Tęczowe rzęsy? Kto da się namówić? Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #28 [18.05]

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 maja 2016
Tęczowe rzęsy
Fot. Unsplash/Kantemir Kertiev / CCO

Dzisiaj ostatni dzień naszej akcji „Bądź piękna każdego dnia”. Mamy nadzieję, że choć trochę zmobilizowałyśmy was i zainspirowałyśmy do zadbania o swój wygląd. A może skusicie się na tęczowe rzęsy. Są to sztuczne rzęsy, które bez problemu możemy przykleić, zamiast używać kolorowych tuszy do rzęs. Zobaczcie same, jaki efekt można uzyskać. Dałybyście się namówić na takie kolorowe rzęsy?

Stunning red and gold lashes by illumino lashes. #illuminolashes #coloredeyelashes #redandgold #lashextensions #eyelashextensions

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Illumino Lashes (@illuminolashes)

Beautiful blue lashes by illumino lashes #illuminolashes #coloredeyelashes #bluelashes #lashextensions #eyelashextensions Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Illumino Lashes (@illuminolashes)

Talk about stunning! Red Yellow and Green lash extensions by illumino lashes. #illuminolashes #lashextensions #eyelashextensions #coloredeyelashes

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Illumino Lashes (@illuminolashes)

Gold and red colored lashes by illumino lashes. #illuminolashes #coloredeyelashes #eyelashextensions #lashextensions #gold #red Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Illumino Lashes (@illuminolashes)

Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji

 

źródło: Instagram


Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 maja 2016
Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić
Fot. iStock / franckreporter

Nic nie rani tak jak słowa. To one potrafią nas dotknąć do żywego, utknąć w naszej głowie, naszych emocjach i blokować nas na długie nawet lata.

Dlaczego tak się dzieje? Bo używamy zwrotów nie licząc się kompletnie z tym, jak zostaną one odczytane, zrozumiane i jaki efekt odniosą. A może się mylę? Może pewne zwroty używane są celowo z pełną świadomością, jak bardzo mogą zranić?

Ty w ogóle nie wiesz, czego chcesz od życia

Niby niewinne zdanie, rzucony komentarz do jakieś decyzji, do naszego wyboru.

Jak rozumiemy: nie umiesz podjąć żadnej decyzji, nie wiesz, jak pokierować własnym życiem, każdy twój wybór jest błędny, nie powinnaś o niczym sama decydować, bo nie masz pojęcia, co dla ciebie jest dobre.

Do niczego się nie nadajesz

Bolesne, choć wypowiedziane w jakieś konkretnej sytuacji, kiedy coś nam nie wyszło, kiedy próbowaliśmy, a ponieśliśmy porażkę. Zamiast wsparcia dostajemy nóż w plecy.

Jak rozumiemy: niczego nie potrafisz, za cokolwiek się weźmiesz, to i tak ci nie wyjdzie, nie ma sensu, żebyś próbowała czegoś nowego, bo jesteś skazana na porażkę.

Wstydzę się za ciebie

Chyba dzieci słyszą najczęściej te słowa. Bądź grzeczna, żebym nie musiała się wstydzić. Jak się zachowujesz – musze się za ciebie wstydzić. Choć w dorosłym życiu te słowa też padają dość często w różnych sytuacjach.

Jak rozumiemy: najlepiej siedź cicho i się nie wychylaj, bo jesteś nikim, kimś mało ważnym, kimś, kto nie potrafi się zachować, kogo inni nie akceptują i nie rozumieją.

W tym wieku już nikt cię nie pokocha

Która kobieta bez faceta u boku nie słyszała tych słów, zwłaszcza, gdy zagląda się jej w metrykę? Niby żart, niby rada, żeby zacząć się rozglądać za jakimiś „spodniami”, ale w nas gdzieś głęboko zostaje.

Jak rozumiemy: jestem nic nie warta, nie zasługuję nawet na miłość, bo przegapiłam swoja szansę, już zawsze będę sama

Nie histeryzuj

Słyszysz kiedy się denerwujesz, złościsz, płaczesz, czy wpadasz w panikę.

Jak rozumiemy: ogarnij się, nie pokazuj swoich uczuć, one są nieważne, zachowuj się, musisz tłumić swoje emocje, okazywanie emocji to słabość, której powinnaś się pozbyć.

Nieważne, i tak nie zrozumiesz

Słysząc te słowa, nawet gdy domagasz się jednak wyjaśnień, powiedzenia tego, czego nie dosłyszałaś.

Jak rozumiemy: lekceważę cię, nie liczę się z twoim zdaniem, nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia, nie szanuję cię.

Chyba nie jesteś, aż tak głupia

Ktoś tak mówi komentując to, co myślisz, czy opinię, którą wyrażasz. Niby brzmi jak komplement, że nie uważa cię za głupią, a jednak…

Jak rozumiemy: co ty wiesz, nic nie rozumiesz, nie liczę się z twoim zdaniem, jest ono nic nie warte, mylisz się, nie potrafisz racjonalnie wyciągać wniosków i podejmować decyzji.

