W jaki sposób rozmawiać z ofiarami przemocy domowej. Co powiedzieć, kiedy już wiesz, że jej partner jest katem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 stycznia 2017
Fot. iStock/djedzura
 

Jak postępować w stosunku do kogoś, kto jest ofiarą przemocy domowej? Jak nie ranić uczuć i emocji, nie wchodzić w butami w czyjeś życie, a jednocześnie dać jasno do zrozumienia, że wiemy, że się niepokoimy i gotowi jesteśmy pomóc? Ponieważ dla osób doświadczających przemocy domowej, rozmowa na temat ich sytuacji może być bardzo trudna i wyczerpująca emocjonalnie, lub czasem wręcz niemożliwa, podpowiadamy w jaki sposób i o co pytać, jakie zdania z naszej strony powinny paść, by wzmocnić ofiarę w jej działaniu, i podbudować wiarę w to, że może i powinna zakończyć/zmienić „przemocową” relację.

Co powinieneś powiedzieć, jeśli chcesz:

Wesprzeć emocjonalnie, dać do zrozumienia, że jesteś gotów nieść pomoc

Cokolwiek zrobiłaś, nie zasłużyłaś na takie traktowanie

Wiem, że to trudno ci o tym mówić, jeśli będziesz chciała, zawsze cię wysłucham.

Nie jesteś sama. Jestem ja,  jest kilka innych osób, którym na tobie bardzo zależy.

Sposób, w jaki on cię traktuje jest niedopuszczalny. Mężczyzna, który kocha, nigdy nie powinien grozić swojej partnerce.

Obiecaj mi, że jeśli będziesz potrzebowała pomocy, przyjdziesz do mnie.

Jestem tutaj, żeby ci pomóc i zawsze cię wysłucham, nawet jeśli teraz nie chcesz o tym mówić.

Chcę pomóc. Co mogę zrobić?

Opracujmy razem jakiś plan „bezpieczeństwa.”

Jeśli chcesz iść na policję, mogę iść z tobą, żeby cię wesprzeć.

Nawiązać w rozmowie do niepokojącej sytuacji / zbudować więź zaufania, kiedy już wiesz na pewno, że masz do czynienia z ofiarą przemocy:

Czy twój partner/mąż wie, że się spotkaliśmy/rozmawialiśmy? Jak zareagował?

Martwię się o bezpieczeństwo – twoje i twoich dzieci .

Nie jesteś/nie jesteście odpowiedzialni za przemoc partnera.

Czasem decydujemy się zostać z partnerem, z którym nie jesteśmy szczęśliwe z różnych powodów: ze strachu, z powodu braku środków do życia, z miłości, z litości, z powodu dzieci… Czy któraś z tych sytuacji dotyczy ciebie?

Czuję, że mogę Ci jakoś pomóc, jakiego wsparcia potrzebujesz?

Cokolwiek mi powiesz, z całą pewnością zachowam to dla siebie.

Twoje samopoczucie i komfort psychiczny są dla mnie najważniejsze.

Mam wrażenie, że od pewnego czasu masz obniżony nastrój. Byłaś u lekarza? Może potrzebujesz pomocy, odpoczynku?

Podjąć kwestię/ uświadomić wpływ sytuacji przemocowej w domu na dzieci, a ofiara zwierzyła ci się z ze swoich problemów

Co z tego widziały/słyszały dzieci? Na pewno próbujesz je chronić, ale one czują napięcie między rodzicami.

Czy twoje dzieci doświadczyły w domu przemocy?

Zauważyłaś może, żeby dzieci ostatnio miały koszmary, albo bały się przebywać z dala od ciebie? Może są agresywne, albo opuściły się w nauce?

Myślisz, że boją się swojego taty (mamy – gdy to ona jest stroną przemocową)?

Pomyśl, proszę, czy twój partner kiedykolwiek groził waszym dzieciom, uderzył je?

Możesz zmienić waszą sytuację, dać im szczęśliwe dzieciństwo.

