„Vogue” w Polsce i kolejna wiosna. Czy przyjdzie punktualnie?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 lutego 2018
Fot. iStock/jacek_kadaj
 

To było tego roku, kiedy „Vogue” wydał w Polsce swój pierwszy numer. Na okładce został uwieczniony Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, dwie słynne modelki oraz czarna wołga.

Podobno fotka została zrobiona iPhonem i nie poddano jej żadnej dodatkowej obróbce graficznej.

Tamtej zimy sierść naszego psa nagle wyblakła i zszarzała a Wrocław wygrał światowy ranking na najbardziej zanieczyszczone smogiem miasto (podobno pobił nawet Pekin).

Na olimpiadzie w Korei szalał wirus żołądkowy ale ludzie tutaj gromadzili się w różnych ciepłych i pełnych sztucznego światła miejscach. Zapalali świeczki i rozmawiali o książkach, miłości i życiu.

Na początku marca władza zamknęła w niedzielę galerie handlowe – nie można już było pod pretekstem zakupu zapachowego świecznika ogrzać się klimatem szwedzkiego hygge.

Do jednego z programów w Trójce został zaproszony zawsze młody Krzysztof Ibisz, a prowadzący wiceprezes trójki Mariusz Cieślik wyznał, że chciałby w telewizji oglądać więcej kobiet w negliżu, bo podobno mamy w tej dziedzinie spore osiągnięcia. (Hehe)

Zresztą i tak w radio cały czas podawano tylko optymistyczne informacje.

(A w stacji obok w ramach miłości w Zakopanem to nawet polewano się szampanem)

Gdzieś tam na drugim końcu świata świeciło słońce – myślałam sobie stojąc w zielonej czapce na głównej ulicy w Gliwicach i ogrzewając się kubkiem kawy z Mc Donalda.

Minęła mnie właśnie grupa biegaczy. Uśmiechnęłam się do nich ale nie odwzajemnili uśmiechu. Ich twarze szczelnie zasłaniały maski.

Ale nagle jedna z osób z biegającej grupy odłączyła się od reszty. Wbiegła na sam środek ulicy. Przejeżdżająca właśnie czarna wołga zatrzymała się w ostatniej chwili z piskiem opon. Biegacz jednym ruchem zrzucił maskę i zaczął mocnym głosem śpiewać. Alleluja!

I wtedy zaczęli dołączać inni biegacze. A potem też przypadkowi przechodnie.

Starsza pani przechodząca właśnie obok mnie odrzuciła gwałtownym ruchem torebkę, zerwała z głowy moherowy beret i pobiegła za teraz już całkiem sporą grupką uciekinierów.

Dobrze, że wiosna, na którą wszyscy tak czekali, przyszła tamtego roku niezwykle punktualnie.

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.


Przyjaźń na całe życie. Jak ocenić, czy ktoś jest naszą bratnią duszą?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
25 lutego 2018
Fot. iStock/wundervisuals
Następny

Wydaje nam się, że prawdziwa przyjaźń to taka, która trwa od wielu lat i niejedną burzę już przetrzymała. Że trzeba znać się jak łyse konie, a do tego potrzeba czasu, licznych prób, trudnych sytuacji, konfliktów, wyborów. Czy da się określić, kiedy właściwie przyjaźń jest trwała i będzie trwała latami, a kiedy jest to po prostu przelotna znajomość?Ludzie towarzyszą nam przez całe życie. Na każdym etapie spotykamy nowych – w szkole, na studiach, w pierwszej pracy, na siłowni. Z każdą osobą coś przez moment nas łączy – nauka, praca, pasja. Jedni są z nami przez chwilę, aż wejdziemy w kolejny etap życia, inni pozostają na dłużej, niezależnie od tego, co aktualnie robimy, jak wygląda nasze życie i gdzie doszliśmy. Przyjaźnie trwają, a my bierzemy ślub, rodzimy dzieci, rozwodzimy się, zmieniamy pracę czy miejsce zamieszkania. Jak się nie pogubić i nie stracić w tym pędzie naprawdę fajnego człowieka, z którym łączy nas głęboka przyjaźń? Jak go rozpoznać?

