Urodziłeś się w latach 80-tych? Sprawdź, czy pamiętasz coś z tych rzeczy!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 stycznia 2016
Fot. iStock / Jason_V
 

Smak gumy balonowej Donald, a potem Turbo… Gra w gumę, sklep Baltona i pierwsze, przekomiczne z dzisiejszej perspektywy reklamy telewizyjne (STOP! Kup TOP!). Jeśli twoje dzieciństwo przypadło na lata 80-te i początek lat 90-tych, z pewnością to pamiętasz. Dziś przywołujemy z łezką wzruszenia kilka wspomnień z okresu, w którym mimo kryzysów wokół, wszystko wydawało się prostsze. Bo byliśmy dziećmi.

1. Kultowe komiksy

Fot. Screen z YouTube/margolcia90

Fot. Fot. Screen z YouTube / margolcia90

Dobre, nie tylko dlatego, że polskie :). A z moich ulubionych oczywiście „Tytus, Romek i A’Tomek” Papcia Chmiela. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że autor „Tytusa” obchodził w zeszłym roku dziewięćdziesiąte drugie urodziny? A sam Tytus de Zoo liczy sobie już prawie sześćdziesiąt wiosen… Pamiętacie cudowne pojazdy (wannolot, prasolot) profesora T. Alenta? I charakterystyczny format książeczki, kupowanej w kioskach Ruchu?

No i jeszcze „Kajko i Kokosz”. Zabawne, pięknie narysowane przez Janusza Christę przygody dwojga wojów. Nasz słowiański „Asteriks”. Urocze, mądre opowieści o przyjaźni, uczciwości i … obyczajach z początków państwa polskiego:).

Ostatnio nad komiksem o Tytusie zastałam moją córkę. – Podobają ci się? – spytałam zdziwiona, że współczesne dzieci chcą po te książeczki sięgać. – To jest fantastyczne! – powiedziało moje dziecko. I poprosiło o jeszcze.

2. „Radio dzieciom”

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

O 19:30 siadałam przy radiu i przenosiłam się w magiczny świat audycji dla dzieci. Namiastkę tego świata mają dziś nasze dzieci słuchając audiobooków. Dlaczego namiastkę? Bo audiobooki są powszechnie dostępne. Włączasz kiedy masz ochotę. My na nasze audycje czekaliśmy niecierpliwie, zwłaszcza jeśli była to powieść w odcinkach, jak na przykład „Opowieści z Narnii” albo „Momo”. Perełki literatury dziecięcej czytane przez wybitnych aktorów. Całe pół godziny szczęścia.

3. „Dynastia”

Fot. Screen z YouTube/berniak79

Fot. Screen z YouTube / berniak79

Oglądana ukradkiem, przez uchylone do pokoju rodziców drzwi. Albo, jeśli uznana przez nich za „nieszkodliwą” dla dzieci, legalnie, wprost z ich wersalki. Serial z charakterystyczną czołówką. Przedziwna bajka dla dorosłych, saga rodziny Carringtonów. Opowieść, w której nic nie jest oczywiste, a każdy może okazać się czyjąś matką. Kicz, przepych i abstrakcyjne problemy w scenerii, która dla PRLowskiej i post PRLowskiej widowni była czystą egzotyką. Jak przygody kosmitów na Marsie. Porody, pobicia, porwania, strzelaniny, prywatne samoloty, pierwsze telefony bezprzewodowe, walka o jednego, bogatego, choć podstarzałego faceta. „Moda na sukces” to przy „Dynastii” pikuś.

4. Kultowe programy telewizyjne

https://youtu.be/aGoNG_QP0ng

Fot. Screen z YouTube / MaszynyPancerne

„Magda, pocałuj pana” – powtarzaliśmy za naszymi rodzicami chichocząc. Prowadzący teleturniej „Koło fortuny”, Wojciech Pijanowski magnetyzował głębokim głosem, a Polonez Caro kusił uczestników jako główna wygrana. Na bazie tego teleturnieju powstały nawet proste gry komputerowe!

Przypominacie sobie na pewno siostrę Irenkę, czyli Krzysztofa Maternę, z niesamowitym wdziękiem odgrywającego rolę lojalnej i niezbyt urodziwej pielęgniarki, dzielnie asystującej Doktorowi (Wojciech Mann). „Za chwilę dalszy ciąg programu” ze swoim abstrakcyjnym humorem bawi do łez również dziś.

