Jak wybrać z tysięcy kremów ten najlepszy dla mnie?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
17 października 2017
Fot. iStock/Peopleimages
Fot. iStock/Peopleimages
 

Jakiś czas temu zauważyłam, że z moją cerą zaczyna dziać się coś niedobrego. Miejscami skóra była przesuszona, co stawało się jeszcze bardziej widoczne po nałożeniu makijażu, w innych miejscach natomiast zaczęły pojawiać się przebarwienia. Wtedy uznałam, że czas zaopatrzyć się w JAKIŚ krem.

O kremach do twarzy wiedziałam wówczas niewiele. Aż wstyd się przyznać, ale nie stosowałam żadnego, ponieważ wydawało mi się, że na wszystkie mazidła dopiero przyjdzie czas. Gdy zauważyłam, że moja cera przestała wyglądać zdrowo, postanowiłam poprosić o pomoc koleżankę. I to był błąd, o czym szybko się przekonałam. To, co jednej osobie pomaga, drugiej nie musi. Co więcej, może nawet zaszkodzić. I tak właśnie było w moim przypadku. Kupiłam krem na dzień, który ona stosowała i już po około dwóch tygodniach tego pożałowałam. Po pierwsze, nie odpowiadała mi jego konsystencja. Po drugie, zaczęły zatykać mi się pory, a skóra była podrażniona. Długo nie mogłam później dojść z nią do ładu.

Potem, wciąż nie posiadając odpowiedniej wiedzy, zaczęłam testować kremy na własną rękę. Sugerowałam się przede wszystkim tym, co widziałam w telewizji lub aktualną ofertą promocyjną w drogerii. Przyznam szczerze, że naprawdę się pogubiłam. Kupowałam, oczarowana obietnicami świetlistej cery, zamiast dokładnie przeanalizować skład produktu. Co więcej, nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym, jaką mam cerę. Suchą? Tłustą? A może mieszaną, skoro miejscami była przesuszona, a w innych miejscach pojawiały się wypryski? No i czym właściwie są te pajączki? Jakieś tam przebarwienia miałam, przy nosie skóra bywała podrażniona i zaczerwieniona.

Tak, wydałam swojego czasu fortunę na przeróżne kremy. Mam na koncie kilka nietrafionych produktów. Niektóre kosmetyczne buble długo walały się po domu, zanim postanowiłam (z bólem serca, bo przecież trochę mnie kosztowały) je wyrzucić. Ale dzięki temu wszystkiemu (i moim licznym rozczarowaniom) w końcu trafiłam do kosmetologa, który wyjaśnił mi, jaką mam cerę i jakie błędy dotychczas popełniałam.

Analiza cery i jej kondycji

Poszukiwanie odpowiedniego dla siebie kremu należy przede wszystkim rozpocząć od dokładniej analizy swojej skóry. Oczywiście najlepiej byłoby, gdybyśmy zasięgnęły profesjonalnej porady. Jeśli nie mamy takiej możliwości, powinnyśmy wziąć do ręki lusterko i dokładnie obejrzeć swoją twarz w dobrym świetle. Typów cery jest kilka: normalna, mieszana, sucha, tłusta, trądzikowa, wrażliwa i naczynkowa. To jedno. Drugim, bardzo ważnym aspektem jest kondycja skóry. Tu wiele zależy nie tylko od naszego stylu życia, ale także pory roku i codziennej pielęgnacji. – Można poprosić o pomoc koleżankę, która wskaże niedoskonałości naszej skóry. Może się okazać, że ktoś inny zwróci uwagę na coś, co my pomijałyśmy. Albo odwrotnie: kompletnie pominie przebarwienia wokół ust, które spędzały nam sen z powiek – sugeruje Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI. Najważniejsze więc, by umieć określić, czego oczekujemy od kosmetyku.

