Czy wiesz, jaki wpływ na rozwój dziecka ma dieta?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 września 2017
Fot. iStock/evgenyatamanenko
Fot. iStock/evgenyatamanenko
 

W 1000 pierwszych dni, od chwili poczęcia przez pierwsze lata życia dziecka, rodzice mają realny wpływ na jego rozwój, m.in. poprzez odpowiedni sposób żywienia. Dla prawidłowego kształtowania się odporności oraz rozwoju mózgu organizm niemowlęcia potrzebuje odpowiednich składników odżywczych. Układ immunologiczny wzmacniają witaminy, a układ nerwowy wspierają wielonienasycone kwasy tłuszczowe – składniki zawarte w mleku mamy. Jeśli kobieta nie może karmić piersią, powinna wraz lekarzem dobrać odpowiednie mleko modyfikowane. Wiedza i doświadczenie pediatry oraz wsparcie, którego może udzielić, jest kluczowe, aby rodzic mógł dokonać właściwego wyboru produktu dla dziecka.

  • 1000 pierwszych dni życia to wyjątkowy okres, w którym rodzice mogą wpływać na rozwój niemowlęcia.
  • Mama może wspierać kształtowanie się młodego organizmu, m.in. poprzez sposób żywienia dziecka, dostarczając mu kluczowych składników, niezbędnych m.in. dla rozwoju odporności i mózgu.
  • Najlepszym pokarmem dla niemowlęcia jest mleko mamy. Jeśli kobieta nie może karmić piersią, powinna skonsultować się z lekarzem i wybrać odpowiednie mleko modyfikowane – dopasowane do potrzeb niemowlęcia i wspierające jego rozwój, w tym kształtowanie się odporności i mózgu.

Wsparcie lekarza pediatry

Rodzice mają istotny wpływ na rozwój dziecka, m.in. poprzez dietę. W dużej mierze wsparciem są dla nich zalecenia żywieniowe, a źródłem informacji – lekarz. Pediatra, dzięki swojej wiedzy i wieloletniej praktyce, wie, co jest najlepsze dla rozwijającego się, młodego organizmu. Zna również zalecenia, jak poprzez odpowiedni sposób żywienia można wspierać kształtującą się odporność i mózg. Lekarz najlepiej potrafi doradzić, jak należy postępować, kiedy mama nie może karmić piersią – wskaże wtedy możliwe rozwiązania, w tym pomoże wybrać mleko modyfikowane dopasowane do potrzeb młodego organizmu. Lekarz posiada wiedzę zdobytą w toku wielu lat nauki, dlatego ma możliwość udzielenia wyczerpujących i zgodnych z aktualną wiedzą rekomendacji, dotyczących wspierania prawidłowego rozwoju małego dziecka.

Wyjątkowe 1000 dni życia

Organizm dziecka, w tym jego odporność i mózg, najintensywniej rozwija się już od poczęcia w okresie 1000 pierwszych dni życia. Na przebieg tego procesu – zarówno już w życiu płodowym, jak i po narodzinach – w dużym stopniu wpływa sposób żywienia, najpierw mamy, a później dziecka. Pierwsze 3 lata życia dziecka to między innymi okres intensywnego kształtowania się odporności. Ten proces może trwać nawet do 12. roku życia!

Czy wiesz, że

przez pierwsze lata życia układ odpornościowy dopiero uczy się, jak walczyć z bakteriami i wirusami? Właściwa dieta oraz codzienne spacery na świeżym powietrzu wspierają odporność niemowlęcia.

Już od samego początku należy wspierać układ immunologiczny i nerwowy. W wieku 3 lat mózg dziecka osiąga 85% swojej wielkości. Ten narząd jest odpowiedzialny za prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu. Natomiast odporność chroni organizm przed drobnoustrojami i wirusami. Aby ich rozwój przebiegał prawidłowo, istotne jest m.in. dostarczenie dziecku określonych składników odżywczych i witamin.

To ciekawe!

W ciągu 2 lat po narodzinach w każdej sekundzie w mózgu powstawać będą dwa miliony nowych połączeń nerwowych odpowiedzialnych za przekazywanie informacji.

