Wracam do domu, staję się dzieckiem i wierzę, że ono w nas nie zginie do momentu, aż sami go z siebie nie przegonimy…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
14 grudnia 2016
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm

Jest 5 rano, a z łóżka wygania cię wycie budzika. Wstajesz, bo musisz. Musisz zrobić śniadanie dzieciom, zadbać o to, żeby mąż nie poszedł do pracy bez kanapek lub głodny, zrobić wszystko, żeby nie ubrał wymiętej koszuli. Sprawdzić czy domownicy wszystko mają, czy nikt niczego nie zapomniał. Nakarmić koty, psy i inne kanarki. I przypilnować,  żeby nikt się nie spóźnił. Wtedy ty możesz w końcu biegiem wziąć prysznic, w przelocie połknąć kawałek kanapki i  błyskawicznie posprzątać. Przygotować wstępny plan z pomysłem  na obiad i lecieć na miejski, bo praca czeka.

Tam  zapieprzasz kilka godzin, usiłując jednocześnie nie zapomnieć o rachunku za prąd i za gaz, o nowych butach dla córki, bo rano zauważyłaś dziurę i o wywiadówce u syna. Mąż – jeśli masz szczęście takiego posiadać – piszę ci, że jest już wykończony tą pracą, ciągłą bieganiną i nerwowym życiem.  A tobie chcę  się wyć i rzygać jednocześnie, bo nagle uświadamiasz sobie, dlaczego z taką zazdrością patrzysz na biegające za oknem dzieciaki. I, że gdybyś dostała na moment czarodziejską różdżkę, nie zawahałabyś się nawet chwilę. Po prostu byś to zrobiła. W oka mgnieniu obudziłabyś się po raz kolejny. Nie wstrętnym budzikiem tylko łagodnym: – Co zjesz na śniadanie księżniczko? I patrząc w lusterko widziałabyś uśmiechniętą, wypoczętą buzię. Twarz szczęśliwego, niczym nie obarczonego dziecka.

Nas tak zawsze gna do tej dorosłości. Pewnie przez to, że kojarzy nam się z możliwością wejścia do wszystkich dyskotek, powrotami nad ranem i zakupem alkoholu bez większych kombinacji. I, że do pracy pójdziemy i będzie fajnie, bo kasa co miesiąc na konto. I zawsze też powtarzamy sobie, że to niczego w nas nie zmieni, bo nadal będziemy beztroscy, uśmiechnięci, pełni sił i optymizmu. I przychodzi to zderzenie, kiedy okazuje się, że zmienia się bardzo wiele, że zmienia się wszystko.

Bo dościga nas brutalna prawda, zwana rzeczywistością, że bycie dorosłym to przede wszystkim odpowiedzialność. Nie możesz sobie nie wstać i nie iść do roboty, bo odetną ci ogrzewanie albo zwyczajnie wywalą na bruk. Tak, dokładnie tak i nikt się nie będzie tym przejmował i nad tobą rozczulał. Bo życie, którego tak bardzo chciałeś, to samo, którym nie raz się odgrażałeś, że jak skończysz 18 lat, daje w kość. I nie kończy się na cwanym kupowaniu fajek, bo w kieszeni od dawna masz dowód osobisty. Tylko na ciągłym dźwiganiu ciężarów macierzyństwa, utrzymania domu, strachu o pracę i zdrowie najbliższych.

Nagle  zatrzymujesz się gdzieś w połowie drogi i uświadamiasz sobie, że już nie chcesz, że już nie masz kompletnie sił ani chęci, że robisz to wszystko, bo nie masz wyjścia. Bo już dawno dorosłaś, bo przestałaś być dzieckiem, bo już nie możesz się rozpłakać w ramionach mamy, która wszystko za ciebie załatwi. A kto ci tak powiedział? Przecież podobno dziećmi jesteśmy zawsze, dopóki żyją nasi rodzice, a nasz tyłek mieści się w osiedlowej huśtawce.

„Mam 38 lat, prawie dorosłe dzieci, niełatwe jak większość życie. Dlatego czasami pakuję kilka rzeczy i wracam. Wracam tam, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie na ścianach nadal wiszą moje ulubione plakaty, a w rogu stoi  biurko z wyrytym cyrklem „Kocham cię Maciek”. Gdzie nikt mi niczego nie każe, niczego nie wymaga. Pozwala zawinąć kołdrę na głowę i spać od jednego zmierzchu aż do kolejnego. I gdzie mogę płakać wiedząc, że nikt o nic nie będzie wypytywał, nie będzie głupio-mądrze radził, oceniał i stawiał do pionu.