O co ci właściwie chodzi

Pyta nas ktoś, gdy próbujemy coś wyjaśnić, dojść do porozumienia, wypracować kompromis. PO takich słowach często zamykamy się w sobie.

Jak rozumiemy: nie jest dla mnie ważne, co myślisz, co chcesz zrobić, nie ma dla mnie znaczenia, co czujesz. Nie jesteś warta mojej uwagi. Nie zawracaj mi głowy.

A nie mówiłem?

Są osoby, które często gryzą się w język unikając tego stwierdzenia. Zdają sobie sprawę, jak te słowa mogą zaboleć.

Jak rozumiemy: widzisz ty nigdy nie masz racji, zawsze się mylisz, jesteś głupia, powinnaś słuchać mądrzejszych od ciebie. Jestem lepszy od ciebie.

To tylko niektóre ze zwrotów, które padają w naszą stronę, a które bierzemy bardzo do siebie. Może świadomość tego, jak one na nas oddziaływują pozwoli nam się uporać z emocjami, które pojawiają się  w nas razem z tymi słowami.


Jak manifestować swoje prawo do miłości? Po pierwsze: przestań do cholery wierzyć w to, że na miłość trzeba zasłużyć!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 maja 2016
Jak manifestować swoje prawo do miłości? Po pierwsze: przestań do cholery wierzyć w to, że na miłość trzeba zasłużyć!
Fot. iStock / Enrico Fianchini

Jak to się dzieje, że potrafimy za drzwiami biura „przegryzać” współpracownikom aorty, prawie wdawać się w bójki uliczne, aby wywalczyć sobie należyte miejsce w kolejce do (za przeproszeniem) kibla i godzinami rozprawiać o własnej światłej samoświadomości, a gdy przychodzi do walki o miłość bezradnie rozkładamy ręce? No jak? Jak to  możliwe, że ciągle z naszych ust padają słowa:
– może na niego/nią nie zasłużyłam(em),
– może nie zasługuję na taką miłość,
– w życiu nie można mieć wszystkiego, prawdziwa miłość chyba nie jest mi pisana…

A jak się na miłość zasługuje? Przecież najgorętsza wydaje się być wtedy, gdy nikt w niej niczym się nie zasłużył, nie kiwnął małym palcem, nie dał niczego prócz chemii, bukietu kwiatów i własnego towarzystwa. A może miłość przychodzi dopiero wtedy, gdy na małżeńskiej karcie odbijemy 15-tą rocznicę ślubu? To by miało sens, 15 lat to całkiem sporo kompromisów, kłótni i rozejmów, wyrzeczeń, czasu, zaparzonych mu kaw i skradzionych jej pocałunków. Ale ta wersja również nie wiedzieć czemu, nie chce działać. Za grosz logiki w tej miłości…

Bo nie w samej miłości trzeba szukać. Jeśli nie umiesz, nie potrafisz, nie może ci przejść przez gardło: u licha, miłość mi się po prostu należy – obojętnie czy krzyczysz do lustra czy dopraszasz się tej miłości od ukochanej osoby – usiądź przed tym lustrem na chwilę… spójrz sobie głęboko w duszę.

Tak ciężko upomnieć się o czułość i bliskość, tak trudno. Bo duma nie pozwala, bo skromność karci w głowie za bezczelne zawłaszczanie dobra, towaru luksusowego… Ale żeby móc naprawdę podnieść głowę i powiedzieć głośno: to nie będzie bajka o księżniczce i żebraku – najpierw trzeba zadbać o siebie.

Nie umiesz upomnieć się o swoje  w emocjach – jesteś i ofiarą i winnym.

Jeśli źle się z czymś czujesz – nie rób tego!

Brzmi absurdalnie? A ile razy w swoim życiu zrobiłeś coś tylko dlatego, żeby nie sprawić komuś zawodu, nie zasmucić, bo ktoś od ciebie tego oczekiwał? Sporo, prawda? A ile razy robiłeś to w swoim związku? Tak, zamiatanie problemu pod dywan tez się liczy, gryzienie się w język przy jego/jej rodzinie, puszczanie mimo uszu komentarzy, chodzenie na zakupy i ten cholerny kot, z którego co rano masz ochotę zrobić pasztet. Wszystko szlachetnie, bezszelestnie, ku chwale miłości.

Ileż tej szlachetności w tym, że w końcu i tak wybuchasz, jesteś nieszczęśliwy i zaczynasz winić za to ją/jego (no bo przecież to przez nią/niego ten pasztet z kota i ta teściowa, a nawet te durne kajaki i beznadziejna podwójna randka!!!). Gdyby nie ona/on nie było by frustracji, bo nigdy nie powstałby problem. Nie udawaj, że to nie jest problem.

Nawet nie spostrzeżesz kiedy z ofiary, która chciała dobrze zamienisz się kata, który musi się zemścić. Bo każdy ma swoje granice, a nie da się udawać życia.

