to aż 84 proc. ankietowanych Polek. Ich zdaniem, jest to najlepszy sposób, by zbudować intymną relację z partnerem.

Pierwsze miejsce w rankingu zdobyli Szwajcarzy. Przede wszystkim dlatego, że aż 1/5 ankietowanych zadeklarowała, że niczego nie zmieniłaby w swoim życiu seksualnym. Cóż, tylko pozazdrościć. Co ciekawe, 23 proc. wyznało, że zdarzyło im się uprawiać seks w miejscu publicznym. Dla większości z nas pozostaje to w sferze marzeń.  Kolejne miejsca w zestawieniu zajęli kolejno: Hiszpanie, Brazylijczycy, Rosjanie i Chińczycy. Polacy wyprzedzili m.in. Australijczyków, Niemców i Holendrów.

Chociaż bardzo miło jest zająć tak wysokie miejsce w ogólnoświatowym rankingu, warto jednak przyjrzeć się naszej seksualności dokładniej. Raport ,,Seksualność Polaków 2017” prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy, opracowany w ramach Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego (OPZS), został stworzony na bazie ankiet, przeprowadzonych wśród 2,5 tysiąca osób. Wnioski, jakie z niego płyną, są równie imponujące.

Ile minut się kochamy?

Polacy uprawiają seks średnio 13,9 min. Chociaż to o 6 sekund mniej, niż deklarowaliśmy jeszcze w 2005 roku, wciąż możemy być z siebie dumni. Z badań opublikowanych w 2008 roku na łamach „Journal of Sexual Medicine” wynika, że w Stanach Zjednoczonych przeciętny seks trwa od 3 do 13 min. Co ciekawe, mieszkańcy Pensylwanii wyznali, że idealny stosunek powinien zająć nie więcej niż 3-7 min. Nie ma więc wątpliwości, że Polacy lubią się kochać.

Faceci są bardziej zadowoleni

Aż 68 proc. mężczyzn i 67 proc. kobiet deklaruje, że życie seksualne jest dla nich satysfakcjonujące. Osoby będące w stałych związkach kochają się średnio 2-3 razy w tygodniu. Taką samą częstotliwość deklaruje jedynie 11 proc. singli. Najwyraźniej bliskość, intymność i stabilizacja w relacjach mają dla nas ogromne znaczenie. Zdumiewające, że większość Polaków (aż 71 proc.) twierdzi, że stosunek raz w tygodniu wystarczy.

Raporty z kosmosu

– Ja nie wiem, skąd się biorą ci ankietowani. Ja mogę wiele powiedzieć o moim życiu seksualnym, ale na pewno nie to, że jest satysfakcjonujące. W sex-shopie owszem, byliśmy, ale raczej po to, żeby ratować to nasze pożycie. Wydaje mi się, że w sprawach seksu nie jesteśmy szczerzy. Mało kto ma odwagę przyznać, że w tej sferze jest u niego kiepsko. Wolimy chwalić się, czego to my nie wyprawiamy w łóżku – mówi Kaśka z 12-letnim stażem małżeńskim.

Nie boimy się eksperymentować

Iza jest ekspedientką w jednym z warszawskich sex-shopów już od czterech lat. Jej zdaniem, z roku na rok pojawia się coraz więcej klientów. – Najczęściej przychodzą pary, które chcą urozmaicić swoje życie seksualne. Potrafią spędzić w sklepie nawet godzinę, dwie. Wszystko oglądają. Ale są przy tym bardzo radośni i pogodni. Widać, że seks jest dla nich ważny. Mam wrażenie, że wizyta w takim miejscu sama w sobie jest dla nich jak gra wstępna- opowiada Iza. – Samotni panowie kupują różne akcesoria dla swoich partnerek na prezent. Ale zauważyłam też, że pojawia się coraz więcej kobiet. Już nie przychodzą i nie proszą drżącym głosem o wibrator. Teraz nie wstydzą się zapytać, czym różni się jeden model od drugiego. Często mają już w domu inne zabawki – dodaje. Żeby jednak do takiego sex-shopu się wybrać, trzeba zdać sobie sprawę z  tego, jak wielkie znaczenie ma dla nas życie seksualne.

Raporty, rankingi i inne, przeróżne zestawienia pozwalają nam w pewnym stopniu znaleźć punkt odniesienia. Jednych zdołują, innych podniosą na duchu. Z pewnością znajdą się również tacy, których zmobilizują do działania. Jedno jest pewne – seks ma znaczenie. Czy będziesz z niego zadowolony, zależy tylko od ciebie.

Źródło: Raport „Seksualność Polaków 2011” prof. Izdebskiego i Polpharmy został opracowany w ramach Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego (OPZS)/ Insider Monkey/Rynek Zdrowia/


Chcesz wyglądać młodziej, przyciemnij sobie brwi – tak mówią naukowcy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 listopada 2017
Fot. iStock/SrdjanPav

Kiedy się starzejesz, twoje rysy twarzy się zmieniają, stają się mniej ostre, kontrasty na twojej twarzy zacierają się. Dotyczy to szczególnie okolic warg i brwi. Jeśli nie wierzysz, przyjrzyj się uważnie swoim fotografiom z dzieciństwa i wczesnej młodości oraz tym najbardziej aktualnym.

Podczas badania, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie Frontiers in Psychology, naukowcy przeanalizowali zdjęcia 763 kobiet (bez makijażu), o różnych odcieniach skóry, w wieku od 20 do 80 lat. Program komputerowy analizował zdjęcia pod kątem kontrastu poszczególnych elementów twarzy: oczu, warg i brwi. U młodszych kobiet kontrast był widoczny, u starszych, zmniejszał się, szczególnie się w okolicach ust i nad oczami. Niezależnie od koloru skóry uczestniczek badania, największą niespodzianką okazały się brwi: ich kolor bladł wraz z wiekiem, a przyciemnienie sprawiło, że twarz zdawała się dużo młodsza.

Chociaż w eksperymencie nie uczestniczyli mężczyźni, psychologowie uważają, że w ich wypadku efekt byłby taki sam.

Zobaczcie, jak krok po kroku „uzupełnić” brwi, by upiększały i odmładzały optycznie naszą twarz:

1.Umieść ołówek u nasady nosa, w taki sposób, jak na filmiku – tu powinny „zaczynać się” twoje brwi

Fot. Screen/http://www.health.com/syndication/beauty-eyebrows-makeup

Fot. Screen/http://www.health.com/syndication/beauty-eyebrows-makeup

 

2. Zacznij „uzupełniać” brwi drobnymi kreskami, od środka.

3. Rozczesz brwi (do góry), by nadać im naturany wygląd.

Fot. Screen/http://www.health.com/syndication/beauty-eyebrows-makeup

Fot. Screen/http://www.health.com/syndication/beauty-eyebrows-makeup

4. Usuń pęsetką „zabłąkane” włoski


Na podstawie: health.com


Zobacz także

Być sobą, czyli jak pozbyć się etykietek, naszej fałszywej tożsamości, która nas ogranicza

7 sygnałów, które świadczą o tym, że twój partner cię nie kocha, a jedynie wykorzystuje

Czasem warto nie zgodzić się.