Przyjaciel wie, kiedy jest ci źle

Nie musi cię widzieć. Wystarczy, że usłyszy cię przez telefon. Wcale nie musisz wylewać swoich żali, możesz prowadzić z pozoru zwykłą rozmowę, a on i tak wyczuje, że coś się dzieje. To niezwykła umiejętność, którą posiadają tylko bratnie dusze. Nie trzeba wcale znać się Bóg wie ile. Na żywo będzie jeszcze łatwiej – nawet nie musisz nic mówić, przyjaciel spojrzy na twoje zachowanie, gesty, mimikę i już będzie wiedział. Co więcej, pomoże ci i nawet nie zauważysz kiedy.

Zawsze dobrze się razem bawicie

Czas, spędzony z najlepszym przyjacielem, nigdy nie jest czasem straconym. Wieczór w domu na plotkach? Rewelacja? Kiepski film w kinie? I tak było fajnie, a teraz macie się z czego pośmiać. Wspólne zakupy? Świetna zabawa. Wiesz, dlaczego tak dobrze wam razem? Bo skupiacie się na sobie i waszych emocjach, a nie na tym, co robicie. Nawet najbardziej katastrofalne wyjście potraficie zamienić w dobrą zabawę i niezapomniane chwile.

Przyjaciel wie, czym jest prawdziwe wsparcie

Niezależnie od tego, jaką życiową decyzję podejmiesz i na jaki pomysł wpadniesz, przyjaciel zawsze będzie cię wspierał w dążeniu do celu. Może się z tobą nie zgadzać, może wyliczyć plusy i minusy, może powiedzieć swoje zdanie czy próbować doradzić, ale koniec końców i tak zaakceptuje twoją decyzję i stanie za tobą murem. Bez względu na to, jakie są twoje cele życiowe i nie ważne jak bardzo się zmienią, twój najlepszy przyjaciel będzie pierwszym, który cię wesprze.

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Jak nisko trzeba upaść, żeby w związku być zazdrosną o psa?!?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 lutego 2018
Fot. iStock/Drazen Lovric

Mam znajomą, nazwijmy ją K., która zawsze pakuje się w hmm, delikatnie mówiąc, po*ebane związki. No kurde nijak nie wyciąga wniosków. Był już gość kleptoman, facet, który twierdził, że jest trzeźwym alkoholikiem, ale tej trzeźwości jakoś widać po nim nie było. Był jeszcze hipochondryk. I oczywiście maniak seksu, który zdradzał ją na prawo i lewo. Eh. Szkoda gadać. A to fajna laska, mądra, ładna, dowcipna, tylko ci faceci.

Ale jakiś czas temu coś się zmieniło. Zadzwoniła tajemniczym głosem oznajmiając, że to jest to. Że w końcu jest normalny facet. Skąd wie, że normalny? Bo sprawdziła. Nauczona doświadczeniem potrafiła już wyczuć kłopoty (no, czasami). Pracował w jakimś korpo, był dyrektorem w garniturze, ale podobno mega dowcipnym i popołudniami wyskakującym z marynarki i spodni w kant – jeżdżący na rowerze, lubiący dobre kino i niezłe wino. Hm. Może faktycznie. Po rozwodzie, jedno dziecko, o byłej żonie nie mówił źle, wręcz przeciwnie ciepło i bez zaciętej zawiści. Może trochę drętwy w towarzystwie, mało otwarty, ale w końcu to nie ja miałam z nim spędzać czas i ewentualnie planować jakieś wspólne życie.

O tak, K. jest mistrzynią planowania. Zastanawiała się, kiedy razem zamieszkają, jak będzie wyglądać ich codzienność – razem. Ale do tego razem jemu zupełnie się nie spieszyło. Znajdywał zawsze jakąś wymówkę – jego mieszkanie za małe, z jej zbyt długo dojeżdżałby każdego dnia do pracy. Trzeba by było jakiś kompromis wypracować, jednak dość trudno było go znaleźć. Ale ona zakochana, że on mądry, uroczy, że jest dla niej inspiracją, przy nim czuje się wyjątkowo. I tak rok. Rok bez konkretnych deklaracji, takie życie od spotkania do spotkania, od weekendu do kolejnego. On trochę jakby wycofany, ona lekko przerażona tym faktem. Namówiła go na jedno – kupno psa. Zawsze chciał mieć, nigdy nie wiedział jakiego, więc w końcu rasową psinę wybrali wspólnie, a on szczęśliwy zabrał ją do domu. Samą, bez znajomej. K. dalej osobno.

