Wiele już zostało powiedziane. Powtórzę więc najważniejsze: Mówimy NIE

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
3 października 2016
Fot. iStock /  Martin Allinger
Fot. iStock / Martin Allinger

Prawie dwanaście lat temu zaczynałam swoją pracę jako psychoterapeutka. Byłam wtedy matką rocznego dziecka, a miejscem, gdzie zaczynałam, była przychodnia w Warszawie. Ona była jedną z moich pierwszych pacjentek. Wysoka szatynka w okolicach trzydziestki. Przechodziła obok, gdy zobaczyła, że w przychodni przyjmuje psycholog. Przykryta licznymi luźnymi szalami (była zima) jawiła się w moich oczach jako kobieta, która zmaga się z nadwagą. Dopiero dwa miesiące później przyznała się, że to zaawansowana ciąża. Niechciana, z pigułki gwałtu – tyle wiem z jej opowieści, ale tylko ona miała dla mnie znaczenie. Cóż dałaby mi prawda, gdy jedna jedyna prawda tej sytuacji mówiła o tym, że ona tego dziecko nie chciała i nie zamierzała wychowywać? „Obcy”, „inny”, „intruz”, „ono” lub „to” – tak o nim/o niej mówiła. Obrzydzenie, wstręt mieszały się z głęboko ukrywanym cierpieniem. „Udaję, że go nie ma”- mówiła. „Gdy się rusza, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jest we mnie pasożyt, który prędzej czy później zniknie”. „Nigdy nie chciałam mieć dzieci i nigdy mieć ich nie będę”- to zdanie nie drgnęło nawet o milimetr mimo wielu rozmów.

Zniknęła nagle. Czy oddała dziecko do ośrodka adopcyjnego, jak zamierzała? Nie wiem. Czy zostawiła może w oknie życia? Nie wiem. Czy stało się coś gorszego? Nie wiem naprawdę.  Wiem tylko, że wtedy nie było żadnej siły, nawet tej ponad moją własną niekompetencję, by wskrzesić pragnienie w kimś, kto tego nie chce. Prawie każdy zna podobną historię.

Od tego czasu minęło wiele lat, a ja spotkałam w swojej pracy wiele niechcianych ciąż, trochę niedobrych matek i wiele wspaniałych. Spotkałam matki chorych dzieci i dzieci niepełnosprawne w stopniu lekkim i ciężkim. Także dzieci, których życie było pasmem bólu, odrzucenia i samotności. Które może, jakimś cudem, nie oddadzą tego swoim dzieciom. Zastanawiałam się niejednokrotnie, co by było gdyby…? Nie mam śmiałości, by na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale…

Uważam, że kobieta powinna mieć WYBÓR. Wybór, który nie jest lekkomyślny, ale ten w najtrudniejszych sytuacjach, gdy rozstrzyga się sprawa życia i śmierci, wykorzystania seksualnego, a także podjęcia się roli rodzica w sytuacji upośledzenie płodu. To dla mnie OCZYWISTE. To właśnie ta decyzja, w tej jednej milisekundzie, gdy powiemy sobie tak lub nie, zmienia nasze życie na zawsze. Także naszych najbliższych, rodzeństwa, które zostanie obarczone odpowiedzialnością, i samego dziecka, które w mniejszym lub większym cierpieniu będzie żyć. A może jednak wszystko się poukłada? – podszeptuje nadzieja. A co jeśli nie? Kto weźmie odpowiedzialność za tę decyzję?

Kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że będę pisać taki tekst, a w pracy brać urlop, by uczestniczyć w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W Polsce? W moim kochanym kraju, gdzie prawo aborcyjne miało iść w stronę większej liberalizacji, a kobiety stanowiły coraz silniejszą i wpływową grupę społeczną? Gdzie można było kochać jak się chce (prawie), wychowywać w duchu własnych wartości i mieć wolność w podejmowaniu najważniejszych dla mnie kobiety decyzji. A teraz od kilku miesięcy zastanawiam się, gdzie będziemy żyć, ja, a potem moja ukochana córka, której nigdy nie pozwolę zostać w kraju, gdzie jej podstawowe prawa są łamane. Myślę też o swoim synu, który ma uczyć się szacunku dla woli kobiety i który, jeśli stanie kiedyś wobec bardzo trudnego wyboru w swoim życiu, mam nadzieję, że będzie bardzo uważnie słuchał swojej kobiety, partnerki, czy żony. A decyzja będzie ich wspólną decyzją.

Wiele już zostało powiedziane. Powtórzę więc najważniejsze:

Są kobiety, które nie chcą mieć dzieci. Ich prawo.

Są kobiety, które są bite, poniżane i gwałcone. Ich prawa są łamane. Urodzenie dziecka może być traumą do końca życia.

