Scrub z aspiryny na dwa sposoby i aspirynowa maseczka. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #21 [11.05]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 maja 2016
peeling z aspiryny
Fot. iStock / Materiały prasowe Bayer
 

Dziś walczymy o piękną i zdrową skórę twarzy za pomocą… popularnej aspiryny. Ale nie łykajcie jej! Okazuje się, że popularny proszek na ból głowy jest doskonałym składnikiem domowych peelingów i maseczek. Sprawdźcie proste przepisy na aspirynową pielęgnację. Kwas salicylowy zawarty w aspirynie to doskonały peeling chemiczny.

Przepis na scrub z aspiryny

4-8 tabletek rozpuść w kilku łyżkach wody, poczekaj aż tabletki zmiękną, żeby zrobić  z nich papkę.

  • scrub przeciwzapalny: dodaj do papki kilka kropel olejku drzewa herbacianego, białko jaja i sok z cytryny.
  • scrub odmładzający:  dodaj odrobinę miodu lub oliwę oraz zmiażdżonego banana.

Przepis na maseczkę z aspiryny – na przebarwienia i zaskórniki

  • 3-4 tabletki aspiryny lub (6-7 tabletek jeśli korzystacie z polopiryny)
  • mała łyżeczka wody
  • mała łyżka jogurtu naturalnego bez cukru

Tabletki zalać letnią wodą, odczekać chwilę i rozgnieść na papkę. Dodać jogurt i wymieszać. Maseczkę zostawiamy na skórze na 10-15 minut i zmywamy letnia wodą.

Przeciwwskazania: Maseczki czy scrubu z aspiryny nie powinny stosować kobiety w ciąży lub gdy mamy na skórze otwarte ranki czy ciężką postać trądziku.

 Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


źródło: poradnikzdrowie, ofeminin, Youtube.


Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 maja 2016
Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Mam znajomą, która regularnie narzeka na swojego męża. Że niezdolny, że nieporadny życiowo, że jak ona czegoś nie zrobi, to na niego nie ma co liczyć. Dramat po prostu. Historia jak każda inna, gdyby nie to, że ten mąż, odkąd go znam nigdy nieporadny życiowo nie był. Ustaliliśmy to już dawno w gronie wspólnych przyjaciół. Coś się więc musiało po ślubie zepsuć (bo przecież wiadomo, że jak ma się zepsuć, to z reguły po ślubie ;)). Ale jak to: tak nagle zapomnieć jak zadbać o ukochaną, o rodzinę i o inne, ważne sprawy? Zgłupieć tak od tej obrączki, czy co? – Wcale nie ma w tym nic dziwnego – powiedział mi pewien kolega. – Nikt tak łatwo nie zrobi z faceta idioty jak jego żona i matka…

A jak? A no powtarzając do znudzenia te same błędy w obsłudze drugiego człowieka. Zastanówcie się przez chwilę nad potęgą słów:

„No już go tak nie denerwuj”

Ulubione zdanie naszych mam i teściowych. Relikt patriarchatu i czasów, kiedy o nerwy mężczyzny trzeba było dbać w domu w pierwszej kolejności. Pana domu nie drażni się przecież głupimi pytaniami, błahymi pytaniami i pytaniami, na które możesz sobie sama odpowiedzieć. Nie czepiaj się tak, nie zwracaj mu uwagi, przecież zmęczony wrócił z pracy (niektóre z nas pójdą dalej, mówiąc: „ciesz się, że wrócił do domu, a nie poszedł z kolegami na piwo…:)). Coś cię drażni? Przemilcz, każda z nas tak miała. Najlepiej na palach i na baczność.

„Nie mów mu o tym”

Po co mu mówić, niech żyje w nieświadomości. Panu domu nie zaprząta się głowy różnymi życiowymi problemami typu: „sąsiad z dołu zaparkował dziś na moim miejscu i musiałam kawał drogi targać te ciężkie zakupy”. Jejku, no. Co z tego? Radź sobie, takie jest życie. Młody ma problemy w szkole? Niech ojcu nie mówi, bo ojciec nie ma cierpliwości. Skąd ma w sumie ją mieć, jak ma wyćwiczyć te nerwy, skoro wszelkie życiowe problemy odsuwa się od niego byle dalej, wmawiając, że „dom i dzieci to domena kobiety?”