Analiza codziennej pielęgnacji twarzy

Ogromne znaczenie ma to, w jaki sposób dbamy o cerę. Czy stosujemy odpowiednie kosmetyki do demakijażu i oczyszczania skóry, czy sięgamy po tonik, który reguluje pH skóry, ale także – czy właściwie nakładamy poszczególne kosmetyki. Może się okazać, że wcale nie potrzebujemy kremu dedykowanego skórze trądzikowej, ponieważ zmiany skórne spowodowane są silnie wysuszającym żelem do mycia twarzy. – Wybór kremu może wcale nie rozwiązać naszego problemu w takiej sytuacji. Kluczem do sukcesu jest znalezienie przyczyny takiego stanu rzeczy. Nieodpowiednim kosmetykiem możemy jeszcze sobie zaszkodzić – radzi ekspertka. – Przede wszystkim polecam dobrze dobrać indywidualny program pielęgnacyjny, a dopiero potem szukać kremu, który pomoże nam uporać się z problemami, takimi jak: rozszerzone pory, przebarwienia, przesuszenie czy zmarszczki.

Ślepe podążanie za nowinkami

Istnieje kilka substancji, które niemal zawsze się sprawdzają. Zamiast jednak korzystać z dobroczynnych właściwości kwasu hialuronowego, witaminy A, C czy E, my wolimy inwestować w produkty wzbogacone „magicznymi” dodatkami. Często wydaje nam się, że jeśli wydamy na krem kilkaset złotych, zrobiliśmy dla swojej skóry wszystko, co najlepsze. Cena nie zawsze bowiem gwarantuje wysoką jakość. Może natomiast wynikać z marży, którą pobiera dystrybutor francuskiego specyfiku. Boimy się tańszych produktów, ponieważ nie wierzymy w ich jakość. Inną sprawą jest także ślepe podążanie za trendami. Kupujemy coś, co poleciła dana blogerka, zapominając o tym, że najprawdopodobniej wzięła za tę reklamę pieniądze. Na blogach można znaleźć wiele przydatnych informacji. Trzeba jednak podchodzić do nich ostrożnie. Jeżeli testerka jest zadowolona ze wszystkich produktów, jakich używała, może nie być wiarygodna. Czasem też zdarza się, że negatywne oceny wystawiane są z premedytacją. Warto śledzić takie strony, żeby mieć pojęcie, jak szeroki jest drogeryjny asortyment, ale trzeba też zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli obserwujemy daną stronę od dawna i mamy zaufanie do blogerki, jej opinia może okazać się dla nas bardzo cenna. Zwracajmy jednak uwagę na to, jak długo stosowała dany preparat. Po dwukrotnym maźnięciu się po twarzy trudno przecież określić, czy produkt jest godny polecenia.

Własne upodobania kontra oczekiwania

Dbanie o cerę powinno sprawiać przyjemność, dlatego tak istotne są nasze upodobania. Czy wolimy gdy krem pachnie kremem czy też zależy nam na delikatnym, relaksującym zapachu. Często jednak rezygnujemy z danego kosmetyku, ponieważ obawiamy się jego konsystencji. Z reguły dotyczy to ciężkich czy lepkich substancji. Efekt, jaki wywoła na skórze może jednak rozwiać nasze wątpliwości, dlatego nie powinniśmy negatywnie nastawiać się do danego kosmetyku. – Pamiętajmy, że konsystencja nie determinuje tego, czy będziemy z danego kosmetyku zadowolone. Radzę więc przede wszystkim się nie wstydzić i prosić o próbki. Dzięki temu będziemy mogły stwierdzić, czy stosowanie danego kremu jest dla nas przyjemne. To, czy przynosi oczekiwane efekty, wymaga jednak czasu i cierpliwości – tłumaczy ekspertka.

Okres stosowania

Przede wszystkim należy odstawić krem, gdy nas podrażni lub pojawi się jakakolwiek reakcja alergiczna. Jeśli jednak nic złego się nie dzieje, z oceną konkretnego specyfiku powinnyśmy się wstrzymać. O ile kremy przeciwtrądzikowe czy te, dedykowane skórze przesuszonej dają pierwsze efekty już po kilku tygodniach, kosmetyki przeciwzmarszczkowe potrzebują znacznie więcej czasu. – Cykl odbudowy naskórka trwa około miesiąca. Przez ten czas rozwijają się nowe, świeże komórki, które kierują się ku górze i powodują obumieranie starszych komórek, tworzących zewnętrzną warstwę naskórka. Dlatego też, aby móc w pełni ocenić, jak działa dany krem, powinniśmy poczekać na efekty 2-3 miesiące – tłumaczy kosmetolog. Kobiety często jednak rezygnują z dalszego stosowania kremu, jeśli po kilkunastu dniach nie zobaczą efektu „wow”.

