Uważasz, że jesteś niewystarczająco dobra, piękna, mądra? Jeśli tak, pamiętaj o tych 10 rzeczach

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 grudnia 2016
Fot. iStock / tatyana_tomsickova
Fot. iStock / tatyana_tomsickova

To, co o sobie myślisz, w wyjątkowy sposób może wpływać na to, jaka się czujesz wewnątrz i jak postrzegają cię inni. Samoocena albo podbija wartość do góry, dodaje wiary we własne siły i pozwala stawać w szranki z wyzwaniami, albo wyjątkowo dołuje. Nawet jeśli jesteśmy pozytywnie nastawieni do siebie, możemy mieć dni, gdy nic nam się nie składa a my sami uważamy, że jesteśmy do niczego.

Tymczasowy spadek nastroju to nie najgorsze, co może nas czekać. O wiele gorzej dzieje się, gdy zaczynamy wierzyć w to, co myślimy. Że jesteśmy niewystarczający z jakichś powodów — zbyt mało mądrzy, mili, dobrzy, kochani, piękni. Takie długo utrzymujące się stany mogą przylgnąć do nas jak druga skóra i ciągnąć stale w dół.

Ale kiedy jesteśmy we własnych oczach „niewystarczający”, taki komunikat wysyłamy dalej i tak mogą postrzegać nas inni. Najgorszą konsekwencją wchodzenia w niską samoocenę jest to, że całe życie może łatwo i szybko skręcić w tę gorszą stronę. Kiedy wielokrotnie pozwalamy sobie czuć się w ten sposób przez kilka dni, tygodni lub nawet miesięcy, to wywrze szkodliwy wpływ na nasze szczęście, zdrowie, relacje i karierę.

Nie pozwól się pogrążyć pesymistycznym myślom, a jeśli naprawdę zaczynasz wierzyć w to, co o sobie myślisz, weź do serca kilka ważnych rzeczy. To pomoże ci na pewno.

10 rzeczy obowiązkowych do zapamiętania, jeśli uważasz się za „niewystarczającą” w jakikolwiek sposób:

1. Niedoskonałość jest normalna

Samo dążenie do doskonałości niekoniecznie jest złe, ponieważ sprawia, że ​​można sięgać wyżej i pracować ciężej. Ale odpuść sobie dążenie do realizowania ambicji innych osób. Ty nie jesteś doskonała i nie musisz się starać taką być. Nikt nie jest doskonały, nawet samemu życiu do tego jest daleko, a dążenie do nieosiągalnych celów jest bez sensu i psuje to, jak sama siebie postrzegasz. Bądź jak najlepsza sama dla siebie, bo tylko to da ci prawdziwą satysfakcję.

2. Skup się na teraźniejszości

Nie katuj się wspomnieniami, nie koncentruj się nad tym, jaka kiedyś byłaś. Nie myśl obsesyjnie o tym co cię czeka i jaka będziesz, ale skup się na tym, co się dzieje tu i teraz. Skup się na sobie i dniu dzisiejszym, wybierz pozytywne myślenie, które jest znacznie bardziej wydajne od niechęci i pesymizmu. Tak więc, bez względu na to, co się stało i co masz sobie do zarzucenia, zmobilizuj siły, popraw błędy, a to pozwoli ci iść do przodu. Weź głęboki oddech, skieruj uwagę na dobro i daj sobie możliwość osiągnąć szczęście.

3. Wyciągnij na zewnątrz moc pozytywności

Nawet nie wiesz — albo wiesz, tylko że zapomniałaś — jak wiele dobrego w tobie siedzi! Pozytywne podejście podkręca energię, a to pozwala brać rozmach na zdobywanie nowych szczytów. Pozytywne podejście zawsze pomaga spojrzeć na siebie i całe życie łaskawszym okiem. Pamiętaj, że nawet jeśli czasem nie czujesz się na siłach pokonać góry jednym skokiem, możesz zrobić to na kilka podejść. Nie ma sytuacji bez wyjścia.