„Daj, ja to zrobię”

W domyśle: lepiej, szybciej, dokładniej. I jeszcze z miną męczennicy. Zaciśniesz zęby, że cholera, chłop nie potrafi nawet odkurzyć, ale wyrwiesz mu ten odkurzacz z ręki, albo ostentacyjnie „poprawisz” po nim. Okna umył. No przecież źle, w dwóch miejscach widzisz smugi. Co z tego, że minimalne. Dziwisz się, że za trzecim razem on już nie chce nawet próbować ci dorównać? Ty też byś nie chciała. Pieluchy też lepiej niech nie zakłada. Jeszcze odwrotnie założy, a w ogóle zrobi przy tym kompletny chaos w twoim idealnym świecie. Twoim i TWOJEGO dziecka.

„Ja ci pomogę”

Znam taką, co po nocy rysowała swojemu chłopakowi szkice na zajęcia z architektury, kiedy on smacznie chrapał na lewym boku. – To z miłości – mawiała, a on jej rysunki przedstawiał wykładowcom jako swoje przez całe dwa semestry. Potem ona uczyła się z nim do egzaminów, a on cudem je zdawał. I nie był wcale niezdolny, po prostu umiejętnie wykorzystywał okazję. Po skończeniu studiów rynek pracy zweryfikował jego wiedzę, a on zweryfikował swoje uczucia. I odszedł do innej, takiej, która mogła dać mu jeszcze więcej. W końcu miał już całkiem niezłą praktykę w wykorzystywaniu kobiecej słabości.

Dobrze, żeby twój partner czuł się „zaopiekowany”, pewnie. Ale zawsze pod warunkiem, że odwdzięczy ci się tym samym. Tego w miłości uczymy się od siebie wzajemnie, tego powinnaś wymagać.

„Jaki ty jesteś mądry”

A ja taka, no… zdecydowanie mniej. Niektórym paniom się wydaje, że to takie motywujące, te zachwyty nad wyrażonym pełnymi zdaniami komentarzami (a nie tylko emotikonem) pod jakimś postem. – Jej… ja tak nie potrafię – mówisz, patrząc z podziwem na twojego pana, restartującego dekoder telewizji kablowej. No, naprawdę, chcesz mu wmawiać, że wciśnięcie guzika to sprawnościowy i intelektualny Mont Everest?! Po co? Żeby trwał w samozachwycie i poczuciu, że czego nie zrobi, to będzie cudowne, a w ogóle, to gdyby nie on, zginęłabyś w tym wrogim, pełnym niebezpieczeństw świecie?…

Kochana koleżanko, gdy następnym razem zaśpiewasz: „Gdzie ci mężczyźni”, zastanów się, czy właśnie nie zamieniasz jednego z nich w nieporadnego, fajtłapowatego faceta ;). Bo cóż jest w tych mężczyznach takiego, żeby nie można było ich traktować na równi z kobietami i wymagać od nich także, po równo?…


Jak czytam takie brednie, to robi mi się słabo. Nie ma we mnie zgody na pogardę wobec kobiet

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 maja 2016
Nie ma we mnie zgody na pogardę wobec kobiet
Fot. iStock / RapidEye

Kompletnie nie rozumiem, skąd tyle pogardy wobec kobiet. Jak bardzo można kobiet nienawidzić, a raczej tego, kim dzisiaj są. Czytam czasami komentarze pod różnymi tekstami, zazwyczaj tymi, w których wypowiadają się kobiety – mądre, wykształcone, mające naprawdę coś do powiedzenia i co widzę: „do garów”, „dzieci rodzić”, „nic dziwnego, że jest sama, kto by z nią wytrzymał”, „z taką twarzą to do zakonu”. My naprawdę nadal jesteśmy postrzegane przez pryzmat tego, jak wyglądamy, czy mamy mężczyznę obok siebie, choćby najgorszego, i ile dzieci urodziłyśmy.

