Podsumowanie akcji „14 dni dla mojego ciała”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 marca 2017
Fot. iStock / vadimguzhva
 

Gdy rozpoczynałyśmy naszą akcję, napisałyśmy, że to, co jest najważniejsze w zmianach, to motywacja do nich, cel, który nas przez nie poprowadzi… „Przede wszystkim… dla siebie – nigdy po to, by coś komuś udowodnić”.

Dziękujemy, że przez cały czas tak aktywnie uczestniczyłyście w wyzwaniach, pokazałyście i udowodniły – sobie samym, że warto o siebie zadbać. A proste pielęgnacyjne czynności, mogą być nie tylko troską o ciało, ale i pierwszym krokiem, żeby sobie przypomnieć o swoich potrzebach.

„14 dni dla mojego ciała” – to na tyle mało, by rozsądnie zaplanować, a potem zrobić „coś” dla siebie – i wystarczająco dużo, by poczuć, że to nasze działanie ma sens, że warto!

Jeszcze raz serdecznie wam dziękujemy! Jesteście cudowne!

Dziękujemy również naszemu partnerowi, marce evrēe, za wspaniałe nagrody! Niech wasze 14 dni dla ciała nigdy się nie kończy! Powodzenia!

Evree grey Logo+claim

A nagrody wędrują do…

Laureatki:

  1. Martyna Hinz 
  2. Anna Ochrymczuk
  3. Krystyna Smuga 
  4. Bożena Sil
  5. Karolina Sil 
  6. Bożena Olejarz
  7. Patrycja Piasecka
  8. Patrycja Koźlik
  9. Magdalena Żuk 
  10. Beata Maćkowiak 

Laureatkom serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników. Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Nagrody:

Dla każdej z pań – zestaw Super Slim, w którego skład wchodzi:

  • SUPER SLIM MODELUJĄCY OLEJEK DO CIAŁA,
  • SUPER SLIM NAWILŻAJĄCY OLEJEK DO MYCIA CIAŁA
  • SUPER SLIM WYGŁADZAJĄCY CUKROWO-SOLNY PEELING DO CIAŁA
Olejek-do-ciała-SSSuper Slim PeelingSuper Slim Olejek Prysznic

Super Slim

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Od dziś będę żyć lepiej. 12 kroków, by nasze życie było zgodne z filozofią ZEN

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 marca 2017
12 kroków, by nasze życie było zgodne z filozofią ZEN
Fot. iStock/KristinaJovanovic
 

„Uśmiechnij się, oddychaj i idź powoli” tak w kilku słowach można scharakteryzować filozofię zen. I wcale nie trzeba zostać buddyjskim mnichem, żeby żyć według kilku prostych zasad, które sprawiają, że nasze życie staje lepsze, bo my więcej potrafimy z niego czerpać.

Kto z nas nie chciałby, by w jego życiu było mniej stresu, za to więcej spokoju, uważności i prostoty. Zastanawialiście się kiedyś jak bardzo obecni jesteście w waszym własnym życiu?

Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić, żeby zacząć żyć trochę inaczej.

A jak żyć według ZEN?

Krok pierwszy: „Kiedy chodzisz, idź, Kiedy jesz, jedz”

Czyli rób jedną rzecz naraz. Ci, którzy od dawna praktykują zen, doskonale znają tę zasadę. Wielozadaniowość jest zbyt rozproszona, a my tracimy zdolność koncentracji i szybkiej oraz skutecznej pracy. Zatem jeśli się kąpiesz – kąp się, nie czytaj dodatkowo książki, nie próbuj wstawić prania w trakcie, czy porozmawiać z dzieckiem. Spróbuj chociaż trzy rzeczy dziennie zrobić osobno, pojedynczo. Zacznij od tego, a zobaczysz, jak wiele czasu zyskujesz, jak stajesz się spokojniejsza.

Krok drugi: Nie spiesz się

Zwolnij, rób wszystko powoli i świadomie, w pełnym skupieniu. Jeśli musisz podjąć ważną decyzję skoncentruj się tylko na niej, daj sobie czas na refleksję, na przemyślenie. Nie działaj losowo, to pozwala unikać zbyt wielu błędów – zobacz – znowu zyskujesz czas i spokój.

