Woda, smartfon, buty – co je łączy? Kosztują więcej niż powinny! Co się kryje za ceną produktu?

Redakcja
Redakcja
15 czerwca 2018
Fot.iStock / Eva-Katalin
Następny

Co kryje się w cenach produktów, które kupuje niemal każdy z nas? Niestety, w wielu przypadkach odpowiedź to: marketingowe sztuczki i żądza zysku. Portal Picodi wziął pod lupę siedem popularnych produktów, by dokładnie przyjrzeć się ich cenom i prześledzić drogę, jaką przebywają, nim trafią na sklepowe półki.

W cyklu Prawdziwa cena produktu portal Picodi przyjrzał się cenom wody w butelce, smartfona, butów, perfum, benzyny, wina i jeansów. To produkty, które kupuje niemal każdy z nas. Serwis sprawdził, ile rzeczywiście kosztuje ich produkcja i jak duża część wydawanych przez nas pieniędzy idzie prosto do producentów i sprzedawców.

Zobacz, za co naprawdę płacisz…
Czytaj dalej na następnej stronie

Tylko akceptując swój ból, możesz poczuć się prawdziwie szczęśliwa. Siedem powodów, dla których warto to zrobić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 czerwca 2018
Fot. iStock/BalazsKovacs
Fot. iStock/BalazsKovacs
 

Nikt z nas nie lubi cierpieć, czuć bólu. Robimy wszystko, bo udawać, że go nie ma, by o nim zapomnieć. Gdy ktoś nas zrani, zrzucamy się w wir innych, nowych relacji, gdy kogoś stracimy, szukamy zajęć, by wypełnić czas pustki, by nie myśleć. 

Wydaje się nam, że cierpienie obecne w naszym życiu, nigdy nie uczyni nas szczęśliwymi. Tyle tylko, że nie znajdziemy szczęścia w rzeczach, które nie wywołują w nas emocji, znajdziemy je w zrozumieniu siebie, swoich uczuć.

To, że ból jest niewygodny, nie oznacza, że ​​nie jest ważny. Uczymy się w bólu i rośniemy w nim. Ból zawsze będzie obecny w naszym życiu bez względu na to, jak bardzo będziemy się starać go uniknąć. Jest on jednak niezwykle potrzebny, by w końcu móc poczuć szczęście.

Oto siedem powodów, dla których naprawdę musisz zaakceptować ból, jeśli chcesz być prawdziwie szczęśliwy.

Ból pomaga tworzyć więzi

Kiedy znajdujemy ludzi, którzy przeszli przez to samo, co my, budujemy z nimi głębszą relację. Ból pomaga nam związać się z ludźmi, z którymi normalnie być może nigdy byśmy się nie spotkali.

Ból sprawia, że ​​jesteś bardziej świadomy

Kiedy cierpisz, masz świadomość tego, co się dzieje w twoim życiu. Jeśli coś cię rani, wiesz, że potrzebujesz zmiany. To, czy jej dokonasz zależy już tylko i wyłącznie od ciebie.

Ból uczy nagradzania się

Wiemy, że ból nie jest niczym przyjemnym, jednak kiedy go przejdziemy, zaczynamy siebie bardziej nagradzać. Doświadczenia, które zbieramy, pomagają nam budować siebie, choć czasami konieczne jest zatrzymanie się i zrobienie sobie przerwy.

Ból każe nam widzieć wartości z innej perspektywy

Ból naprawdę pomaga lepiej zrozumieć, co jest dla ciebie ważne. Jeśli cierpisz przez swojego partnera, wiesz, że większą wartością jest dla ciebie szczęśliwy związek – tę perspektywę można odnieść do różnych części życia.

Ból pomaga lepiej zrozumieć przyjemność

Jeśli nie wiesz, co to ból, nie będziesz wiedzieć, czym jest przyjemność. Nie możesz mieć jednego bez drugiego.

Przejście przez ból daje szczęście

Kiedy zmagamy się z czymś, co naprawdę boli, ostatecznie zwiększamy poczucie własnego szczęścia. Po tym, co przeszliśmy, jesteśmy bardziej pozytywnie nastawieni do życia.

Ból jest szansą na rozwój

Każda bolesna rzecz, którą napotykamy w naszym życiu, jest dla nas lekcją. Im więcej doświadczamy, tym bardziej się rozwijamy. Życie nie jest tak proste, jak byśmy sobie życzyli.


źródło: awarenessact.com


„Dzień po tym, kiedy mnie nie już nie będzie”. List dziewczyny, która nie popełniła samobójstwa

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 czerwca 2018
Fot. istock/franckreporter
Fot. istock/franckreporter

Nie uwierzysz w to, ale jutro twoje życie zmieni się bezpowrotnie. Tuż przed południem, dokładnie wtedy, kiedy u sąsiadki pierwszego piętra w radiu zabrzmią kroki hejnalisty z Wieży Mariackiej, ty dokonasz życiowego wyboru – czy powinnaś żyć, czy umrzeć. W ciągu tych kilku porannych, krytycznych, przepełnionych lękiem godzin będziesz ważyć swoje życie, przypominać sobie wszystkie głupie rzeczy, które zrobiłaś, analizować aktualną sytuację i przyszłość, której ma nie być. Na podstawie tych wszystkich myślisz stwierdzisz szybko, że jesteś porażką. Nikt nie chciałby tego, co masz do zaoferowania, twoje życie jest bezwartościowe. Teraz sprawa będzie już łatwa – zadecydowałaś, że nie chcesz żyć i nic już nie będzie takie samo.