Wracam tam, gdzie dostanę kubek gorącego kakao i naleśnika z jabłkami, gdzie poczciwy ojciec pozwoli się w siebie wtulić i pogłaszcze po głowie. Gdzie mogę powiedzieć: „Mamuś wiesz, nie daję rady” i nie usłyszę, że takie jest życie, że sama tak chciałam, że mogłam się zastanowić. Tylko zobaczę lekki uśmiech i usłyszę, czy nie chcę posiedzieć w ogrodzie, ot tak, żeby zmarnować trochę czasu.

Gdzieś, gdzie mogę śmiać się głośno z głupich dowcipów i nikt nie będzie pukał się w czoło, bo tak nie wypada babie, takiej jak ja. Gdzieś, gdzie bez magicznej kuli i innych zaklęć znowu mogę być beztroskim dzieciakiem, który nic nie musi. Nic oprócz tego, żeby po prostu był i cieszył rodziców swoją obecnością. I w głębokim poważaniu mam co, kto o tym myśli, że gada za plecami, że uciekam, że chowam się przed odpowiedzialnością. Bo nawet jeśli tak jest, to robię to właśnie po to, żeby tę odpowiedzialność za swoje już dorosłe życie, mieć znowu siłę podnosić i taszczyć przez resztę lat.

Wracam do domu, staję się dzieckiem i wierzę, że ono w nas nie zginie, do momentu, aż sami go z siebie nie przegonimy. A po co? Skoro potrzeba powrotów to właśnie znak, że ten dzieciak cały czas w nas jest i nie chce, by o nim zapomniano. Dlatego od czasu do czasu wsadzam tyłek w huśtawkę, zakładam dwie inne skarpetki. Zasypiam nad ranem i budzę się koło wieczora, wychodzę z domu w rozciągniętym dresie i różowo-cukierkowych trampkach. Jestem dzieciakiem po to, żeby być dobrym dorosłym. Inaczej nic nie będzie działać, jak należy. I wracam. Jak najczęściej wracam w ramiona mamy, i kładę głowę na kolanach taty. A świat oglądam z perspektywy ogromnego, czerwonego lizaka na drewnianym patyku.

Mieszkanie, kłopoty finansowe, rozwody, choroby i śmierć, odpowiedzialność za drugie życie. Doprowadzający do szału szef, obrabiająca dupę sąsiadką, telefon ze szkoły, bo twój syn znowu nawywijał, donos od przyjaciółki, że mąż cię zdradza.  Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo każdy wie, jak wygląda to nasze wyglądane z niecierpliwością, samodzielne życie. A czasem wystarczy wrócić tam, skąd się kiedyś wyjechało z walizeczką z napisem „moja dorosłość”. Kupić paczkę herbatników i oranżadę z bąbelkami. Usiąść na starym, zardzewiałym trzepaku i rozejrzeć się wokół. I dostrzec, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nic, jeśli nie pochowasz dzieciaka, który powinien być w tobie na zawsze. Nie wierzysz? A próbowałeś…?


Nieuleczalnie chory chłopiec umiera w ramionach Mikołaja. „I powiedz tam, w niebie, że jesteś moim najważniejszym elfem”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 grudnia 2016
Fot.  Screen z YouTubeUSA TODAY
Fot. Screen z YouTubeUSA TODAY

Historie o Mikołajach i małych chłopcach są zazwyczaj radosne. Ta z pewnością taka nie jest. Ale na pewno jest opowieścią o dziecięcym bohaterze, o kimś wspaniałym i odważnym. O prawdziwym Mikołaju.

Ten Mikołaj pomógł pewnemu pięciolatkowi umrzeć bez lęku, w poczuciu bezpieczeństwa i miłości.

Kiedy zadzwonił telefon ze szpitala, Eric Schmitt-Matzen, 60- letni inżynier i mechanik, nie sądził, że tym razem stanie przed tak trudnym wyzwaniem. Rolę Mikołaja odgrywał już wiele razy.

Pielęgniarka pospieszyła go – sprawa jest pilna, dziecko umiera. Jego marzeniem jest zobaczyć Mikołaja.

W ciągu 15 minut Eric dotarł na miejsce. Rodzinie chłopca powiedział, że nie powinni teraz płakać, jego wizyta musi być jak najbardziej radosna. To dlatego nie weszli z nim do sali, w której leżał chłopiec. Patrzyli przez szybę, jak dziecko powoli odchodzi.

Eric wręczył maluchowi prezent. Dziecko było tak słabe, że z trudem udało mu się go rozpakować. Ale uśmiechnęło się na widok zabawki. Potem powiedziało: – „Mówią, że umrę”. Ponieważ chłopiec bardzo bał się tego, co stanie się z nim po śmierci, Eric powiedział:  – Kiedy już dotrzesz do nieba, powiedz im, że jesteś najważniejszym elfem świętego Mikołaja. Jestem pewny, że wtedy cię wpuszczą”. Dziecko uspokoiło się.