Krok trzeci: Skończ to, co robisz

Pamiętaj, aby każdą rzecz, którą masz do zrobienia, skończyć. Każdą – od najprostszych jak zjedzenie śniadania, przez obowiązki domowe, aż po zadania w pracy. Zrób jedną rzecz do końca i wtedy przejdź do następnej. Przykład? Robisz śniadanie – nie zaczynaj jeść, nim nie posprzątasz, nie odłożysz rzeczy na miejsce. Pamiętaj skończ jedno – zacznij drugie. To pozwala nam świadomie żyć, zauważać proste czynności, skupiać się na nich.

Krok czwarty: „Mniej znaczy więcej”

To popularne powiedzenie, często przez nas powtarzane i tylko powtarzane. Nie stosujemy go w naszym życiu. A filozofia zen mówi: zrób mniej. Jeśli twój dzień jest wypełniony zbyt dużą ilością zadań, poziom jakości ich wykonania z pewnością pozostawia wiele do życzenia, co dodatkowo ciebie stresuje. Pomyśl, co możesz wykreślić z twojego planu dnia, co możesz przenieść na kolejny dzień. Zrób mniej, ale lepiej, bardziej świadomie angażując się w swoje obowiązki.

Krok piąty: Zostaw sobie trochę przestrzeni

Spróbuj przestać żyć według sztywno ustalonego planu. Nie planuj wszystkiego w ściśle określonym i postępującym po sobie czasie. Od 6:15 do 6:30 poświczę 6:30 biorę prysznic, 6:40 wstawiam wodę na kawę, itp. Tak się nie da. Zostaw sobie miejsce między zadaniami, chociażby po to, by je spokojnie dokończyć, a przede wszystkim, by odpocząć między nimi i nie wpadać w panikę, gdy coś idzie niezgodnie z planem.

Krok szósty: Zadbaj o rytuały

Mnisi zen mają swoje rytuały o różnych porach dnia, ty też możesz je mieć. Stwórz własne rytuały, przykładowo – nim wstaniesz pomyślisz o pięciu miłych rzeczach, które czekają cię w ciągu dnia. Może będzie to muzyka, której będziesz słuchać w drodze do pracy, a która cię pozytywnie nastraja. Rytuały uczą nas uważności, pozwalają się skupić na danej rzeczy.

Krok siódmy: Wyznacz czas dla ważnych rzeczy

To ważne, by w swoim harmonogramie dnia ustalić, jaką porę dnia poświęcasz na dane rzeczy: czas na jedzenie, czas na kąpiel, czas na drzemkę, czas na pracę. Wykonywanie regularnie pewnych rzeczy, daje nam poczucie spokoju, poza tym nie pozwala nam zapomnieć o rzeczach ważnych – także tych, które sprawiają nam przyjemność.

Krok ósmy: Znajdź czas na siedzenie

Dziwne? Wcale nie. Znajdź w ciągu dnia czas na to, by posiedzieć i pomyśleć – bez telewizora, bez muzyki, w ciszy. Mnisi ten czas poświęcają na medytację – możesz jej spróbować, ale równie dobrze w tym czasie możesz myśleć o różnych rzeczach, które uważasz za ważne.

Krok dziewiąty: Pomagaj innym

Pomaganie uczy nas pokory, sprawia, że przestajemy się skupiać na własnych problemach, tylko na swoich potrzebach, pozwala dostrzec świat, który jest wokół nas. Uśmiechaj się do innych, pomagaj choćby w najdrobniejszych rzeczach – pomóż starszemu panu znaleźć mleko w sklepie, podnieś stojąc w kolejce rzecz, która upadła osobie stojącej przed tobą.

Krok dziesiąty: Gotuj, sprzątaj i medytuj

Często nie zdajemy sobie sprawy, że sprzątanie i gotowanie mogą stać się doskonałym czasem dla medytacji. Są to w gruncie rzeczy proste zadania, ale uczą nas uważności na to co robimy. Dla mnie osobiście formą medytacji jest gotowanie, nic tak mnie nie odpręża i odciąga od codziennego zamieszania. Każdy może w ciągu dnia znaleźć taką czynność dla siebie, nie musi to być gotowanie czy sprzątanie (mnie sprzątanie na pewno nie odpręża).

