Znów próbujesz wytrwać na diecie i w ćwiczeniach? Dietę cud i gadżety wsadź sobie… między bajki, po prostu przestań robić te rzeczy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 kwietnia 2016
Ćwiczenia i dieta, a szczególnie ich umiejętne łączenie to klucz do sukcesu. Zapomnij o słomianym zapale, sprawdź jak wytrwać na diecie i w ćwiczeniach.
Fot. iStock / Georgijevic

Do lata zostało jeszcze trochę czasu, ale my, kobiety już teraz z nieufnością patrzymy na swoje odbicia w lustrze. Niby wszystko jest ok, nie powinnyśmy narzekać, ale gdyby tak tej oponki z brzucha dało się pozbyć, ujędrnić pośladki no i może jeszcze łydki… Tak, mogłybyśmy być szczuplejsze!

Więc co robimy? Od razu, jeszcze tego samego dnia, gdy krytycznie oceniłyśmy figurę stawiamy twarde postanowienie…

Od dziś ćwiczę i jestem na diecie!

Naprawdę? –  zapytał twój partner, a ty przez chwilę miałaś go ochotę udusić. No tak, naprawdę, choć trudno w to uwierzyć, bo to już kolejne zobowiązanie, które co wiosnę kłębi się w głowie. Cel – sylwetka ze snów. Sposób realizacji – ten co zawsze. I tu jest pies pogrzebany, bo przyznasz sama że skoro po raz kolejny obiecujesz sobie to samo, to znaczy że wcześniejsze starania nie przyniosły wymarzonego efektu. Zrób więc uczciwie rachunek sumienia i na spokojne pomyśl co do tej pory szło nie tak, skoro ZNOWU musisz zacząć ćwiczyć i jeść sałatę zamiast ulubionego schabowego.

Lista grzechów ciężkich, za które twoja figura nie da ci rozgrzeszenia:

Kochasz “lekkie” przekąski miłością szaleńca

Wieczorem siedzisz na kanapie, z zadowoleniem sumując jakie pokusy na talerzu udało ci się ominąć i ile kalorii nie trafiło do twoich boczków. To genialne założenie udało się osiągnąć pomijając śniadanie lub kolację, bo przecież z głodu nie umrzesz, jeśli wrzucisz na ruszt “lekkie, zdrowe przekąski”. Za to głód z braku pełnowartościowego posiłku zmusza cię do wrzucenia czegoś “lajt” nie zawsze niskokalorycznego, co bywa zdradliwe z powodu mało “lajtowego”składu. Następnie z dumą siadasz wieczorem do książki podjadając ze spokojnym sumieniem suszoną żurawinę lub chipsy z bananów. Zdrowo? Może i zdrowo, ale bardzo kalorycznie ponieważ w 100 gramach suszonego jabłka jest 238 kcal, w rodzynkach 300 kcal, pestkach dyni 556 kcal, a w słoneczniku 561 kcal… To ile kalorii naprawdę dziś zjadłaś?

Cześć, to ja, słomiany zapał!

Jeśli właśnie wzdrygnęłaś się na brzmienie tego określenia, to oznacza że rzeczywiście masz z tym problem. Jednego dnia zrywasz się jak oparzona z kanapy, chcą ekspresowej rewolucji w życiu i jeszcze szybszych zmian jakie miałyby po niej nastąpić a drugiego myślisz – ”dieta? No jasne, od następnego poniedziałku”! Mimo początkowego zapału i wyjątkowo ambitnych planów wypracowania sześciopaku na brzuchu, kończysz na czteropaku piwa, który na pocieszenie wypijasz na spółkę z facetem, podczas oglądania meczu. Przecież jakby nie patrzeć, sport to zdrowie a on kocha cię taką jaką jesteś. Tyle że chyba nie dla niego chciałaś zmienić tryb życia, prawda? Więc żeby było ci łatwiej, poproś partnera o wsparcie, niech dopinguje cię każdego dnia do zrobienia czegoś dla siebie. Odpowiednio zmotywowana i pod czujnym okiem współtowarzysza niedoli łatwiej będzie wytrwać w postanowieniu. Załóż sobie cele do których będziesz dochodzić stopniowo i ciesz się z drobnych sukcesów.