4. Nie przyglądaj się swoim słabościom

Skupiaj się na swoich mocnych stronach bądź wobec siebie uczciwa, a nie jedynie krytyczna. Skoncentruj się na swoich atutach i na tym, co robisz dobrze. W kwestiach, które mogłabyś w sposób rozsądny poprawić, stwórz obszar do działania. Warto sięgać po realne cele i budować pewność siebie w taki sposób.

5. Nie ty jedna popełniasz błędy 

Każdy z nas milion razy się w czymś pomylił. Nie ma osób idealnych, a błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Błędy i porażki są okazją, by nas czegoś nauczyć i pozwolić na rozwój. Czasami mogą one również podkreślić nasze słabości, co trzeba zamienić w działanie, które umocni nas w danym obszarze. Życiowe dołki to część naszego planu i nie da się ich uniknąć. Nie wyrzucaj sobie potknięć i pamiętaj, że błędy są dowodami na to, że staramy się robić coś konkretnego i ważnego dla każdego z osobna.

Fot. iStock / martin-dm

Fot. Materiały prasowe

6. Jesteś tu, gdzie być powinnaś

Kiedy czujesz, że coś się nie powiodło, przypomnij sobie, że to nie wszechświat działa ci na przekór, tylko ty nie trafiłaś na swoją chwilę. Jesteś tu, gdzie dokładnie być powinnaś i nie marnuj czasu licząc na coś innego. Z każdej chwili znajdź coś budującego dla siebie samej. Drobnostki składają się na całokształt każdego człowieka.

7. Pozwól sobie na własne tempo

Bądź dla siebie wyrozumiała i pozwól sobie na indywidualne tempo działań. Nie musisz dościgać innych, ważne, że to, co i w jaki sposób robisz, jest odpowiednie dla ciebie. Ważne jest, że na koniec dnia ty sama wiesz, że twoja praca była owocna. To nie musi być niczym spektakularnym dla innych, ale dla ciebie powinno.

8. Odpuść negatywne uczucia

Zapomnij o goryczy niezadowolenia czy porażki, za to wybaczaj sobie popełnione błędy. To, zamiast cię dołować, doda ci skrzydeł, doprowadzi do zrozumienia, współczucia i empatii, także wobec innych. Pozwól, by doświadczenia ci nie ciążyły, ale pozwoliły rozwijać się w lepszym kierunku.

9. Nie ma sytuacji bez wyjścia

Nawet jeśli czasami czujesz jakbyś dotarła do końca drogi, pamiętaj, że to tylko dłuższy przystanek, który pozwoli ci na oddech i znalezienie rozwiązania. Śledź ścieżkę, którą przebyłaś i po prostu zauważ nowe rozwiązania, których nie dostrzegłaś wcześniej .

10. Bądź najlepszą wersją samej siebie

Nie ma sensu, abyś stawała w szranki z tymi, którzy są najlepsi w danej dziedzinie. Bądź najlepszą wersją samej siebie i prezentuj swoją postawą to, na czym tobie zależy najbardziej.

A tak w ogóle, kto powiedział, że jesteś w czymkolwiek „niewystarczająca” ???


 

źródło: www.powerofpositivity.comwww.solaris-rozwojosobisty.pl


Walczy o życie syna z bezdusznością przepisów i ludźmi, którzy jakby nie mieli serca… A tu czas jest najcenniejszy. Absurdalna decyzja Ministerstwa Zdrowia

Anika Zadylak
Anika Zadylak
29 grudnia 2016
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne

Ze wszystkich tragedii, jakie mogą nas w życiu spotkać, najcięższa do przejścia i pokonania, jest choroba własnego dziecka. Gdy musisz patrzeć na jego cierpienie, a do snu każdej nocy tuli cię bezsilność i nieopisywalny  strach.