Kiedy tak naprawdę możemy więc ocenić, czy pielęgnujemy skórę we właściwy sposób, a wszystkie kosmetyki, które stosujemy są odpowiednio dobrane? Wtedy, gdy koleżanka, z którą przez kilka miesięcy się nie widziałyśmy, na nasz widok mówi „Kurczę, świetnie wyglądasz”. Trochę mi to zajęło, ale udało mi się ten zachwyt wywołać. Wspaniałe uczucie. Polecam!

Fot. Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI

Fot. Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI

 Konsultacja: Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI. Jeśli potrzebujesz profesjonalnej porady eksperta napisz na kosmetolog@bandi.pl


Artykuł powstał we współpracy z marką BANDI.

 


Zapomnijcie o koszmarze z dzieciństwa, bo takiej wersji kawy zbożowej jeszcze nie znacie! Pyszne przepisy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 października 2017
Fot. iStock/tbralnina
Fot. iStock/tbralnina
 

Jak to jest, że to co blisko nas i łatwo dostępne często jest pomijane lub zapominane. Szukamy wykwintnych smaków, wyjątkowych połączeń, kiedy pod nosem mamy nasze rodzime i niedrogie produkty, których pewnie pozazdrościłby nam niejeden zagraniczny gość. Tak właśnie jest z kawą zbożową. Kto się wzdrygnął na samą myśl o tym napoju?

Kawa zbożowa to najczęściej koszmar naszego dzieciństwa. Wtedy trudno było o kakao, a co dopiero mówić o gorącej czekoladzie. W każdym przedszkolu już od samego rana roznosił się zapach… nie zawsze lubianej zbożówki. Pytanie tylko, czy tak nie cierpieliśmy tej kawy, czy przedszkola wywoływało w nas takie emocje, że wszystko, co tam podawane było złe i niedobre? Na to pytanie pewnie każdy sam sobie odpowie.

Niemniej jednak kawa zbożowa raczej nie przywołuje w nas miłych wspomnień. Powiem szczerze że nawet moim synom (kochającym przedszkole) jakoś źle właśnie z przedszkola się kojarzy. Więc jakież było moje zdziwienie, gdy młodszy ostatnio rozkochał się ostatnio w Ince karmelowej i z dumą mówi: „Mamo zrobię sobie kawę, dobrze”.

Inka zachwyca w ogóle swoją rozmaitością – oprócz klasycznej, mamy orkiszową, karmelową, czekoladową, a już ta wzbogacona o minerały – wapń, magnez czy błonnik to naprawdę wisienka na zbożowym torcie.

A skoro już o tortach mowa, to powiem szczerze pomysłowość użycia w kuchni kawy zbożowej i kreatywność tychże mnie osobiście wprawiło w osłupienie.

Czy wiecie, jakie cuda można wyczarować z kawy zbożowej? Po prostu ślinka cieknie!

Korzenna kawa Inka

Składniki:
2 łyżeczki Inki magne
kubek mleka migdałowego
3 goździki
laska cynamonu
łyżeczka cynamonu w proszku
plasterek imbiru

Przygotowanie:

Mleko gotujemy tak, żeby było ciepłe, ale nie wrzące. Do kubka wsypujemy dwie łyżeczki Inki, zmiażdżone goździki, łyżeczkę cynamonu oraz starty na tarce plasterek imbiru. Całość zalewamy mlekiem i mieszamy. Kawę możemy udekorować ubitą śmietaną posypaną kakaem. (przepis pochodzi z bloga: Mienta blog)

Korzenno-pomarańczowa Inka

Składniki:
200 ml mleka
2 łyżeczki kawy Inka wapń i witaminy
0,5 łyżeczki korzennej przyprawy do piernika
50ml śmietanki
2 łyżki pomarańczowej konfitury
1 łyżeczka sosu czekoladowego