Jeżeli jesteś zaangażowany w relację, która nie przynosi ci radości (lub wręcz przeciwnie) zadaj sobie pytanie: co możesz zrobić by było inaczej? Czasem nie można nic zrobić, po prostu tak się zdarza – ale chyba lepiej odkryć to na początku tej drogi.

Jeśli przypomnisz sobie o własnym szczęściu, o radości z tego co kochasz, lubisz, z tego co cie inspiruje – łatwiej będzie zbudować relację z drugą osobą, relację opartą na takich wartościach. Bo cóż znaczy „miłość”, nawet ta najbardziej płomienna, gdy musi łączyć się z frustracją, żalem, złością? To nierówna walka. Nie potrafisz manifestować swojej potrzeby miłości, bo pod skórą czujesz, że nie masz do niej prawa – koło się zamyka.

Naucz się przede wszystkim odpoczywać

Zrelaksuj się, odpocznij. Zapracuj nad równowagą. czy widziałeś kiedyś człowieka zestresowanego, przemęczonego i w ciągłym napięciu, który przyciąga szczęście? Nawet gdyby wdepnął w nie bosą stopą, potknął się o nie, upadł nosem w sam środek wielkiej kuli radości – nie zauważałby tego, a co najwyżej sklął jak szewc swój los (no, żeby się tak potknąć!).

Napięcie nie pozwala przygarnąć dobra i radości – również tej w miłości. I nie pozwala powiedzieć: „ta miłość jest mi potrzeba”. Napięcie i zmęczenie krzyczą: o święty spokój, o wszystko co mi się należy, o zaspokojenie swoich potrzeb (których często nie znasz). Napięcie przykrywa wszystko co ważne, prawdziwe, istotne.

Pragniesz więcej miłości? Pozwól jej się do siebie w ogóle zbliżyć.

Pozbądź się poczucia winy

to jedna z największych blokad jakie możemy sobie stworzyć (lub jakie inni w nas starannie wzmacniają). Poczucie winy nie pozwoli ci powiedzieć, czego potrzebujesz, poczucie winy nie da prawa ci pragnąć, marzyć, prosić – bo niby jakim prawem? Nie zasłużyłeś…

A jeśli nie powiesz, nie sięgniesz, nie zapragniesz… nigdy nie będziesz miał.

Znajdź prostszy sposób

Od dziecka wpajano nam, że w życiu niczego nie ma za darmo, że sukces można osiągnąć tylko ciężką pracą (każdy inny jest zły, to jak ukraść od życia szczęście, a od Boga łaskę). Że gdy coś przychodzi nam łatwo jest niegodne, nietrwałe, niewarte uwagi.  Na podziw można zasłużyć harówką, na nagrodę drogą przez mękę.

I tak nosimy w sobie ten obraz, również w miłości. Zanim jeszcze stworzymy związek już mamy wizję pełna poświęceń dla tej drugiej osoby. Gdy coś się wali w związku, pokornie czas jakiś znosimy wiele, prawie wszystko – bo przecież tak to w życiu jest, że
– nie można mieć wszystkiego,
– miłość musi być trudna (level tej trudności dopasuj sobie do wszystkiego, co się nie udaje, skala do nieskończoności – bo przecież: zawsze mogło być gorzej, innym jest jeszcze trudniej, jakoś się udaje, nie można uciekać ani walczyć – to łatwizna i egoizm).

A jeśli chcesz odejść lub coś zmienić, najlepiej żeby zrobił to ten drugi – bo przecież inaczej będziesz słaby, samolubny. Nasiąkamy sztuczną pokorą, która każe nam o miłość i zainteresowanie drugiej osoby skomleć cicho pod drzwiami. Robimy to szczególnie my, kobiety. My, które musimy „znaleźć” męża, „zatrzymać chłopa”, „zabiegać by się nie znudził, nie zdradził, chciał”. Poświęcenie szybuje jak mit miłości idealnej, z symbolu stał się poziomem wyjściowym.

Tylko po co? Czy ona/on od nas tego oczekują? Czy dlatego z nami chcą iść przez życie? Znajdź prostą drogę, ta zawsze jest najlepsza.

… I do cholery przestań wierzyć w to, że na miłość trzeba zasłużyć!

Jak manifestować swoje prawo do miłości? Po prostu sobą.


Zobacz także

Fot. iStock / Dragan Radojevic

Jak wytrzymać z własnym mężem? No cóż, odpuścić mu i kochać go. Jeśli tylko wart jest miłości

Fot. iStock/Geber86

Na litość boską, nie mówcie nam: chciałaś, to masz, nie narzekaj teraz, bo nie wypada. Wypada, jak cholera

Fot. iStock/AleksandarNakic

Za chwilę sprawią, że zawali się czyjś świat. Ale to ich nie obchodzi, chcą tylko nareszcie być ze sobą „naprawdę”