Są dziewczynki, które są molestowane i zachodzą w ciąże. Kazać im rodzić to barbarzyństwo.

Są kobiety, które są w ciąży, ale ich życie lub dziecka jest zagrożone. Zakaz aborcji to także zakaz prawa do dalszego życia.

Są kobiety, których sytuacja nie jest opisana w żadnym z powyższych, ale nadal nie ma w niej miejsca na urodzenie dziecka.

Dziś w całej Polsce wszystkie kobiety, które myślą o sobie, swoich córkach, partnerkach swoich synów, przyjaciółkach, znajomych i nieznajomych, a także o tych kobietach, których historie znają i tych, których nie ma już z nami, a wiemy, że poświęciły swoje życie – strajkujemy w imię solidarności z wszystkim kobietami w naszym kraju. Mówi się, że jesteśmy sobie nieżyczliwe, obojętne na los innych, rywalizujące, cokolwiek to by nie było – dziś jesteśmy RAZEM jak nigdy przedtem. Dając wyraźny sygnał, że polska kobieta jest silna i że nie jest sama. Są nas tysiące.

W milczeniu. Lub głośno krzycząc. Z powagą tej sytuacji. Z szacunkiem dla każdej kobiety, która stała lub stanie kiedyś wobec tej decyzji. Z troską o nas wszystkie. Z miłością do innych kobiet. Z miłością do tego kraju. Z miłością do Boga, który nie ma nic wspólnego z tym, na którego się powołują.

Mówimy NIE.


Kobiety na całym świecie wspierają #CzarnyProtest!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 października 2016
#CzarnyProtest
Screen z Facebook'a / Aleksandra Kożyczkowska

W Polsce nie ma osoby, która nie słyszałaby o Czarnym Proteście. Ustawa antyaborcyjna, którą próbuje przeforsować rząd wzbudza ogromne emocje. Przede wszystkim jednak łączy Polki do walki o swoje prawa. Jak się okazuje, razem z nami strajkują kobiety na całym świecie! W social media nie brak dowodów wsparcia polskich kobiet!


Francja

Ukraina

Islandia

 

 

Solidarity with Polish women outside Poland’s embassy in Reykjavík. #reclaimchoice #prochoice #prochoiceisprolife #solidaritywithpolishwomen Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Erla E. Völudóttir (@erladottir)

Hiszpania

 

Czechy

 

 

Chorwacja

 

 

#solidaritywithpolishwomen #dignitymarch Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Saša Torres Pešić (@firestarter.9)

 

Indie

 

Australia

A wy, bierzecie udział w Ogólnopolskim Strajku Kobiet?


Silna i dominująca. Kim jest „samica alfa”?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 października 2016
silna i dominująca - samica alfa
Fot. iStock / utkamandarinka

„Samiec alfa” – to sformułowanie towarzyszy opisowi silnego mężczyzny, który obejmuje dowodzenie nad jakąś grupą. W naturze określa się tak osobnika dominującego i przewodzącego stadem zwierząt. Najsilniejszy, zdecydowany na walkę w obronie własnych interesów i bezpieczeństwa pozostałych. „Samiec alfa”, funkcjonował dotychczas jako przedstawiciel męskiego gatunku, od zarania dziejów kojarzonego z okazywaniem siły. Tymczasem nastały nowe czasy, a wraz z nimi pojawiły się one — silne, niezależne, zaradne kobiety, które nie boją się sięgać po władzę oraz przywileje czy rzeczy, które ich zdaniem im się należą.

Samica alfa staje do walki

Te kobiety nie potrzebują stawać za plecami facetów, podążać wiernie za ich cieniem, bo doskonale odnajdują się w wytyczaniu własnych ścieżek. Decydują indywidualnie, co i w jaki sposób chcą osiągnąć i dążą z powodzeniem do celu. Bo typ kobiety „alfa” pokazuje, że stać ją na wiele. Inne kobiety (mężczyźni zresztą też) tak samo jej się obawiają, jak podziwiają, a wiele z nich pragnie odkryć w sobie właśnie ten pierwiastek kobiecej siły i dominacji.

Kobieta „alfa” potrafi bronić własnego zdania i stawiać na swoim, nawet jeśli na pierwszy rzut oka, nic nie gwarantuje osiągnięcia sukcesu. Ambitna, przebojowa i wyróżniająca się z tłumu odważnie sięga wyżej, niż mniej zorientowane na sukces koleżanki i koledzy. Trudno jest nią manipulować i wykorzystać do własnych celów. To raczej ona, jako sprawny gracz rozstawia swoje pionki na polu walki o wymarzone trofeum.

