Więź między matką a córką jest najsilniejsza – potwierdzają naukowcy. Tylko one są w stanie zrozumieć swoje emocje

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 stycznia 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

Dziwisz się, że to właśnie ona potrafi najlepiej wyczuć, że „coś jest nie tak”? Zastanawia cię, jak to się dzieje, że zawsze wyczuwa twoje nastroje? To już potwierdzone oficjalnie: więź pomiędzy matką a córką jest najsilniejsza. Jeśli więc kiedykolwiek czułaś, że zaczynasz „być taka jak ona”, nie uciekaj przed tym za bardzo :).

W badaniu przeprowadzonym w celu ustalenia, dlaczego depresja i inne zaburzenia nastroju wydają się być często dziedziczone po matkach przez ich córki, naukowcy odkryli, że matka i córka mają podobnie zbudowaną tę część mózgu, która reguluje emocje. Co ciekawe, nie zaobserwowano takiego samego podobieństwa w budowie mózgów synów i ojców.  Oznacza to, że kobiety są bardziej skłonne rozumieć i odnosić się do emocji swoich matek niż ktokolwiek inny i na odwrót.

Następnym razem, gdy będziesz miała ciężki dzień, możesz zadzwonić do tej, który (prawdopodobnie!) najlepiej rozumie, przez co przechodzisz. A jeśli kiedykolwiek czułeś, że zamieniasz się w matkę, teraz masz usprawiedliwienie naukowe. I przymknij proszę oko na to, co cię w niej drażni. Świadomość, że na świecie jest ktoś, kto rozumie to, co czujesz jest bezcenna, prawda?


Na podstawie: womansday.com

 


Nie ma takiego wagonika, którego nie da się odczepić. Tak, ja też dałabym sobie za niego uciąć rękę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
9 stycznia 2018
Fot. iStock/domoyega
Fot. iStock/domoyega
 

Nigdy nie uważałam siebie za jakieś bóstwo, choć wielokrotnie słyszałam, że jestem atrakcyjną kobietą i na brak zainteresowania ze strony facetów narzekać nie mogłam. Nieszczególnie mnie to jednak interesowało, bo miałam to szczęście, że byłam szaleńczo zakochana. I to zakochana w mężczyźnie, który na każdym kroku zapewniał mnie o swojej miłości.  Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że żyję z człowiekiem, któremu miłość w zdradzie nie przeszkadza. 

Kobiety często popadają w skrajności. Wiem, bo sama w ten sposób żyłam. Jedne bezgranicznie ufają, drugie są zaborcze, podejrzliwe i na każdym kroku inwigilują. Zawsze bawiły mnie też histeryczki, które potrafiły z fajnych facetów zrobić ciamajdy. Te, które narzucały swoje warunki, ograniczały mężowi kontakty z kolegami, sprawdzały portfel, wyciąg z banku, połączenia i wiadomości w telefonie. Byłam ponad tym i z zażenowaniem słuchałam opowieści koleżanek. Śmiałam się z rozterek typu: „A co, jeśli spodoba mu się inna kobieta?”.

Było mi tych kobiet najzwyczajniej w świecie żal, bo wiedziałam, że ich niepewność wynika z kilku powodów. Przede wszystkim nie były szczęśliwe w swoich związkach, skoro miały czas i siły na takie dywagacje. Gdyby każdy dzień u boku wymarzonego faceta sprawiała im radość i dodawała chęci do życia, nie zastanawiałyby się nad tym, czy inna może zawrócić mu w głowie.

Po drugie, nie wierzyły w intencje partnera. No bo jak można kogoś kochać i mu nie ufać? Sprawdzać, kontrolować, podejrzewać i rzucać oskarżenia? Powinno przecież być kompletnie na odwrót. Kobieta, która jest przekonana o miłości mężczyzny wie, że wszystko co on robi, robi z myślą o tym, by ją uszczęśliwić.

