Wszystkie kłamstwa narcyzów… Jak to z nimi jest naprawdę?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
25 sierpnia 2016
Wszystkie kłamstwa narcyzów... Jak to z nimi jest naprawdę?
fot. iStock/aleksle
 

Pamiętacie piosenkę zespołu Łzy o narcyzie? Pozwólcie, że przytoczę wam jej fragment. „Przepraszam i dziękuję ja tych słów nie używam. (…) Jestem przecież najpiękniejszy, a na pewno najskromniejszy”. Taki w najmniejszym skrócie jest obraz osób z narcystycznym charakterem. Podczas, gdy my odbieramy ich jako zarozumiałych, męczących ludzi zaabsorbowanych tylko sobą, badania wskazują, że większość z nich w dzieciństwie przeszło przez traumatyczne przeżycie. Pustkę i zniszczenie, które to wywołało, zastąpili fałszywym poczuciem własnej wartości. Jak to z nimi jest naprawdę?

Patologia vs zdrowie

Przy codziennym kontakcie, nie zdajemy sobie sprawy z tego, kim tak naprawdę jest nasz znajomy narcyz. Bo choć sam narcystyczny charakter nie jest czymś zdrowym i do końca dobrym, niektórzy mogą mieścić się w normie. Co ona wnosi? Patologiczny narcyz żyje wyidealizowanym obrazem siebie samego. To trochę tak, jak na samym początku związku. Żyjemy patrząc na drugą osobę przez różowe okulary. Nie zauważamy ich wad, błędów które popełniają. W takim właśnie klimacie żyją nasi narcystyczni przyjaciele. Nie przez rok, ale całe życie. No chyba, że postanowią coś w sobie zmienić. Tylko po co zmieniać coś, co jest idealne? Prawda niestety lub na szczęście jest taka, że w głębi patologicznego narcyza tkwi poczucie, że ciągle jet brzydkim kaczątkiem. Jakimi jeszcze kłamstwami żyją narcyzi?

Lepsi – od ciebie, od wszystkich

To chyba najbardziej denerwująca cecha. Dzięki niej możemy zakwalifikować kogoś jako narcyza. Poczucie wyższości przejawia się przez ciągłą krytykę, ocenianie innych, sarkazm i stereotypowe myślenie. Według większości, to właśnie oni są najlepsi, najpiękniejsi i cały świat kręci się w okół nich. Oczywiście będą ci o tym przypominać przez cały boży dzień, nawet jeżeli się nie spotkacie. Jak? Social media będą mu w tym bardzo pomocne. Narcyzi uważają, że to właśnie oni zasługują na ciągłą uwagę i opiekę. Jeżeli przyjdzie ci żyć z przedstawicielem narcystycznego gatunku, musisz być przygotowana na ciągłe zwracanie na siebie uwagi. Bo uczucia i potrzeby innych są średnio ważne. Dlatego też, kiedy im coś nie wychodzi, potrzebują towarzystwa w cierpieniu. Przecież nikt nie może być szczęśliwszy!

Zapytaj, na pewno odpowie

Nawet jeżeli nie zna poprawnej odpowiedzi. Ważne, żeby powiedzieć cokolwiek, co brzmi mądrze. Studenci mają jedno prawo, które działa prawie zawsze – nieważne, co powiesz, byle mówić z przekonaniem, że to prawda. Dla narcyza to chleb powszechni. Nie może przecież przyznać się do tego, że nie zna odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie. Musi przypominać ci, jaki jest mądry, cudowny i wyedukowany. Niezależnie od tego, na jakim etapie edukacji się znajduje. Twoje pytanie jest tylko początkiem rozmowy, a ta może prowadzić prosto do niego. Albo raczej jego wspaniałości. Bez zainteresowania ze strony kogokolwiek, narcyz czuje się po prostu pusty, niezauważony, nieszczęśliwy. A jak już zdążyłyśmy ustalić, jego nieszczęście stanie się twoim. Sposób jest jeden – zadać pytanie i się wyłączyć. Wilk syty i owca cała.

Obietnice

Cecha wspólna wszystkich narcyzów. Nieważne czy chodzi o wypad na miasto czy wspólne życie. I tak nic z tego nie będzie. Pora się przyzwyczaić! Kiedy to ty jesteś środkiem całego wszechświata, życie musi toczyć się po twojemu. Niezależnie od tego, na co wcześniej się zgodziłeś. Przecież wszystko powinno być podporządkowane pod ciebie! Narcyzm powoduje, że ludzie nie dbają o interesy innych, ale tylko o swoje. Oni się nie przywiązują, oni wykorzystują. Niezależnie od tego, jak poważna jest wasza relacja. Tak długo jak wasza umowa nie jest mu potrzebna do szczęścia i spełniania własnych ambicji, nie masz co liczyć na poważne traktowanie. Dlatego ty nie powinnaś traktować poważnie jego obietnic. Dla swojego własnego (nienarcystycznego) dobra.