Dominacja mężczyzny kontra siła charakteru kobiety 

Przestrzeń życia i działania kobiet oraz mężczyzn, zupełnie się przemieszała. Od dawna nie funkcjonuje jasny podział na obowiązki typowo kobiece i typowo męskie. Kobiety prowadzą firmy, jeżdżą ciężarówkami, walczą na ringu. Mężczyźni opiekują się ciężko chorymi, zajmują się dziećmi, projektują kobiece fatałaszki. Nie ma podziału, nie istnieje granica, za to coraz intensywniej ścierają się wpływy jednej i drugiej płci. Każda chce rządzić, zaznaczyć swoją siłę i przewagę. Następuje swego rodzaju wyścig zbrojeń w zakresie kompetencji, umiejętności i osiągnięć. Kobieta dominująca predysponowana jest nie tylko, by przetrwać, ale rozmawiać z mężczyznami jak równy z równym. Jedynie w ekstremalnych przypadkach dochodzi do zjawiska „psychologicznej kastracji”, gdy silna kobieta pozbawia partnera możliwości podejmowania decyzji czy przejmowania inicjatywy. Bywają jednak tacy panowie, którym taka zamiana ról wcale nie przeszkadza, co pokazuje badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii.

The Daily Mail” poinformował niedawno, że jedynym lub głównym żywicielem rodziny jest obecnie co piąta Brytyjka. Co ciekawe tamtejszym mężczyznom podoba się, że ich żony i narzeczone zarabiają na życie – tak twierdzi aż 86 proc. ankietowanych. 44 proc. facetów przyznało, że byliby szczęśliwi, gdyby mogli zająć się dziećmi i domowymi obowiązkami.

Kobiety chcą być po prostu silne, nie „alfa”

My same nie lubimy tego określenia. Mimo że wiele silnych, ambitnych kobiet staje w szranki z facetami, nie wszystkie chcą być tak określane. Samica, jakakolwiek by nie była — alfa, beta, gama czy delta, nie brzmi dobrze. Wręcz przeciwnie, to określenie w połączeniu z silnym charakterem, raczej tworzy negatywny obraz. Czasem nawet nie „samicy”, a „suki”, wrednej, dwulicowej i gotowej na wszystko. Do zdobycia wymarzonej pracy, wykłócenia się o swoje racje, czy odbicia brzydszej koleżance męża.

Samiec „alfa” w odniesieniu mężczyzny brzmi inaczej, bo dumnie. Mężczyzna ma w genach cechy przywódcze, pociąg do okazywania siły i swojej przewagi. Kobiety powinny być raczej łagodne, ukierunkowane na dzieci, tworzenie ogniska domowego, w którym ten facet miałby się ogrzewać. Tymczasem schemat się zmienia, kobiety wychodzą z domowych pieleszy, wprost w ten wielki świat, do tej pory dostępny dla nielicznych z nich. Coraz częściej kobieta staje się głową rodziny i decyduje w całości na temat jej funkcjonowania. Bywa, że przyjmuje na swoje barki ciężar utrzymania domu, a nawet wyręcza w tym niezaradnego partnera. Według badań 30% Polek dokłada się finansowo do domowego budżetu większymi kwotami i to właśnie one troszczą się o finansową egzystencję rodziny. Co ciekawe, te same cechy dla postronnych stają się u kobiety silnej zbiorem negatywów, a u faceta „alfa” nadal pozostaje czymś podziwianym, pożądanym zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn.

Silne kobiety mogą zrobić sobie krzywdę

Sobie, a także partnerowi. Bo łatwo pójść o krok dalej, niż podpowiada logika. W dążeniu do osiągnięcia celu można się pogubić. Wtedy cierpi na tym otoczenie kobiety, szczególnie partnerzy, którzy nie do końca nadążają za tempem ich działania. Odsunięci na boczny tor, mogą czuć się niepełnowartościowi i mniej istotni. A nawet silne kobiety powinny pamiętać, że mimo poczucia misji i wewnętrznej siły, łatwiej jest współpracować, niż samej nieść na barkach swój mały świat, jednakowo w kwestii zawodowej, partnerstwie czy wychowywaniu dzieci.


źródło: kobieta.wp.pl


Zobacz także

Fot. Archiwum prywatne

Masz tylko 15 minut na przygotowanie kolacji? Zrób makaron ze szparagami, szynką parmeńską i pomidorkami cherry

Fot. Unsplash/Jean Gerber / CCO

„Chcesz coś osiągnąć? Tylko ty możesz sobie w tym przeszkodzić. Ja wygrałam”

Nie wszystko stracone - jak odzyskać radość życia?

Nie potrafimy już cieszyć się małymi rzeczami. Nie wszystko stracone – jak odzyskać radość życia?