Urodziła dziecko i przez miesiąc się nie kąpała. Lekarka uważa, że dzięki temu ochroniła siebie i dziecko przed powikłaniami po porodzie

Redakcja
Redakcja
15 czerwca 2018
Fot. iStock/NataliaDeriabina
Fot. iStock/NataliaDeriabina
 

Lekarka z Londynu – Terry Loong ujawniła, że nie brała prysznica przez 30 dni po porodzie, zarzeka się, że zrobiła to dla swojego nowonarodzonego synka. 

W kulturze azjatyckiej istnieje tradycja „porodu po porodzie”, kiedy to kobieta, która właśnie urodziła dziecko nie wychodzi z domu, nie przyjmuje gości i nie kąpie się przez miesiąc po porodzie. Terry ma 40 lat i jest najstarszym spośród piątki swojego rodzeństwa. Przyznała, że pamięta ten okres odosobnienia swojej matki po każdym z porodów. „Nie znam wielu osób, które by się na to zdecydowały: – mówi Terry. Decyzję o porodzie po porodzie podjęła jeszcze przed narodzinami swojego synka. „Po porodzie byłam we krwi, cała pokryta potem. Moje włosy były naprawdę tłuste, czułam zapach płynów ustrojowych, ale mnie to nie obchodziło – przecież taki stan to najbardziej naturalna rzecz na świecie” – wspomina. Nie wzięła prysznica w szpitalu i wróciła do domu.

Posypała włosy proszkiem do pieczenia, żeby wchłonął tłuszcz, a części intymne przecierała roztworem z czarnych orzechów. Nie było łatwo, kiedy minęło 30 dni mąż Terry był szczęśliwy, że bierze w końcu prysznic. „To było jak zrzucenie skóry przez węża”.

Jednak wcześniej, przez cały miesiąc czytała książki i spędzała czas z dzieckiem, nie otworzyła nawet okien ani nie wychodziła do ogrodu. Jak tłumaczy Terry – ważne jest nieustanne utrzymywanie ciepła, ponieważ chłodne powietrze może wywołać chorobę lub infekcję, czego chciała uniknąć, zwłaszcza, że jej syn miał słaby system odpornościowy. Dziadkowie w ciągu miesiąca odwiedzili Terry i jej synka dwa razy, natomiast na spotkanie z przyjaciółmi zdecydowali się, kiedy minie okres „porodu po porodzie”.

„Stałam się pustelnikiem, ale czas szybko minął, mimo że na ten czas zrezygnowałem z  mediów społecznościowych, nigdy się nie nudziłam” – wyjaśniła.

Zdecydowała się głośno o tym opowiedzieć, by pokazać kobietom, w jaki sposób przeniesienie wschodnich tradycji do świata zachodniego, może pomóc w ułatwieniu początków macierzyństwo, Terry uważa, że ​​ten okres pomógł jej w zbudowanie więzi z synkiem i uniknąć problemów po porodzie w karmieniu. Jej zdaniem 30 dni odosobnienia chroni kobietę przed wypadaniem włosów, bólem i depresją poporodową. „Osobiście czuję, że to pomogło nam związać się i zostać rodziną bez żadnych zakłóceń, wyszłam z tego czując się silniejsza psychicznie i gotowa do rozpoczęcia nowego życia”- powiedziała.


 

źródło: The Sun

 


„Dzień po tym, kiedy mnie nie już nie będzie”. List dziewczyny, która nie popełniła samobójstwa

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 czerwca 2018
Fot. istock/franckreporter
Fot. istock/franckreporter
 

Nie uwierzysz w to, ale jutro twoje życie zmieni się bezpowrotnie. Tuż przed południem, dokładnie wtedy, kiedy u sąsiadki pierwszego piętra w radiu zabrzmią kroki hejnalisty z Wieży Mariackiej, ty dokonasz życiowego wyboru – czy powinnaś żyć, czy umrzeć. W ciągu tych kilku porannych, krytycznych, przepełnionych lękiem godzin będziesz ważyć swoje życie, przypominać sobie wszystkie głupie rzeczy, które zrobiłaś, analizować aktualną sytuację i przyszłość, której ma nie być. Na podstawie tych wszystkich myślisz stwierdzisz szybko, że jesteś porażką. Nikt nie chciałby tego, co masz do zaoferowania, twoje życie jest bezwartościowe. Teraz sprawa będzie już łatwa – zadecydowałaś, że nie chcesz żyć i nic już nie będzie takie samo.

W tym momencie uspokoisz się na trochę. Twój oddech się wyrówna, będziesz działać jak maszyna. Zadzwonisz do brata, bo jest ci najbliższy. Nie powiesz mu co zamierzasz zrobić, tylko poprosisz, żeby zajrzał w weekend do mamy. Na pytanie: „Wszystko w porządku”, odpowiesz uspokajająco. Kochasz go, nie chcesz go martwić. Uśmiejesz się z historii, którą ci opowie, tylko po to, żeby dać mu złudne wrażenie, że się „trzymasz”. Trzymasz się do cholery, jesteś bardziej dzielna niż kiedykolwiek wcześniej. Jesteś zaje*iście odważna. Nikt ci nie będzie mówił, że jest inaczej. Nikt nie wie, co przeżywasz, jaką drogę przeszłaś, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś teraz. I, tak nawiasem mówiąc, jesteś tu sama.