Starasz się nie myśleć o tym, co będzie dalej, jakie będzie to wasze jutro, bo ono może nigdy nie nadejść. Gdy Anna Kalicka – Nycz, mama siedmioletniego Pawełka zmagającego się z dystrofią mięśniową Duchenne’a, opowiada mi, na czym polega choroba jej syna, czuję jej lęk. Słyszę go, w jej drżącym głosie, gdy wraca do niestety znajomych jej obrazów. I wiedzy na temat tego, jak odchodzą ci ludzie, gdy już nie ma dla nich ratunku.

Najciszej zaczyna mówić przy ostatnim zdaniu, gdzie słyszę, że pacjenci z tym schorzeniem, umierają dusząc się. W ostatnie fazie choroby nie potrafią już chodzić, a nawet siedzieć.  Bardzo często są karmieni pozajelitowo i oddychają tylko dzięki respiratorowi.

Mama Pawełka stara się nie myśleć, ile im jeszcze zostało, tylko co jeszcze może zrobić, żeby choć trochę ulżyć swojemu dziecku. Jakkolwiek polepszyć standard jego i tak niełatwego życia. Stara się z całych, czasem nadludzkich sił, mu pomóc. Niestety, rodzice tak ciężko chorych przechodzą przez piekło walki o życie zupełnie sami. Tak jakby w NFZ nie pracował ani jeden człowiek. Tylko robot, którego ktoś zapomniał zaprogramować na ludzkie uczucia i odruchy. Słyszy się tylko o odmowach lub kolejnych przedłużeniach terminów, na wydanie decyzji o refundacji niezbędnych leków. A przecież to właśnie czas w takich przypadkach jest niemalże na wagę złota. Bo każdy kolejny dzień oczekiwania, odbiera resztki nadziei. I przybliża do tego co w tej historii najgorsze – śmierci własnego dziecka.

– Ktoś kto nie zna naszej historii i nie wie, z czym się zmaga Pawełek, mógłby pomyśleć, że to zdrowy chłopiec. Tym bardziej, że synek jest bardzo pogodny, nigdy się nie skarży, nie narzeka. Zadaje pytania głównie przez to, że odstaje od swoich rówieśników, wolniej się porusza, szybciej męczy. Jest coraz starszy, coraz więcej niestety rozumie, więc byliśmy z mężem zawsze przygotowani na to, że w końcu zacznie nas pytać.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Pani Ania, nie ukrywa, że za każdym razem są to ciężkie do przejścia rozmowy. – Staramy się synowi wyjaśniać adekwatnie do jego wieku, żeby wytłumaczyć, a nie przestraszyć, żeby wiedział, że nie jest z tym sam. Od momentu pełnej diagnozy, gdy Paweł miał już prawie 4 lata, musieliśmy uporać się ze straszną myślą, że czas nie działa na naszą korzyść. Że same żmudne rehabilitacje nie wystarczą, że podawane leki będą za słabe. Jak każdy rodzic w sytuacji jak nasza szukaliśmy innych rozwiązań. Dużo czytaliśmy o metodach leczenia dystrofii, pytaliśmy rodziców innych dzieciaków z tą chorobą. W 2014 roku dowiedzieliśmy się, że  w Europie dopuszczono do obrotu lek, który znacząco opóźnia rozwój choroby, a co za tym idzie, poprawia sprawność chorych. No i najważniejsze wydłuża ich życie. Wiedzieliśmy również, że kwota 1,5 miliona złotych rocznie, bo tyle kosztuje lekarstwo, jest nieosiągalna i niemożliwa nie tylko dla nas, ale chyba dla żadnego innego rodzica. Dlatego też, gdy otrzymaliśmy od lekarza prowadzącego dokument na zapotrzebowanie na wspomniany lek, poszliśmy tam, gdzie teoretycznie powinniśmy uzyskać pomoc. Niestety teoria swoje, a  praktyka wbiła nas w ziemię, ponieważ Ministerstwo Zdrowia powołało się na ustawę o refundacji odrzucając nasz wniosek w całości, tłumacząc to brakiem możliwości sprowadzenia lekarstwa w formie importu docelowego.