Żywienie z myślą o potrzebach niemowlęcia

Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w trakcie 6 pierwszych miesięcy życia dziecka pokarmem, który najlepiej spełnia potrzeby wrażliwego organizmu, jest mleko mamy. Karmienie piersią należy kontynuować do 2. roku życia dziecka lub dłużej, przy jednoczesnym rozszerzaniu jego diety. Pokarm kobiety posiada w swoim składzie unikalną kompozycję witamin (poza witaminami D i K, które należy suplementować w porozumieniu z lekarzem), przeciwciał i związków immunologicznych, indywidualnie dopasowanych do każdego niemowlęcia. Mleko mamy zawiera również składniki ważne dla rozwoju mózgu. Niestety karmienie piersią nie zawsze może przychodzić z łatwością, a pojawiające się problemy mogą powodować niepokój mamy. Większość tych trudności można pokonać, jeśli jednak z uzasadnionych powodów kobieta nie może karmić piersią, powinna w porozumieniu z pediatrą wybrać odpowiednie mleko modyfikowane. Z inspiracji badaniami nad pokarmem kobiecym powstał Bebilon 2 z Pronutra+ – nr 1 rekomendowany przez pediatrów wśród mlek następnych*. Produkt zawiera m.in.: witaminy A, C i D** dla prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego oraz kwas α-linolenowy (ALA)**dla rozwoju mózgu i tkanek nerwowych.

Mat, prasowe

Mat, prasowe

Ważne informacje:

Karmienie piersią jest najwłaściwszym i najtańszym sposobem żywienia niemowląt oraz rekomendowane dla małych dzieci wraz z urozmaiconą dietą. Mleko matki zawiera składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka oraz chroni je przed chorobami i infekcjami. Karmienie piersią daje najlepsze efekty, gdy matka prawidłowo odżywia się w ciąży i w czasie laktacji oraz gdy nie ma miejsca nieuzasadnione dokarmianie dziecka. Przed podjęciem decyzji o zmianie sposobu karmienia matka powinna zasięgnąć porady lekarza.

bebilon_2_pronutra_plus (1)


Artykuł powstał przy współpracy z Nutricia


„Nie lubię żony mojego męża i co mi zrobisz? Ale jestem jej wdzięczna”. O trudnych emocjach po rozpadzie rodziny

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 września 2017
Fot. iStock/martinedoucet
Fot. iStock/martinedoucet
 

Kiedy rozpada się rodzina, w której partnerzy mają ze sobą dziecko, sytuacja komplikuje się podwójnie. Po jakimś czasie staramy się przecież, na nowo ułożyć sobie życie (a bywa, że i nowa miłość jest przyczyną rozstania) i pozostać z byłym mężem w miarę dobrych relacjach, ze względu na dzieci właśnie. Tymczasem emocje, uczucia, lęki związane z jego partnerką nową partnerką bywają na tyle trudne, że nie potrafimy zachowywać się racjonalnie. Ale gdy ochłoniemy, okaże się, że wszystko może się ułożyć. Pewna blogerka napisała o tym szczerze i bardzo otwarcie…„Ojciec mojego dziecka i ja rozstaliśmy się w przyjacielskich stosunkach. To prawda, nasz rozwód był bolesny, ale tamte dni są już za nami. Często do siebie piszemy, rozmawiamy na czacie i siadamy obok siebie podczas ważnych dla dzieciaków wydarzeń.

Moje uczucia dotyczące jego nowej żony to jednak całkiem inna historia. Mój były, Billy, ożenił się z kobietą z dwojgiem dzieci. Z naszymi dziećmi, nowa partnerka Billy’ego ma dobre, pozytywne relacje. Ale ​​moim emocjom w stosunku do niej daleko do słodyczy. Nie mogę powiedzieć, że ją lubię.  To wszystko jest bardzo złożone.

Czasami jestem zazdrosna

Kiedy zaczęli się spotykać, Billy powiedział mi, że Stephanie jest rozbrajająco drobna. Jest też inteligentna i śmieszna, ma gęste, falujące włosy, które zdają się układać same. Jest naprawdę piękna. Trochę mi zajęło, zanim to zaakceptowałam.

(…)

Kiedy Billy i ja się pobieraliśmy, on nie był we mnie jakoś „szaleńczo” zakochany.  Pełnił rolę takiego „organizatora” w naszym związku – robił zakupy, gotował, planował… A ja byłam niespokojnym duchem, żądnym przygód, podróży…

Billy, który został mężem Stephanie właśnie spędził trzy tygodnie podróżując z nią po Europie. Dzieci mówią, że całuje ją w kuchni, kiedy gotuje obiad. Pierze, robi zakupy.

Nie ma w tym nic niezwykłego. Jak wielu z nas, rozwodników, Billy odebrał swoją lekcję. Jak wielu z tych, którzy znaleźli w końcu właściwego partnera, Billy stara się bardzo dla Stephanie. Cieszę się też z tego, że nasze dzieci mogą być tego świadkami.

