Uwierzyłam ci, złamałeś mi życie. Dziś bronię się przed myślą, że każda miłość przynosi cierpienie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 czerwca 2018
Fot. iStock/portishead1
 

Nigdy nie byłam kobietą, która „potrzebuje” do szczęścia mężczyzny. Zawsze wydawało mi się, że cokolwiek się stanie, sama lepiej poradzę sobie ze wszystkimi problemami, że w pojedynkę lepiej „rozegram” to życie.  Ja – silna, zdroworozsądkowa „okularnica”. Na pierwszy rzut oka zaprzeczenie kobiecości. Trochę jak ze stereotypowych, okrutnych żartów o silnych kobietach. Moje przyjaciółki zakochiwały się i łamały serca, moje pozostawało nietknięte. Ja sobie miłością nie zawracałam głowy. Ja je stawiałam „do pionu” i powtarzałam, że szkoda życia na łzy. Ja byłam bezpieczna w swoim świecie. I choć może po cichu, w głębi, marzyłam o uczuciu, nigdy nie spodziewałabym się, że kiedy się w końcu pojawi, przewróci moje życie do góry nogami. I tak bardzo mnie skrzywdzi.

Kiedy cię spotkałam, wszystko zaczęło się zmieniać. Wcale nie zabiegałeś o moje zainteresowanie. Doskonale wiedziałeś jak mnie podejść. Interesująca rozmowa, zero uwodzenia, żadnych dłuższych spojrzeń, czysta logika. Chciałeś wiedzieć co myślę, a nie zaciągnąć mnie do łóżka. Tak mało było trzeba, widzisz? Jesteś świetnym psychologiem, świetnym obserwatorem. Połknęłam haczyk. Kiedy całkiem „po koleżeńsku” zaprosiłeś mnie na jakąś konferencję, złapałam się na tym, że myślę o tym, w co się ubiorę. Chyba pierwszy raz w życiu zależało mi na tym, żeby dobrze wyglądać. Z twojego powodu. Tym razem też wiedziałeś co powiedzieć. Zauważyłeś ołówkową spódnicę, długie nogi. Ale dalej realizowałeś swoją strategię – traktowałeś mnie jak świetnego kumpla do rozmowy, jak fachowca, człowieka. Ta historia w niczym nie przypominała historii moich znajomych – jeden wieczór – kilka kieliszków wina – jedna kawa – seks – koniec związku.

Ty zdobywałeś mnie cierpliwością, wizją czegoś głębokiego, trwałego. Stałego. Potem był pocałunek i twoje słowa: „Nie mogę nic na to poradzić, oczarowałaś mnie”.

Zupełnie jak z taniego Harlequina, wiem. Wstyd mi, że dałam się na to nabrać. Że nie zaświeciła mi się czerwona lampka w głowie, że nie wyświetliły znane już z opowieści przyjaciółek scenariusze. Ja już byłam zakochana, albo raczej – bardzo chciałam kochać. I wierzyć, że to właśnie mi przytrafia się najprawdziwsze love story.

Zamieszkaliśmy razem, u mnie, po pierwszej wspólnej nocy. Nie miałam żadnych wątpliwości, mówiłeś o ślubie. Czułam się jakbym wygrała los na loterii. Wyznania miłości, podziwu, deklaracje poważnego związku – wyciągałeś je jakby były wcześniej przygotowane w twojej kieszeni. Nie było mnie dla nikogo prócz ciebie.

Czasem było tak, jakbym dostała rolę w jakimś filmowym romansie. Ty pracowałeś w domu, ja wychodziłam do biura. Wieczorem czekała na mnie kolacja, dwa kieliszki wina, świece, seks.  Kiedy przyjaciółki pytały, co właściwie o tobie wiem, nie potrafiłam powiedzieć dużo. Ale też tego nie potrzebowałam, wierzyłam w obraz ciebie, który tworzyłeś na bieżąco, w mojej głowie. Byłeś freelancerem, organizowałeś olbrzymie konferencje, więc czasem wyjeżdżałeś na kilka dni. Kiedy wracałeś, przywoziłeś mi pudełko czekoladek i mały bukiecik róż.

To trwało pół roku. Potem zacząłeś ode mnie pożyczać pieniądze. Mówiłeś, że zakładasz swoją firmę, ale nie chcesz związywać sobie życia kredytem. „Będzie czas na kredyt, kiedy kupimy dom” – powtarzałeś. Tak bardzo chciałam tego domu. I nagle stało się coś dziwnego. Jakaś dziwna zależność. Ja wypłacałam coraz więcej pieniędzy, ty coraz bardziej zmieniałeś się w stosunku do mnie. Czułość, troska, cierpliwość – było ich coraz mniej.

Nagle okazało się, że cię denerwuję, że powinnam zmienić kilka rzeczy w moim wyglądzie, że moja wiedza i inteligencja, które podziwiałeś jeszcze kilka tygodni temu już ci tak nie imponują. Że potrafisz okazać brak szacunku. Że moje ciało nie jest tak cudowne. Że rozmowy ze mną cię nużą.