I zastanawiam się, jakie życie mają kobiety, z którymi autorzy takich komentarzy żyją. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, czas, kiedy kobiety głośno mówią, czego chcą, wyszły z tych swoich kuchni, odeszły od garów i postanowiły się realizować – zawodowo, uczuciowo, czy już nawet uogólniając – życiowo. Wyznaczają sobie cele, mają marzenia, do których dążą. I nie jest to jedynie posiadanie dwójki dzieci i nowej zastawy do obiadu.

I niech ktoś mi powie, co w tym złego? Dlaczego nadal nam kobietom odbiera się przyjemność z bycia sobą, po prostu. Uważa się za gorszy jednak rodzaj człowieka, bo słabszy, bo nie wiem – gorzej rozwinięty, mniej inteligentny? Naprawdę czasami mam wrażenie, że właśnie tak o nas myślą – nie tylko mężczyźni, ale też część kobiet tak się właśnie czuje i dobrze im z tym. I niech tak będzie. Przecież każdy wybiera swoją ścieżkę.

Jakbyśmy były tylko do rodzenia dzieci i spełniania zachcianek seksualnych facetów. Chociaż to nie zawsze idzie w parze, bo oni nadal w większości najchętniej chcieliby mieć ułożoną i grzeczną kobietę w domu, co to poda pod nos, posprząta, dzieci ogarnie i jeśli nie ona, to jakaś inna na boku chętnie nogi rozłoży wieczorem i powie mu, jakim jest świetnym samcem alfa. O tak, to poczucie władzy deprawuje mężczyzn. Oni chcą czuć się ważni, oni muszą wiedzieć, że mają nad kimś przewagę. A nad kim mieć najprościej – nad kobietami, które często nie mają dość siły by się pogardliwemu traktowaniu przeciwstawić, bo też skąd mieć wzorzec takiej kobiety, skoro nasze babcie i matki w patriarchalnym systemie nieustannie trwały.

Trafiłam wczoraj na artykuł przekazywany ze ściany na ścianę na Facebooku. I szczerze – oczom nie wierzyłam, myślałam, że to jakiś idiotyczny żart (tylko czemu znowu kosztem kobiet). Okazało się jednak, że list opublikowała Fronda  – gdyby ktoś nie wiedział to bardzo konserwatywny portal katolicki. Chciałam zacytować fragmenty tego tekstu, ale zniknął ze strony… Jak można publikować tekst, którego redakcja nie jest w stanie obronić? Teraz pewnie powiedzą, że nigdy go u nich nie było i pójdą się wyspowiadać z kłamstwa. Oni akurat rozgrzeszenie zawsze dostaną, bez względu na to kogo i jak bardzo by opluli.

W każdym razie dowiedziałam się z tego tekstu „widmo”, że kobiety, które faszerują się tabletkami antykoncepcyjnymi mają obniżone poczucie własnej wartości, chorują na depresję, a nadmiar hormonów zawartych w tabletkach może sprawić, że stają się zdzirami wijącymi się wokół mężczyzn niczym wiewióry. Było coś jeszcze o tym, że kiedyś to kobiety miały Koła Gospodyń Wiejskich, ale dziś z powodu środków antykoncepcyjnych, które wypaczają im mózg nie potrafią się zorganizować.

Z tego tekstu można też było się dowiedzieć, że przed era terapii hormonalnej kobiety były odważniejsze, silniejsze, a dzisiejsza słabość feministek jest wynikiem choćby chemii zawarte w kremach na ujędrnienie biustu, czy likwidowanie cellulitu. Aaa i jeszcze – obniżenie testosteronu u kobiet sprawia, że one gorzej dogadują się z mężczyznami. Także drogie panie – testosteron w pigułce i wszystkie problemy w związku, małżeństwie czy w relacji z chamskim szefem, który ma ochotę obmacywać was w firmowej kuchni, idą w zapomnienie.