Tylko że, Billy, którego ona zna, jest tym Billym, którego ja kiedyś desperacko potrzebowałam. Czasem jestem zazdrosna, że ona jest dla niego taką inspiracją, motywacją, a ja – nie potrafiłam…

Czasem to Stephanie mnie inspiruje

Postanowiliśmy z Billym, że wychowywaniem naszych dzieci zajmiemy się tylko my dwoje. Stephanie jest i tak zbyt zajęta swoimi dziećmi. (…) Z tego powodu nie widuje jej często, więc czasem o niej „zapominam”.

Ale inaczej jest z moimi dziećmi. Stephanie jest teraz częścią ich życia. (…) Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że ​​wcześniej, rozmawiając z moimi dziećmi mówię: „dom taty”, samochód taty”, a nie „dom taty i Stephanie: . To nie było celowe, ale zrozumiałam, że może mieć na negatywny wpływ na relacje w naszej rodzinie.

Zmieniłam moje zachowanie. Staram się zawsze uwzględniać Stephanie, kiedy mówię o ojcu mojego dziecka. Zachęcam moje dzieci do budowania relacji z jego żoną.  (…)

Czasami jej współczuję

Czasami widzę lub słyszę jak Stephanie szczerze i życzliwie próbuje nawiązać kontakt z moimi dziećmi, a one ją odrzucają. Serce boli mnie za każdym razem.

Kiedyś, na samym początku Stephanie łagodnie zwróciła uwagę mojemu synowi, a on odpowiedział jej „nie jesteś moją mamą”. Mój drugi syn często odmawia jedzenia w jej domu, ponieważ przepisy Stephanie są dla niego „zbyt dziwne”. Raz moja córka nie przyjęła od Stephanie prezentu – wymarzonej kurtki. Kręcąc głową powiedziała, że kurtka nie jest w jej stylu. Gdybym to ja jej ją ofiarowała, byłaby nią zachwycona.

Przeważnie jestem za nią wdzięczna

Jestem wdzięczna Stephanie za to, dzięki niej ojciec moich dzieci jest dobrym ojcem, że jest szczęśliwy i pewny swojej miłości. Jestem wdzięczna, że moje dzieci widzą w nim człowieka, który kocha i szanuje swoją żonę i razem z nią prowadzi dobry, ciepły dom.

Znam moje dzieci. Znam ich dziwactwa, obawy i dziwne zachcianki „jedzeniowe”. Wiem, że nie zawsze są łatwe. Czasami są wręcz irytujące.

Stephanie nie musi się starać. Nie wiedziała, na co się decyduje. A jednak wciąż jej zależy. Mimo, że bywa odrzucana. Mimo, że czasem moje dzieci są dla niej gburowate i niegrzeczne. Mimo, że bywa bardzo ciężko.

Kocha moje dzieci. I za to jestem jej wdzięczna”.


Na podstawie: scarymommy.com

 


Tymon Tymański na najbrzydszym podwórku. Takie miejsca można zmienić w wyjątkowe, jeśli tylko chcemy. Naprawdę

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 września 2017
Arch. prywatne
Arch. prywatne
 

Wylądowałam wczoraj na koncercie. Na koncercie na podwórku starej, zaniedbanej kamienicy, gdzie wśród biegających umorusanych dzieciaków, przy praniu wywieszonym na linkach (ręczniki, staniki i inne gadżety) grał Tymon Tymański.

Przyjechał dawno niewidziany znajomy pytając: „Rety, co tu się dzieje, naprawdę TU będzie koncert?”. I był. Dla tych, którzy zdążyli się dowiedzieć, którzy chcieli przyjść. Siedzieliśmy na pufach i krzesłach wyniesionych przez starszego, lekko zawianego pana – mieszkańca kamienicy, na chodniku, na schodach. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. To taki klimat, który ciężko opisać, bo trzeba poczuć tę chwilową przynależność do ludzi, którzy się tam zjawili. Z winami pochowanymi w reklamówkach, z piwami, stojący koło kartki z napisem „Toaleta obok na PKS-ie”.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Kocham ludzi, którym się chce, jak to powiedział Tymon – dla których szklanka jest zawsze do połowy pełna. Bo jasne, że można usiąść, załamać ręce i powiedzieć: „życie jest do dupy”. Naprawdę, pewnie każdy z nas powodów do narzekań znalazłby co najmniej kilka. Zaczynając od pogody, przez pracę, kolegów w tejże, po kredyt na mieszkanie i drogie masło i dziury w ulicy.