Nie licz, że “cudowne” środki załatwią robotę za ciebie!

Porzuć złudne myśli, że pomysł na pas zakładany na kończyny który sam odwali za ciebie robotę zmuszając mięśnie do pracy, to klucz do sukcesu. Ile ja już widziałam tych pasów smętnie wiszących na swoich właścicielkach. Szkoda pieniędzy, tym bardziej że to nawet na ozdobę do klubu techno się nie nada. Suplementacja może być pomocna, na rynku dostępne są środki pomagające likwidować tkankę tłuszczową. Mogą one wpłynąć pozytywnie na twoje nastawienie do działania, nie licz natomiast że spalą tłuszcz bez twojego udziału. Te specyfiki działają tylko w połączeniu z ćwiczeniami, które zredukują tkankę tłuszczową.  Musisz naprawdę zacząć ćwiczyć, realnie zejść z kanapy. Kluby fitness proponują szeroką ofertę zajęć, więc wybierzesz coś odpowiedniego dla siebie, nawet jeśli nie masz zbyt wielkiego doświadczenia z aktywnością fizyczną.

Albo dieta albo ćwiczenia? Każdy niepełny wybór będzie zły

Najczęściej w ciągu dnia brak nam czasu na dopięcie codziennego grafiku. A gdzie tu jeszcze wcisnąć ćwiczenia, skoro wszędzie biegniemy z językiem do kolan? W dodatku trzeba się przebrać, poświęcić odpowiedni czas na aktywność fizyczną i do tego ogarnąć się po, czyli przy dobrych wiatrach godzina jest w plecy. Decydujesz się więc na dietę, bo ile to czasu porwać sałatkę i dodać pomidorki. Jest szybciej, mniej męcząco i jeszcze w głowie rodzi się myśl że robimy coś dobrego dla figury jak i zdrowia.

Tylko miej świadomość że rzeczywiście, zdrowe odżywianie jest istotne ale nie doprowadzi do spektakularnego efektu. Będziesz szczuplejsza, ale o ładnie zarysowanych mięśniach nie masz co marzyć. Dietetycy twierdzą że aby skutecznie tracić na wadze i popracować nad kondycją organizmu, należy przestrzegać następujących proporcji: 60% dieta, 30% ćwiczenia i 10% suplementacja.

Jeśli natomiast idziesz w stronę ćwiczeń bez narzucenia diety, też nie licz na szybki sukces. Nie spalisz boczków nawet intensywnymi ćwiczeniami, jeśli nadal będziesz dostarczała organizmowi ciężkie paliwo. Po prostu będziesz na bieżąco spalać kalorie jednak nie ruszysz głębiej schowanego tłuszczyku, który organizm sobie zatrzymał na gorsze czasy. Zapomnij tym bardziej o opcji “ćwiczenia dla hardkorów”, bo nie będzie to dla ciebie ani zdrowe, ani motywujące, ani tym bardzie osiągalne. Nie staniesz się Chodakowską w ciągu weekendu, więc mierz siły na zamiary i pomyśl, że sukces, na który trzeba solennie zapracować, smakuje lepiej niż coś podanego na tacy.

Bądź dla siebie sprawiedliwym sędzią

Nie narzucaj na siebie planów nie do zrealizowania, przecież żaden początkujący biegacz nie porywa się na dystans maratonu. Bądź uczciwa wobec siebie, jeśli podjęłaś już zobowiązanie walki o lepszą figurę. Nie pozwalaj sobie na małe grzeszki, ale nawet jeśli coś pójdzie nie tak, nie zadręczaj się, puść to w niepamięć. Nie ma nic bardziej demotywującego niż rozpamiętywanie potknięć, a na końcu konkluzja, że cholera,  znów się nie uda i nawet nie chce ci się bardziej postarać.

A przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie, czy rzeczywiście potrzebujesz takich zmian? Bo jeśli wprowadzasz dietę i ćwiczenia z kwaśną miną, bo robisz to z musu dla partnera czy sąsiadki z bloku, daj sobie spokój. Tylko głębokie przekonanie, że potrzebujesz takiego działania pchnie cię w kierunku realizacji. A wtedy słomiany zapał, źle dobrane ćwiczenia czy nieprzestrzeganie diety przestaną być czynnikami, na które złożysz odpowiedzialność za kolejne niepowodzenie.  