Mleko zagotować. Kawę i przyprawę wymieszać, zalać mlekiem. Na dno wysokiej szklanki wlać sos czekoladowy oraz kawę. Śmietankę ubić, wymieszać z konfiturą pomarańczową, wyłożyć na kawę w szklance. Oprószyć korzenną przyprawą. (przepis pochodzi z bloga Obiad gotowy)

Koktajl bananowo-orzechowy z kawą Inką

Składniki:
300 ml mleka migdałowego (może być inne ulubione)
2 łyżki masła orzechowego
1 duży banan (latem zamrożony)
1 łyżka otrąb pszennych
2 – 3 łyżeczki kawy Inka błonnik

Przygotowanie:

Wszystkie składniki koktajlu przełóż do naczynia blendera i miksuj do uzyskani gładkiej, kremowej konsystencji. Spróbuj, ewentualnie dodaj nieco więcej kawy. W upalne dni przed użyciem możesz banana zamrozić – zimny koktajl będzie świetną alternatywą dla kawy mrożonej. Przed podanie udekoruj nasionami sezamu. (przepis pochodzi z bloga Słone słodkim przelatane)

Imbirowo-dyniowa kawa zbożowa z cynamonem

Składniki na 1 porcję:

1,5 łyżki puree z dyni
łyżeczka miodu
280 ml wody
ok. 1 cm kawałek imbiru
2 kopiaste łyżeczki kawy Inka wapń i witaminy
ok. 20 ml zagęszczonego, niesłodzonego mleczka
1/4 łyżeczki cynamonu

Przygotowanie: 

Do kubka nakładamy purre z dyni i mieszamy je z miodem. W garnuszku gotujemy wodę wraz z umytym i pokrojonym kawałkiem imbiru. Po 5 minutach ściągamy z ognia, imbir wyjmujemy i dodajemy kawę. Zaparzoną wlewamy do kubka z dynią. Mleczko ubijamy i wlewamy do kawy. Posypujemy cynamonem. (przepis pochodzi z SzamAnkowa blog)

Delikatne kawowe placuszki sernikowe

Składniki na 1 porcję:

130 g śmietankowego serka kanapkowego
1 jajko
4 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mleka (opcjonalnie ciut więcej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru
2 czuba łyżeczki kawy Inka
olej kokosowy do smażenia (około 1 łyżeczki)
do podania: cukier puder + ulubione owoce

Przygotowanie:

Do miski wrzucamy serek, wbijamy jajko, po wymieszaniu dodajmy resztę składników i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Placuszki smażymy z obu stron na małym ogniu na niewielkiej ilości oleju. Masę nakładamy łyżką. Placuszki podajemy posypane cukrem pudrem z ulubionymi owocami. (przepis pochodzi z bloga Słodkie okruszki)

Dyniowe ciasteczka z kawą zbożową 

Składniki na 9 ciasteczek: 

pure z dyni ok. 200 g
syrop klonowy lub miód 105 g
aromat waniliowy parę kropel (lub laska świeżej wanilii)
mąka pszenna 155 g
1 łyżeczka kawy Inka
proszek do pieczenia 1 łyżeczka
soda oczyszczona 1/2 łyżeczki
kawa zbożowa i cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Mieszamy wszystkie składniki na ciasteczka (bardzo dokładnie). Wykładamy masę na papier do pieczenia łyżką (powinno wyjść 9 ciasteczek). Posypujemy kawą zbożową i cukrem pudrem. Pieczemy ok. 30 minut w 180 stopniach. (przepis pochodzi z bloga rabarbarowo)

Co wy na to? A to jedynie kilka przepisów, warto poszperać, a nawet zajrzeć na stronę Inki, bo tam też znajdziecie całą masę cudownych przepisów nie tylko na napoje z kawą zbożową w tle.


Artykuł powstał przy współpracy z Inka

 


Dlaczego od niego nie odeszłam, choć się nade mną znęcał? Powiem ci – ofiary przemocy trwają w takich związkach z kilku powodów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 października 2017
Fot. iStock/cindygoff
Fot. iStock/cindygoff
 

Kiedy ktoś się mnie pyta, dlaczego wytrzymałam z nim 20 lat, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Bałam się

Strach to uczucie, które towarzyszyło mi nieustannie. Poznaliśmy się, jak miałam 17 lat, on starszy o cztery. Ja z porządnej normalnej rodziny, u niego wszyscy pili. Ale chciał wyjść na ludzi. Chciał być kimś więcej niż tylko tym, co to butelki się trzyma. Mówił, że to ja i moja rodzina wyprowadziliśmy go na ludzi, że to dzięki mnie może stać się kimś.