Porozmawiaj z dziećmi o tym, jak powinny się zachować, gdy on/ona staje się agresywny/a.

Na pewno jesteś bardzo dumna ze swoich dzieci. A co cię martwi, kiedy o nich myślisz?

Ty wiesz najlepiej, że wasze zdrowie i bezpieczeństwo są najważniejsze.

Ocenić sytuację pod kątem zagrożenia dla zdrowia i życia ofiary przemocy

Czy twój partner kiedykolwiek groził, że zabije – ciebie, albo twoje dzieci, lub siebie? Jak się wtedy poczułaś, wierzysz, że mógłby to zrobić?

Czasem w kłótni jedno z partnerów mówi, że zabierze dzieci, tak by druga osoba już nigdy ich nie zobaczyła.

Zazdrość potrafi być naprawdę paskudnym uczuciem. Doświadczyłaś tego?

Czy on bierze jakieś leki? Teraz wiele osób choruje na depresję.

Zaobserwowałaś może, czy ta jego agresja się nasila? Kiedyś było inaczej?

Nie chciałabyś może wyjechać na kilka dni z dziećmi?

Powiesz mi co się dzieje, gdy twój partner pije alkohol?

Czego najbardziej się boisz, w jego zachowaniu?

Powiedziałabyś o nim, że jest nieobliczalny?


Uwaga, toksyczny na horyzoncie! Uciekaj, bo nic innego nie poskutkuje

Anika Zadylak
Anika Zadylak
25 stycznia 2017
Fot. iStock/valentinrussanov
 

Jesteśmy różni. I nie chodzi tylko o kolor włosów, oczu czy skóry. Ani o to, że mamy inne gusta i orientacje seksualne. Jesteśmy różni, bo nasze charaktery są odmienne. Inaczej postrzegamy te same sprawy, inaczej interpretujemy pewne wydarzenia, mamy odmienne zdania w wielu kwestiach. I nie ma w tym niczego złego, do momentu, gdy szanujemy drugiego człowieka. Nie narzucamy, nie wymagamy na siłę, nie włazimy w cudze życie z buciorami, usiłując je „naprawiać”. Choć nikt, nas o to nie prosił. Niestety jest pewien typ ludzi, których nie określę jedną nazwą, nie zaszufladkuję pod żadnym hasłem. Za to ostrzegę, żebyście po spotkaniu kogoś takiego, zrobili tylko jedno. Nogi za pas i uciekajcie. Lepszego rozwiązania i tak nie znajdziecie.

Spotykasz ich wszędzie. To ci, którzy są dla ciebie mili w pracy, ale tylko do czasu, gdy trzymasz przysłowiowy paluszek prosto. Jeśli tylko cię lekko zachwieje, kiedy leciutko go skrzywisz na inną stronę i to bez pytania, zaczyna się cyrk. Okazuję się bowiem, że już nie do końca jesteś taki fajny, jak jeszcze przed chwilą byłeś. Bo skoro masz inne zdanie albo nie daj Boże, lubisz koleżankę, o której się nasłuchałeś, że masz ją omijać szerokim łukiem, to twój początek końca. Bo jesteś naprawdę w porządku, ale tylko wtedy, gdy pozwalasz sobie wejść na głowę. Gdy przytakujesz, zanadto się nie wychylasz, wysłuchujesz ciągłych żali i pretensji.  I oczywiście, pod żadnym pozorem tego, nie skrytykujesz! Nie możesz za żadne skarby wyrazić swojej opinii. Nawet łagodnie i nawet wtedy, gdy masz absolutną rację, a twoje słowa mogłyby zwyczajnie pomóc. Bo usłyszysz, że jesteś niesprawiedliwy, knujesz za plecami i kompletnie nie rozumiesz rozpaczy, z jaką zmaga się opisywany przeze mnie przypadek. Dodam tylko, że niestety beznadziejny.