Co się czuje słysząc słowa odmowy od instytucji, od której ma się zwyczajne prawo oczekiwać wsparcia?  Duszący żal…, ale na szczęście też bunt, a ten przecież popycha do działania. Tym bardziej, że wyczytaliśmy bardzo istotną informację na temat działania leku, że spełnia on swoją funkcję tylko wtedy, gdy chorzy są w stanie chodzić jeszcze o własnych siłach. Po prostu tylko wtedy, można wykonać bardzo ważne badanie stwierdzające jego skuteczność. Polega ono, na określeniu dystansu jaki pokonuje chory, w przeciągu 6 minut ( test 6MWD – przyp. autora).

Zmaganie się z nieubłaganym czasem sprowokowało nas do intensywniejszego szukania pomocy, pukania do kolejnych drzwi. Przecież nasze dziecko jest bezbronne, a nas ma po to byśmy zrobili, co tylko się da, żeby było mu choć trochę lepiej. Dlatego złożyliśmy kolejny wniosek i, jak się pewnie pani domyśla, otrzymaliśmy ponowną odmowę.

Wściekłość, to jedyne co czułam, skoro skreśla się nas ot tak podpierając bezdusznymi i pozbawionymi wszelkiego sensu decyzjami i przepisami.  A dzieci czy w ogóle chorzy to przecież ludzie, a nie przedmioty, które po zużyciu można wymienić na nowe. Lub pozbyć się ich, jednym kruczkiem prawnym. Zresztą, kogo niby chroni to absurdalne prawo? Bo na pewno nie tych, którzy zmagają się z różnymi schorzeniami. Czasem odnoszę wrażenie, że instytucje takie jak NFZ czy Ministerstwo Zdrowia istnieją po to tylko, żeby być. Na pewno poprą mnie rodzice innych chorych. Rodzice, którzy codziennie są obdzierani z wszelkich złudzeń, na chłodno i bez żadnych skrupułów. Zupełnie jakby w takich miejscach nie pracowała ani jedna matka czy ojciec, nikt kto przecież w każdej chwili może znaleźć się po naszej stronie. Bo choroba nie wybiera, nie pyta czy chcesz bólu dla swojego dziecka. Nie zwraca uwagi na to, czy jesteś zwykłym Kowalskim, czy panem prezydentem. A każdy rodzic, niezależnie od wszystkiego, pragnie tylko jednego – szczęścia dla swoich pociech.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Dlatego też, złożyliśmy wniosek, o ponowne rozpatrzenie sprawy, na co Ministerstwo zareagowało tak samo. I przełykając łzy musieliśmy  mierzyć się z kolejną negatywną odpowiedzią.  Poszliśmy więc za ciosem – sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Okręgowego, który uchylił decyzję. Ministerstwo oczywiście od razu złożyło skargę kasacyjną, co skierowało sprawę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Do naszej sprawy włączył się również Rzecznik Praw Obywatelskich i 6. października tego roku Sąd Naczelny wydał postanowienie o podtrzymaniu wyroku wojewódzkiego, i nakazał uchylenie decyzji oraz zinterpretowanie ustawy, zgodnie z konstytucją. I dla dobra, wszystkich chorych.

Pod koniec listopada Ministerstwo Zdrowia dostało uzasadnienie wyroku i od tego czasu, miało 30 dni, na wydanie ponownej decyzji. Z całych sił wierzyliśmy w to, że na Gwiazdkę będziemy mogli odetchnąć z ulgą trzymając w rękach oczekiwaną i pozytywną odpowiedź. Tylko ta niestety nie nadeszła, za to kolejny raz przedłużono termin wydania decyzji.

Mamy czekać do 20 stycznia 2017. Mijają kolejne dni, w których mój synek, już mógłby zacząć przyjmować lek, poczuć się lepiej, mniej cierpieć. Tymczasem przyszło nam patrzeć na to, jak choroba postępuje i niszczy jego zdrowie.