9 bardzo złych sposobów na smutki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 kwietnia 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
Fot. iStock / Martin Dimitrov

No już się nie martw, weź tę czekoladkę. Albo całą tabliczkę. No zjedz, napij się winka. Rozluźnisz się. Poznaj kogoś, znajdź faceta, zrobi ci się lepiej. Potrzebujesz tego… Znasz? Nasze sposoby na smutki i smuteczki to najczęściej folgowanie słabościom. Na chandrę – czekolada, a na zranione serce – nowa znajomość. Czy to tak źle? Poznajcie najczęstsze błędy, które popełniamy, gdy jesteśmy smutni.

1. Nowy partner (na chwilę) na stary ból albo stary partner na nowy ból

„Poprawię sobie nastrój” –  myślisz. Na pewno? Jesteś w stanie tak szybko zapomnieć o dopiero co zakończonym związku? A seks na smutek? „Przynajmniej moje ciało poczuje się lepiej” – mówisz sobie. Może przez chwilę i wcale nie zawsze. Nie wiesz o tym, że niektórych ludzi zbyt mocne napięcie erotyczne prowadzi do emocjonalnego załamania, które może trwać do 6 godzin?

Przytulaj się. Przytulanie nie ma efektów ubocznych (np. wyrzuty sumienia) i wspomaga wydzielanie oksytocyny.

2. Nie ma jak piżama. Albo dres.

Wygodne, luźne spodnie to świetny pomysł na relaks po 8-10 godzinnym dniu w pracy, w której obowiązuje cię oficjalny strój. Ale taki ubiór nie zmotywuje cię do działania, do wzięcia się w garść kiedy masz chandrę. Nie zainspiruje do wyjścia z domu i pokonania smutku. Spojrzysz w lustro, zobaczysz w nim kupkę nieszczęścia poszerzoną w biodrach o te parę centymetrów grubszego materiału wokół i… katastrofa gotowa. Nie wiesz, że czasem takie małe rzeczy, jak dobry wygląd mogą pomóc ci dojść do siebie?

3. Wyżalanie się (Bogu ducha winnym) znajomym. Gdzie popadnie, ale najczęściej…

Siedzisz przed komputerem i zwierzasz się znajomym ze swojego nieszczęścia. Wszystkim, którzy są właśnie online. Tym offline zostawiasz pełne rozgoryczenia i żalu wiadomości. Przeglądasz na Facebooku ich profile i dobija cię już na całego ta seria radosnych zdjęć przedstawiających SZCZĘŚLIWYCH ludzi. Napisz jeszcze jeden niepokojący post, coś w rodzaju: „Dłużej już tego nie zniosę”. Zainteresowanie gwarantowane. Lajki też.

4. Wyżywanie się na kim popadnie

Czyli na współlokatorce, sąsiadce z która jedziesz windą, panu z pieskiem, mężu, partnerze. No bo skoro tobie jest źle, to dlaczego im ma być dobrze? Niech już przynajmniej będzie po równo!

Weź głęboki oddech, pomyśl: oni na to naprawdę nie zasługują. Dorośli ludzie próbują radzić sobie ze swoimi problemami, a nie zarażać swoim złym nastrojem wszystkich w swoim zasięgu…

5. Porównywanie

Rzecz jasna swojego nieudanego życia do życia innych. Kiedy jest nam smutno, zdołujmy się jeszcze bardziej. Poczujmy się gorsi od znajomych, mniej zdolni od przyjaciół, słabsi od swoich wrogów… Jest tyle do pozazdroszczenia!

6. Katowanie się przygnębiającą muzyką i smutnymi filmami

Jak katharsis to na całego. Włącz sobie łzawy melodramat i wylej te resztki łez. Na pewno rano z przyjemnością spojrzysz w lustro na swoją zapuchniętą, różową twarz.  Oglądanie, słuchanie lub czytanie negatywnych treści w takiej chwili tylko „doładuje” twoje nieszczęście. Spróbuj zrobić mu na przekór i włącz sobie komedię!