Możecie mieć nawet wspólnych znajomych, razem wychodzić, spotykać się i uwielbiać. Niestety, jeśli coś zaczyna zgrzytać, nie możesz się nie mieszać. Bo zostaniesz oskarżony o brak lojalności i powód depresji oraz załamania. Tak, przez ciebie to wszystko, niewdzięczny przyjacielu, który śmiesz wyrażać swoje opinie. Bądź po ludzku, nie mieszaj się w nie swoje konflikty. Zresztą, jeśli nawet jakimś cudem uda ci się wymiksować z danej sprawy, to nigdy nie do końca. Bo będziesz nękany setkami wiadomości, telefonami pełnymi łez i pretensji. Usłyszysz, że bardzo zawiodłeś, że zraniłeś i rozczarowałeś. I oczywiście możesz się zrehabilitować, jeśli tylko przeprosisz. Nie masz za co? Zawsze jest za co, ten typ tak ma, że zawsze coś znajdzie. I nie myśl sobie, że te przeprosiny wystarczą. Trzeba będzie się długo kajać, przyznawać do błędów, których nie popełniłeś, znosić wytykanie i wypominanie. Kara za „krzywy palec” zawsze jest długa. I cholernie uciążliwa.

To grupa ludzi, którym nie można zarzucić zbyt wiele. W zasadzie, na pierwszy rzut oka, to nawet nic. Są przecież mili, przyjaźnie nastawieni, uczynni. Potrafią wesprzeć, dodać otuchy, stworzyć pozory dobrego kumpla. Ba! Oni są nawet bardzo mądrzy. Wygłaszają wzniosłe teorie, tablice na Facebooku mają pełną wszelakich życiowych mądrości. Karmią cię nimi, pokazują, że rozumieją, że wiedzą, że znają temat. Najczęściej niestety sami się do nich nie stosują, za to wymagania mają jak stąd na Alaskę. Kreują się na ludzi, którymi nie są i nigdy nie będą, bo nie pozwala im na to zbyt wybujała duma i egoistyczna miłość, do samych siebie. Każdą inną niż ich opinię, odbierają jako atak. Zrobią aferę stulecia z niczego, rozdmuchają do rangi sprawy państwowej, a potem koncertowo wywiną kota ogonem. Jak? Robiąc z siebie cierpiętnika i ofiarę, a z ciebie zbrodniarza, który złamał im serce. Zszargał nerwy i po stokroć pogwałcił wszelkie zasady. Zwłaszcza te, których oni nawet nie dostrzegają. Usłyszysz, że tyle dostałeś, tyle dla ciebie zrobili, tak cię zawsze bronili i stali murem, a ty się teraz TAK odwdzięczasz. Bo szczerość i pokora, to pojęcia im obce. Ale nie martw się, od ciebie będą tego notorycznie wymagać i żądać.

Czy na taki typ ludzi, jest jakaś rada? Lepiej ich omijać niż się nad tym zastanawiać. Bo choćbyście się starali, nie wiem jak, to sobie z nimi nie poradzicie. Są jak bagno, wciągają i otumaniają. Jak gęsta mgła, w której można się tylko zagubić i zatracić samego siebie. Doprowadzają do szewskiej pasji i nerwowego obłędu. Tylko po to, żeby potem za plecami powiedzieć o nas, że nic nie jesteśmy warci, że potrafimy tylko brać i się wymądrzać. Ani słowa o tym, że sami stwarzają takie sytuacje, swoimi wiecznymi żalami i poczuciem tego, że są pępkiem świata.

Nie próbuj z nimi walczyć ani dyskutować, to typ, gdzie to zawsze jego jest na wierzchu. Gdzie tylko on, może mieć gorszy dzień, a ty zawsze musisz to zrozumieć. Gdzie słowo „przepraszam, zawiniłem” ma działać tylko tak, że to ty masz być tym, który schyla głowę. Nie ma opcji, że wina leży po obu stronach. On nigdy nie jest niczemu winny. Jest zawsze tylko źle odbierany, nieuczciwie krytykowany, krzywdzony i tłamszony. Nierozumiany i zostawiany sam, ze swoim problemem. Najczęściej tym, który sobie ubzdurał, wymyślił i wyolbrzymił. A jeśli kłamie, to tylko dla czyjegoś dobra.  A potem szczerze się dziwi, że tego nie rozumiesz. Masz takich znajomych? Ja już nie. I tobie też to polecam. To w zasadzie jedyne rozwiązanie.