A po trzecie (i co wydaje mi się być kluczowe), wszystkim tym kobietom brakuje pewności siebie. Bo jeśli czujesz się atrakcyjną, mądrą, fajną i wartościową kobietą, nawet przez myśl ci nie przejdzie, że facet może zainteresować się inną. I nie mówię wcale o żonie-służącej, która nadskakuje mężowi i tańczy jak jej zagra. Mówię o pewnych siebie kobietach, które wiedzą, co dają partnerowi i wiedzą, czego od niego oczekują.

O, taka byłam mądra. W sumie nie dziwne, że los ze mnie zadrwił.

Jest taki dowcip (?) o mężu, który wraca kompletnie pijany do domu. Kładzie się w ubraniu do łóżka, a troskliwa małżonka zaczyna go rozbierać. Zdejmuje buty, rozpina koszulę, a wtedy on zrywa się na równe nogi i mówi: „Zostaw mnie, ty szm*ato, mam żonę”. Haha, hihi. Urocze. Wypisz-wymaluj mój mąż.

Aż tu nagle, zwykłego, marcowego popołudnia otworzyłam laptopa, z którego on korzysta. Musiałam, bo mój od rana się zawieszał. I wtedy pierwszy raz poczułam ten zimny pot na plecach, o którym wspominały moje koleżanki. Ponieważ musiał szybko zamknąć komputer, po włączeniu przeglądarki wyświetlił mi się komunikat, czy przywrócić wszystkie otwarte wcześniej zakładki. Z rozpędu potwierdziłam, bo i u siebie zawsze tak robię.

Facebook, bank, kontakt do najbliższego wulkanizatora, popularny serwis informacyjny. Odpaliłam kolejne okno i zaczęłam pracować. Nie dawało mi jednak spokoju pikanie messengera, więc postanowiłam wylogować go z Facebooka na czas mojej pracy. Zamarłam, gdy otworzyłam tę zakładkę.

Dokładnie pamiętam, jak zesztywniało całe moje ciało. Jak zaczęło kołatać serce. Jak po plecach ciekł mi zimny pot, ręce zaczęły się trząść, a przed oczami pojawiły mi się mroczki. To był grom z jasnego nieba.

Zadziałałam instynktownie – drżącą ręką zaczęłam przewijać konwersację.

Ostatnia wiadomość minutę temu. Pierwsza? 8 miesięcy temu.

Przebrnęłam przez ich wirtualny seks, obietnice, że mnie zostawi, narzekanie jaka jestem leniwa, wspomnienia intymnych spotkań, snucie planów na przyszłość, zabawne historie, śmieszne filmiki. Obejrzałam zdjęcia, które wryły mi się w pamięć i przeczytałam komplementy, które i ja każdego dnia słyszałam. Nie znałam jej, ale z jednej z pierwszych rozmów wywnioskowałam, że zatrudniła się w jego firmie.

Najbardziej jednak utkwiła mi w pamięci jedna rzecz. Zdanie, które napisała po miesiącu wymiany korespondencji, gdy już otwarcie zaczęła proponować randkę, a mój mąż się opierał. „Nie ma takiego wagonika, którego się nie da odczepić”.

Do wszystkiego się przyznał i tu nasza wspólna, bajkowa historia się kończy. Związał się z nią, ale nie wiem, czy znowu oszukuje i zdradza, całując tym razem ją każdego dnia o poranku i zapewniając o swojej miłości.

Wiem natomiast, jak potężną krzywdę mi wyrządził. Bo to, że zdeptał moje poczucie własnej wartości, że zniszczył wszystko to, co nas łączyło, to jedna sprawa. Najgorsze jest to, że nigdy już nie zaznam tej beztroski, wynikającej z poczucia bezpieczeństwa. Bo najzwyczajniej w świecie nigdy już nie zaufam żadnemu mężczyźnie. A kiedyś dałabym sobie rękę uciąć.