No i jeszcze: „krajowa, czy zagraniczna?”! Czyli emocje związane z jedną kopertą… Jaką wycieczkę wylosują uczestnicy „Randki w ciemno”? prowadzonej przez Jacka Kawalca (mi najbardziej kojarzącym się z głosem Muminka).

A kto pamięta program „Pieprz i wanilia” albo „Z kamerą wśród zwierząt?”

5. Polskie filmy dla dzieci

Fot. Screen z YouTube/ polskifilmfabularny

Fot. Screen z YouTube / polskifilmfabularny

Na przykład urocza ekranizacja „Akademii Pana Kleksa” z Piotrem Fronczewskim w roli tytułowej. Efekty specjalne? Takie, na jakie było wtedy nasze kino stać. Ale wrażenia niesamowite, a scena napaści wilków na królestwo szpaka Mateusza wywołuje efekt taki sam jak 25 lat temu – sprawdzone na współczesnych dzieciach, które przecież „już wszystko widziały”… Do tego zabawne, rytmiczne melodie skomponowane do wierszy Brzechwy (mam je na winylowej płycie). „Dzik jest dziki, dzik jest zły…” – nucę sobie razem z córką.

A pamiętacie „Jankę” z Agnieszką Krukówną, jej cudowny pierścień i dwa, wrogie obozy – Orły i Wilki? Samolot, który budował zakochany w matce Janki stryj Julka? Oglądaliście „Szaleństwa panny Ewy”? No i – to mój absolutny faworyt – serial „Siedem życzeń”?

6. Podwórko

Fot. Screen z YouTube/MXs90s

Fot. Screen z YouTube / MXs90s

Nasze mamy nie bały się tak, jak my dzisiaj i pozwalały nam spędzać na podwórku bardzo dużo czasu. W wakacje do domu wracało się właściwie tylko na obiad, kolację i spanie…

A podwórkowe zabawy? „Król skoczek”, czyli przeskakiwanie piłki odbijanej od ściany, gra w gumę (zaczepianą o słupy – ograniczniki jeżeli brakowało trzeciej uczestniczki) i, czy wreszcie „podchody”. Malowanie kredą na chodniku strzałek i zadań, wyszukiwanie kryjówek… Albo w ogóle malowanie kredą na chodniku przed blokiem. Czy dziś to jest w ogóle dozwolone?

Kiedy dziś przeglądamy materiały z lat 80-tych i 90-tych, śmieszą nas puszyste fryzury pań, wąsy u panów, dziwaczna moda…  Ale przede wszystkim, z rozrzewnieniem wspominamy beztroskie chwile naszego dzieciństwa. Oby i nasze dzieci wspominały ten czas jak najlepiej!


Czy jesteś pewna, że nie gubisz swoich wartości w pośpiechu? Znajdź i nazwij, to co jest dla ciebie ważne w życiu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Greg Rakozy / CC0 Public Domain
 

Przyjaciółka wróciła z warsztatów. W mieszkaniu bałagan, pranie na kanapie, mąż odkurza. Ona siada i mówi: „Nie będę sprzątać, porządek nie jest moją najważniejszą wartością”. Mąż spojrzał na nią zaskoczony, westchnął: „No i zginiemy teraz w syfie”.

Uśmiałam się z tej historii. Ale sprowokowała ona rozmowę o tym, co faktycznie jest dla nas w życiu ważne. – Bo zobacz – mówi przyjaciółka: – Jeśli weźmiesz kartkę i wypiszesz ważne dla ciebie w życiu rzeczy, to luz. Nie stanowi to żadnego problemu. Ktoś napisze: rodzina, dzieci, szczęście, bezpieczeństwo finansowe, małżeństwo. Ktoś inny wymieni: wolność, pasja, niezależność, rodzina, zdrowie – psychiczne i fizyczne. Ktoś jeszcze: miłość, podróże, poznawanie nowego, ryzyko.

Nie ma wspólnego zbioru wartości…

Każdego z nas kształtują inne doświadczenia, wychowanie, wzorce wyniesione z domu, a nawet temperament.

– I ja tak zrobiłam, dumna pisałam, co dla mnie w życiu jest najważniejsze. Co stanowi największą wartość, jest dla mnie największym skarbem. Patrzyłam na tę kartkę i myślałam: „O rety, ty to jesteś jednak mądra i dobra” – kontynuuje przyjaciółka. – Tylko później przyszło kolejne zadanie. Na drugiej kartce mieliśmy napisać, na co poświęcamy najwięcej czasu. Co robimy przez większość dnia, co nas zajmuje, absorbuje. I tu już nie było tak miło.

