Gorąca czekolada czy seksowna czerwień? Walentynki z RISK made in Warsaw

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Risk made in Warsaw
Fot. Materiały prasowe
 

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami, warto więc już teraz zastanowić się nad wyborem kreacji. Choć nie każda z was jest zwolenniczką tego święta, potraktujmy to jako oderwanie się od codziennych obowiązków, by sprawić wyjątkową niespodziankę sobie i swojemu ukochanemu, najlepiej modową!

RISK made in Warsaw ułatwi to zadanie każdej kobiecie.

W propozycjach marki znajdziemy dwa zestawienia kolorystyczne, które idealnie wpasują się w klimat Dnia Zakochanych – gorącą czekoladę i seksowną czerwień.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Hot Chocolate

Kolekcja Hot Chocolate to ponętne fasony, modelujące marszczenia i kuszące dekolty.

Gorąca i uwodzicielska, ale nie przesadnie słodka. Ciemne i zmysłowe z dodatkiem tajemniczości, tak właśnie działają czekoladowe bestsellery z limitowanej edycji Riska.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Czerwień Riska

Czerwony to kolor miłości mocno związany z Walentynkami. Żadna inna część garderoby nie działa tak, jak czerwona sukienka! Czerwień Riska daje natychmiastową energię i moc każdemu, kto ją nosi. To najlepszy sposób, aby przyciągnąć wszystkie spojrzenia i znaleźć się w centrum uwagi. Ten odcień czerwieni został starannie wybrany – nie za zimny, nie za ciepły – dzięki czemu doskonale pasuje zarówno blondynkom, jak i brunetkom.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Dwa równie gorące i kobiece kolory, które zahipnotyzują każdego mężczyznę i sprawią, że Ty sama poczujesz się wspaniale. Żadna inna część garderoby nie dodaje pewności siebie tak, jak piękna sukienka! Sama zdecyduj, jak chcesz spędzić te Walentynki – uwodzić gorącą czekoladą, czy kusić seksowną czerwienią…

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Część z tych propozycji znajdziecie na www.riskmadeinwarsaw.com w zakładce SALE gdzie Risk proponuje atrakcyjny rabat, który czytelniczki ohme.pl mogą zwiększyć o dodatkowe 10% z kodem riskyohme


Artykuł powstał we współpracy z RISK made in Warsaw

 


Mój tata umarł w hospicjum… #znajdźswójpowód

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Swoją historię Adam Korol chciał mi opowiedzieć sam. Na fundacyjne imprezy charytatywne przychodził od kilku lat. Zaczął w 2012 roku, jeszcze jako czynny wioślarz, od najbardziej charakterystycznej – Pól Nadziei. W Galerii Bałtyckiej malował też bombki i robił wielkanocne stroiki, a na Wszystkich Świętych kwestował na cmentarzu. Nie zdarzyło się, by odmówił. Historia, z którą przyszedł, miała zupełnie inny charakter.

Zaczęło się na luzie. Opowiadał o sportowych medalach, także o tym z Pekinu. – Czuję się spełniony – usłyszałam. – Olimpijskie złoto jest czymś, o czym marzy każdy chłopak. Dalej było o życiu sportowca z wyższej półki, gościa we własnym domu, skoncentrowanego na własnej karierze, ale świadomego, że laury osiąga się dzięki pracy zespołu ludzi i wsparciu najbliższych. Potem o życiu polityka. Ze swoimi politycznymi sympatiami nigdy się nie krył i w 2015 roku zaproszono go do objęcia urzędu Ministra Sportu i Turystyki. Wyszło, że na krótko, bo zmienił się rząd. Wtedy został posłem, pełnym entuzjazmu, że tyle może. Plany, plany…

Przyszedłeś opowiedzieć mi swoją hospicyjną historię.