Krok jedenasty: Pomyśl o tym, co najważniejsze

Spytaj siebie, co naprawdę dla ciebie jest ważne. Kolejna para butów, spodni, nowa sukienka, telefon? Tak rzadko myślimy o naszych priorytetach dając się ponieść jakiemuś ogłupiającemu pędowi. Czego nie potrzebujesz? Na czym wcale tak bardzo ci nie zależy? Jeśli świadomie zrezygnujemy z tych rzeczy, przestaniemy za nimi biec, zobaczymy wszystko to, co ważne, temu poświęcimy nasz czas i naszą energię. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zrezygnować ze wszystkiego co lubimy, nawet mnichom zależy na telewizji satelitarnej, żeby móc oglądać mecze piłki nożnej.

Krok dwunasty: Proste życie

Pomyśl bez czego możesz żyć, co nie jest ci potrzebne do zdrowia czy szczęścia? Wyrzucenie tych niepotrzebnych rzeczy pozwoli ci pozbyć się stresu. Pozbądź się tego, co bardziej irytujące niż pożyteczne – może przechowujesz przepisy, z których nigdy nie korzystasz, ubrania, których nie zakładasz, buty, książki? Może są to ćwiczenia, których nie cierpisz, zajęcia, na które nie lubisz chodzić. Rezygnacja z tego wszystkiego nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie pozytywnie wpłynie na twoje życie, da tobie spokój i równowagę, pozwoli skupić się tym wszystkim, co dla ciebie ważne. Będziesz żyć szczęśliwiej.


źródło: zenkarma.com

 


Czy związek bez dzieci może przetrwać? Co scala małżeństwo, jeśli nie dzieci?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 marca 2017
Fot. iStock/teksomolika

Pytam męża: „Jak myślisz, co scala związek, gdy nie ma w nim dzieci?”. W odpowiedzi słyszę (szczerze jak zawsze do bólu): „Nie wyobrażam sobie takiego związku, zawsze chciałem mieć dzieci, to naturalne, że ludzie łączą się w pary też po to, by mieć potomstwo”.

Co prawda nie było to odpowiedzią na moje pytanie, ale pozwoliło spojrzeć na temat z trochę innej perspektywy. Przecież znamy pary, które nie mają dzieci. Pewnie czasami zastanawiamy się, czy mieć nie chcą, czy nie mogą, choć ta druga wersja nam „dzieciatym” wydaje się być bardziej prawdopodobna. Bo jak to można nie chcieć mieć dzieci? A jak nie możesz mieć, to adoptuj, w końcu tyle jest biednych i samotnych dzieci – tak radzi się najłatwiej.

Rafał i Dominika nie mogą mieć dzieci, choć mało kto ich o to pyta. – Wiesz, to takie dziwne, że ludzie z góry zakładają, że my z własnej wygody nie mamy dzieci. W końcu zdrowi, pracujący już dobrze po 40-tce, a jednak rodzicami nie zostaliśmy.

Dominika o tym, że nigdy nie zostanie mamą dowiedziała się w wieku 17 lat. – Moja mama tak strasznie wtedy płakała, a ja nie rozumiałam za bardzo, o co jej chodzi. No nie mogę, trudno, przyjęłam do wiadomości. Byłam młoda i pewnie inaczej do tego podeszłam. Dzisiaj myślę, że dzięki temu, że dowiedziałam się tak szybko, łatwiej pogodziłam się z tą sytuacją. Rafałowi od razu powiedziałam, że nie mogę mieć dzieci. Nie było to dla niego żadnym problemem. „Spoko, ja niekoniecznie chcę mieć” – powiedział, może, żeby mi nie robić przykrości? Kilka lat po ślubie, tuż przed 30-tką rozmawialiśmy o adopcji, ale nigdy się na nią nie zdecydowaliśmy. To po prostu nie dla nas. Przez chwilę była nawet mowa o surogatce. Ale jakoś tak… Chyba oboje zaakceptowaliśmy fakt, że nie będziemy mieć wspólnie dzieci w sposób naturalny. Skupiliśmy się na zupełnie innych rzeczach. Wspólnie uwielbiamy grać w brydża, śmiejemy się, ze brydż to dziecko, które nas scala.