Na tych warsztatach na koniec uczestnicy zestawiali dwie kartki – tę „co ważne” i tę, gdzie spisali, czemu się poświęcają każdego dnia. Niby oczywiste, niby nic trudnego, wszystko wiemy, rozumiemy, ale jak ktoś nam czarno na białym poda, ba – jak my sami rozliczymy się ze sobą, to wynik może zaskoczyć każdego.

– Nagle zobaczyłam, że podaję za wartość czas spędzany z rodziną, dziećmi, a tymczasem wracam z pracy do domu (często później niż planowałam) i wpadam w szał sprzątania. Pranie, naczynia, podłoga. Robię awanturę, że bliźniaki nie pościeliły swoich łóżek, a córka nie opróżniła zmywarki. Otworzyły mi się oczy. Wróciłam z warsztatów, wyciągnęłam planszówkę i w końcu przestałam nerwowo sprzątać wiedząc, że ty do mnie wpadniesz na kawę. W końcu pranie mogę składać rozmawiając z tobą.

Wróciłyśmy do różnych wspomnień. Przypomniałam sobie, jak mówiłam do mojego wtedy jeszcze małego syna: „Kochanie, poczekaj, tylko pomyję naczynia”. „Za chwilę, tylko pościeram kurze”. Pewnego dnia trzasnęłam tymi kubkami w zlewie, ubrałam się i wyszłam z nim na spacer. Jego mina – bezcenna. I nie, nie chodziło o to, że też mogliśmy od teraz zginąć w syfie. Jak wróciliśmy po godzinie wspólnej zabawy myłam te naczynia bez poczucia winy, bez pośpiechu, bez spoglądania na syna, czy nie jest mu przypadkiem smutno. A on nie zaczepiał, miał w sobie spokój ze spędzonego wspólnie czasu.

Tyle się mówi o samoświadomości, samorozwoju…

„Kluczem do sukcesu jest poznanie siebie, nazwanie swych potrzeb” – usłyszałam wczoraj po raz kolejny podczas wywiadu. Za każdym razem wiem, że to prawdziwe, że to słuszny kierunek, że to co daje nam siłę i zrozumienie tego, co nas spotyka, to uważność na samych siebie. A tymczasem nie potrafimy powiedzieć na czym naprawdę nam zależy, co jest istotne dla nas samych. Zasłaniamy się obawą przed zbytnim egoizmem, potrzebami innych, zamknięciem się na zmiany, by nie krzywdzić najbliższych. A przecież nie chodzi o to, że teraz nagle mamy swój świat przewracać do góry nogami. Stwierdzić: „chcę podróżować” i rzucić wszystko, co dotychczas.

Znajomość swoich potrzeb, pozwala nam żyć szczęśliwiej i radośniej. Kiedy wiemy, co czyni nas szczęśliwymi, kiedy słuchamy siebie i dajemy sobie prawo do realizowania tego, co dla nas ważne, to zaczynamy uśmiechać się do siebie, do swojego życia. Zauważmy, że coraz mniej w nim frustracji i stresu, zniecierpliwienia. Odkrywasz, że to co daje ci radość to podróże? Zaplanuj taką, jedną w roku. Poszukaj miejsca, które chciałabyś odwiedzić, z partnerem, sama, z dziećmi? Powiedz najbliższym, że potrzebujesz takiej przygody. Bo ona sprawi, że będziesz szczęśliwsza. Bo to spełnianie marzeń, A przecież marzenia po to właśnie są – by je spełniać.

A może najwyższą wartość dla ciebie stanowi czas spędzany z dziećmi? Masz go ciągle za mało, bo praca (sic!), bo dom, bo pranie, sprzątanie, bo jeszcze chcesz wyjść na jakąś zumbę? To może znajdź zajęcia, gdzie możesz zabrać dzieci. Myślisz, że nudziłyby się na zumbie? A może wystarczy podzielić obowiązki. Dzieciom rozpisać, co mogłyby zrobić w domu, gdy ciebie nie ma w ten sposób tobie pomagając. Nagrodą będzie wspólne pogranie w kości, obejrzenie razem filmu. Uwierz, dla takiej nagrody są w stanie dużo zrobić. Naprawdę.