Nie przypuszczałam, że tego co wrośnięte od dzieciństwa nie da się wykorzenić. Myślałam, że jak zostanie policjantem, to poczuje się ważny, doceni siebie. Przecież wszystkiego dorabialiśmy się sami: lodówki, samochodu, domu.

Na świat przyszła nasza najstarsza córka. Ja się kształciłam, uczyłam, chciałam dbając o swoje wykształcenie zadbać o nas, o naszą rodzinę. Jego matka do dzisiaj mówi, że to wszystko przeze mnie, bo za dużo od niego oczekiwałam, bo on nigdy nie mógł mi dorównać. Może dlatego zamykał mnie na długie godziny w piwnicy, nie pozwalał wychodzić z domu, „Zamknij mordę” krzyczał, kiedy prosiłam, żeby się uspokoił. „Jak nie przestaniesz, to cię zabiję. Zabiję i ciało ukryję tak, że nikt cię nie znajdzie”. Powtarzał, że wie, co mówi, w końcu jest policjantem i niejedno widział. Kiedy mówiłam, że odejdę groził, że zawsze mnie znajdzie, że i tak nie mam życia w tym mieście, bo on wszystkich zna, kto mu podskoczy. Kiedy wzywałam policję ze strachu, gdy on pijany tracił nad sobą kontrolę, przyjeżdżali rutynowo, nic nie robili, bo przecież swojego nie pogrążą. Raz tylko młody policjant powiedział: „Niech pani od niego odejdzie, on pije, ma problem z alkoholem, wszyscy to widzą”.

Byłam nikim

Jak mogłam odejść, skoro przez tyle lat słyszałam, że nic nie jestem warta, że bez niego nie istnieję i na pewno nie dam sobie rady. Byłam szmatą, ku*wą, dziwką. Byłam brzydka, nieatrakcyjna. Słyszałam, że jest ze mną z litości, bo nikt by ze mną nie chciał być, nie spojrzałby nawet w moją stronę. Wtedy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie siebie silnej, siebie niezależnej. Choć masz wszystko – pracę, wykształcenie, znajomych, rodzinę, to wpajane przez niego przekonanie blokuj cię, nie pozwala uwierzyć, że bez niego twoje życie będzie lepsze, szczęśliwsze. Bałam się myśląc, jak sobie poradzę, jak sprostam wszystkim codziennym obowiązkom. A przecież i tak wszystko było na mojej głowie, i tak ja wszystkiego pilnowałam, dbałam o dzieci, o dom, o to, żeby rachunki były popłacone. A on? To on był nikim, ale przez 20 lat nie potrafiłam tego zauważyć. Obwiniałam siebie, że staram się za mało, że za mało z siebie daję, że powinnam być lepszą żoną, matką, lepiej dbać o dom. Przez cały czas byłam niewystarczająco dobra – dla niego, ale też dla siebie.

Kochałam go

Pewnie parskasz pod nosem. Pewnie na twoim miejscu też bym pomyślała: „głupia”. Ale on był pierwszą miłością mojego życia. Jasne, można to nazwać miłością szczeniacką, a przecież z wielu takich miłości tworzą się długie i dobre małżeństwa. I moje też takie było. Chcieliśmy być razem, czuliśmy, że jesteśmy sobie pisani, że z nikim innym na świecie nie chcemy się wiązać. Wtedy tak czuliśmy. Urodziła się nam jednak córka, zaraz po niej syn. Kilka lat później kolejna córka. Gehenna była przeplatana dobrymi chwilami. Te chwile kazały mi wierzyć, że może i on kocha mnie? Głupio myślałam, dzisiaj to wiem, ale wtedy? Wtedy myślałam, że nie mogę przekreślić tych wszystkich lat naszego życia, że co z dziećmi, które nie będą mieć ojca.