Tak jest najłatwiej, najprościej. Usiąść i narzekać, nie zmuszać się do żadnego wysiłku mając dziesiątki usprawiedliwień:

– po co ja mam się starać, skoro innym się nie chce

– mam robić za kogoś? Nie jestem jeleniem

– inni mają w dupie, to ja też, co się będę wychylał

– dasz palca, to zaraz całą rękę ci wezmą, nie ma co zaczynać

– zawsze mogłoby być gorzej (moje ulubione)

– po co mam robić i tak nikt tego nie doceni

To tylko niektóre. Każdy ma pewnie w zanadrzu kilka swoich sztandarowych. Co jest takiego w nas, że boimy się spróbować, poprawić swoje życie, zrobić właśnie to, na co mamy ochotę. Tam na tym podwórku Wojtek z Magdą wymyślili ten koncert, w miasteczku, w którym dzieje się tyle, (może czasami ciut więcej) co w przeciętej Koziej Wólce. Nie musieli. Nie musieli szarpać się z sąsiadami, prosić o zgodę. Ja sama mogłabym powiedzieć: „a warto było? Dla tych kilkudziesięciu ludzi? A co z setką tych, którzy nie przyszli?”.

Ale nie pytam, bo dla mnie jasne jest, że było warto i choć im nie chodziło, żeby ich teraz na rękach nosić, to ja jestem im niezwykle wdzięczna za to doświadczenie. Za zrobienie czegoś tak naprawdę z niczego. Za zmianę obskurnego podwórka na chwilę w wyjątkowe miejsce. Nie musieli. Mogli pojechać sobie na weekend, mogli nie wpuszczać ludzi do swojej prywatnej toalety, mogli w końcu pomyśleć: „a po co? Dla kogo? Oni i tak nie docenią. I tak oberwiemy rykoszetem za to, że chcieliśmy coś zrobić”. I pewnie tak też myśleli, ale nie dali się ponieść niestety powszechnemu tumiwisizmowi i narzekaniu.

Dlatego kocham ludzi, którym się chce. Którzy nie tylko gadają i snują plany, ale faktycznie wprowadzają je w życie. I nie chodzi tu nawet o rzeczy, które możemy zrobić dla kogoś, ale o te ważne dla nas samych. Tkwimy po uszy we własnych bagnach próbując na resztkach oddechu wmówić sobie, że przecież mogło być gorzej i że właściwie co my możemy. No tak, jak się nie ubrało kaloszy stąpając po bagnistym gruncie, to tak można skończyć. Ale można spróbować z tego wyjść. Może to „można” jest kluczowe, bo przecież nikt nas nie zmusi do polepszenia swojego życia, to nasz własny wybór. Nasza wolna wola.

Ktoś powie: nie zawsze się da. Otóż jakiś czas temu w trakcie jednego z wywiadów rozmawiałam o tym, że przecież nie zawsze można, że są sytuacje, które naprawdę nas przytłaczają, z których trudno się wyplątać: kasa, dzieci w związku, kredyty, długi, choroba. Ale to wtedy usłyszałam, że jeśli nie mamy na coś wpływu, może warto zmienić perspektywę? Wkurza nas praca? Nie mamy szans jej zmienić, więc może doceńmy, że dzięki niej mamy kasę na przeżycie, obojętnie jaką, ale jednak. Jesteśmy nieszczęśliwi w związku, ale z różnych przyczyn nie możemy go zakończyć – znajdźmy pozytywy, pogódźmy się z sytuacją, a czerpmy radość gdzie indziej nie skupiając się tylko na tym, co złe.

To my decydujemy, w którym miejscu chcemy być. Tylko od nas zależy czy utkniemy w przekonaniu, że naprawdę warto nic nie robić, czy jednak zrobić jeden mały krok do przodu, by wypełnić nasze życie jakąś pozytywną wartością?

Jasne, że to wymaga cholernie ciężkiego wysiłku, aby wyjść poza to obskurne podwórko, poza zniszczone mury kamienicy i dach do wymiany, poza sąsiadów szukających na nas haka. Ale jak widać można. Można bardzo brzydkie, ale własne podwórko, zmienić w wyjątkowe, jeśli tylko chcemy. Naprawdę.


Zobacz także

Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Trzeba mieć serce z kamienia, albo nie mieć go wcale!

Fot. iStock / tolgart

Buduję MOCne Kobiety! Z wdzięczności za to, kim dzisiaj jestem!

Ostre cięcie. Żyć i umierać na dwie zmiany. My, dziewczyny z OIOM-u

Ostre cięcie. Żyć i umierać na dwie zmiany. My, dziewczyny z OIOM-u