Na koniec chłopiec spytał:-„ Mikołaju, czy możesz mi pomóc?”. I objął mężczyznę resztką sił. Chwilę potem umarł. Eric trzymał go w ramionach i tulił do siebie do samego końca. A potem podał zrozpaczonej matce.

Po całym wydarzeniu Schmitt-Matzen dochodził do siebie ponad tydzień. Obawiał się, że już nigdy nie będzie w stanie wystąpić w roli Mikołaja. Na szczęście uświadomił sobie, jak bardzo potrzebny jest innym.


 

Źródło: bbc.com


Konkurs „Jakim kolorem jesteś?”

Redakcja
Redakcja
14 grudnia 2016
Fot. iStock / Merydolla
Fot. iStock / Merydolla

Jakim kolorem jesteś? A jaki wybrałabyś dla swojej skóry? Kojący fiolet, zieloną energię czy różową łagodność… Bawcie się kolorem na co dzień w waszych garderobach i łazienkach!  Bo piękno, ma swój  zapach i kolor, jest aksamitne w dotyku i nie znosi udawania.

Poznajcie naturalne i wyjątkowo kobiece kosmetyki Vianek, znajdźcie swój kolor i weźcie udział w naszej zabawie.

Zasady:

  1. Aby wziąć udział w Konkursie, należy przesłać odpowiedź na pytanie konkursowe. W komentarzu do tego artykułu: „Wybierz kosmetyki odpowiednie dla siebie z oferty vianek.pl i napisz, dlaczego wybierasz właśnie ten kolor?”.
  2. Za moment dokonania zgłoszenia Konkursowego w sposób określony w ust. 1 uważa się moment, w którym zgłoszenie zostanie zapisane na serwerze platformy do komentowania.
  3. Jedna osoba może przesłać tylko jedną  odpowiedź. W przypadku udzielenia większej liczby odpowiedzi Organizator weźmie pod uwagę pod czas rozstrzygania konkursu pierwszy zapisany komentarz.

Zadanie konkursowe:

„Wybierz kosmetyki odpowiednie dla siebie z oferty vianek.pl i napisz, dlaczego wybierasz właśnie ten kolor?”.

Nagrody:

 3 x zestaw kosmetyków VIANEK, składający się z:
– Odżywczy żel pod prysznic,
– Odżywczy olejek do ciała,
– Odżywczo-wygładzający peeling do ciała
Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

sylveco art_038

VIANEK to polska marka kosmetyków naturalnych, przeznaczona na rynek masowy. Dedykowana kobietom w każdym wieku, o zróżnicowanych potrzebach pielęgnacyjnych, a jednocześnie wymagających. Połączenie starannie dobranych składników, urzekających zapachów i oryginalnego zdobnictwa opakowań, tworzy wyjątkowy przekaz marki. VIANEK to kosmetyki naturalne, będące odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie rynku i zainteresowanie, nie tylko świadomych konsumentek.

VIANEK w pierwszym kontakcie przyciąga wzrok. Opakowania zdobią niepowtarzalne wzory zalipiańskie, malowane z pasji i poszanowania polskiej tradycji,wywodzącej się z XIX wieku.

VIANEK to bezpieczny, naturalny skład. Przyjazne skórze produkty zapewniają łagodną pielęgnację, a nowatorskie receptury gwarantują zadowalające efekty stosowania.

Inspirowany dziewiczym, naturalnym pięknem, pomaga każdej kobiecie identyfikować jej własne potrzeby i wybierać najlepsze kosmetyki. Wybrane produkty są dobierane z poszczególnych serii, zgodnie z przeznaczeniem i konkretnym, ukierunkowanym działaniem.

Niepowtarzalne kosmetyki naturalne, zawierające ekstrakty polskich kwiatów i ziół, pochodzących z upraw ekologicznych. Ich zapachy to czyste, owocowe szaleństwo: malina, czerwona porzeczka, gruszka, jabłko, wiśnia, brzoskwinia.

Produkty nie są testowane na zwierzętach, nie stosuje też żadnych substancji pochodzących z martwych zwierząt.

Zioła, które wykorzystujemy do produkcji, pochodzą z upraw ekologicznych, z terenów czystego Podlasia (Dary Natury).

Konkurs trwa  od 14.12.2016 do 27.12.2016. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na stronie internetowej Oh!me do dnia 04.01.2017 roku.

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.


Zobacz także

Fot.  Screen z Instagrama / Lurehsu

Zgadnijcie, ile mają lat i jaki jest sekret ich tak młodego wyglądu!

Fot. iStock/shironosov

Jaki zapach ma twoja miłość? Akcja „Pokaż, jak kochasz”

Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain

10 pomocnych trików przy robieniu manicure, czyli kobieta z pazurem. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #14 [04.05.]