… … … Sorry. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie takie trudne. Nie, nie przekładajmy. Zaraz się pozbieram. 1,5 roku to chyba rzeczywiście nie jest dużo. Mimo wszystko jestem zaskoczony, że tak reaguję… Może to kwestia miejsca, spotykamy się tu, gdzie umarł…

Dobra, wyobraź sobie: adrenalina buzuje jak za olimpijskich czasów, dostajesz od losu taką szansę, a zaraz tak w łeb. Tamtego dnia, kiedy tata spadł z łóżka, wyjeżdżałem z rodziną na wakacje. Wiedzieliśmy, że upadł niefortunnie i złamał sobie główkę kości udowej. Przykre, ale się zdarza. Miał 64 lata i na nic się nie uskarżał, może poza jakimiś bólami kolana. Kogo czasami nie boli kolano? Już za granicą odebrałem telefon od brata, że to złamanie jest najmniejszym problemem. U taty odkryto kilkanaście ognisk rakowych w bardzo zaawansowanym stadium. Przeżarte kości, zaatakowane nerki… To był szok. My tam na wakacjach, ja z tym hajem w głowie, że niby tyle mogę i nagle taka wiadomość.

Zaczęło się latanie po szpitalach, a mnie się włączyło myślenie: „zaraz to załatwię, przecież właśnie zostałem ministrem”. Jestem człowiekiem czynu, w sporcie nie dostawałem tylko medali, czasami też po łapach i tamte doświadczenia chciałem przenieść na tę sytuację. Oczywiście, że zadzwoniłem do ministra zdrowia i poprosiłem o najlepsze konsultacje, chociaż liczba tych ognisk przygniatała. Pierwotna przyczyna raka miała być w nerce i lekarze zdecydowali się na jej usunięcie. To był ten kamyczek, który wyjęty wszystko rozsypał. Nie, żalu do lekarzy nie mam. Po operacji chciano tatę wypisać ze szpitala, ale w rezultacie jeszcze został, przenoszony z oddziału na oddział. Można się było napatrzyć… Były lepsze, były gorsze, ale hospicjum z żadnym z nich porównać się nie da. Już to wiem, że w tym całym systemie służby zdrowia bardzo wiele zależy od samych ludzi, a nie od ustaw.

Kiedy tata trafił do Dutkiewicza, już nie miał świadomości, na swoje ostatnie 4-5 dni. Mama by sobie sama nie poradziła z ustawianiem leków. Powiem ci, że nigdy nie zapomnę wejścia do hospicjum, a potem pierwszego przejścia korytarzem, wzdłuż sal chorych. Wspierałem was, ale nie miałem właściwie świadomości kogo. Wiedziałem, że należy, czułem to, ale nie wiedziałem. Jak ja się wtedy bałem… Krzyków, zapachu, klimatu miejsca, gdzie umierają ludzie. A tu taki szok, na plus. Wszedłem jak do domu. Tak, takie miałem skojarzenia i to mnie bardzo uspokoiło. Wprawdzie wiedziałem wcześniej, że w hospicjum jest zupełnie inaczej, przygotowała mnie mama, ale to trzeba samemu przeżyć. Mama podkreślała, że w hospicjum jest zupełnie inna opieka, podejście z sercem do rodziny i do pacjenta. To mnie tutaj urzekło najbardziej, że ci ludzie znajdują w sobie wciąż i wciąż tyle empatii. Oni na co dzień widzą, jak ludzie umierają. Codziennie przypomina im się o własnej śmiertelności i codziennie znowu przychodzą do pracy.

Byłem bardzo zadowolony, że hospicjum zacząłem pomagać, jeszcze zanim pożegnałem w nim tatę. Nie neguję tych, którzy zaczęli z powodu osobistych doświadczeń, mówię po prostu, że mi z tym dobrze, bo z tą pomocą ruszyłem wcześniej. Na kolejnej akcji stawiłem się chyba już w miesiąc po pogrzebie. Mogło być też tak, że byłbym do instytucji rozczarowany, zły, że dałem swoją twarz i swój czas. Nie jestem. Zanotowałaś?

Notowała Magda Małkowska

Jest wiele powodów, by pomagać drugiemu człowiekowi. Jest wiele powodów, by wesprzeć działalność Fundacji Hospicyjnej, która prowadzi działające od 35 lat Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych im. ks. E. Dutkiewicza SAC. Każdego roku troskliwą i profesjonalną opiekę otrzymuje blisko 1000 chorych. W pomoc wszystkim naszym podopiecznym zaangażowani jesteśmy w 100 procentach. #ZnajdźSwójPowód, przekaż nam swój 1% podatku i pomóż nam pomagać. O swojej motywacji opowiedz znajomym, np. na facebookutwitterze lub na instagramie. Dziękujemy!