W tym momencie uspokoisz się na trochę. Twój oddech się wyrówna, będziesz działać jak maszyna. Zadzwonisz do brata, bo jest ci najbliższy. Nie powiesz mu co zamierzasz zrobić, tylko poprosisz, żeby zajrzał w weekend do mamy. Na pytanie: „Wszystko w porządku”, odpowiesz uspokajająco. Kochasz go, nie chcesz go martwić. Uśmiejesz się z historii, którą ci opowie, tylko po to, żeby dać mu złudne wrażenie, że się „trzymasz”. Trzymasz się do cholery, jesteś bardziej dzielna niż kiedykolwiek wcześniej. Jesteś zaje*iście odważna. Nikt ci nie będzie mówił, że jest inaczej. Nikt nie wie, co przeżywasz, jaką drogę przeszłaś, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś teraz. I, tak nawiasem mówiąc, jesteś tu sama.

Potem nadejdzie trudny moment. Przypomną ci się wszystkie artykuły, które przeczytałaś w Internecie. O tym, że samobójcy to egoiści, że nie liczą się z uczuciami innych, z tym, że ich krzywdzą, że odchodząc zostawiają ich w rozpaczy. Pomyślisz, że to może prawda, że twój brat będzie cierpiał. Ale szybko odpędzisz tę myśl. Niech cię nie rozprasza, niech cię nie odwodzi od twojego celu, tego najważniejszego. Nie chcesz już być, czuć, nie-czuć, analizować. Jesteś już za bardzo zmęczona. Masz tego dosyć. Nie widzisz innego rozwiązania.

Przypomina ci sie, że nie poprosiłaś brata o jedną rzeczy, więc wybierasz szybko jego numer. Bardzo szybko, bo czujesz, że przestajesz być odważna. Nagle boisz się momentu, w którym usłyszysz jego głos. Raz, dwa, trzy… W myślach liczysz by się upokoić. Odbiera, bierzesz głęboki oddech, rzeczowo tłumaszysz sowja prośbę. Niby wszystko OK, ale nagle popełniasz błąd. Stajesz się bardzo emocjonalna. Nie umiesz nic na to poradzić, emocje są teraz jak kula śnieżna. Serce bije ci coraz mocniej, oczy zachodzą jakąś dziwną mgłą. Twój głos zdławią łzy. I onn to usłyszy. Przestraszysz się, rozłączysz się szybko. Nie odbierzesz kolejnych połączeń, zignorujesz SMS-y i błagalne wiadomości na Messengerze. Nie, nie, nie, nie. Nie teraz.

W ciągu następnych 45 minut będziesz planować ostatnie chwile. Została ci godzina. Tabletki przygotowałaś już wcześniej, nie oszukujmy się, myślałaś o tym miesiącami. Dlaczego ten cholerny telefon ciągle dzwoni?

Nie, nie rób tego. Nie odsłuchuj jego wiadomości. Nie odbieraj! Jeśli odbierzesz, przegrasz. Przegrywasz. Poddajesz się. Jego głos brzmi tak, jakbyś wracała do domu z dalekiej podróży. Jak nigdy wcześniej w życiu, słuchasz dokładnie tego, co ma ci do powiedzenia starszy brat. A on mówi tylko, że twój obecny stan to tylko chwila, którą musisz przetrwać, aby wygrać swoją szansę na przeżycie. Nadal nie pragniesz żyć, być. Ale oto czujesz, że jesteś już „po drugiej stronie”. Że wstaniesz jutro i zaparzysz kawę.

Ale teraz jest jeszcze dzisiaj. Twoje myśli powoli zmienią się z desperacji, klęski i rozpaczy w poczucie, że wszystko może się potoczyć lepiej.

Dwa tygodnie później trafisz na terapię. Podejmiesz walkę o samą siebie. Myśli o „tym” nie znikną. Tylko ty nauczysz się z nimi żyć, nie robiąc sobie krzywdy. I napiszesz list, dzień po tym, kiedy cię już nie będzie.

 


Zobacz także

Fot. iStock/praetorianphoto

5 sygnałów, które wskazują, że wywierasz na siebie zbyt dużą presję

Fot. iStock/Vizerskaya

Co oznaczają marzenia senne, zdaniem psychologów i naukowców?

Fot. Print Screen z Instagrama/davidbeckham

David Beckham został zalany falą hejtu. Wszystko przez jedno zdjęcie z córką, w którym internauci doszukują się podtekstów seksualnych