„Uwaga, tata” – jak ojciec może zepsuć twoje relacje z partnerem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 maja 2018
Fot. iStock/PeopleImages
 

Na pewno słyszeliście o toksycznych mamuśkach – zakochanych w swoich synach, zaborczych, wiecznie wtrącających się w jego związki i pokazujące jego ukochanej „kto tu rządzi”. Jednak toksycznych tatusiów roszczących sobie jedyne prawo do uszczęśliwiania swoich córek i traktujących je jak swoją własność również nie brakuje. I potrafią oni skutecznie namieszać w życiu miłosnym własnego dziecka…

Brakuje ci granic w związkach

Jeśli twój ojciec był emocjonalnie odległy i trudno było go zadowolić, a ty zawsze ciężko pracowałeś, żeby mu udowodnić, że jesteś coś warta, przenosisz teraz ten schemat na relacje z mężczyznami. Być może jesteś gotowa zrobić wszystko, byleby on był szczęśliwy, a przy okazji straciłaś szacunek dla samej siebie.

Nigdy nie czujesz się wystarczająco dobra

Jeśli twój ojciec wydawał się być ciągle tobą rozczarowany lub najbardziej skupiał się jedynie na drobnych błędach, które popełniałaś, a nie na twoich głównych osiągnięciach, to traktujesz siebie w ten sam sposób.

Potrzebujesz ciągłego zapewnienia, że ​​jesteś kochana

Bo tak robił twój tata. Przyzwyczaił cię do tego, kazał ci tego wymagać od innych. I nie ma nic złego w okazywaniu miłości, ale kiedy dosłownie „wchodzisz na głowę” swojemu partnerowi, to módl się, żeby miał naprawdę dużo cierpliwości.

Masz ciągły strach przed porzuceniem

Jeśli twój ojciec zmarł w młodym wieku lub opuścił twoją matkę, gdy byłaś mały, to nosisz w sobie bardzo prawdziwy lęk przed porzuceniem, z którym możesz walczyć przez całe życie. Tak bardzo boisz się utraty kogoś, kogo kochasz, albo jesteś zbyt czepliwa, albo całkowicie się odsuwasz, nie jesteś w stanie stworzyć głębokich więzi.

Gonisz za mężczyznami, którzy są emocjonalnie niedostępni

Jeśli twój własny ojciec był emocjonalnie niedostępny i nie mógł stworzyć z tobą na poziomie emocjonalnym, możesz poszukiwać podświadomie mężczyzn, którzy potraktują cię tak samo, ponieważ właśnie to sprawia ci… przyjemność.

Twoje serce należy do … tatusia

I nikt inny go nie zdobędzie, bo od małego słyszysz, że nie ma takiego drugiego jak on, że nigdy nie spotkasz lepszego mężczyzny, że nikt nie jest w stanie zapewnić ci opieki, miłości, takiego domu, jak rodzinny, męskiego ramienia itd, itp. Nic, tylko od ciebie uciekać. No, chyba, że zmądrzejesz.


Na podstawie: thedailynet.com

 


„Masz co chciałaś” – mówiłeś. Mam dzieci, ty swoją ukochaną wolność

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 maja 2018
Fot. iStock/Ridofranz
 

„Masz, co chciałaś. No masz przecież – rozwód, opiekę nad dziećmi. O co ci właściwie chodzi? Czepiasz się, jak zwykle. Zawsze byłaś czepliwa, a odkąd się rozstaliśmy jesteś nie do wytrzymania. Co znowu? Przecież ja też muszę odpocząć, jakoś sobie ułożyć życie. Ja teraz właśnie będę żył. Teraz mam wreszcie czas na swoje pasje, bo przy tobie to nie mogłem nic. Tylko praca – dom, praca – dom. Odzyskałem wolność. To teraz z niej korzystam. Przecież sama chciałaś tego rozwodu, o co ci do cholery chodzi?!”

Fakt, sama tego chciałam. Fakt, tak jest dużo lepiej. Bez awantur, krzyków, wyrzutów, ciągłej niepewności co do tego, co się wydarzy – za pięć minut, za dwa dni, za tydzień, za pięć lat. Bez mojego strachu, iluzji, życia w zawieszeniu. I dzieci spokojniejsze. I życie lepsze, choć mam dużo mniej niż miałam, choć czasem trudno jeszcze związać koniec z końcem. Ale jest nadzieja, jest radość, jest spokój. To, co bezcenne. To, czego nie kupisz za żadne pieniądze.

Umówiliśmy się, że dzieci będziesz brał co drugi weekend, licząc od piątku wieczorem. Odkąd pół roku temu sąd ogłosił rozwód, spędziły u ciebie może cztery soboty i niedziele. Na początku bardzo się starałeś. Walczyłeś o ten czas z dziećmi. Mówiłeś jaki jest dla ciebie ważny, jak ci na nim zależy. Że go nie oddasz, bo jesteś tatą. Że nie chcesz rozbitej rodziny, zrobisz wszystko, by było „normalnie”.

Potem mówiłeś już mniej. Rzadziej dzwoniłeś do syna. Właściwie wcale. Dzieci zaczęły być smutne. „Tata o nas zapomniał?” – pytała starsza córka. Kłamałam, że nie, że masz tyle pracy, że jesteś zmęczony. Dzwoniłam, nie odbierałeś, wysyłałam SMS-y, nie odpisywałeś. Kiedy potrzebowałam twojej pomocy, mówiłeś, żebym poprosiła o nią rodziców. Bo przecież mam to, co chciałam. Powinnam sobie radzić, przecież ustaliliśmy, że w tygodniu dzieci są u mnie.