Nie przestałam wierzyć. Tak samo, jak nigdy nie przestanę walczyć o to, co dla każdej matki jest najważniejsze, najcenniejsze. Patrzę każdego dnia na uśmiechniętą twarz Pawełka, na to, jak zmaga się z ćwiczeniami na rehabilitacji, jak stara się być dzielny. I  nie myślę o tym, ile jeszcze  wspólnego czasu, nam zostało.  I czy dane nam będzie jeszcze raz zjeść razem śniadanie i jeszcze raz usłyszeć: „kocham cię mamusiu”. Ja i mój mąż jesteśmy przecież rodzicami, a ci nigdy się nie poddają. Czy mam żal? Tak, ale nie do losu, bo przecież zdaję sobie sprawę z tego, że w innych domach też  żyją ludzie, zmagający się z takimi lub jeszcze gorszymi tragediami. Czuję tylko taką bolesną niesprawiedliwość, że żyję w kraju, w którym z każdym problemem, muszę sobie radzić sama jako rodzic. Bo instytucje powołane do swoich funkcji, kompletnie ich nie spełniają. O czym myślę przed zaśnięciem? Skrajne zmęczenie nie pozwala na zbyt wiele, bo przecież musimy oprócz opieki nad naszym dzieckiem, również pracować.  Ale zamykając oczy widzę Pawełka jako dorosłego człowieka, który mimo tego, co go dotknęło, całkiem dobrze sobie radzi. I widzę również,  to najważniejsze, co sprawia, że nadal, będę mogła być mamą, bo w swoich marzeniach widzę, jak on,  po prostu żyje. I jest.

Patrząc na budynek, w którym ważą się losy Pawełka, zastanawiam się, czy pracują tam rodzice, w podobnej sytuacji jak Anna Kalicka – Nycz. I czy kiedykolwiek starali się postawić choć na chwilę, w sytuacji matki, która przecież nie żąda wybudowania willi z basenem. Prosi tylko o pomoc w sprawie refundacji leków. Może wypadałoby to zrobić, żeby zrozumieć, że instytucje tego typu mają sens istnienia tylko wtedy, gdy pracują w nich ludzie. Ludzie, którzy potrafią się kierować sercem i sumieniem. Bo tak sobie myślę, że chyba trzeba go nie mieć odsyłając kolejne chore dziecko i skazując je na śmierć. Z całych sił wierzę jednak w to, że 20 stycznia usłyszę w słuchawce spokojny oddech Pani Ani i słowa, że się udało. Choć, byłaby to połowiczna radość. Bo ciężko chorych, którzy czekają na wyrok informujący o tym, czy zasługują na szansę leczenia, jest dużo więcej. W nadchodzącym Nowym Roku, życzyłabym każdemu z pracowników NFZ oraz Ministerstwa Zdrowia, żeby nigdy nie musieli się bać. Tak, jak każdego dnia, o życie swojego syna boi się mama ciężko chorego Pawła.


Czy jesteś ofiarą gaslighting? 5 zdań, którymi socjopaci i narcyzi podważają twoją pewność siebie

Karolina Krause
Karolina Krause
29 grudnia 2016
Fot. iStock/martin-dm
Fot. iStock/martin-dm

Zdarzyło ci się kiedyś pomyśleć, że facet, z którym się spotykasz jest narcyzem lub socjopatą? Na pierwszy rzut oka oba te typy osobowości wydają się być dość podobne – posługują się tymi samymi zdaniami. Istnieją między nimi jednak pewne zależności. A mniej więcej takie jakie mamy między kwadratem a prostokątem. Tak jak każdy kwadrat to prostokąt, tak każdy socjopata jest narcyzem, ale nie każdy narcyz jest socjopatą. Pozwól, że ci to wyjaśnię.