Ty też?

Nie ma takiego wagonika, którego się nie da odczepić. I nie ma takiej kobiety, która może spać spokojnie.


Nowy rok, stara ty? Aż 90% osób rzuca siłownię po 3 miesiącach. Oto sposoby na wytrwanie w postanowieniu

Redakcja
Redakcja
9 stycznia 2018
Fot. iStock/skynesher
Fot. iStock/skynesher

Marzysz o jędrnej, umięśnionej sylwetce? Wiesz więc, że bez systematycznych ćwiczeń i zmiany stylu życia na zdrowszy, po prostu się nie da tego osiągnąć. Zmotywowana i świadom tego, co cię czeka, biegniesz po karnet do siłowni, kupujesz odpowiedni strój i zwarta i gotowa rozpoczynasz ciąg ćwiczeń. Do czasu.

Po kilku miesiącach (jak ci się uda wytrwać) spoglądasz na swój strój w szafie, przypominasz sobie, że karnet oddałaś koleżance i pozostało ci jedynie tęsknie wzdychać za swoimi marzeniami. Coś poszło nie tak, tylko co?

90% osób rzuca siłownię po 3 miesiącach

Możesz się pocieszyć, że nie jesteś sama. Ba! Ty po prostu „solidaryzujesz się” z większością społeczeństwa, które nie wytrzymuje rygoru treningów lub cierpi z powodu słomianego zapału lub zbyt niskiej motywacji. Styczeń to miesiąc energii na siłowniach. Tłumy walą drzwiami i oknami, bo noworoczne postanowienia zobowiązują do podjęcia próby ich realizacji. Niestety tylko na próbach u większości się kończy, bo siłownia wymaga prawdziwego zaangażowania. Jeśli należysz do tej grupy, wykorzystaj 3 wskazówki, które pomogą ci pozostać niezłomną przez najbliższe miesiące.

3 sposoby, które pomogą ci wytrwać na siłowni

1. Rozsądnie ustal cel

Nie zakładaj, że od razu uzyskasz figurę z marzeń. Zacznij od naprawdę małego celu, bo wytyczanie dużych celów tylko na dłuższą metę będzie frustrujące. Cele powinny być konkretne, mierzalne, osiągalne, realistyczne i określone w czasie.  Przeczytaj o tym na forach, zapytaj trenera i następnie ustal, co dla ciebie jest najlepsze. Zmieniaj jedno zachowanie na raz. I tak krok po kroku do pełnego sukcesu.

2. Zapewnij sobie wsparcie

Podziel się swoimi planami z przyjaciółką, siostra, mężem, niech cię wspierają. Zaangażuj do ćwiczeń drugą osobę, byście razem ćwiczyły i motywowały się wzajemnie. Powieś zapisana na kartce w widocznym miejscu swoje postanowienie, szybciej weźmiesz za nie odpowiedzialność.

3. Naucz się radzić z niepowodzeniami 

Przyjmij do wiadomości, że ćwiczenia nie zawsze będą pasmem sukcesów. Nastaw się na to, że waga może nie spadać jakbyś tego chciała, zakwasy dadzą ci mocno w kość, a osiągnięcia nie będą specjalnie spektakularne na sam początek. Porażki są wpisane w działania i umiejętność radzenia sobie z nimi ułatwia zadanie. Zaakceptuj to, a łatwiej się podniesiesz i pójdziesz dalej.


 

źródło: www.lifehack.org


Zobacz także

Fot. iStock/Imgorthand

9 rzeczy, których uczysz swoje dzieci, kiedy dajesz im klapsa

O szczepieniach

Wszyscy chcielibyśmy być bardziej zdyscyplinowani. Badania pokazują, że osobom z wysoką samokontrolą częściej udaje się osiągać sukces w różnych dziedzinach życia.

Jak w zegarku. Czyli problem ze zbyt wysoką samokontrolą