Potem zjawiałeś się niespodziewanie, z prezentami. Jasne, że drogimi. Zabierałeś dzieci do wesołego miasteczka, na zakupy, do parku linowego. Wszystko to, czego nie robiłeś całe nasze wspólne życie. Ojciec roku. Podobno to bardzo powszechne. Tak mi mówią znajome. Ojcowie zostają najlepszymi ojcami po rozwodzie. Cieszyłam się z tego. I cieszyłam się tymi wyrwanymi od losu momentami, gdy wreszcie miałam moment dla siebie. Zmęczona siadałam w fotelu z kubkiem herbaty. Najpierw tylko zasypiałam spokojnym, błogim snem. Potem zaczęłam planować. A może kino? A może rower? Może jakaś wycieczka za miasto, spotkanie z przyjaciółkami?

Szybko okazało się, że planować nie mogę. Zdenerwowany, odwoziłeś dzieci w środku dnia, bo: zachorowały, pokłóciły się, były niegrzeczne, nie chciały cię słuchać… Źle je wychowałam.

A potem nagle nastąpił moment, w którym zacząłeś maksymalnie żyć swoim własnym życiem. Zrobiłeś sobie tatuaż. Symbol twojego „odrodzenia” – tak mi powiedziałeś. Dzwoniłeś w sobotę i mówiłeś „dziś nie mogę, biegam w maratonie”. OK – myślałam, może chce się zrelaksować, zadbać o formę. Pracuje w tygodniu, jest weekend. Ma prawo odpocząć. Ale w niedzielę byłeś znów zbyt zmęczony sobotnim biegiem, by zabrać do siebie dzieci. „Dziś nie dam rady, bolą mnie plecy” – czytałam na ekranie telefonu.

Potem zrobiłeś się naprawdę nieuchwytny. Wtedy, kiedy dzieci były chore, kiedy ja miałam grypę, kiedy trzeba było je zawieźć do lekarza, albo na zajęcia. Odcinałeś się. Nie odbierałeś telefonów. A kiedy doszło między nami do poważnej rozmowy, wyjaśniłeś mi, że teraz jest twój czas, że teraz będziesz żył, uprawiał sporty, biegał maratony, że kupisz sobie motor, że dziś masz imprezę, więc do widzenia, cześć.

Dziwiłam się. Ty nigdy nie biegałeś w maratonie. Ani nie jeździłeś nocą na rolkach. Ani na motorze. Przynajmniej nie ze mną, nie z nami. My znaliśmy inną twoją twarz. Twoi znajomi zapewne uznają cię za duszę towarzystwa.

Na Facebooku widziałam twoje zdjęcia z różnych weekendowych imprez. Masz mnóstwo nowych kolegów, koleżanek, wspaniałe życie. To chyba dobrze. Nie jestem zazdrosna. Szkoda mi tylko dzieci. Kiedy jestem zmęczona, zaciskam zęby. Czasem mówię im, że już nie daje rady, że potrzebuję odpoczynku. Są coraz starsze, coraz bardziej rozumieją. Coraz mniej szukają cię obok siebie. Coraz bardziej przywykły do tego, że masz nowe życie. I że one niekoniecznie są jego częścią.


16 kroków do rozstania, czyli jak z kochanków stać się obcymi ludźmi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 maja 2018
Fot. istock/Mixmike

Psycholodzy, którzy analizują nasze związki, doszli do wniosku, że większość rozstań odbywa się według podobnego scenariusza. Jest jeden mechanizm, który pociąga za sobą sekwencję tych samych zdarzeń. Gdybyśmy potrafili w miarę szybko wyłapać niepokojące sygnały, być może udałoby się nam zapobiec katastrofie. Poniżej znajdziecie 16 kroków, które powoli prowadzą nas do rozstania. Czy wyglądają znajomo?

1. Partner traci zainteresowanie drugą osobą

2. Zaczyna dostrzegać „atrakcyjne opcje alternatywne”, czyli innych, potencjalnych partnerów

3. Niezainteresowany partner zaczyna wycofywać się z relacji emocjonalnie i / lub fizycznie

4. Partnerzy próbują rozwiązać problem

5. Partnerzy spędzają mniej czasu razem

6. Ponownie pojawia się brak zainteresowania

7. Jedno z partnerów, lub oboje, definitywnie chcą zakończyć związek

8. Partnerzy zaczynają rozmawiać o uczuciach

9. Partnerzy próbują ponownie rozwiązać problem

10. Mimo, że wciąż próbują rozwiązać problem, jedno z partnerów lub obydwoje zaczynają „zauważać innych”

11. Jedno lub oboje partnerów zaczynają żyć swoim życiem

12. Jedno lub oboje partnerów mogą spotykać się z innymi osobami, wciąż się widując

13. Cykl powtarza się, gdy partnerzy decydują się wrócić do siebie i spróbować „po raz ostatni” być razem

14. Jedno z partnerów lub oboje rozważają ponowne zerwanie

15. Jedno z partnerów lub oboje poważnie dystansują się i zyskują poczucie, że „mają już to za sobą”, choć teoretycznie nadal pozostają w związku

16. Związek się rozpada

Badacze odkryli, że takie cykle mogą powtarzać się tygodniami, miesiącami, a nawet latami Ten cykliczny schemat pokazuje jak brak działania i niezdecydowanie prowadzą do ostatecznego rozpadu relacji.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Prosto, szybko i smacznie, czyli sałatka z paluszkami surimi. Palce lizać!

Maja dorasta – tak genialnej książki o dojrzewaniu, jeszcze nie było!

Jesteś tym, co jesz, twoje włosy również! Sprawdź, w jakie produkty wzbogacić swoją dietę. Akcja „Jaki jest twój sekret pięknych włosów?” – wyzwanie #3