plakat na FB


Optymalne pieczone pączki – przepis

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Fot. iStock / MarinaZg
Fot. iStock / MarinaZg

Najsłodszy dzień w roku – Tłusty Czwartek, czyli święto prawdziwych łasuchów. Jak się powinno je uczcić? Oczywiście jedząc pączki. Niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić na rozpustę – czy to ze względów zdrowotnych czy dietetycznych odmawiają sobie tego pączkowego szaleństwa, które ogarnia nas w ostatni czwartek karnawału. To dla nich, a także dla tych, którzy dbają o zbilansowaną dietę, mamy prawdziwy hit – optymalny pączek – lekki, pieczony, a nie smażony w głębokim tłuszczu. Przez to jego wartość kaloryczna jest obniżona, ale też posiada blisko dwa razy mniej złych nasyconych kwasów tłuszczowych i prawie trzy razy więcej dobrych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, niż w pączku tradycyjnym.

Nie trzeba rezygnować z pączków – zamiast smażyć, można je upiec. Dodatkowo, żeby były zdrowsze, warto użyć do ich przygotowania Optimy Cardio, obniżającą poziom cholesterolu we krwi.  Margaryna została wzbogacona w sterole roślinne, które, jak pokazują badania, w ciągu 21 dni skutecznie obniżają poziom cholesterolu. Oprócz swoich prozdrowotnych właściwości posiada doskonałe walory smakowe i nadaje się nie tylko do smarowania, ale też innych celów kulinarnych, czyli pieczenia i gotowania. Sprawdzi się doskonale do smakowitych, optymalnych pączków.

Jak przygotować optymalne pączki? Mamy dla Was przepis. Smacznego!

Optymalne pieczone pączki

pieczone pączki

Fot. Materiały prasowe

Składniki:

  • 60 dag pszennej mąki
  • 3 żółtka
  • 225 g margaryny Optima Cardio
  • 3 dag drożdży (lub 7 gram drożdży suszonych)
  • 1/2 szklanki cukru (10 dag), lub trochę więcej, jeśli lubisz słodkie ciasta
  • 1/2 szklanki chudego mleka+ 4 łyżki (do posmarowania)
  • starta skórka z połowy cytryny
  • szczypta soli
  • 30 dag miękkiej najlepiej domowej marmolady o smaku różanym lub marmolady truskawkowej.
  • 4 łyżki mleka
  • cukier puder

Przygotowanie:

Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, dodać 4 łyżki mleka, odstawić w ciepłe miejsce na 10 minut. Pozostałe mleko wlać do rondelka, dodać Optimę Cardio, postawić na małym ogniu i doprowadzić do rozpuszczenia. Odstawić do przestudzenia. Do miski dodać mąkę, sól, mleko z Optimą Cardio, cukier, wyrośnięte drożdże, żółtka, pastę waniliową i skórkę cytrynową. Dokładnie wymieszać dużą łyżką. Przykryć ściereczką, odstawić na 15 minut.

Wyjąć na stolnicę wysypaną mąką. Wyrabiać dosłownie przez minutę. Miskę obsypać mąką w środku, włożyć ciasto, przykryć ściereczką, odstawić w ciepłe miejsce na około 60 minut do podwojenia objętości. Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę wysypaną mąką, podzielić na pół. Z każdej części uformować wałek, pokroić go na 8 plastrów. Uformować z nich placki o średnicy około 12 cm, nakładać na każdy porcję marmolady, zwinąć i uformować pączka. Układać pączki miejscem sklejenia do dołu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Odstawić na 15 minut, włączyć w tym momencie piekarnik na 180 stopni. Podrośnięte pączki posmarować mlekiem i wstawić do gorącego piekarnika. Piec około 25 minut, aż ładnie się zrumienią. Upieczone pączki odstawić do przestudzenia. Jeszcze ciepłe posypać delikatnie cukrem pudrem.

Więcej zdrowych przepisów i porad: www.optymalnewybory.pl


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Tchibo Cafissimo mini – kompaktowy, funkcjonalny, nowoczesny. Ten wymarzony!

12 filmów o pokonywaniu siebie, które musisz zobaczyć

12 filmów o pokonywaniu siebie, które musisz zobaczyć

Fot. iStock/freemixer

Manifest pediatry podbija Internet. Zobacz, jaką listę wywiesił lekarz dla rodziców czekających na wizytę!