Potem nadejdzie trudny moment. Przypomną ci się wszystkie artykuły, które przeczytałaś w Internecie. O tym, że samobójcy to egoiści, że nie liczą się z uczuciami innych, z tym, że ich krzywdzą, że odchodząc zostawiają ich w rozpaczy. Pomyślisz, że to może prawda, że twój brat będzie cierpiał. Ale szybko odpędzisz tę myśl. Niech cię nie rozprasza, niech cię nie odwodzi od twojego celu, tego najważniejszego. Nie chcesz już być, czuć, nie-czuć, analizować. Jesteś już za bardzo zmęczona. Masz tego dosyć. Nie widzisz innego rozwiązania.

Przypomina ci sie, że nie poprosiłaś brata o jedną rzeczy, więc wybierasz szybko jego numer. Bardzo szybko, bo czujesz, że przestajesz być odważna. Nagle boisz się momentu, w którym usłyszysz jego głos. Raz, dwa, trzy… W myślach liczysz by się upokoić. Odbiera, bierzesz głęboki oddech, rzeczowo tłumaszysz sowja prośbę. Niby wszystko OK, ale nagle popełniasz błąd. Stajesz się bardzo emocjonalna. Nie umiesz nic na to poradzić, emocje są teraz jak kula śnieżna. Serce bije ci coraz mocniej, oczy zachodzą jakąś dziwną mgłą. Twój głos zdławią łzy. I onn to usłyszy. Przestraszysz się, rozłączysz się szybko. Nie odbierzesz kolejnych połączeń, zignorujesz SMS-y i błagalne wiadomości na Messengerze. Nie, nie, nie, nie. Nie teraz.

W ciągu następnych 45 minut będziesz planować ostatnie chwile. Została ci godzina. Tabletki przygotowałaś już wcześniej, nie oszukujmy się, myślałaś o tym miesiącami. Dlaczego ten cholerny telefon ciągle dzwoni?

Nie, nie rób tego. Nie odsłuchuj jego wiadomości. Nie odbieraj! Jeśli odbierzesz, przegrasz. Przegrywasz. Poddajesz się. Jego głos brzmi tak, jakbyś wracała do domu z dalekiej podróży. Jak nigdy wcześniej w życiu, słuchasz dokładnie tego, co ma ci do powiedzenia starszy brat. A on mówi tylko, że twój obecny stan to tylko chwila, którą musisz przetrwać, aby wygrać swoją szansę na przeżycie. Nadal nie pragniesz żyć, być. Ale oto czujesz, że jesteś już „po drugiej stronie”. Że wstaniesz jutro i zaparzysz kawę.

Ale teraz jest jeszcze dzisiaj. Twoje myśli powoli zmienią się z desperacji, klęski i rozpaczy w poczucie, że wszystko może się potoczyć lepiej.

Dwa tygodnie później trafisz na terapię. Podejmiesz walkę o samą siebie. Myśli o „tym” nie znikną. Tylko ty nauczysz się z nimi żyć, nie robiąc sobie krzywdy. I napiszesz list, dzień po tym, kiedy cię już nie będzie.

 


Ludzie, którzy płaczą na filmach są najsilniejsi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2018
Fot. istock/Luka Lajst
Fot. istock/Luka Lajst

Chociaż wiele osób uśmiecha się z politowaniem widząc twoje łzy, tobie to nawet odpowiada. Traktujesz to trochę jako „oczyszczenie” i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że ludzie, którzy płaczą oglądając filmy, mają w sobie ogromną siłę, której brakuje innym: empatię.

Trzeba być kimś szczególnym, by mieć w sobie ten dar. Wielu ludzi, na przykład narcyzów i socjopatów, rodzi się bez niego i przeżywa całe życie, nie angażując się nigdy w odczucia innych. Właściwie troska o sytuację innych wymaga siły – ogromnej. Życie bywa dla nas brutalne  i jeśli jesteś w stanie postawić się na czyimś miejscu i poczuć jego ból, to jesteś też wyjątkowy.

Jesteś wystarczająco silny, aby rzeczywiście wytrzymać ten ból. Jesteś wystarczająco silny, aby być silnym dla innych. Jesteś silny do tego stopnia, że ​​rozumiesz dlaczego znaleźli się w tym, a nie innym miejscu.

Oczywiście, empatia nie jest jedynym powodem, dla którego ludzie płaczą w filmach. Są też łzy, które płyną, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że przeżyłeś to samo, co postać z ekranu – łzy bolesnych wspomnień. To doświadczenie ma magiczną moc – pozwala ci uwolnić się od części rozlanych w tobie, silnych negatywnych bądź trudnych emocji. Konfrontujesz się z przeszłością.

Jest jeszcze ten rodzaj łez, które pojawiają się, gdy jesteś naprawdę przytłoczony artystycznym geniuszem filmu. Nazywa się to syndromem Stendhala (w jego bardziej zaawansowanych formach) i oznacza, że ​​dzieło sztuki przenosi cię do punktu, w którym masz zarówno fizyczne, jak i emocjonalne objawy zachwytu, uniesienia.

Ludzie, którzy wzruszają się oglądając filmy, są silni i wrażliwi jednocześnie. Być może nie jest to taka siła, która przenosi góry, ale jest to najważniejsza moc emocjonalna: empatia.


 

Na podstawie: themindsjournal.com


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Wielka miłość, polityka, sztuka i zdrada z widmem lebensbornu w tle

wstepniak-targowisko-proznosci

Targowisko próżności

fot. iStock / fizkes

Stosujesz leki przeciwbólowe? Unikaj tych 6 grzechów głównych