Będzie dobrze!

Pomimo wszystko, większość narcyzów dba o przestrzeganie ogólnie ustalonych praw i norm. Jasne, może im się zdarzać małe łamanie prawa. Kto z nas choć raz nie przeszedł przez pasy lub zaparkował w niedozwolonym miejscu? Problem pojawia się dopiero w momencie, kiedy to przypadkowe łamanie prawa zamienia się w brak szacunku dla czegokolwiek. Mandat goni mandat, a ludzie patrzą na nich z coraz większym przerażeniem. Co na to narcyz? Wydaje mu się, że wszystko będzie w porządku! I tak żyje, przekonując też do tego innych. Efekt? Komornik na karku z jednej strony, ale z drugiej dostanie życie. Bo przecież wszystko się ułoży. I pewnie się układa. Do momentu, w którym wszystko zaczyna się walić.

Kocha, dba, szanuje

A tak naprawdę nie dba, nie chcę, nie lubi. Bo miłość i szacunek to kategorie zarezerwowane tylko i wyłącznie dla niego. Czy życie z kimś takim może dojść do skutku? Pewnie i tak. Tylko najpierw musisz uzbroić się w anielską cierpliwość. I wiedzieć, że przed tobą naprawdę długa droga. To nie będzie miesiąc miodowy do końca waszych dni, a ciągła walka o uwagę i zmiany. Bo nie da się tak przecież żyć.


źródło: PsychologyToday.com


Sprawdź, kiedy koniecznie powinnaś zbadać poziom cukru we krwi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 sierpnia 2016
Fot. iStock / AzmanJaka
 

Czasem nietrudno przeoczyć lub zignorować z pozoru mało istotne sygnały wysyłane przez organizm. Przyczynę ewentualnych kłopotów zrzucamy na zmęczenie, przepracowanie i stale towarzyszący nam stres. A czasem okazuje się ona o wiele bardziej poważna niż chwilowy spadek energii i sił witalnych. 

Czy wiecie, że w Polsce trzy miliony osób choruje na cukrzycę, a aż milion o tym nie wie? To porażające informacje, dlatego warto wiedzieć, jakie objawy mogą wskazywać kłopoty z tą podstępną chorobą.

Zwróć uwagę na sygnały, które wysyła twój organizm:

Wzmożone pragnienie i oddawanie moczu

Oba objawy pojawiają się, ponieważ komórki organizmu potrzebują glukozy, którą zamieniają w energię. Do tego potrzebna jest insulina. Czasem tak się zdarza, że trzustka produkuje za mało insuliny lub komórki nie chcą się z jej pomocą otworzyć dla glukozy i zaczynają „głodować”. Organizm, broniąc się przed niedożywieniem, uruchamia mechanizmy zwiększające apetyt, ale nawet wtedy glukoza z pożywienia nie wniknie do wnętrza komórek. W tej sytuacji organizm nadmiar glukozy postara się jak najszybciej wydalić wraz z moczem. Najpierw jednak musi ją rozpuścić i stąd zwiększone pragnienie. A im częściej pijemy, tym częściej korzystamy z toalety. Ponieważ tym samym wydalamy płyny, organizm domaga się ich uzupełnienia i pojawia się wzmożone pragnienie. Oddawanie dużych ilości moczu powyżej sześciu razy dziennie i wstawanie w nocy do ubikacji oznacza, że należy zacząć bacznie się obserwować.

Gwałtowny spadek lub wzrost wagi

Chudnięcie to częsty objaw cukrzycy typu 1., występującej przy za małym poziomie insuliny. Nadmiar glukozy i niedobór insuliny powodują zaburzenia metaboliczne. Organizm nie ma dostępu do energii, więc zaczyna korzystać z zapasów z mięśni.

W cukrzycy typu 2. waga spada, gdy poziom glukozy jest bardzo wysoki, a komórki trzustki przestają produkować insulinę. Ale na początku waga może rosnąć, bo po organizmie krąży za dużo insuliny, a ta pobudza apetyt i wspomaga odkładanie się tłuszczu.

Swędząca skóra

To także jeden z objawów mogących wskazywać na cukrzycę. Przesuszona, łuszcząca się skóra, wypryski, wypadanie włosów, źle gojące się rany. Powoduje to wysoki poziom cukru, który uszkadza naczynia, przez co skóra jest niedożywiona.

Wahania nastroju, spadek energii

Gdy w organizmie brak jest paliwa, możesz odczuwać zmęczenie i senność, które mylone są z objawami przepracowania, skutkami stresu i zbyt małej ilości snu.