Nie trzeba od razy rezygnować z pracy, czy doprowadzać mieszkanie do ruiny. Nie trzeba też rezygnować z jednych przyjemności kosztem innych. Ale by znaleźć swoją drogą do szczęścia, trzeba spokojnie usiąść i pomyśleć o sobie. Czujesz w sercu niepokój? Czujesz, że coś ucieka ci przez palce? Nazwij to. Wyłącz wieczorem telewizor, odłóż książkę i spędź czas sama ze sobą.

A może skorzystasz z prostego ćwiczenia, które znalazłam w ostatnim numerze Charakterów*. To sposób na stworzenie mapy swoich wartości. Nazwij je, znajdź.

Wartości jest 60. Wykreśl najpierw 40 najmniej dla ciebie ważnych. Następnie kolejne 10. Te, które zostaną, spisz sobie na kartce. Pomyśl, czy to co robisz w swoim życiu jest z nimi tożsame? Powieś je na lodówce i pamiętaj o nich. Zawsze. Spróbujesz?

*Aktywność *autentyczność *autonomia *bezpieczeństwo *biegłość *bliskość *ciepło *ciekawość *cierpliwość *czułość *czystość *delikatność *dobre relacje z ludźmi *dobrobyt (dostatnie życie) *doskonałość *duma *dyskrecja *efektywność *ekspresja (twórcze wyrażanie siebie) *elastyczność *empatia *entuzjazm *estetyka *godność *harmonia *honor *konsekwencja *kompetencja *kreatywność *lojalność *ład *mądrość *miłość *nadzieja *natura (środowisko naturalne) *niespieszność *niezależność *odpowiedzialność *odwaga *otwartość *pasja *perfekcja *piękno *pobożność *poczucie humoru *poczucie przynależności *pogoda ducha *pokora *pokój na świecie *pomaganie ludziom *poznawanie nowego *prawda *prawość *prestiż *prostota *przyjaźń *przyjemność *radość *relacje intymne *rodzina *rozum *racjonalność *rozwój *równość *ryzyko *rzetelność *skromność *sława *splendor (atrakcyjne życie, światowość) *spokój wewnętrzny *spontaniczność *sprawiedliwość *sprawność *stanowczość *szacunek *szczerość *szczęście *szczodrość *szlachetność *tolerancja *tradycja *troskliwość *twórczość *uczciwość *umiarkowanie *wiarygodność *wierność *władza *wolność *wolny czas *wrażliwość *wspólnota *współczucie *wygoda *wyjątkowość (bycie kimś wyjątkowym) *wyrozumiałość *zaangażowanie *zaradność *zaufanie *zdrowie

Udało się? A teraz pomyśl, czy żyjesz w zgodzie ze swoimi wartościami? One są dla ciebie ważne, ale czy ty masz czas o ich ważności pamiętać?


*Charaktery, NR 1 (228), styczeń 2016


11 zdań, których nigdy nie powinno mówić się mężatce. I błagam, nie róbcie tego…

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 stycznia 2016
Fot. iStock / George Clerk

Tyle tekstów jest o tym, czego nie mówić singielkom, kobietom w ciąży, rozwódkom. Ze smutkiem pomyślałam, że nie ma słowa o tym, czego nie mówić mężatkom. Mężatki, w obiegowej opinii, uchodzą za wyróżnione, szczęśliwe, kochane. A nawet jeśli nie do końca kochane, to jednak mają tego męża. Ktoś wyniesie śmieci, zapłaci rachunki, dołoży kasę. Na koleżankach, mężatkach można się czasem wyżyć za swoje frustracje, powiedzieć coś, co koleżankę singielkę doprowadziłoby do płaczu, ale kobietę w związku? Dajcie spokój.

To ja wam, kochani mówię, że to nieprawda.  A oto lista tematów, pytań, zdań, których wolałybyśmy od was nie słyszeć.

„Boże, jak ty możesz kochać się tyle lat z tym samym facetem?”

Wypowiadane ze współczuciem i niedowierzaniem najczęściej przez koleżankę, która właśnie przeżywa gorący romans. Zaraz po tym, jak ze szczegółowo opisała wam swój boski, oczywiście, seks.