Nie wytrzymała – dzwoni: „Ja pie*dole, stara, jak nisko trzeba upaść, żeby być zazdrosną o psa?”. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Więc szybko mi streściła. Że choć półtora roku związku za nimi, to ona jest w czarnej dupie. Stoi w miejscu, nic się nie dzieje, nie wie, do czego to prowadzi.

– No dobra, ale o co chodzi z tym psem?

– Elza.

– Tak się nazywa?

– Tak.

Elza to oczko w głowie faceta. Zwariował na jej punkcie.

– Wiesz, to jest takie urocze, że on ją tak bardzo kocha – słyszę. Oho, zaczyna się. Elza mieszka częściej u K., bo ona ma blisko park, łatwiej jej wyjść z nią na spacer.

– Jak to u ciebie?

– No wiesz, on nie ma czasu, praca, później rowery, więc ona jest u mnie w tygodniu. Poza tym cieszę się, że mogę się nią zajmować, bo to tak jakbym na co dzień była bliżej niego.

Hę? No tak Elza, to przedłużenie ich związku, jedyna namacalna rzecz, która tak naprawdę ich łączy, która sprawia, że się w ogóle spotykają i mają pretekst do rozmów. Gdy K. chce, żeby do niej zadzwonił, pisze do niego: „Opowiem ci, co dzisiaj zrobiła Elza”. I dzwoni. Gdy wysyła jej zdjęcie, on pisze: „Miłość mojego życia” – pies, nie K.. Zachwyca się nóżkami, pupą Elzy. – On tak o niej pięknie mówi, jakby o mnie trochę. Bo o mnie to ona tak nigdy…

Sikam. Płaczę ze śmiechu. Jak to pies. Co za absurd. – Ale jaki on dla niej potrafi być taki dobry i czuły, to znaczy, że jest wrażliwy i potrafiący mocno kochać – ona ciągnie, ale obie już rżymy.

– A kiedy mówi o jej pięknych oczkach, to tak jakby dotykał moich powiek – mówi.

– Pewnie byłby cudownym ojcem, skoro tak o nią dba – dodaję.

Buc, w garniturze, z psem, którego oddaje swojej dziewczynie, bo nie ma dla niego czasu. Ale przecież to miłość jego życia – ten pies. Cudownie jest się zachwycać psiakiem, kiedy na spacer wyprowadzać nie musisz, kup po nim sprzątać na trawnikach, prawda? Wszystko w jego – faceta – idealnym świecie, pozostało idealne. A już na pewno on sam w swoich oczach. Praca, hobby, pies – miłość życia i kobieta, którą trzyma wystarczająco na dystans, żeby nie burzyła mu jego spokoju. Jej nie powie, że pięknie wygląda. Raczej czepia się jej włosów, nowej sukienki i jeszcze zarzuca K., że jest zaborcza, bo zbyt często chce się z nim spotykać… Dobrze, że jest pies…

– Ku*wa jestem zazdrosna o psa… Czujesz? No na szczęście nie czuję i nigdy czuć nie musiałam. Ale w takim związku, gdzie facet dba najbardziej o czubek własnego nosa, a na czułości stać go tylko w stosunku swojego psa, którym – to ważne – nie zajmuje się na co dzień, to co pozostaje? Pytanie retoryczne rzucone w powietrze… jak piłka dla psa.


Zobacz także

Ostre cięcie. Żyć i umierać na dwie zmiany. My, dziewczyny z OIOM-u

Ostre cięcie. Żyć i umierać na dwie zmiany. My, dziewczyny z OIOM-u

Regulamin akcji „Oh!Mamo – jestem kobietą”

9 różnic pomiędzy toksycznym a dobrym przyjacielem

Otaczaj się pozytywnymi ludźmi, a będziesz żyć dobrze i szczęśliwie. Z kim tworzysz swoje własne moai?