Brednie? Jasne, że brednie, którymi nikt nie powinien się zajmować i raczej przejść obok tego obojętnie. A z drugiej strony czułam jak rośnie we mnie wściekłość, jak publicznie można w ogóle wygłaszać takie opinie? Jak można publikować coś, co uwłacza drugiemu człowiekowi i to przez mieniące się katolickimi media. Tak, ja wiem, że już dawno to co związane z kościołem niekoniecznie zwłaszcza w Polsce związane jest z samą religią. A raczej związane nie jest, bo kościół swoje: od mowy nienawiści, po wyciąganie pieniędzy skąd się da, a religia żyje sobie a muzom i mało kto przywołuje jej prawdziwe wartości bez jakiejkolwiek hipokryzji.

Ale miało być o kobietach. Dlaczego my nieustannie musimy coś udowadniać? Dlaczego wpycha się nas w ramy, które owszem funkcjonowały jeszcze 50, a nawet 30 lat temu? Ale dzisiaj? Jesteśmy fajnymi babkami, które postanawiają zawalczyć o własne szczęście. A że to szczęście niekoniecznie związane jest z mężczyzną u boku, który nas nie szanuje, a tylko oczekuje, że jednak wyhamujemy, że nie będziemy chciały więcej i więcej od życia, od innych, od niego? Jasne, znam wiele świetnych par opartych na partnerskim układzie, ale też często kobiety z takich związków mówią: „stara, musiałam sobie to wypracować, przecież gdybym nie wymagała, to myślisz, że on sam z siebie by pranie wieszał?”. No nie wieszałby pewnie. I nie robił wielu innych rzeczy, które zdaniem nadal wielu mężczyzn facetom nie przystoi. Któryś z nich jest autorem niewybrednych komentarzy na temat feministek, kobiet, które odnoszą zawodowe sukcesy, są na wysokich stanowiskach dużych spółek?

Nie wiem. Ale wiem jedno. Nie możemy pozwolić na to, by nami pogardzano. By próbowano wtłoczyć nam do głów, że nie jesteśmy nic warte tak po prostu same z siebie. Ile z nas spotyka się z pogardliwym spojrzeniem w pracy tylko dlatego, że jest kobietą, ile z nas codziennie słyszy komentarze na ulicy, w sklepie, autobusie, które sprawiają, że czujemy się brudne i dotykane klejącymi łapami obleśnych facetów?

Nie ma we mnie na to zgody. Tak jak nie ma zgody na traktowanie nas jak istot, którymi rządzą jedynie hormony. Dopóki będziemy dawały nieme przyzwolenie na takie traktowanie, nie będziemy reagować, kiedy ktoś nas chce poniżyć, potraktować jak przedmiot, upokorzyć nas i ściągnąć do roli usługującej, to pozostaniemy w tej zaściankowości. Pozwolimy, by ktoś inny mówił za nas, ile jesteśmy warte. By podważał nasze poczucie pewności opowiadając publicznie bzdury, które wywołują śmiech, ale które ktoś gdzieś powtórzy w mniej zabawnej dla kobiety sytuacji.

Dla mnie dzisiaj najważniejsze prawo kobiet, to prawo do bycia szczęśliwą. Na swój własny sposób, to prawo do walki o własne lepsze życie, to pewność własnej niezależności i tego, że nie potrzebuję opiekuna, który poprowadzi mnie przez życie. Bo wiem, że mogę sama decydować o sobie i nie zamierzam z tego rezygnować. I wy tez nie rezygnujcie i pamiętajcie o tym, bez względu na to, co usłyszycie na swój temat.

P.S. Dla komentujących: tak, codziennie łykam tabletki antykoncepcyjne, mam dwójkę świetnych dzieci i fajnego męża.


Zobacz także

Halloween last minute? To nie problem! Mamy kilka sprawdzonych trików!

Życie z egoistą. Ona wie, że powinna odejść, bo nigdy nie poczuje, że jest dla niego ważna

12 sygnałów, że utknęłaś w situationship. Czy to na pewno nowy rodzaj związku?