Kochanie, często mamy niezły seks.  Może nie taki jak ty, świeży, ale naprawdę ludzie w stałym związku mogą odkrywać coraz to nowe rejony bliskości. A jeśli są wśród nas takie, których seks jest średni– to sama rozumiesz, że pytanie nie jest na miejscu. Bo albo nas to zaboli, albo same zastanawiamy się, jak to możliwe i nie chcemy wiedzieć, że razem z nami zastanawia się ktoś jeszcze.

„Na twoim miejscu, oszalałabym.”

Wspaniale, bardzo pocieszające. Czemu ma służyć ta uwaga? Poza tym nie jesteś na naszym miejscu.

„Powinnaś znaleźć sobie kochanka.”

Są wśród nas takie, które zaśmieją się z tego i powiedzą, że fajnie by było, inne, które lekko powiedzą, że jednak dziękuję. Ale czasem nie wiadomo, co z taką uwagą zrobić. Czy ja ci mówię, że powinnaś sobie w końcu znaleźć faceta? No nie.

„Wiesz, ja uważam, że twój związek to…”

Tylko przyzwyczajenie, przyjaźń czy co tam jeszcze innego. Wypowiadanie niby troskliwie i z uważnie. Hmm, ale mieszkasz z nami? Widzisz jak funkcjonujemy? Pozwólmy, żeby to jednak mężatki oceniały swoje związki. Uwierz, wiedzą najlepiej, jak on wygląda.

„Wiesz, ja uważam, że twój mąż to…”

Jest za mało czuły, za bardzo czuły, powinien częściej dzwonić, mniej dzwonić, mógłby mnie zdradzić, nie mógłby…. Super, że to uważasz. Ale jeśli nie pytamy, nie dzielcie się tym ze mną. My ich kochamy, nawet jeśli mają wady.

„I ty to znosisz?!”

Najczęściej wygłaszane przez kobietę samotną, albo w świeżym związku, gdzie ludzie jeszcze wydają się idealni. Tak, rozumiem, że masz inną perspektywę patrzenia. Uwierz, też mnie wkurza, że mój mąż musi ułożyć wszystko w lodówce po swojemu. Z drugiej strony jakie to ma znaczenie w perspektywie całego życia? Doświadczona mężatka wie, że żadne. Pogadamy za parę lat, jak to twój facet będzie układał po swojemu rzeczy w lodówce, mył samochód zamiast przytulać, czy robił jeszcze coś równie, dla ciebie teraz, niefajnego. Tak, wiemy, z wami będzie inaczej:).

„Nie pozwoliłabym, żeby ktoś tak traktował moje dziecko.”

To nie pozwól.

„Zaokrągliłaś się od kiedy jesteś w związku.”

Hmm……Może zaproponuj jakieś rozwiązanie. Wspólna siłownia? Wyciągniesz mnie na basen? Bo z samej oceny to jeszcze niewiele wynika.

„Ciesz się, przynajmniej nie jesteś sama.”

Ma kto wynieść śmieci, dołożyć pieniądze, wyjechać z nami na wakacje. To zdanie najczęściej wypowiadane przez samotną. Okej, zrozumiałe, że jest ci smutno, że nie ma kto ci pomóc, ale uwierz, w miłości liczy się coś więcej niż wynoszenie śmieci i rachunki. Mąż to nie współlokator, który ma pomóc, brat czy kumpel. Ciesz się, że nie jesteś sama to słabe pocieszenie. Człowiek w złym związku może być samotny najbardziej na świecie.

„Najważniejsze, że nie pije i nie bije.”

To najczęściej mama/ babcia/ ciotka/ teściowa, której próbujesz powiedzieć coś niewygodnego o swoim partnerze, waszym związku. Zdanie tak głupie, że aż zatyka i odbiera ci mowę.

„Rzuć go.” (poradzisz sobie bez niego)

Rada z kategorii: „nic”. Tak, każda mężatka wie, że może rzucić męża, ale dla większości, to ostateczność. Więc jak radzisz to może wybierzesz coś z innej kategorii?


Zobacz także

Brakuje ci pomysłów? Doskwiera ci zbyt mała kreatywność? Czas na spacer!

Waga jest uparta, Strzelec się boi… Co o naszych słabościach mówią znaki zodiaku?

Panika to zawsze sygnał, że coś niepokoi naszą duszę. To lęk przed utratą własnego „ja”

Panika to zawsze sygnał, że coś niepokoi naszą duszę. To lęk przed utratą własnego „ja”