Przynosił mi kwiaty, kupował prezenty, przepraszał po każdej awanturze. Kiedy dusił mnie poduszką mówił: „I co, taka teraz mądra jesteś, odejść chcesz, to idź… do diabła”. A na drugi dzień nosił mnie na rękach. Kochałam iluzję na jego temat, którą sama sobie w głowie stworzyłam. Kochałam tego faceta, z którym trzymałam się za rękę chodząc po parku, z którym całowałam się tak, żeby rodzice nie widzieli, któremu w kościele mówiłam tak i oboje mieliśmy łzy w oczach ze wzruszenia. A później jego oczy coraz częściej wypełniała złość, nienawiść, agresja. Nigdy nie uderzył mnie tak, żeby zostawić ślady. Wiedział, jak mnie zniszczyć. Przystawiał broń do głowy, wykręcał ręce, zamykał, jak nie w piwnicy, to w domu. Znęcał się nade mną psychicznie…

Miałam nadzieję, że się zmieni

I może dlatego, że nie bił na oślep, że nie chodziłam z siniakami, z połamanymi rękami, miałam nadzieję, że się zmieni, że zrobi to dla nas, że zapisze się na odwyk, przestanie pić, a my staniemy się dla niego ważniejsi niż butelka wódki. Ale on nie miał zamiaru pójść na odwyk, w końcu policjant, jak się przyzna, to wyleci z pracy. Kiedy rodziło się nasze trzecie dziecko, miałam nadzieję, że otrzeźwieje, że zobaczy, co dla niego stanowi największą wartość. Ja chciałam, żeby to była rodzina, on jednak wybierał inaczej.

Odeszłam, gdy przyłożył mi nóż do gardła, gdy nasza najmłodsza córka miała 10 lat. Spakowałam swoje rzeczy, i wyszłam. Z jedną walizką. Nie chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie, chciałam tylko jak najszybciej zapomnieć o tym koszmarze, uwolnić się od niego. 20 lat wytrzymałam i nie byłam w stanie ani chwili dłużej. To był impuls, stan gotowości, bez żadnej w tym momencie refleksji, oprócz jednej: uciec od tego życia, od tego człowieka jak najdalej. Zabrał mi wszystko. Dzisiaj po ośmiu latach układam swoje życie na nowo.

Wstydziłam się

Wszyscy mówili, że jesteśmy taką ładną rodziną. Wzorowa na zewnątrz, zawsze uśmiechnięci, on mi kwiaty kupował w mieście, zawsze u tej samej kwiaciarki, żeby mówiły w sklepie, jaki to mąż dobry. Prezentami mnie obsypywał. Gdy próbowałam coś powiedzieć słyszałam, żebym nie przesadzała, a im bardziej on mnie upokarzał, tym bardziej było mi wstyd przyznać się, że pozwalam się tak traktować. Było mi wstyd, że jestem nikim, że nic nie znaczę, że kto mnie wysłucha, skoro nikogo nie obchodzę. Ja – wykształcona, na kierowniczym stanowisku, silna w pracy, zaangażowana, jak mogłam powiedzieć, że to wszystko to iluzja, że w domu przeżywam piekło, że choć zrobiłam kolejne studia, kolejną podyplomówkę, to nie radzę sobie z koszmarem, który rozgrywa się w moim domu?

Wstyd zamyka buzię ofiarom przemocy. Wstyd, że wybrały takiego faceta na męża. Wstyd, że pozwalają sobie tak pomiatać. Wstyd, bo miejsce żony jest przy mężu, a ona tak bardzo nie chce przy nim być.

Dzisiaj wiem, że to nie ja powinnam się wstydzić, to nie ja powinnam się chować, milczeć przez lata. Jestem ofiarą przemocy domowej, uciekłam, przeżyłam. Ty też możesz.


wysłuchała Ewa Raczyńska

 


Zobacz także

Fot. iStock / fcscafeine

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #8 – Bądź wdzięczna!

Fot. istock/Shanina

Kultowe „Dobranocki”. Teraz już takich nie robią, pamiętacie je jeszcze?

Fot. Screeny z Naszego Elementarza online

Miał być… ale nie będzie… Nasz Elementarz, wbrew obietnicom, zniknie ze szkół