Dominika podkreśla, że najtrudniejszy czas to ten, gdy znajomym rodziły się dzieci. – Nagle ci nie mogę wyjść, u innych dziecko chore. Słyszeliśmy „Wy to macie dobrze”, choć wiadomo, że nikt by się z nami nigdy miejscami nie zamienił, no chyba, że na weekend. Dzisiaj nasi znajomi mają już duże dzieci, które powoli zaczynają żyć własnym życiem. Z częścią mamy kontakt, z innymi urwał się kilka lat wcześniej. Po co mieliśmy sobie wchodzić w drogę – ja nie rozumiałam ich problemów, oni nie bardzo wiedzieli jak się przy nas bezdzietnych zachować.

To śmieszne, że nagle ludzie przestają mieć wspólne tematy do rozmów. Jak wszyscy nie mieliśmy dzieci – było w porządku, przegadywaliśmy całe wieczory. Jak dzieci się pojawiły, to nagle okazało się, że jak nie kupujemy pieluch, skoro nie miałam nigdy problemów z laktacją i nie wiem, czy 8-miesięcznemu dziecku podać już jajko czy jeszcze nie, to już sorry, ale nie mamy o czym rozmawiać.

Dziecko to tylko kłopot

– Decyzję o tym, że nie chcemy mieć dzieci, podjęliśmy wspólnie – opowiada Tomek, mąż Agnieszki. – Dzieci to kłopot. Najpierw w ogóle nie było tematu. Wiadomo, praca po studiach, pełne zaangażowanie, żeby się wykazać. Kiedy zaczęliśmy odnosić zawodowe sukcesy, mieć więcej pieniędzy, kupiliśmy mieszkanie i nawet przez chwilę nie zastanawialiśmy się nad dziecięcym pokojem. Sypialnia, duży salon z kuchnią, fajna dzielnica, duży taras – co nam więcej do szczęścia potrzeba.

Agnieszka wspomina, że na jej 30-te urodziny wszyscy życzyli jej dziecka. – Byłam w lekkim szoku, bo ja naprawdę nigdy nie myślałam o dzieciach, nigdy nie myślałam o sobie w roli mamy. Kilka lat wcześniej może przemknęło mi: „coś jest ze mną nie tak”, ale szybko odsunęłam od siebie tę myśl zakładając, że pewnie TEN czas sam przyjdzie. Ale jakoś nie nadchodził, a presja najbliższych stawała się coraz większa. Do tego stopnia, że zaczęłam unikać rodzinnych spotkań. Tomek w końcu spytał o co chodzi i chyba wtedy pierwszy raz szczerze porozmawialiśmy o dzieciach. Bałam się strasznie, że usłyszę, że go rozczarowałam, że jak mogłam go okłamać (choć nigdy nic nie mówiłam), że on chce być ojcem. W głowie zaprojektowałam sobie cała rozmowę. I kiedy wydusiłam z siebie, że ja chyba nie chcę mieć dzieci usłyszałam: „Naprawdę? Ja też nie”.

– Bałem się tej rozmowy. Cały czas sobie mówiłem, że widocznie nie jestem jeszcze gotowy na zostanie ojcem, ale tak naprawdę, nigdy nie chciałem nim być. Lubię dzieci, nie przeszkadzają mi, ale lubię też swoje życie i nie chciałbym w nim nic zmieniać. I ktoś może mówić, że to egoizm, wygoda. Niech sobie mówi. Ja powtarzam – to jest nasz wybór, nasza decyzja. Kiedy Agnieszka powiedziała, że nie chce mieć dzieci, kamień spadł mi z serca. Jakbym ważył z 30 kilo mniej. Rozmawialiśmy całą noc płacząc i śmiejąc się na zmianę. Gdyby ona chciała mieć dziecko? Pewnie dla niej bym się przełamał, ale nie wiem, jakby wyglądało nasze małżeństwo, czy by przetrwało.