On i tak, nie będzie się tym długo przejmował, bo gdy tylko się zorientuje, że nawiałeś, zrobi to co zwykle. Poszuka kolejnej ofiary.


Internety kłamią – a ona pokazuje to odważnie i bez ściemy

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
25 stycznia 2017
fot. screen z Instagram

Niedawno znana fit blogerka i twórczyni programów treningowych wrzuciła na Instagram swoje dwa zdjęcia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że na każdy wyglądała zupełnie inaczej! „Ja przez 1% czasu kontra ja przez 99% czasu” podpisała fotografie blogerka odważnie i bez ściemy prezentując prawdziwą siebie.

Na jednym ze zdjęć blogerka prezentuje swoje smukłe, umięśnione ciało stojąc, na drugim zaś widzimy jej pofałdowany brzuch w pozycji siedzącej. Trenerka napisała wprost, że oba zdjęcia kocha jednakowo, a sposób ustawienia i pozycja nie zmienia tego, że kocha swoje ciało. Fałdki na brzuchu, cellulit, rozstępy – zna je większość kobiet! Nie jest to jednak powód do tego, by przepraszać, wstydzić się lub wpadać w obsesję dotyczącą ich zlikwidowania.

Me 1% of the time vs. 99% of the time. And I love both photos equally. Good or bad angles don’t change your worth ❤️ I recently came across an article talking about how one woman stated she refuses to accept her flaws, because she doesn’t see them as flaws at all. I LOVED that because it sends such a powerful message that our belly rolls, cellulite, stretch marks are nothing to apologize for, to be ashamed of, or to be obsessed with getting rid of! As I’m getting older, I have cellulite and stretch marks that aren’t going away, and I welcome them. They represent a life fully lived (for 28 years so far :)) and a healthy life and body at that. How can I be mad at my body for perfectly normal „flaws”? This body is strong, can run miles, can lift and squat and push and pull weight around, and it’s happy not just because of how it looks, but because of how it feels. So when you approach your journey, I want you to remember these things: I will not punish my body I will fuel it I will challenge it AND I will love it 💗💗💗 If you’re following my page, you’re a part of helping me spread this message and creating this movement – thank you. #fbggirls www.annavictoria.com/guides

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Snapchat: AnnaVictoriaFit (@annavictoria)


Anna Victoria dodała, że to wszystko prezentuje jej życie przeżyte w pełni i nie ma zamiaru gniewać się na swoje ciało za całkowicie normalne „niedoskonałości”. Przybywa jej lat, a wraz z nimi pojawia się cellulit i rozstępy, które nie znikną i które ma zamiar po prostu powitać i zaakceptować. Ona i jej ciało są szczęśliwi nie ze względu na to, jak wyglądają, ale jak się czują. Blogerka zwróciła się także do swoich fanów. „[…] chcę, żebyś pamiętał te rzeczy : Nie ukarzę swojego ciała. Będę je napędzać. Będę stawiać mu wyzwania. I będę je kochać”.

Fotografię polubiło ponad 330 tysięcy użytkowników Instagrama, a wiele osób dziękowało trenerce w komentarzach za to wyznanie i szczerą wypowiedź. W czasach, gdy zewsząd domaga się od kobiet perfekcji i bycia fit i w formie,  jest to bardzo ważny głos – pokazuje, że nie ma nic złego w byciu normalnym, a to co widzimy na zdjęciach w Internecie nie zawsze oddaje całą prawdę.


Na podstawie: www.cosmopolitan.com

Zapisz


Zobacz także

Regulamin akcji „Przed Świętami znajdź chwilę – znajdź siebie”

Niesamowita historia, opowiedziana światłem

Co z tym naszym polskim szczęściem?

Polskie hygge. Co z tym naszym polskim szczęściem?