Obniżona odporność

A co za tym idzie częstsze chorowanie oraz ryzyko ataku grzybicy. Układ odpornościowy przestaje sprawnie funkcjonować przy pozbawionym energii organizmie. Nie broni więc przed patogenami i łatwiej przyplątują się zakażenia i choroby. Podobnie jak w przypadku nawracających grzybic jamy ustnej, dróg rodnych, paznokci u stóp lub zakażenia dolnego odcinka dróg moczowych. Są to wyraźne objawy, że organizm sobie nie radzi z obrona przed drobnoustrojami.

Oczywiście powyżej wymieniono jedynie główne, charakterystyczny objawy występujące w przebiegu cukrzycy. W zależności od cukrzycy typu 1. lub 2., mogą wystąpić z różnym nasileniem również inne symptomy.

źródło: www.hellozdrowie.plwww.poradnikzdrowie.pl


Przechodzone związki. Miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 sierpnia 2016
Przechodzone związki. Miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio
Fot. iStock / BraunS

Cztery lata liceum, trzy lata studiów licencjackich, dwa lata magisterki pięć lat w pierwszym, wspólnym mieszkaniu zaraz po studiach –  wylicza Małgosia. Potem szybka decyzja o ślubie i… wcale nie happy end, ale koniec związku. Ku zdumieniu rodziny i przyjaciół, ślub odwołali na kilka dni przed planowaną ceremonią.

Czy próbowali ratować ten związek? Tak, poszli nawet na terapię dla par, ale bez przekonania, że to coś pomoże. Mimo to, odsuwali od siebie myśl, że ta miłość się skończyła. Bo przecież miało być tak pięknie, mieli już być ze sobą na zawsze, a tu: katastrofa. Serce weszło w konflikt z rozumem.

– To nie chodzi chyba wcale o to, że spędziliśmy ze sobą tyle czasu przed ślubem, że poznaliśmy się lepiej niż niejedno małżeństwo – mówi Gosia. – Nie sądzę też aby „zepsuło” nas to, że nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Ta miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio. To przychodziło stopniowo, powoli ale konsekwentnie oddalaliśmy się od siebie emocjonalnie,  fizycznie będąc cały czas bardzo blisko. Nie wiem nawet, w którym momencie przestałam go kochać. Myślę, że nasze zaręczyny były po prostu próbą ratowania czegoś, co wymykało nam się z rąk.

Poznaliśmy się jako bardzo młode dzieci. Fascynację dwojga nastolatków potraktowaliśmy z punktu jako bazę dla czegoś wielkiego. Znajomości naszych rówieśników rozpadały się,  były przelotne, my trwaliśmy dalej. Dobrze się rozumieliśmy, mieliśmy podobne priorytety, więc trzymaliśmy się razem. A potem to już się jakoś tak potoczyło: jeden kierunek studiów, wspólne wyjazdy , wspólne zainteresowania. Ścieżki zawodowe wybraliśmy różne, ale po pracy wracaliśmy do siebie do wspólnego domu. Na początku tego „dorosłego” życia wszystko układało się świetnie. Było o czym rozmawiać: jego kariera w dużej, międzynarodowej firmie i moje pierwsze kroki w znanym wydawnictwie. W wakacje podróże po Europie, w ciągu roku dobre kino i spotkania z przyjaciółmi, zawsze razem. Dalej jadaliśmy niedzielne obiady u moich rodziców i piliśmy kawę z jego mamą. Żyliśmy, oddychaliśmy, spaliśmy i nawet kochaliśmy się w ten sam, przewidywalny sposób.

W pewnym momencie pochłonęło nas kolekcjonowanie pamiątek z naszych podróży. Kolekcjonowaliśmy je wręcz kompulsywnie, tak jakby miały być gwarancją naszego szczęścia, ale nie zadbaliśmy o to, co najważniejsze – o nasze uczucie. A był wtedy na to najwyższy czas, bo zaczęło gasnąć.

Wracaliśmy do siebie po pracy i bardziej męczyła nas nasza obecność, niż zawodowe obowiązki, a było ich naprawdę sporo. Tak nas to przestraszyło, że zamiast dać sobie trochę przestrzeni, na siłę staraliśmy się być jeszcze bliżej siebie. Wtedy jeszcze mogliśmy to uratować.

Jeśli pytasz mnie dziś czym jest „przechodzony związek” to powiem ci, że to taki układ w którym dwoje ludzi kiedyś coś ze sobą połączyło,  ale nie umieli tego odpowiednio rozwinąć, pielęgnować. Nie potrafili o tę miłość czy też zauroczenie zadbać. Pomylili wygodę, „święty spokój” i poczucie, że ten punkt życiowego programu mają już odhaczony, z prawdziwym sensem miłości. Nie uważam wcale że to dotyczy par, które zbyt długo zwlekały z legalizacją swojej relacji.