To było takie przewidywalne, wręcz książkowe. Twoje zachowanie, twoje reakcje.

Płakałam po cichu, w łazience, bo bałam się ciebie zdenerwować. A najgorsze, że wierzyłam, że na to zasługuję. Pewnego wieczora po prostu wróciłam do domu z pracy i zastałam puste mieszkanie. Ani jednej twojej rzeczy. Zobaczyłam kartkę, od razu wiedziałam, co się stało. Nawet nie próbowałeś udawać, że mnie naprawdę kochałeś. Było coś o pomyłkach, coś o daniu sobie szansy na nowy związek, na prawdziwe uczucie. Żałosne.

Odsłoniłam przed tobą swoje najczulsze punkty, pokazałam ci swoje słabości. Przez jakiś czas żyłam w bajce. A ty? Wykorzystałeś moje uczucie i moją ślepą wiarę w to, że mnie nie skrzywdzisz.

Zniknąłeś z mojego życia tak szybko, jak się w nim pojawiłeś. Z tobą, kilkadziesiąt tysięcy moich oszczędności, których pewnie nigdy nie oddasz i moje złudzenia Pozostał wstyd.

Boję się, że już nigdy więcej nie zaufam. Nie wiem, jak zaufać. O tym, co zrobiłeś, nie powiedziałam nikomu. Przyjaciółkom mówię, że przestraszyłam się twojego poważnego podejścia do związku. Pukają mi w głowę, mówią, że oszalałam. „Taki facet”… – słyszę. – To się przecież nie zdarza często”. Milczę.

Uwierzyłam ci, złamałeś mi życie. Dziś bronię się przed myślą, że każda miłość przynosi cierpienie.


Negatywni. Czy masz jedną z tych pięciu cech?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 czerwca 2018
Fot. iStock/MangoStar_Studio
 

Byłoby niesprawiedliwe twierdzić, że dana osoba jest zasadniczo negatywna. Każdy z nas zmienia się nieustannie, wydarzenia naszego życia wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości i innych ludzi. Nic ni jest nam dane raz na zawsze, szczególnie na poziomie emocjonalnym. Dlatego nikt nie jest całkowicie negatywny lub pozytywny. Oba aspekty współistnieją w każdym z nas. Każdy z nas może jednak być nieco bardziej skupiony na pozytywnym lub negatywnym interpretowaniu tego, co się wokół niego dzieje.

Do której grupy należysz? Czy masz jedną z pięciu cech „negatywnych” ludzi?

1. Przyjmujesz zawsze najbardziej negatywną perspektywę

Życie daje nam wiele niemożliwości, ale niektórzy ludzie nie chcą tego zaakceptować, zauważyć. Frustracja jest częścią naszego życia i bierze się stąd, że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Być może chcielibyśmy urodzić się w rodzinie milionerów lub wyrosnąć w innym środowisku. Jeśli tak się nie stało, nie możemy nic z tym zrobić. A jeśli skupimy się na żałowaniu wszystkiego, czego nie mamy, będziemy pełni goryczy i bólu.

2. Poddajesz się, gdy napotykasz przeszkody

Tak jak nie jest rozsądne stawianie sobie niemożliwych celów, tak samo nierozsądne jest poddawanie się, kiedy tylko napotykamy pierwszą przeszkodę. Pamiętaj, że każdy wielki cel wymaga wielkiego wysiłku, a przede wszystkim wytrwałości. Rezygnacja sprawi, że poczujesz się pokonany.

3. Traktujesz rzeczy zbyt poważnie

Kiedy nie wzmacniamy wystarczająco naszej samooceny i dojrzałości, nasze ego jest bardzo wrażliwe. Nie tolerujemy wstydu i panikujemy, że zostaniemy wyśmiani. Traktowanie rzeczy zbyt poważnie tylko zwiększa negatywne nastawienie do innych i do siebie samego. Potrzeba pokory, aby nie traktować zbyt poważnie drobnych problemów.

4. Narzekanie jest twoim sposobem na życie

Od czasu do czasu wszyscy narzekamy. Problem pojawia się, gdy narzekanie staje się naszym sposobem na życie. Wtedy nie widzisz wszystkiego jasno, nie potrafisz obiektywnie ocenić sytuacji. Nie dostrezgasz innych opcji ani możliwości. Twoja uwaga jest skierowana na nieszczęścia, cierpienie i własne ograniczenia. Dyskomfort staje się patentem na to, aby uniknąć zmian.