7. Jedzenie. Nie, pożeranie!

Smutno ci? Zjedz czekoladkę. I jeszcze jedną, no przecież zasłużyłaś. Taka jesteś nieszczęśliwa. Jedzenie rozwiąże wszystkie twoje problemy. Zwłaszcza jeśli głównym z nich jest brak za małych ubrań w szafie.

8. Zakupy

To przecież tak relaksuje (do tego momentu, kiedy zdajesz sobie sprawę ILE wydałeś). Jeśli kupujesz kompulsywnie, żeby zapomnieć o smutkach, masz problem. Lepiej nad nim solidnie popracować, jeśli nie chcesz obudzić się pewnego dnia z mocno nadwyrężonym stanem konta.

9. Rozpamiętywanie przeszłości

I idealizowanie. Jak to kiedyś było cudownie. Jak teraz jest źle.  Żeby to stare mogło wrócić, przecież wszystko byłoby wówczas inaczej. Pięknie by było…

No, daj już spokój, czas nie stoi w miejscu, ty nie jesteś tą samą osobą co wtedy. Nie łap się kurczowo przeszłości tyko dlatego, że ją dobrze znasz. Popatrz raczej w przyszłość, zachwyć się tym, że ciągle jest ona niewiadomą.

Wszyscy mamy czasem gorsze dni i różne na nie sposoby. Bywa jednak, że te nasze „lekarstwa” na smutki sprowadzają na nas… nowe nieszczęście.


Ratunku, wszystko szlag trafił! Do diabła z tym stresem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 kwietnia 2016
Fot. iStock /  Valeriy Kachaev
Fot. iStock / Valeriy Kachaev

Miałam pisać o czymś zupełnie innym, ale to co mnie dzisiaj spotkało, wywróciło pomysły na temat do góry nogami. Wyobraźcie sobie taką sytuację, kiedy stres osiąga w ciągu sekundy taki poziom, że nie jesteście w stanie nad nim zapanować.

Kiedy robicie coś, na czym bardzo, ale to bardzo wam zależy, by było zrobione perfekcyjnie i nagle:

– kończycie ważny projekt, macie awarię systemu i wszystko trafia jasny szlag,

– ciasto, które powinno wyjść idealne, a pieczone na ostatnią chwilę okazuje się jedną wielką porażką,

– realizacja zamierzonego planu w jego najważniejszym punkcie po prostu się wali na łeb na szyję, jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko wam,

– zacinacie się na ważnej rozmowie i macie jedną wielką dziurę w głowie,

– przygotowania do ważnej uroczystości, wydarzenia utknęły w miejscu z przyczyn od was kompletnie niezależnych, o których myślałyście, że nie mają prawa się trafić,

– kiedy spieszycie się na jedno z najważniejszych dla was spotkań, a auto odmawia posłuszeństwa i staje w jakimś dzikim miejscu, gdzie nawet o taksówkę ciężko…

Przytrafiło się wam kiedyś coś takiego? W moim przypadku był to wywiad, na którym mi bardzo zależało, a który po mega fajnej rozmowie, okazało się, że… się nie nagrał, mimo moich zapewnień, że „tak, oczywiście nagrywam”.

Znacie te poziomy?

  1. To nie może być prawda?!?
  2. Spokojnie, coś przegapiłam…
  3. K*rwa to niemożliwe?!?!?!
  4. Nie, to na pewno niemożliwe?!?!?
  5. Przecież to się nie mogło zdarzyć? Nie w takim momencie, nie teraz?!?!
  6. Przecież mi nigdy nic takiego się nie zdarzyło?!?!

To trwa może trzy sekundy, a przez głowę przelatuje stek przekleństw, o których znajomość byś się nawet nie podejrzewała. Jeszcze się łudzisz, że może to ze stresu coś umknęło, że to tylko taki psikus rzeczy martwych, że przecież wszystko miałaś pod kontrolą, że za chwilę uśmiejesz się z tej sytuacji.