Oboje posługują się tymi samymi mechanizmami psychologicznymi, za to każdy z nich robi to w innym celu i z innych powodów. Socjopaci chcieliby kontrolować każdy aspekt naszego życia, z kolei narcyzom chodzi przede wszystkim o to, byśmy poświęciły im cały nasz czas i uwagę. Aby im się to jednak udało, najpierw muszą doprowadzić cię do stanu zwątpienia, podważyć twoją pewność siebie.

Robią to używając tych 5. zdań:

1. „Przestań dramatyzować”

Bo w zasadzie wszystko co według nich robisz to dramatyzowanie. Na początku będą cię wynosić pod niebiosa, wielbić każdy aspekt twojego zachowania. Pamiętaj jednak, że to patologiczni kłamcy, oszuści i do tego są wiecznie pokrzywdzeni przez życie. Zanim się obejrzysz pochwały znikną a w ich miejscu pojawi się twoja przytłaczająca niepewność.

Za każdym razem, kiedy będziesz starała się wyrazić swój sprzeciw wobec ich okropnego zachowania, powiedzą ci byś nie robiła scen. Przez co poczujesz się jakbyś była urodzoną królową dramatu.

2. „Jesteś …”

… dokończ zdanie. Nienormalna, zazdrosna, obsesyjnie w nim zakochana. Lista w zasadzie nie ma końca, a pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy związek zaczyna się chybotać.

Ciągle powtarzane obelgi doprowadzają w końcu do tego, że sama zaczynasz w to wierzyć. Zmniejsza się twoje poczucie własnej wartości. A przedstawiając cię w gorszym świetle, on sam znajduje usprawiedliwienie dla swoich toksycznych zachowań.

3. „Jesteś przewrażliwiona”

Po okresie krótkiego „miesiąca miodowego”, w którym to zasypywał cię ciągłymi pochlebstwami, będą cię ignorować przez kilka dni, czekając na twoją reakcję. Gdy w końcu zaczniesz ubiegać się o swoje, wytkną ci, że jesteś przewrażliwiona i „wiecznie czegoś potrzebująca”.

Będą cię obrażać i krytykować (czasem nawet w żartobliwy, przekorny sposób), doprowadzając cię do granic wytrzymałości. A kiedy wreszcie wybuchniesz, użyją twojej reakcji przeciw tobie, by pokazać ci, jaka jesteś niezrównoważona.

4. „Źle mnie zrozumiałaś”

Każdy z nas od czasu do czasu może błędnie interpretować to co mówią do nas inni ludzie. Ale narcyzi i socjopaci mówią rzeczy, które specjalnie mają nas „zapalać”. Gdy w naturalny sposób zaczynamy wyrażać swoje oburzenie i niesmak, obracają kota ogonem i mówią, że źle ich zrozumiałyśmy. Albo, że wcale tego nie powiedzieli.

Taka technika przemocy emocjonalnej ma nawet swoją nazwę – „gaslighting”. Termin ten wziął się z napisanej w 1938 roku, sztuki „Gas Light”. Opisującej małżeństwo, w którym mąż usiłuje doprowadzić żonę do szaleństwa. Za pomocą różnych sztuczek doprowadza do tego, że kobieta zaczyna kwestionować własne zdrowie psychiczne.

5. „Nie możesz beze mnie żyć”

Takie wyrazem ich nadziei a nie faktem. Powtarzając to w kółko i w kółko liczą na to, że tak właśnie będzie.

Nie mówią tego jednak, dlatego że kochają, ale po to, aby przejąć nad tobą kontrolę. A robią to przez doprowadzanie cię do szaleństwa. Nie pozwól im na to. Możesz i potrafisz żyć bez nich.


Źródło: dailyvibes.org


Zobacz także

W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Tymczasem rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej

W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Czy rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej?

Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem

Jak nie wydawać pieniędzy, a zawsze dobrze wyglądać? Lista rzeczy, które każda kobieta powinna mieć w szafie

Fot. iStock / svetikd

Biznes-matki. One już wiedzą, że biznes z potrzeby serca ma wielkie szanse na sukces