Skąd wiedziałam, że to koniec? Długo się przed tym broniłam. Myślę, że świadomość przyszła w dniu, w którym wracałam z pracy i czułam ogromną złość, że on tam będzie. Otwierałam drzwi kluczem i myślałam: „Boże, wcale nie chcę tam być. Wejdę i co mu powiem? Cześć kochanie, jak ci minął dzień? Wcale nie chcę tego słuchać, wcale mnie to nie interesuje…”. Przestraszyłam się. Usiedliśmy na łóżku i powiedziałam: „Zróbmy coś z naszym życiem, zmieńmy coś”. Tydzień później poszliśmy na terapię par, a za następne dwa tygodnie dostałam pierścionek  zaręczynowy. Paweł uklęknął przede mną i zapytał czy zostanę jego żoną, a w moich oczach pojawiły się łzy. Wydaje ci się to normalne, kiedy słyszysz takie pytanie od swojego ukochanego, masz prawo się wzruszyć płakać ze szczęścia. Ale ja płakałam z niepewności. Małżeństwo to dla mnie etap „ostateczy”. Ślub jest rozwiązaniem na całe życie, przypieczętowaniem związku. Mimo to powiedziałam „tak”. W nocy zwymiotowałam z przerażenia i nerwów. Rano powiedziałam Pawłowi, że to grypa żołądkowa. On też się miotał, widziałam to. Na terapii byliśmy może cztery razy, ale zabrakło tam naszej szczerości, zaangażowania. Żałuję tego bardzo, żałuję, że nie porozmawialiśmy szczerze o swoich uczuciach wcześniej.

Przez całe 8 miesięcy próbowaliśmy zagłuszyć nasze sumienia przygotowując się do ślubu, którego wcale nie chcieliśmy. Robiliśmy dobrą minę do złej gry, gdy tymczasem nasz związek przestawał przypominać relację między kobietą a mężczyzną.  Schudłam, wszyscy myśleli, że przejmuję się ceremonią.  A ja żyłam w przeświadczeniu, że wyjdę za mąż za mężczyznę, którego nie kocham. Wiedziałam, że nie będę szczęśliwa. Dodatkowo w pracy pojawił się facet, który zaczął niebezpieczne zaprzątać mój umysł. To wszystko nie tak miało być!

Dwa tygodnie przed ślubem żarty się skończyły. Nie byłam w stanie jeść, codziennie wymiotowałam z nerwów, przestałam rozmawiać z przyjaciółką. 3 dni przed ceremonią Paweł wziął mnie za rękę i powiedział, że nie możemy tego zrobić. Że on bardzo nie chce mnie zranić, ale mówi mi to bo widzi, że i ja się męczę w tym układzie. Popłakałam się – tym razem ze szczęścia. Przegadaliśmy całą noc, pierwszy raz szczerze. Nie mogłam uwierzyć, że zabrnęliśmy w to wszystko tak daleko. Rano Paweł spakował walizkę i wyszedł. Wynajął pokój, potem mieszkanie. Kontakt mamy sporadyczny, ale serdeczny. Nikt tu nie chciał nikogo skrzywdzić, a raczej uratować.

Największy problem z zaakceptowaniem tego, co się stało mieli nasi rodzice i przyjaciele. „No jak to – słyszałam – przecież tak świetnie do siebie pasowaliście, nigdy się nie kłóciliście, nigdy nie mieliście kryzysu…”. Nie kłóciliśmy się, bo po prostu nam nie zależało, taka jest prawda o naszym związku.

Dziś jestem sama. Paweł spotyka się z kimś myślę, że jest szczęśliwy, a na pewno bardzo zaangażowany. Ale nie spieszy się z poważnymi decyzjami.


 

7 cech „przechodzonego” związku

  1. Żyjecie „obok” siebie, a nie razem.
  2. Partner zaczyna wzbudzać w tobie nieuzasadnioną agresję i zniecierpliwienie.
  3. 3.Masz poczucie, że na ten związek jesteś po prostu skazana, że nic dobrego cię już w miłości nie czeka.
  4. Izolacja – więcej czasu spędzasz samotnie niż z nim i dobrze ci z tym.
  5. Masz symptomy fizyczne: bóle głowy, brzucha, tracisz apetyt. Twój organizm wysyła sygnały, że czujesz się źle psychicznie.
  6. Odczuwasz chroniczne zmęczenie nim, jego obecnością, snuciem wspólnyc planów.
  7. Odczuwasz paniczny strach na myśl o formalizacji tego związku.


Zobacz także

Zakończona przyjaźń boli bardziej niż zakończony związek

Marylin Monroe – dziewczyna, która umiała być szczęśliwa nawet wtedy, gdy była smutna

„Chcę byś wiedział, że jesteś dla mnie wszystkim, cudem nad cudami”. Akcja „List do dziecka”