Jeszcze w szoku miotasz się po biurze, pokoju, wychodzisz na dwór, zapalasz papierosa. Próbujesz opanować drżenie rąk i łzy, które cisną się do oczu, za to wykrzykujesz już na cały głos cisnące się na usta przekleństwa. Jesteś w stanie zedrzeć z paznokci najtwardszy żelowy manicure. Byleby tylko rozładować te nagromadzone emocje.

To trwa koleje kilka minut, kiedy jeszcze masz nadzieję, taką nikłą, ale masz, że to się nie wydarzyło. Szybko jednak iluzja fałszywego larum zostaje zmieciona. A ty masz wrażenie, że ciebie za chwilę zmiecie poziom stresu, który zawładnął twoim mózgiem i ciałem i sercem.

I wtedy chciałabyś zapaść się pod ziemię. Usiąść na podłodze i ryczeć nad swoim przerąbanym losem, nad tym, że jak już coś prawie osiągasz, to okazuje się, że to „prawie” naprawdę robi wielką różnicę. Wręcz kolosalną. Więc najchętniej być zniknęła. Pogrążyła się w jakimś otumanieniu. Zwiesiła ręce wzdłuż ciała, nad głową wywiesiła biała flagę – znak twojej klęski.

Kto chociaż raz doświadczył takiego poziomu stresu – to rozumie o czym piszę. Zupełnie bez znaczenia jest obszar, na którym został ów diabelny stres wywołany, bo to co jednych zestresuje, dla innych może być namiastką lekkiego podenerwowania.

Kiedyś pewnie skończyłabym z tą białą flagą nad głową, przykryta po uszy kołdrą użalając się nad swoim losem. Że co ja sobie myślałam, że zawiodłam samą siebie, że zbyt wysoko mierzyłam, a jestem g*wno warta. Nie ma co, świetna laurka wystawiona samej sobie. Pewnie bym jeszcze sobie przypomniała tysiące innych powodów, dzięki którym mam tak źle o sobie myśleć. Bo czemu nie. Jak raz się coś zawali, to znaczy, że już zawsze wszystko będzie się zawalać.

I wiecie, pomyślałam sobie, jak przy takim poziomie stresu ważna jest wiara w samą siebie. Nie jakaś wygórowana, ale taka samoświadomość, która też przychodzi na kilku poziomach, kiedy aż kłuje cię w boku ze stresu:

  1. Daj sobie chwilę, policz do 10 (to naprawdę pomaga)
  2. Pomyśl, co możesz zrobić – zrobić, a nie kajać się za błąd który nie zawsze jest wynikiem twojej winy – częściej jednak nie jest
  3. Oddychaj spokojnie. Przeanalizuj sytuację na tyle chłodno, na ile się da
  4. Dostrzeż rozwiązanie, choćby wydawało ci się najbardziej absurdalne, to jednak to pierwsze, które ci się nasunęło może być najbardziej odpowiednim, nie skreślaj go
  5. Zacznij działać, nie siadaj, nie płacz, nie załamuj rąk, rusz z miejsca. W końcu nic nie masz do stracenia

Na koniec jeszcze zafunduj sobie porządny kawałek czekolady, co by nadrobić wypalone w tempie błyskawicznym kalorie. I uszczęśliwić organizm.

A jak już ci wyjdzie, to, co wydawało się kompletną klęską, uśmiechnij się do siebie. I powiedz: „Kurde, a jednak można”. I oby każdy kolejny stres był już mniejszy, a przynajmniej łatwiejszy do opanowania. Tego właśnie wam i sobie dzisiaj życzę.

P.S. Kusiło mnie, żeby wam pokazać jak wyglądają moje paznokcie po dzisiejszej akcji, ale może lepiej daruję wam ten widok. Na szczęście jutro wizyta u kosmetyczki („Aga, wybacz” – to taka prywata w jej stronę, ale nawet żel nie był w stanie odciągnąć mnie od obgryzienia paznokci…).


Zobacz także

sok

Szybkie przepisy na zdrowy i pyszny sok

Fot. iStock / alashi

4 sposoby na suchy kaszel

Fot. Pixabay / jill111 /

8 naturalnych składników w kosmetykach, o których czasem lepiej nie wiedzieć