Dzisiaj są 13 lat po ślubie. Oboje pochłonięci w swoich zawodowych obowiązkach, ale jak sami podkreślają, nie dali się pracy zwariować. – Po tamtej rozmowie kilka lat temu, otworzył się nam worek z pomysłami na życie – mówi Aga. – Zaczęliśmy snuć wspólne plany, co byśmy chcieli robić, co zobaczyć. Jakby wcześniej to „wiszące” nad nami niewidzialne dziecko nas ograniczało. Mamy wspólne pasje – jeździmy motocyklami. Zapisujemy się na różne ekstremalne trekkingi. Ostatnio łaziliśmy po Gruzji z plecakami. Autostopem pojechaliśmy do Chin. Wiem, że jak powiem „z dziećmi by się tak nie dało”, to są tacy, którzy mnie wyśmieją, bo już słyszałam, że z dziećmi można dużo, a nawet więcej. Ale ja nie chcę się o tym przekonywać. Chcę żyć swoim szczęśliwym życiem, wiadomo, że z górkami i dołami. Chciałabym, żeby szanowano nasz wybór, a to okazuje się być trudne. Teściowa do dziś mi „nie wybaczyła”, że nie zaszłam w ciążę, że jak mogłam tak unieszczęśliwić jej syna. Cóż. Na szczęście ma córkę i troje wnucząt, to z nas presja choć trochę została zdjęta. Moja mama czasami smutno tak na mnie patrzy i pyta, czy mi jest dobrze w życiu. Kiedy mówię, że tak, głaszcze mnie po twarzy: „To dobrze córeczko, to dobrze”.

Kaśka – znajoma opowiada mi o bezdzietnej parze, którą zna. – Wiesz, to taki dziwny twór – zaczyna. – To znaczy, oni są razem już ponad 15 lat. Ale mam wrażenie, że każde żyje swoim życiem, mało rzeczy robią wspólnie – no chyba, że wyjazd na wakacje, rzadkie spotkania ze znajomymi. Jedno ma swoją pracę, drugie swoją. Jedno kocha jazdę rowerem i wsiada na dwa kółka, kiedy tylko ma okazję, drugie chyba poza pracą pasji nie ma. Sami czasami opowiadają, że mijają się w domu, każde wraca po 20:00 zmęczone, jakieś gotowanie, ona książka, on mecz w telewizji. Ostatnio ogłosili, że biorą ślub. On zaczął mówić, że chce mieć dziecko, nawet ona zaczęła coś przebąkiwać na ten temat, tyle, że oboje są po 40-tce… Jakoś wierzyć mi się nie chce, że nagle w nich obudziła się chęć posiadania dziecka. Myślę, że to raczej na pokaz, żeby wszyscy się odczepili i o to dziecko nie pytali. Czy są szczęśliwi – ich by trzeba było spytać, z boku raczej to smutno wygląda, poza tym nie wyobrażam ich sobie w roli rodziców, każde zapatrzone w siebie maksymalnie. Może niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć dzieci.

Kiedy pytam Kaśkę, czy związek bez dzieci ma szansę przetrwać słyszę: „Pewnie tak, jeśli się kochają, szanują siebie, a przede wszystkim jeśli decyzja o tym, że nie chcą mieć dzieci jest naprawdę wspólna. Gorzej, gdy ona mówi, że nie chce, bo wie, że jemu nie zależy. I odwrotnie, gdy on zaprzecza, choć chciałby być ojcem. To prędzej czy później na pewno wyjdzie. Ale jak oboje stwierdzają, że to związek bez dzieci i mają na siebie pomysł, pomysł na ten związek, to czemu nie”.

Przypomina mi się historia kobiety, która dokonała aborcji w tajemnicy przed mężem. Nigdy nie przyznała się, że nie chce zostać matką, że nie lubi dzieci, że nie widzi dla nich miejsca w swoim życiu, w ich wspólnym życiu. „A on chce mieć dzieci?” – spytałam. Okazało się, że tak. Postanowiła przeczekać mając nadzieję, że mu minie, że kocha ją tak mocno, że odpuści „te dzieci”. „W końcu dzieci, to nie jedyny powód, dla którego ludzie są razem” – powiedziała.


Zobacz także

Proste słowa i małe gesty, czyli o wielkiej mocy życzliwości

Romans z młodszą kobietą kosztuje. Koniec mitu o sukowatych naciągaczkach   

Trening izometryczny

Wypróbuj trening izometryczny, czyli ćwiczenia bez ćwiczeń. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #24