Wybrzeże Amalfi – dziennik z samotnej podróży

Kat Piwecka
Kat Piwecka
22 kwietnia 2017
Fot. Kat Piwecka
Fot. Kat Piwecka
 

Dzień 1 – Neapol

Dwugodzinny lot na trasie Berlin – Neapol i samolot pełny głośnej włoskiej młodzieży. Lądowanie samolotu kończy się nie tylko tradycyjnym klaskaniem włoskich pasażerów, ale też głośnymi gwizdami i okrzykami wdzięczności na cześć pilota. Na lotnisku w wypożyczalni czeka już na mnie mój mały Fiat Panda, za kierownicą którego spędzę kolejne siedem dni. Jest już po godzinie 22 kiedy wyruszam z wypożyczalni na lotnisku w Neapolu w kierunku mojej kwatery w Sorrento. Obcy kraj, obce miasto, nowy samochód i odmienny styl jazdy innych kierowców, do tego jest późno i ciemno, a ja jestem zmęczona po całym dniu w podróży. Ratuje mnie znajomy głos Hołowczyca z nawigacji, którą przywiozłam ze sobą z Polski i ten głos prowadzi mnie szczęśliwie licznymi zakrętami ciemnych ulic do mojej kwatery w Sorrento.

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Dzień 2 – Sorrento

Moja kwatera w Sorrento wygląda tak jakby czas zatrzymał się tutaj w latach 70-tych. Dodatkowo cały budynek położony jest na wzniesieniu i piętra schodzą w dół, a ja mieszkam na piętrze minus 2. Pan z recepcji uprzedza mnie, że w Sorrento są straszne korki i faktycznie nie dowierzając jego dobrym radom ląduję w gigantycznym korku na wjeździe do miasta. Po półtorej godzinie, tracę cierpliwość i zmieniam plany i kierunek. Zamiast zwiedzania Sorrento, jadę w przeciwnym kierunku wzdłuż wybrzeża aż do PRAIANO, mijając po drodze słynne POSITANO. W całym swoim życiu nie złamałam tyle przepisów drogowych co dzisiaj: wielokrotne parkowanie w zakazanych miejscach – bo piękny widok więc muszę się zatrzymać i zrobić zdjęcie, dwa razy jazda pod prąd, nie mówiąc o zawracaniu na wąskich i stromych podjazdach.

Popołudniu wracam do Sorrento, po to aby poszwendać się po uliczkach. Wszędzie spacerują zakochane pary, przytulają się i całują i robią sobie selfie.

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Dzień 3 – Positano

Czasami jest tak, że najpiękniejsze miejsca na świecie zwiedzamy z sercem przepełnionym smutkiem. POSITANO wita mnie zamglone i szare po nocnym i porannym deszczu. Ale takie właśnie są prawdziwe podróże. Do pewnych miejsc docieramy w różnych momentach naszego życia. Kiedy jesteśmy przepełnieni smutkiem i łzami, płaczą z nami piękne miejsca. Prosto z POSITANO, jadę dalej wybrzeżem do kolejnych miasteczek – AMALFI, ATRANI i RAVELLO. Wczesnym wieczorem jestem już z powrotem w SORRENTO i czekam na zachód słońca.

5

Fot. Kat Piwecka

Dzień 4 – Wezuwiusz i Pompeje

Dzisiaj kierunek Pompeje i Wezuwiusz (1281m). Kolejny wulkan zdobyty i kolejny kawał lawy prosto z krateru jest już w mojej kolekcji najcenniejszych skarbów.

Włoska stacja radiowa i reklama za reklamą, włoskie reklamy przerywane włoskimi piosenkami i światowymi hitami. Nikt mnie tutaj nie zna, więc śpiewam sobie na cały głos – co mi tam … Hołowczyc z nawigacji nie nadąża z komunikatami – zakręt w lewo, zakręt w prawo, bo droga to tutaj cały czas serpentyna wijąca się wzdłuż urwisk schodzących do morza. Nauczyłam się trąbić bez powodu jak inni włoscy kierowcy. Na skrzyżowaniach każdy jedzie tutaj jak chce, więc i ja po prostu pcham się do przodu i wymuszam pierwszeństwo. Naprawdę mam super ubaw prowadząc mój mały samochodzik w iście włoskim stylu. Ostatni raz taką manewrówkę wykonywałam w trakcie nauki jazdy, ale tutaj nie ma rady – parkowanie lub zawracanie w bardzo wąskich i stromych uliczkach to podstawa. Nie obyło się bez drobnych otarć, na szczęście bez żadnego uszczerbku dla wypożyczonego samochodu. Ale biorąc pod uwagę całokształt i te wszystkie dni spędzone w trasie – jestem z siebie naprawdę dumna !!!

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Dzień 5 – Capri

Na niebie wreszcie pojawiło się słońce i przepędziło smutek w moim sercu. Jadąc w mikroskopijnym autobusiku na Capri, pełnym głośnych i rozgadanych Włochów poczułam się taka szczęśliwa !!!

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Dzień 6 i 7 – Neapol

Brudno, głośno, brzydko. Wylądowałam w najbrzydszej dzielnicy Neapolu. Zaraz po przyjeździe zgłosił się do mnie miejscowy gang uliczny, który zaproponował usługę pilnowania samochodu za 30 EUR. Chłopcy powiedzieli, że jak się nie zgodzę to ukradnie go zaraz inny gang uliczny. Nie mając wyjścia oczywiście przystałam na tą propozycję. Cały dzień szwendam się po uliczkach Neapolu. Czasami zbiera mi się na wymioty, kiedy widzę co leży na chodnikach. Ale uwielbiam i fotografuję pranie wiszące pomiędzy oknami w starych klimatycznych uliczkach. Jednocześnie tęsknię za spokojnym życiem na wybrzeżu z ostatnich dni … w małych miasteczkach na linii Sorrento – Ravello był taki spokój, z daleka od ludzi i wielkiego miasta, tylko ja i mój Fiat Panda, morze, urwiska, kręta wąska droga i włoskie radio w głośnikach …

Dzień wylotu do Polski. Ciemno na ulicach o 6 rano i wielka ulewa. Czekam na chłopców z gangu, którzy obiecali, że oddadzą mi samochód wcześnie rano, żebym zdążyła na samolot. Nikogo nie ma. Pan z recepcji mojego obskurnego hotelu mówi, że mam ich szukać po drugiej stronie ulicy w ciemnej kamienicy. Dzwonię wielokrotnie do domofonu wskazanego przez obsługę hotelową. W końcu u góry na balkonie pojawia się zaspany brzuchaty pan i krzyczy na mnie, że jest niedziela a ja wszystkich budzę. Mówię mu że zaraz mam samolot i muszę dostać z powrotem samochód, który jest pilnowany za pieniądze przez tutejszych chłopaków. Okazuje się, że pilnowanie mojego samochodu przejął inny gang uliczny w zamian za długi, a więc muszę poczekać w tej ulewie na innych chłopców. W końcu zjawiają się, płacę 30 EUR i pędzę na lotnisko …

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

 

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka


Fado – muzyka złamanych serc

Kat Piwecka
Kat Piwecka
6 maja 2017
Fot. Kat Piwecka
Fot. Kat Piwecka
 

Spotkanie z muzykami fado i melancholijne wieczory spędzone przy muzyce złamanych serc w sentymentalnej Lizbonie to niezbędne doświadczenie podczas podróży do Portugalii.

Fado to piękna muzyka, nostalgiczna i liryczna. Fado opowiada o miłości i tęsknocie. Intensywnie melancholijne piosenki wyrażają smutek i tęsknotę za rzeczami, które zostały utracone lub które nigdy nie zostały osiągnięte.

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fado oznacza los, przeznaczenie. Ten gatunek muzyczny powstał w XIX wieku w biednych dzielnicach portowych miast Portugalii, głównie w lizbońskiej Alfamie i Mourarii. Fado to melancholijna pieśń wykonywana przez jednego wokalistę przy akompaniamencie dwóch gitar, w tym charakterystycznej gitary portugalskiej. Nazywane jest czasami portugalskim bluesem. Fado pozostaje gatunkiem muzycznym uprawianym prawie wyłącznie w swojej ojczyźnie – Portugalii. W 2011 roku fado, jako styl popularnych pieśni został wpisany na Listę Dziedzictwa UNESCO.

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Istnieją dwa podstawowe rodzaje klasycznego fado: fado z Lizbony (śpiewane zarówno przez mężczyzn jak i kobiety) oraz śpiewane wyłącznie przez mężczyzn fado z Coimbry. Za największą pieśniarkę fado, uznawaną za królową, międzynarodowy symbol i wzorzec artysty tego gatunku, uważa się Amálię Rodrigues.

Podczas wizyty w Lizbonie, cudownym przeżyciem będzie spędzenie nocy w „casa de Fado” lub restauracji Fado. Wiele ich mozna znaleść w dzielnicach Bairro Alto i Alfama.

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka


Andaluzja to namiętna czarnowłosa tancerka w falbaniastej czerwonej sukni

Kat Piwecka
Kat Piwecka
18 marca 2017
Fot. Kat Piwecka
 

Andaluzja jest synonimem Hiszpanii. To tutaj kumuluje się wszystko, co zazwyczaj kojarzy się z tym krajem: słońce i morze, pasja flamenco, tapas, pomarańcza, temperament i krwawa korrida. Sekretem wyjątkowości Andaluzji jest jej położenie. Obmywana przez wody Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyckiego, ziemia ta nie jest już częścią Europy i jeszcze nie jest częścią Afryki – trwa gdzieś pomiędzy …

Fot. Kat Piwecka

Fot. Kat Piwecka

Andaluzja to przede wszystkim flamenco: namiętna czarnowłosa tancerka w falbaniastej czerwonej sukni, poruszajaca się w rytm klaskania i dźwięków gitary, rozkołysane ruchy bioder, energetyczny step, dekoracyjna praca rąk i dłoni, autentyczność skrajnych emocji i rozdzierający serce śpiew. Namiętność i pasja towarzyszy zawsze prawdziwie przeżywanemu flamenco.

2

Fot. Kat Piwecka

Flamenco jest głębsze niż wszystkie studnie świata i morza otaczające świat. Jest prawie nieskończone. Przychodzi z pierwszym szlochem i pierwszym pocałunkiem (F. Garcia Lorca). Flamneco składa się z 4 podstawowych elementów: cante czyli głosu, baile czyli tańca oraz z toque – gitary i jaleo – klaskania i tupania. Jednak najważniejsze jest duende, czyli istota i dusza flamenco. Jeżeli poczujemy to magiczne zjednoczenie swojej osoby z dźwiękiem gitary, rytmem klaszczących dłoni i stukotu obcasów, śpiewem i okrzykami, to znaczy że pojawiło się duende. Bez duende nie ma prawdziwego flamenco. El duende jest duchem flamenco. Pochodzi z głębi i jest totalnym wyzwoleniem emocji i wyzbyciem się wszelkich lęków i zahamowań. Flamenco to indywidualna opowieść płynąca z głębi duszy, zapraszam więc do obejrzenia mojej wewnętrznej opowieści zrealizowanej jak zwykle za pomocą obiektywu.

3

Fot. Kat Piwecka

4

Fot. Kat Piwecka

5

Fot. Kat Piwecka

 

6

Fot. Kat Piwecka

7

Fot. Kat Piwecka

8

Fot. Kat Piwecka

9

Fot. Kat Piwecka

 

11

Fot. Kat Piwecka

12

Fot. Kat Piwecka

13

Fot. Kat Piwecka

14

Fot. Kat Piwecka

15

Fot. Kat Piwecka

10

Fot. Kat Piwecka