5. Porównujesz się do innych i jesteś do nich wrogo nastawiony

Życie w kategoriach porównań z innymi jest bardzo negatywnym nastawieniem. Oznacza to brak autonomii i szczególnych kryteriów. Poprzez porównanie oceniamy i osądzamy to, co robimy, według tego, co robią inni. To niesprawiedliwe i frustrujące doświadczenie, które sprowadza cię do pozycji ciągłej konfrontacji z otoczeniem. Do czego to prowadzi? Zaczynasz gardzić ludźmi, a ich niepowodzenia stają się źródłem twojej satysfakcji.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Jak się „odciąć” od toksycznej matki. 10 podstawowych rzeczy, które powinnaś sobie uświadomić

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 czerwca 2018
Fot. istock/kjekol

Nie rozmawiasz z nią od pięciu lat, a potem, nie wiadomo skąd i jak, dzwoni. W ciągu kilku minut, pomimo wszystkich terapii, które przeszłaś, znowu zachowujesz się jak pięciolatek. Nie minęło dwadzieścia minut, a usłyszałaś od niej wszystko to, co sprawia, że kolejny raz musisz zaczynać swoje uzdrowienie od zera. To twoja wina, czy twojej toksycznej matki?

Społeczne potępienie dla córki, która odcina swoją matkę od swojego życia jest ogromne. Bo „matka” w to w naszej kulturze prawie synonim słowa „święta”. To ona dała ci życie, bezpieczne schronienie i serce. Wierzymy, że wszystkie matki kochają swoje dzieci, że dobre macierzyństwo jest instynktowne, że jeśli w relacji między matką a córką dochodzi do nieporozumień, wina leży po stronie córki. Jak wyjść z tej sytuacji cało?

10 podstawowych rzeczy, które powinnaś sobie uświadomić

1. Uświadom sobie, że „zerowy” kontakt nie jest rozwiązaniem

Brak kontaktu daje ci przestrzeń do oddychania i wolność od manipulacji i ciągłego nadużywania emocjonalnego, to jednak nie oznacza uzdrowienia z toksycznego dzieciństwa . Uzdrawianie najlepiej można osiągnąć, współpracując z terapeutą i starając się pomóc samemu sobie .

2. Przez pewien czas możesz czuć się gorzej

Córki myślą, że poczują ulgę, kiedy „odetną” więzy łączące je z matką. Niestety, w praktyce najczęściej bywa tak, że ogarnia je uczucie strachu , żalu, izolacji i straszliwej straty. To sprawia, że ​​brak kontaktu jest tak bolesny.

3. Musisz pracować nad uzdrowieniem

Terapia jest najlepszym rozwiązaniem. Nieświadome zachowania niekochanej córki, „wdrukowane” w nią w dzieciństwie, są często źródłem jej niezdolności do rozwoju i nawiązywania zdrowych relacji.

4. Musisz spodziewać się gwałtownej reakcji

Odcięcie się to próba ratunku przed bólem. Podczas gdy niektóre matki po prostu je zaakceptują, większość nie zgodzi się z decyzją córki. Będą szukać odwetu i bronić się przed krytyką, publicznie zrzucając winę na córki.

5. Prawdopodobnie poczujesz się odizolowana i niezrozumiana

Bo wszyscy będą ci mówić „odpuść”, „przecież to matka”.

6. Możesz zmagać się z poczuciem winy i wstydu

Pytanie, które zwykle zadają sobie córki, które myślą o całkowitym zerwaniu relacji z matką obcowaniu, brzmi: „A co, jeśli się mylę? Co jeśli jestem zbyt wrażliwa, tak jak ona mówi lub przesadzam? Czy jej szyderstwa to po prostu żarty, na które przesadnie reaguję? ”

7. Twoje poczucie straty będzie ogromne

Obudzi w tobie silne i skomplikowane emocje; czasami córki czują się nieprzygotowane na to, jak intensywne są ich uczucia i jak bardzo będą zrozpaczone. Niektóre wrócą, skruszone, próbując ratować więzi z innym członkami rodziny. Dla innych, to poczucie straty będzie częścią ich przemiany.

8. Musisz przeżyć „żałobę”

Będziesz opłakiwać to, czego potrzebujesz i czego ci zabrakło – rzetelną opiekę, szacunek, miłość, wsparcie i zrozumienie – ale również matkę, na którą zasługujesz. Częścią uzdrowienia jest zrozumienie, że zasługujesz na miłość

9. Możesz ponownie nawiązać zerwaną więź

Może to być drugie podejście, poznanie siebie, przyniesie ci ukojenie płynące ze świadomości, że jej – matki – nie zmienisz. Przestaniesz żałować, bo zrozumiesz, że nie ma czego.

10.  Możesz stale mieć nadzieję

Ale podchodząc do sprawy statystycznie – nie licz na to, że ona się zmieni. To się zdarza bardzo rzadko i jedynie wtedy, gdy zbiegnie się wiele pozytywnych okoliczności.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Nie masz czasu i ochoty na sprzątanie? Ten odkurzacz zrobi to za Ciebie!

Trzy przepisy na domowe maseczki idealne na przesuszoną skórę dłoni

Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!

Na co komu aktywność fizyczna i czy w ogóle jest potrzebna? 10 powodów, żeby ruszyć tyłek z kanapy